Zeszło z nocki #16. Republika Zielonego Przylądka jest wielka

Maciej Piętak

27 czerwca 2026, 08:21 • 16 min czytania 0

Reklama
Zeszło z nocki #16. Republika Zielonego Przylądka jest wielka

Za nami przedostatni dzień fazy grupowej mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie. Francja rozniosła rezerwy Norwegii, z mundialem pożegnali się dwaj gracze Ekstraklasy, Urugwaj znowu się skompromitował, Iran otarł się o awans, a Belgia zagrała koncertowo. Wszystko to przyćmił jednak wyczyn Republiki Zielonego Przylądka, która dalej pisze swoją piękną historię. Zapraszamy na podsumowanie minionej nocy w Ameryce Północnej.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Senegal – Irak 5:0

  • 1:0 – Diarra 4′ (as. Seck)
  • 2:0 – Sarr 56′ (as. Camara)
  • 3:0 – P. Gueye 59′ (as. Sarr)
  • 4:0 – P. Gueye 71′ (as. Ndiaye)
  • 5:0 – Ndiaye 82′ (as. P. Gueye)

Przed pierwszym gwizdkiem sytuacja była jasna. To, co mogło cieszyć postronnych kibiców to fakt, że remis nie urządzał tutaj żadnej ze stron. Ba, oznaczał odpadnięcie zarówno Senegalu, jak i Iraku. Można się było więc spodziewać ofensywnej gry i braku kunktatorstwa.

I rzeczywiście, choć grała w piłkę tylko jedna drużyna. Mocno pomogła w tym czerwona kartka dla Iraku już w 13. minucie. Miało to miejsce już przy prowadzeniu Senegalu. Zaskakujące jedynie, że tak długo czekali na kolejne trafienia, ale te posypały się dopiero w drugiej połowie. Senegalczycy oddali 28 strzałów, z czego 12 celnych. Jeszcze kilka okazji pomarnowali, ale taki wynik jest dość konkretny, nie ma co narzekać.

Kozak i badziewiak meczu Senegal – Irak

Do przerwy ekipa Pape Thiawa prowadziła tylko 1:0, a rywalowi z Azji odjechała dzięki wejściu z ławki Pape Gueye. Gracz Villarrealu pojawił się na boisku w 57. minucie i w niespełna 15 minut strzelił dwa gole. Dzięki temu z wyniku 2:0 szybko zrobiło się 4:0. Warto dodać, że w poprzednich spotkaniach Gueye wychodził od początku, więc tym występem zapewne udowodnił trenerowi, że w ewentualnym kolejnym spotkaniu warto już z niego skorzystać. Do dubletu dołożył jeszcze asystę przy trafieniu Ilimana Ndiaye.

Reklama

Badziewiakiem zdecydowanie trzeba określić Rebina Sulakę. 34-letni obrońca tajlandzkiego Thai Port po raz pierwszy na tych mistrzostwach dostał szansę gry od pierwszej minuty. Zdecydowanie z niej nie skorzystał. Już w 4. minucie popełnił błąd i dał się przepchnąć Abdoulaye’owi Seckowi przy golu na 1:0 Habiba Diarry. Kilka chwil później faulował wychodzącego na czystą pozycję Sadio Mane i jeszcze przed upływem kwadransa wyleciał z boiska.

Reklama

Co się działo w meczu Senegal – Irak?

Mieliśmy powyższą czerwoną kartkę, która ustawiła spotkanie.

Może nie w samym meczu, ale to niesamowite, co przeżył Senegal podczas mundialu. Nie dostał zapłaty za Puchar Afryki i kwalifikacje do MŚ. Miał hotel i wyżywienie na żenującym poziomie oraz brak jakiegokolwiek szefa kuchni. Zawodnicy sami sobie kupowali żarcie. Natomiast selekcjoner przyjechał tu bez podpisanego kontraktu i z pięcioma miesiącami bez wypłaty. Także szacunek za postawę mimo takiej amatorki.

Reklama

Do przerwy ślamazarna i nieskuteczna gra Senegalu. Afrykańczycy szybko wyszli na prowadzenie, ale później irytowali brakiem przyspieszenia. Byli niedokładni, a Irakijczycy potrafili czasem utrzymać się dłużej przy piłce. Bardzo słabo wyglądał choćby skrzydłowy PSG Ibrahim Mbaye, który po raz pierwszy wyszedł na tym mundialu od początku. Odcięty od podań był również wyróżniający się wcześniej Ismaila Sarr.

Po przerwie jednak dominacja Senegalu była absolutna. Z każdą kolejną minutą podopieczni Grahama Arnolda coraz bardziej słaniali się na nogach. Dużo ożywienia wprowadzili rezerwowi – nie tylko Gueye, ale również Iliman Ndiaye czy Nicolas Jackson. Afrykańczycy pokazali dużą determinację i wyśrubowali trochę bilans bramkowy w nadziei na to, że pozwoli im to załapać się do najlepszej ósemki zespołów z 3. miejsc.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Senegal – Irak

Dzięki zrywowi w drugiej połowie Senegalczycy strzelili aż pięć goli. To najlepszy wynik w historii występów afrykańskich drużyn na mistrzostwach świata. Żaden afrykański team nie wbił tylu bramek.

Warto również dodać, że strzelając kolejnego gola Ismaila Sarr stał się najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Senegalu na mundialach. Ma trzy trafienia na tegorocznej imprezie i jedno podczas mistrzostw w Katarze. Wyprzedził zmarłego Papę Boubę Diopa.

Reklama

I jeszcze jedna rzecz. Trzech graczy Senegalu (Sarr, Papa Gueye i Ndiaye) zaliczyło zarówno gola, jak i asystę. To pierwsza taka sytuacja od słynnego 7:1 Niemców z Brazylią.

Reklama

A wiecie która drużyna Premier League ma największą liczbę strzelców na mundialu? Sunderland! Brian Brobbey dla Holandii, Granit Xhaka dla Szwajcarii, Wilson Isidor dla Haiti, Nilson Angulo dla Ekwadoru i teraz Habib Diarra dla Senegalu.

Reklama

Irak żegna się z mistrzostwami świata z bagażem 12 straconych goli. Do spółki z Tunezją są pod tym względem najgorsze drużyny na mundialu.

Mistrzostwa świata 2026. Norwegia – Francja 1:4

  • 0:1 – Dembele 7′ (as. Mbappe)
  • 0:2 – Dembele 20′ (as. Mbappe)
  • 1:2 – Aasgaard 21′ (as. Schjelderup)
  • 1:3 – Dembele 32′ (as. Tchouameni)
  • 1:4 – Doue 90+4′ (as. Barcola)

Nie było Haalanda, nie było Odegaarda, nie było Berge, nie było Ryersona, nie było Sorlotha. Selekcjoner reprezentacji Norwegii Stale Solbakken podszedł do sprawy bardzo strategicznie i zadowolił się drugą lokatą, wystawiając kompletne rezerwy. W końcu drugie miejsce sprawiało, że Wikingowie trafiliby na Wybrzeże Kości Słoniowej. No i wszystkie wyżej wymienione gwiazdy nie weszły na boisko.

Norwegia w ten sposób straciła część powszechnej sympatii. A na pewno powstały z tego powodu dwa obozy – „to mundial i tak nie wypada” oraz „kalkulacja i strategia – normalna sprawa”.

Reklama

Przede wszystkim obrona prezentowała się koszmarnie, pozwalając na wiele Kylianowi Mbappe i Ousmane Dembele. Francja wygrała 4:1, choć golkiper Norwegów – Egil Selvik – i tak zaliczył kilka interwencji, w tym zbił piłkę na poprzeczkę już w 20. sekundzie po strzale Mbappe. Tak więc nie padła jedna z najszybszych bramek w historii mundiali. Norwegowie mieli jakieś swoje małe momenty, zmarnowali nawet karnego, ale czuliśmy, że to rezerwy, bo formacje były średnio zgrane – zwłaszcza pomoc z obroną.

Tylko jeden gość z 26-osobowego składu nie zagrał ani minuty – trzeci bramkarz.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Norwegia – Francja

To akurat bardzo proste – kozak po stronie Francuzów biegał po prawym skrzydle i ustrzelił hat-tricka, natomiast badziewiakiem był ten, który go pilnował. A raczej próbował pilnować, bo pozwalał na wszystko. Jeśli Fredrik Bjorkan tak pilnuje mleka na płatki śniadaniowe, to za każdym razem musi wycierać kuchenkę. Dzieci też mu lepiej pod opiekę nie dawać, bo może je stracić z oczu.

Bjorkan na drugą połowę już nie wyszedł.

Reklama

Co się działo w meczu Norwegia – Francja?

Zacznijmy od tego, że Francję prowadził Guy Stephan, wieloletni asystent Didiera Deschampsa. Selekcjonera dotknęła rodzinna tragedia. Zmarła mu mama i wrócił na moment do Francji. Piłkarze chcieli wobec tego grać z czarnymi opaskami, ale… FIFA się nie zgodziła.

Reklama

Kylian Mbappe w memach nazywany jest dyktatorem. No to mamy zdjęcie, które idealnie pasuje pod tę tezę. „Memiarze” zadowoleni. Oddał on opaskę kapitańską… sędziemu Michaelowi Oliverowi i kazał mu przekazać ją Tchouameniemu.

48 milionów funtów Crystal Palace zapłaciło zimą za Jorgena Stranda Larsena. Norweg strzelił w Premier League… cztery gole w 2300 minut. Owszem, postrzelał w pucharach, ale cieniolom. A, że Trójkolorowi cieniasami nie są, to im akurat nie strzelił. Ten karny to obciach. Haaland siedział na ławce i płakał z żenady.

Reklama

Warto też zobaczyć wszystkie trzy gole Dembele, bo każdy z nich wymagał „pokręcenia” trochę obrońcami. A właściwie biednym Bjorkanem.

Reklama

Reklama

Chwicza Kwaracchelia ogląda w telewizji mundial i musiał się zdziwić, że tu Ousmane Dembele zaprezentował jego celebrację. Docenił to Gruzin w mediach społecznościowych.

Reklama

Norwegowie na trybunach chociaż sobie popływali, bo nie mogli oglądać największych gwiazd.

Ciekawa statystyka z meczu Norwegia – Francja

Francja pod wodzą Didiera Deschampsa nie wie, jak to jest zająć drugie miejsce w mundialowej grupie. Cztery razy ją bowiem wygrywała.

Reklama

Ousmane Dembele oddał trzy strzały. Wszystkie były celne i wszystkie skończyły się trafieniem do siatki. Wzorowa skuteczność.

W przypadku tego trzeciego zaangażowany był w to… cały zespół. Wszystkich jedenastu piłkarzy wymieniło między sobą podania. To pierwszy taki gol na tym mundialu.

Reklama

Mike Maignan to pierwszy bramkarz, który obronił karnego na tym mundialu.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Urugwaj – Hiszpania 0:1

  • 0:1 – Baena 42′

Urugwaj musiał wygrać, żeby być pewnym awansu, lub przynajmniej zremisować, żeby móc się jeszcze oglądać na innych. Zagrał jednak tak, że nie zasłużył na nic, przez co w atmosferze wstydu wraca do domu. Odpada w grupie, która na papierze była dla niego formalnością.

O ile piłkarze Marcelo Bielsy przez prawie całą pierwszą połowę bardzo dobrze się bronili, o tyle z przodu od początku brakowało im atutów. Jakby tego było mało, Fernando Muslera znów się skompromitował, przepuścił łatwiutki strzał Baeny i od tego momentu Urugwajczycy nie mieli wyjścia – musieli atakować. A w ofensywie cierpieli, nie stworzyli żadnej sytuacji, za to Hiszpanie powinni podwyższyć za sprawą Olmo lub Torresa. W samej końcówce zaczęło się polowanie na hiszpańskie kości, co skutkowało wykluczeniem Canobbio.

Kozak i badziewiak meczu Urugwaj – Hiszpania

Ciężko się ten mecz oglądało i trudno kogoś tu mocniej pochwalić. Można jednak wyróżnić Marcosa Llorente, który przez cały czas był solidny w obronie i nawet w lepszym okresie dla Urugwaju pozwalał rywalom na mniej niż Cucurella po drugiej stronie. Do tego zaliczył asystę przy zwycięskim golu, przytomnie odnajdując w polu karnym Baenę.

Do wyboru badziewiaka nikogo nie trzeba przekonywać. 40-letni Muslera w drugim meczu z rzędu popełnił niewytłumaczalny błąd i po przerwie już nie było go na boisku. Jak stwierdził Bielsa, sam bramkarz poprosił go o zmianę. Wychodzi na to, że decyzja o wznowieniu reprezentacyjnej kariery była jego najgorszą w życiu.

Co się działo w meczu Urugwaj – Hiszpania?

Urugwaj był beznadziejny z przodu, to prawda, ale nie zmienia to faktu, że sędziowie w doliczonym czasie chyba zbyt łatwo przeszli do porządku dziennego po starciu Vinasa z Olmo. To mógł być rzut karny.

Ciekawa statystyka z meczu Urugwaj – Hiszpania

Obie drużyny przez cały mecz oddały po jednym celnym strzale. Hiszpanom dało to gola. W przypadku Urugwaju chodziło o próbę De la Cruza zza pola karnego, po której Unai Simon dość pewnie złapał piłkę. Chwilami odnosiliśmy wrażenie, że to spotkanie odbywa się według naszego czasu i ktoś kazał zawodnikom grać o 2 w nocy.

Mistrzostwa świata 2026. Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska 0:0

Republika Zielonego Przylądka awansowała z grupy i sprawiła największą jak dotąd sensację na mundialu, ale rany, jakiż ten mecz był nudny.

I to akurat zarzut do Arabii Saudyjskiej – o ile Kabowerdeńczycy tworzyli sobie niezłe okazje i mogli wygrać nawet i 3:0, tak Saudyjczycy nie wyglądali w ogóle na zespół, który gra o awans. A przecież wystarczyłby im do tego tylko jeden gol.

Kozak i badziewiak meczu Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska

W tym meczu działo się tak niewiele, że aż trudno wskazać kogoś, kto wyróżnił się pozytywnie i negatywnie. Jako badziewiaka symbolicznie wskażemy napastnika Arabii Saudyjskiej Firasa Al-Buraikana, bo – umówmy się – zero strzałów napastnika w meczu decydującym o awansie przeciwko jedynej drużynie w grupie, która wydaje się w twoim zasięgu, to dramat.

Kozak? Trzeba by wskazać całą drużynę Republiki Zielonego Przylądka, która zrobiła swoje i osiągnęła historyczny awans. Z przebiegu meczu najwięcej, by zostać zapamiętanym zrobił jednak bramkarz Arabii Saudyjskiej Mohammed Al-Owais, który uratował drużynę przed stratą gola w sytuacji sam na sam.

Co się działo w meczu Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska?

Niewiele. Naprawdę niewiele. Kilka niezłych, szybkich akcji Kabowerdeńczyków nie wynagrodzi nam niecałych dwóch godzin spędzonych przy tym paździerzu.

Ale już obrazki, gdy cieszą się po końcowym gwizdku jak najbardziej.

Ciekawa statystyka z meczu Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska

Republika Zielonego Przylądka awansowała do fazy pucharowej dzięki trzem remisom jako pierwsza drużyna od czasów Chile na mundialu w 1998 roku. Zapisała się drużyna trenera Bubisty w historii mundiali, bez dwóch zdań.

Mistrzostwa świata 2026. Egipt – Iran 1:1

  • 0:1 –  Mohamed Saber 5′
  • 1:1 – Ramin Rezaeian 14′

Egipt zremisował z Iranem 1:1 w swoim ostatnim meczu fazy grupowej i po raz pierwszy w historii awansował do fazy pucharowej mistrzostw świata. Więcej z gry mieli Faraonowie, choć w drugiej połowie musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Mohameda Salaha. Iran do samego końca walczył o zwycięstwo, ale dramatyczna końcówka i decyzja Szymona Marciniaka póki co pozbawiły Persów upragnionego awansu.

Kozak i badziewiak meczu Egipt – Iran

Kozak spotkania? Szymon Marciniak. Polski arbiter zaliczył bardzo udany mecz. Pewne decyzje i od początku ustalone warunki gry. Mimo agresywnej gry obu ekip i emocjonującej końcówki spotkania Marciniak ciągle kontrolował przebieg tego starcia. Zmienić swoją decyzję musiał jedynie w końcówce spotkania, ale umówmy się, że mógł nie dostrzec tego minimalnego spalonego.

Badziewiakiem spotkania zostaje Mehdi Taremi. Napastnik Olimpyakosu Pireus nie wykorzystał rzutu karnego i nie stwarzał w zasadzie żadnego zagrożenia pod egipską bramką. Od gwiazdy zespołu oczekuje się zdecydowanie więcej niż zaledwie dwóch strzałów i jednego udanego dryblingu. Gdyby Taremi „dojechał” na ten mecz, Iran już dziś mógłby świętować awans do dalszej fazy mundialu.

Co się działo w meczu Egipt – Iran?

Jak zazwyczaj, na meczu obecny był Gianni Infantino. Ciekawe czy tym razem znów skorzystał ze swojego prywatnego odrzutowca.

Mecz poprzedzony był awanturą w sprawie tęczowych flag. Federacje obu drużyn nie chciały zgodzić się na łączenie tego starcia z inicjatywą miasta Seattle pod nazwą „Pride Match Day”. Znaleźli się jednak „odważni” kibice:

Mecz sędziował nasz sędzia – Szymon Marciniak, który miał sporo roboty w tym spotkaniu.

Ciekawa statystyka z meczu Egipt – Iran

To było pierwsze oficjalne starcie pomiędzy Egiptem a Iranem. Wcześniej drużyny mierzyły się jedynie w starciach towarzyskich. Iranowi „leżą” spotkania z afrykańskimi zespołami. Na mistrzostwach świata trzykrotnie mierzyli się z takimi ekipami i ani razu nie przegrali. Bilans po dzisiejszym starciu wciąż jest pozytywny i wynosi 1 zwycięstwo, 3 remisy, 0 porażek.

Dla Egiptu, który na swoim koncie ma najwięcej zwycięstw w Pucharze Narodów Afryki, to dopiero pierwszy awans do dalszej fazy mistrzostw świata. Zdecydowanie Egipcjanie mają dzisiaj powody do świętowania.

Mistrzostwa świata 2026. Nowa Zelandia – Belgia 1:5

  • 0:1 – Leandro Trossard 28′
  • 0:2 – Leandro Trossard 50′
  • 0:3 – Kevin de Bruyne 67′
  • 1:3 – Elijah Just 84′
  • 1:4 – Romelu Lukaku 86′
  • 1:5 – Alexis Saelemaekers 90’+5′

Po dwóch nieudanych meczach z Egiptem i Iranem Belgia nie mogła pozwolić sobie na kolejny remis. Ponadto Czerwone Diabły chciały wszystkim udowodnić, że potrafią grać efektownie i przede wszystkim skutecznie. No właśnie, w ostatnich dwóch spotkaniach to ona była największym problemem, ale w Toronto Belgowie wrócili na właściwe tory.

To była różnica klas. Nowozelandczycy mieli kilka momentów, w których pokazali się z niezłej strony, ale finalnie wygrał zespół lepszy, a wynik wyraźnie na to wskazuje. Dzięki tak wysokiej wygranej Belgowie zakończyli zmagania w grupie na pierwszym miejscu. Nowa Zelandia z kolei zajęła ostatnią lokatę i odpadła z turnieju.

Kozak i badziewiak meczu Nowa Zelandia – Belgia

Kozaków było dwóch – Kevin de Bruyne oraz Leandro Trossard. Przez tego pierwszego przechodziła każda ofensywna akcja Belgów, a występ zwieńczył golem oraz dwoma „pseudoasystami”. W statystykach nie będzie miał zaliczonej żadnej asysty, ale bez jego dwóch kluczowych podań Trossard nie miałby na koncie dubletu. No właśnie, skrzydłowy Arsenalu miał niełatwy start spotkania – najpierw piłkę po jego strzale wybito z linii bramkowej, a później nie wykorzystał dogodnej okazji. Po zdobytej bramce Belg rozkwitł i imponował swobodą i lekkością w grze.

Na przeciwległym biegunie umieścimy defensorów Nowej Zelandii – konkretniej stoperów Finna Surmana oraz Tylera Bindona. Obaj mieli problemy z wygrywaniem pojedynków, obaj mieli problemy z kryciem, no generalnie dramat. Bindona cenimy jednak ciut wyżej, gdyż raz uchronił zespół przed utratą gola, wybijając piłkę z linii bramkowej.

Co się działo w meczu Nowa Zelandia – Belgia?

Należy wyróżnić przede wszystkim wspomnianą wcześniej świetną interwencję Bindona z początku meczu. Stoper Nowej Zelandii w niełatwej sytuacji wybił futbolówkę z linii bramkowej, zapobiegając utracie gola.

Na trybunach nie zabrakło również słynnego belgijskiego kibica „oBelgixa” przebranego za jednego z głównych bohaterów bajki Asteriks i Obeliks. Oczywiście, w belgijskich barwach.

Fot. Newspix

Ciekawa statystyka z meczu Nowa Zelandia – Belgia

Warto odnotować, że belgijscy zawodnicy po raz pierwszy zdobyli bramki na tegorocznym mundialu. Z Egiptem padł gol samobójczy, a z Iranem Belgia bezbramkowo zremisowała. Jednego z goli w starciu z Nową Zelandią strzelił Romelu Lukaku, który stał się najlepszym strzelcem w historii reprezentacji na mistrzostwach świata.

Rekordzistą stał się także Thibaut Courtois, dla którego był to osiemnasty występ na mundialu. Nikt z Belgów nie ma więcej.

0 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama