Na dużym turnieju wystąpią po raz pierwszy w XXI wieku. Żaden inny przedstawiciel Europy na tegorocznym mundialu nie czekał tak długo na ponowny udział w dużej imprezie. Ostatni raz w międzynarodowym turnieju uczestniczyli w 2000 roku. Swoją drogą było to jedyne Euro w historii tej reprezentacji. Z kolei na mistrzostwach świata zobaczymy ich po raz pierwszy od 28 lat. Z europejskich zespołów równie długo na mundial czekali tylko Szkoci i Austriacy. Mundial we Francji był dopiero trzecim z ich udziałem. Tam też osiągnęli swój najlepszy wynik.
Norwegia – 31. miejsce w rankingu FIFA

Na dużym turnieju wystąpią po raz pierwszy w XXI wieku. Żaden inny przedstawiciel Europy na tegorocznym mundialu nie czekał tak długo na ponowny udział w dużej imprezie. Ostatni raz w międzynarodowym turnieju uczestniczyli w 2000 roku. Swoją drogą było to jedyne Euro w historii tej reprezentacji. Z kolei na mistrzostwach świata zobaczymy ich po raz pierwszy od 28 lat. Z europejskich zespołów równie długo na mundial czekali tylko Szkoci i Austriacy. Mundial we Francji był dopiero trzecim z ich udziałem. Tam też osiągnęli swój najlepszy wynik.
Już w 1938 roku Norwegowie grali w 1/8 finału mistrzostw świata, ale wówczas była to pierwsza runda. Sześć dekad później musieli się już czymś wykazać, by znaleźć się w najlepszej szesnastce turnieju. W 1/8 finału zameldowali się dzięki ograniu 2:1 pewnej już awansu Brazylii. Wcześniej zremisowali z Marokiem i Szkocją. Pokonać dali się dopiero po wyjściu z grupy. W otwierającym fazę pucharową meczu ulegli 0:1 Włochom. Takim samym wynikiem przegrali dwa lata później z Jugosławią, co zadecydowało o braku awansu do fazy pucharowej Euro.
Droga na mundial
Podopieczni Stale Solbakkena, który kadrę prowadzi od końcówki 2020 roku, przez eliminacje przeszli jak burza. Jako jedyni w strefie UEFA nie zaliczyli w kwalifikacjach choćby jednego potknięcia. Mieli też absolutnie najlepszą ofensywę – w ośmiu meczach zdobyli aż 37 bramek. Nikomu innemu nie udało się zakończyć eliminacji z minimum 30 trafieniami na koncie. Najbliżej tego byli Belgowie, którzy strzelili 29 goli. W czerwcu pogrążyli Luciano Spalettiego, który po przyjęciu w Oslo na klatę trójki uznał, że po następnym meczu ustępuje ze stanowiska.
Mimo zmiany selekcjonera w rewanżu Norwegowie znów pokonali Italię różnicą trzech bramek. Na koniec eliminacji wygrali na San Siro aż 4:1, a trzy gole wpakowali Włochom na przestrzeni kwadransa. Najmniej oberwało się Estończykom, którzy w dwumeczu „ledwie” pięć razy musieli wyciągać piłkę z siatki. Poza tym dziewięć goli Skandynawowie wbili Izraelowi, a Mołdawianom… szesnaście. We wrześniu rozbili ich 11:1, co jest drugą najwyższą wygraną w historii europejskich eliminacji do mundialu. Wyżej tylko w 1969 roku wygrało RFN – 12:0 z Cyprem.
- vs Mołdawia – 5:0 (wyjazd), 11:1 (dom)
- vs Izrael – 4:2 (wyjazd), 5:0 (dom)
- vs Włochy – 3:0 (dom), 4:1 (wyjazd)
- vs Estonia – 1:0 (wyjazd), 4:1 (dom)
Największa gwiazda – Erling Haaland

W trzecim najwyżej wygranym przez norweską kadrę w jej dziejach meczu aż pięć razy piłkę do siatki wpakował Erling Haaland. Najlepszy strzelec w historii tej reprezentacji eliminacje skończył z dorobkiem szesnastu goli, co dało mu tytuł króla strzelców nie tylko w strefie UEFA, ale w całych eliminacjach. Wyrównał tym samym ustanowiony przez Roberta Lewandowskiego rekord strefy UEFA, który tyle bramek zdobył w eliminacjach do mundialu 2018. Nie było w tych eliminacjach meczu, w którym snajper Manchesteru City nie strzelił chociaż jednego gola.
Na San Siro wyrównał zresztą 63-letni rekord legendy malezyjskiego futbolu, Abdul Ghaniego Minhata. Do tamtej pory jako jedyny w historii piłki reprezentacyjnej zdobył bramkę w jedenastu meczach z rzędu. Jako się rzekło, Haaland trafiał we wszystkich ośmiu meczach eliminacji, przed ich startem dwukrotnie z rzędu strzelał w Lidze Narodów, a w międzyczasie zapakował jeszcze gola Finlandii w sparingu. Aż trudno uwierzyć, że występ przeciwko Irakowi, który miejsce mieć będzie 16 czerwca w Foxborough, będzie jego debiutanckim na dużym turnieju.
Do Ameryki Północnej wylatuje też po odzyskaniu tytułu króla strzelców Premier League. Minione rozgrywki skończył z dorobkiem 27 goli oraz ośmiu asyst, co jest gorszym wynikiem tylko od jego premierowego sezonu w City. Wtedy z marszu wykręcił rekord bramek w jednym sezonie Premier League – zdobył ich 36. Wówczas także dorzucił jeszcze osiem asyst. Choć Igor Thiago z Brentfordu w pewnym momencie zaczął deptać mu po piętach. W ostatnich sześciu występach w sezonie zwiększył jednak dystans z jednej bramki różnicy na pięć.
fot. Newspix