Pierwszy w historii mistrz świata i pierwszy powojenny zdobywca Pucharu Jules’a Rimeta. Po owocnej erze Oscara Tabareza, która obfitowała m.in. w czwarte miejsce na mundialu w RPA i ćwierćfinał na turnieju w Rosji, przyszedł najgorszy wynik od 20 lat. W Katarze Los Charruas pierwszy raz od mundialu w Korei i Japonii nie wyszli z grupy. Zadecydowała o tym mniejsza liczba strzelonych goli od Koreańczyków. Mieli taką samą liczbę punktów, remis w meczu bezpośrednim i identyczną różnicę bramek, ale strzelili dwa gole, czyli dwa razy mniej niż Korea.
Urugwaj – 17. miejsce w rankingu FIFA

Pierwszy w historii mistrz świata i pierwszy powojenny zdobywca Pucharu Jules’a Rimeta. Po owocnej erze Oscara Tabareza, która obfitowała m.in. w czwarte miejsce na mundialu w RPA i ćwierćfinał na turnieju w Rosji, przyszedł najgorszy wynik od 20 lat. W Katarze Los Charruas pierwszy raz od mundialu w Korei i Japonii nie wyszli z grupy. Zadecydowała o tym mniejsza liczba strzelonych goli od Koreańczyków. Mieli taką samą liczbę punktów, remis w meczu bezpośrednim i identyczną różnicę bramek, ale strzelili dwa gole, czyli dwa razy mniej niż Korea.
Niedługo po rozczarowaniu w Katarze do dymisji podał się Diego Alonso, a zastąpił go Marcelo Bielsa. Był to powrót Argentyńczyka do roli selekcjonera po dwunastu latach. To z nim u sterów Chile w 2010 roku po raz pierwszy od dwunastu lat zagrało na mundialu. Na jego konto idzie też jednak najgorszy od 1962 roku wynik Argentyny na mistrzostwach świata. Pod wodzą Bielsy w 2002 roku Albicelestes jedyny raz od tego czasu nie zdołali wyjść z grupy. W wieku 70 lat Bielsa będzie trzecim najstarszym selekcjonerem podczas tegorocznego mundialu.
Droga na mundial
Dzięki bilansowi bramkowemu Urugwajczycy eliminacje do mistrzostw świata zakończyli na czwartym miejscu. W 18 meczach zdobyli 28 punktów, czyli tyle samo, co Kolumbia, Brazylia oraz Paragwaj. Kolumbijczycy również mieli bilans bramkowy +10, ale strzelili 28 goli, czyli sześć więcej od Los Charruas. Bilans Brazylijczyków wynosił zaś +7, a Paragwajczyków +4. Bilety do Ameryki Północnej Urugwaj bookować zacząć mógł po przedostatniej kolejce eliminacji, czyli trzy miesiące po Brazylii i Ekwadorze oraz pół roku po obrońcach tytułu z Argentyny.
- vs Chile – 3:1 (dom), 0:0 (wyjazd)
- vs Ekwador – 1:2 (wyjazd), 0:0 (dom)
- vs Kolumbia – 2:2 (wyjazd), 3:2 (dom)
- vs Brazylia – 2:0 (dom), 1:1 (wyjazd)
- vs Argentyna – 2:0 (wyjazd), 0:1 (dom)
- vs Boliwia – 3:0 (dom), 0:0 (wyjazd)
- vs Paragwaj – 0:0 (dom), 0:2 (wyjazd)
- vs Wenezuela – 0:0 (wyjazd), 2:0 (dom)
- vs Peru – 0:1 (wyjazd), 3:0 (dom)
Największa gwiazda – Fede Valverde

Filar środka pola Realu Madryt liczbowo ma za sobą najlepszy sezon w karierze. Wcześniej nie udało mu się zakończyć sezonu z ponad 20 bezpośrednimi udziałami przy golach. Przedtem jego rekordem było 19 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w sezonie 2022/23 (12 goli i 7 asyst). Minione rozgrywki skończył zaś z dorobkiem 13 asyst i 9 trafień. Tylko w meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem City trzykrotnie wpakował piłkę z siatki. Trzeci gol UEFA wybrała zresztą najpiękniejszym, jaki padł w minionej edycji tych rozgrywek.
Na mistrzostwa świata 27-latek udaje się po kilku tygodniach absencji spowodowanej absurdalnym zdarzeniem. Trzy dni przed El Clasico Valverde w wyniku szarpaniny w szatni z Aurelienem Tchouamenim upadł i rozciął sobie głowę, przez co wylądował w szpitalu. Miał nawet przez chwilę być nieprzytomny. Ten incydent był kulminacją wrogiej atmosfery, jaka między tą dwójką panowała od poprzedniego dnia.
Zaczęło się od ostrego, choć ponoć przypadkowego faulu Francuza podczas treningu. Mimo to Valverde nie zamierzał odpuścić – chciał się zrewanżować na partnerze ze środka pola. Następnie obaj pokłócili się w szatni, ale tylko słownie. Według „Marki” Valverde nazajutrz nie podał Tchouameniemu ręki i w dodatku sfaulował go na treningu. Alvaro Arbeloa chciał uspokoić obu piłkarzy poprzez umieszczenie ich w jednym zespole, ale na nic się to zdało – twierdziło RMC. Zawodnicy dalej przepychali się słownie. A potem była rzeczona szarpanina w szatni.
Przez ten incydent Valverde opuścił nie tylko El Clasico, ale także następne dwie kolejki. Wrócił na ostatni mecz sezonu z Athletikiem. Główny bohater zamieszania wydał też oświadczenie, w którym zaprzeczał, jakoby został uderzony przez Tchouameniego. – Przypadkowo uderzyłem w stół, robiąc sobie małe rozcięcie na czole, które wymagało standardowej wizyty w szpitalu. Mój kolega w żadnym momencie mnie nie uderzył i ja też go nie uderzyłem, chociaż rozumiem, że łatwiej będzie uwierzyć, że rzuciliśmy się na siebie albo że było to celowe – twierdził.
fot. Newspix