Listonosz, znawca sztuki, piłkarz. Nietypowy Thomas Meunier

Szymon Janczyk

10 lipca 2026, 18:13 • 8 min czytania 5

Reklama
Listonosz, znawca sztuki, piłkarz. Nietypowy Thomas Meunier

W Polsce najsłynniejszym listonoszem, który się przebranżowił, pozostaje Piotr „Kękę” Siara, ale Belgowie mają mocną odpowiedź w temacie. Thomas Meunier pocztę roznosił krótko, ale jednak. Właśnie zalicza swój trzeci mundial i liczy, że zdobędzie na nim drugi medal. W piłkę zamierza grać do czterdziestki. Potem? Potem będzie mógł w spokoju skupić się na sztuce.

Reklama

Od picia kawy w fabryce samochodów do gry z Neymarem. Życie nie powinno tak wyglądać – w ten sposób Thomas Meunier kończy tekst o sobie na popularnej platformie The Players Tribune, gdzie zawodnicy opowiadają o swoich losach w pierwszej osobie. Historia, którą przedstawił Meunier, była o tyle niezwykła, że pokazywała drogę do wielkości człowieka, który w pewnym momencie bardzo w siebie zwątpił.

Mistrzostwa Świata 2026. Thomas Meunier i jego nietypowe pasje

Thomas Meunier nie był w Belgii talentem nieznanym. Syn piłkarza-amatora trafił do akademii Standardu Liege. Był zwykłym chłopakiem pochodzącym z niewielkiej miejscowości. Robotnicza rodzina i ojciec, który po godzinach kopał piłkę na lokalnym poziomie, ale brał to na serio. Wiele rzeczy brał zresztą na serio, co generowało spięcia w domu: rodzice Thomasa się rozwiedli, dzieci ciężko to zniosły.

W domu było intensywnie. Razem z siostrą zamieszkaliśmy u matki, co było dla niej bardzo trudne. Bardzo się starała, żebyśmy mieli pełną lodówkę. Pracowała jako pielęgniarka, potem sprzątała domu. Wieczorem dorabiała jeszcze w restauracji – pisał reprezentant Belgii.

Reklama

Dla Meuniera ucieczką była akademia Standardu, bo musiał przeprowadzić się do Liege, zamieszkać w bursie. Mógł zacząć od nowa, ale po dwóch latach piękna przygoda się skończyła. Trener przekazał mu, że się nie nadaje.

Może zabrzmi to śmiesznie, ale dla mnie to nie była katastrofa. Piłka nożna nie była jedyną radością w moim życiu, więc pomyślałem, że pójdę do normalnej szkoły, będę robił normalne rzeczy i cieszył się życiem. Przekazałem rodzicom, że rezygnuję na dobre. Nie miałem już pasji, moje marzenie było martwe – tłumaczy sam zainteresowany.

Dekady po tamtych wydarzeniach powstają całe analizy, prace naukowe o tym, co dla dziecka znaczy zostać wyrzuconym z akademii piłkarskiej. Kluby są uczulane, że pogoń za elitarnym talentem największej kosztuje odrzuconych. Zwłaszcza że w wielu przypadkach trener czy dyrektor po prostu się myli, wskazując na niewłaściwą jednostkę. Meunier na The Players Tribune bagatelizował ten temat, ale w „Guardianie” przyznał, że bardzo go to zabolało.

Wyzwania z młodości ukształtowały mój charakter. Jeśli jesteś nastolatkiem, skupiasz się wyłącznie na piłce i słyszysz od klubu, że nie jesteś wystarczająco dobry, możesz być w szoku.

Reklama

W szoku był też Meunier senior. Przestał rozmawiać z synem o piłce, czuł rozczarowanie. Thomas stwierdził nawet, że marzenie ojca też wtedy zniknęło. O karierę zawalczyła jednak matka, która widziała, jak wiele znaczy dla syna ganianie za piłką.

Thomas Meunier

Przez trzecią ligę do PSG. Thomas Meunier składał samochody i roznosił listy

Załatwiła mu testy w lokalnym zespole – Virton. Trzecia liga, najpierw jeszcze akademia. Thomas Meunier strzelił dziesięć goli w sparingu i trener kazał mu tylko wybrać numer na koszulce. Nie miał wątpliwości, że chce go w zespole. Belg dziś gra na prawym boku obrony czy też wahadle, natomiast w przeszłości był napastnikiem. I w Virton zaczął strzelać na zawołanie, na wszelkie sposoby. Nawet najbardziej szalone, bo pakował bramki z dystansu, z przewrotki, jak tylko się da.

Istniał jednak pewien problem. Virton płacił mu 400 euro miesięcznie. Nie dało się z tego wyżyć, więc Thomas stanął przed wyborem: albo praca, albo studia. To drugie wykluczało aktywną grę, więc postanowił poszukać roboty w okolicy. Meunier najpierw został listonoszem, potem pracował w fabryce samochodów.

Reklama

Roznoszenie poczty jest o wiele trudniejsze, niż może wam się wydawać. Wstawałem o piątej i zaczynałem trasę. Zatrzymujesz samochód, wychodzisz, idziesz do skrzynki, sortujesz pocztę, wracasz. I od nowa, co dziesięć metrów. Gdy pada i musisz przejść 50 metrów do skrzynki, poważnie się męczysz. Gdy wracałem do domu, byłem tak wyczerpany, że spałem całe popołudnie! – opowiadał sam zainteresowany.

Po kilku miesiącach Thomas Meunier dał sobie z tym spokój. Zaciągnął się do fabryki okien samochodowych, gdzie rutyna wyglądała podobnie. Pobudka o piątej, pół godziny dojazdu do pracy. Łyk kawy, początek zmiany o szóstej. Reprezentant Belgii był monterem przednich szyb w samochodach znanych, zachodnich marek. Po czternastej, po ośmiu godzinach pracy, szedł na trening. W poniedziałki atmosfera w fabryce była najlepsza: kumple mogli analizować jego występy dla Virton. Czasami dawali mu w kość.

Podobało mi się to, było tam mnóstwo młodych pasjonatów futbolu. Rozmawialiśmy o nim cały dzień. Cieszę się z tego doświadczenia, nauczyło mnie ważnych rzeczy w życiu. Przede wszystkim szacunku do tego, co masz. Gdy jako nastolatek zarabiasz 50 tysięcy miesięcznie, możesz zwariować. Lekcja, którą odebrałem, dała mi dobre fundamenty na resztę życia – stwierdził w jednym z wywiadów.

Thomas Meunier zarabiał 1250 euro miesięcznie i grał w trzeciej lidze, ale jego życie kompletnie się zmieniło. Club Brugge zaryzykował, wydał 100 tysięcy euro na zdolnego, młodego piłkarza z niższej klasy rozgrywkowej i uruchomił domino, które doprowadziło Belga do Paris Saint-Germain.

Reklama

Meunier na salonach. PSG to wielki bankiet, Paryż kusił muzeami

Club Brugge to klub jego dziadka. Kibicował mu najmocniej. Ojciec też był szczęśliwy: wydarł się przez telefon, że jego synowi się udało. W Virton siadał w rogu trybuny i oglądał samotnie mecze syna, wciąż wierząc, że jeszcze się przebije. Natomiast od „przebije się” do gry z gwiazdami w PSG daleka droga. Thomas Meunier po latach przyznał, że w Paryżu czuł się jak w innym świecie. Żartował, że Thiago Motta nawet nie pamiętał, że wymienili się koszulkami: do tego stopnia był nieznany.

To była niekończąca się impreza urodzinowa. W Brugii zresztą świętowaliśmy urodziny grając w rzutki czy bilard lokalu. Tu wynajmowano pałace, całe budynki, organizowano bankiety dla setek osób. Wtedy widzisz, że to nie są piłkarze, to gwiazdy – opowiadał Meunier.

W stolicy Francji czuł się jednak jak ryba w wodzie. Wszystko przez… sztukę. Thomas był oszołomiony liczbą muzeów, galerii, które mógł odwiedzić. Sztuka od zawsze była dla niego ważna, zaraziła go tym babcia, nauczycielka. Jak sam mówi: jedyna osoba w robotniczej rodzinie, która miała pojęcie o artystach, muzyce.

Był okres, w którym mówiłem, że zostanę rysownikiem, twórcą kreskówek. Byłem wielkim fanem Królika Bugsa! – chwalił się Belg.

Reklama
Thomas Meunier

Koszulki inspirowane lokalnym artystą na pewno przypadły do gustu Meuniera.

Studiował więc sztukę i odwiedzał różne przybytki. Podziwiał Francisa Bacona, Victora Vasarely’ego oraz Salvadora Dalego. Tapeta na telefon z obrazem Dalego sprawiła zresztą, że o nietypowej pasji dowiedzieli się dziennikarze. To znaczy: przed tym, jak Thomas Meunier sam został mecenasem sztuki. Piłkarz nie ograniczył się bowiem do tego, że spełnił marzenie i kupił sobie dzieła ulubionych malarzy. Wspólnie z przyjacielem, byłym agentem, stworzył adresowany do artystów projekt: Play It Art.

Działamy jak sponsor. Rekrutujemy talenty i prosimy ich o prace związane ze sportem. Nie wszyscy się zgadzają, bo instrukcje nie są częścią tożsamości artysty. Niektórzy jednak próbują wykorzystać swój dar: malarstwo, rzeźbę, fotografię – tłumaczył Meunier w belgijskich mediach, gdy w Brukseli odbywała się premiera wystawy w ramach wspomnianego projektu.

Reklama

When Football Meets Art było zbiorem dzieł inspirowanych futbolem. Często przekraczających granicę, stąd Lionel Messi sportretowany w koszulce Realu Madryt. Prace artystów są po czasie licytowane, a dochód z ich sprzedaży trafia na konto fundacji, która wspiera integrację młodzieży z biednych rodzin.

Meunier zabiera dzieci do muzeów. „Chcę, żeby interesowały się czymś więcej niż TikTokiem”

Thomas Meunier sam tworzył sztukę. Wykorzystywał wiedzę przekazaną przez babcię, ale z uśmiechem przyznaje, że od kiedy ma trójkę dzieci, jego kariera artysty jest już skończona. Zamierza grać w piłkę do czterdziestki i może potem znów chwyci za pędzel, ołówek, cokolwiek. Póki co zajmuje się tym, żeby zarazić najmłodszych swoją pasją.

Chodzimy z dziećmi na wystawy. Chcę, żeby interesowały się czymś więcej niż TikTok-iem. Ostatnio pokazywałem im wystawę o kulturze i historii Egiptu – tłumaczył na oficjalnym kanale reprezentacji Belgii.

Jak sam twierdzi, wizyty w muzeach dają mu „emocje intelektualne”, bo patrzy na rzeczy, które „muszą być zrozumiane i mogą nauczyć nas, jak coś rozumieć”.

Reklama

Chodzi o podjęcie wysiłku, otworzenie umysłu i dążenie do wiedzy, odkrywania świata. Kiedy zacząłem w to wsiąkać, podobał mi się kubizm i surrealizm. To trochę belgijska rzecz. Artyści flamandzcy mieli ogromny wpływ na sztukę. Teraz odkrywam ją poprzez znajomości, częściej patrzę na rzeźby, architekturę. Bardzo lubię nową sztukę, skandynawski styl: jest o wiele bardziej neutralna. Każdy znajdzie powód do jej odkrywania – twierdził w rozmowie z „Champions Journal”.

Jeśli więc komuś podobają się koszulki reprezentacji Belgii inspirowane dziełami Rene Magritte’a, to na pewno jest to Thomas Meunier. Być może nawet tłumaczy swoim kolegom z kadry, dlaczego taki wybór to znakomity pomysł? W końcu belgijski dinozaur, weteran wielkich imprez, dostrzega zmiany pokoleniowe w szatni.

To jak eksperyment. Ich mentalność, podejście jest inne. Gdy wchodziłem do szatni, Instagram był popularny, ale teraz mamy generację TikToka. Wszyscy tańczą i słuchają gównianej muzyki! – śmiał się w rozmowie z kanałem belgijskiej federacji.

Dla młodych Belgów mamy jedną radę – słuchajcie Thomasa Meuniera. To facet, który przeżył tyle, że może tym obdzielić całą szatnię. W pewnym momencie nie tylko założył własne biznesy, lecz też… został swoim własnym agentem. Był listonosz, jest self-made-man. Idealnie pasuje do american dream, motywu tego mundialu.

Reklama

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

5 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Norweski kibic nie wiosłuje z innymi. „To głupie i niezgodne z faktami”

Jakub Radomski
19
Norweski kibic nie wiosłuje z innymi. „To głupie i niezgodne z faktami”