Grupa K – Ronaldo i James vs ciekawi outsiderzy

Aleksander Rachwał

11 czerwca 2026, 08:50 • 13 min czytania 5

Reklama
Grupa K – Ronaldo i James vs ciekawi outsiderzy

Grupie K warto przyglądać się z dużą uwagą. To tutaj możemy zacząć szukać odpowiedzi na pytanie, czy dla Portugalii i Cristiano Ronaldo to może być „ten” mundial. Poza nimi faworytem do awansu z grupy jest Kolumbia, którą do sukcesu raz jeszcze ma powieść James Rodriguez. Nie mniej interesującym wątkiem będzie jednak udział dwóch drużyn podchodzących do rywalizacji z pozycji kopciuszka – zarówno Demokratyczna Republika Konga, jak i Uzbekistan nie znalazły się bowiem na mundialu przypadkiem.

Reklama

Portugalia – ile Ronaldo może jeszcze dać kadrze?

Biorąc pod uwagę, o jak wielkim piłkarzu mówimy, pytanie „czy Portugalia powinna zabierać Cristiano Ronaldo na mundial?” ma w sobie nutę absurdu. A jednak latem 2026 trudno uciec od dyskusji o tym, na ile legenda reprezentacji jeszcze jej pomaga, a na ile ogranicza jej potencjał.

reprezentacja Portugalii

Zarówno dla Ronaldo, jak i dla Messiego, dwóch najlepszych piłkarzy swojej generacji i prawdopodobnie również w całej historii futbolu, będzie to ostatni (szósty) mundial w karierze. Trudno nie odnieść wrażenia, że ten finisz w przypadku każdego z zawodników wygląda zupełnie inaczej. Dla argentyńskiej kadry pozostanie Messiego to kluczowy element nadziei na obronę mistrzostwa. Dla portugalskiej obecność Ronaldo to atut wizerunkowy, może mentalny. Ale piłkarsko w pewnym sensie balast.

Nie mówimy, że Cristiano jako piłkarz nie ma już nic do zaproponowania. 41-letni, mniej dynamiczny, dramatycznie nieskuteczny z rzutów wolnych Ronaldo pewnie wciąż jest lepszy (swoją drogą to po sparingach brutalnie wycinane były „próby” CR7 w tym elemencie) niż niejeden zawodnik w jakiejś przeciętnej drużynie. Ale mówimy o przepełnionej talentami Portugalii, w której niemal na każdej pozycji czeka kolejka znakomitych, będących w formie i szczycie możliwości fizycznych piłkarzy. A z Cristiano problem nie polega na tym, że obniżył swój poziom, tylko, że kiedy jest obecny, życie musi kręcić się wokół niego.

Reklama

Ronaldo jest większy niż portugalska piłka. Dopóki sam nie zrezygnuje z kadry, będzie powoływany, a selekcjoner nie podejmie tej decyzji za niego (chyba, że Portugalia sięgnie po Michała Probierza). Powołany Cristiano to z kolei nie Cristiano siedzący na ławce, wchodzący na końcówki spotkań, by wnieść swoje doświadczenie. To Cristiano, na którym musi skupiać się światło reflektorów.

Kiedy spojrzymy na liczby Ronaldo w reprezentacji, widzimy, że one wciąż są fenomenalne. Tyle że w eliminacjach i meczach towarzyskich. Tymczasem na ostatnich dwóch wielkich turniejach Cristiano zanotował łącznie jedną bramkę (w meczu z Ghaną na mundialu w Katarze, z rzutu karnego) i jedną asystę (w meczu z Turcją na Euro 2024). Czy pogoń jednego człowieka za rekordem (golem na szóstym kolejnym mundialu) jest warta położenia szali potencjalnego sukcesu całego świetnego pokolenia portugalskich zawodników?

Selekcjoner Roberto Martinez zapewnia, że decyzje o wystawieniu Ronaldo podejmuje na podstawie aspektów sportowych, a nie zasług. Ile w tym dyplomacji, a ile prawdziwych przekonań trenera, trudno stwierdzić.

W każdym razie, nawet jeśli obecność Cristiano w jakimś stopniu hamuje drużynę przed uwolnieniem pełni jej możliwości, to wciąż Portugalia ma na tyle dużo jakości, że śmiało można ją uznać za jednego z faworytów do wygranej (tak jak ma to zresztą miejsce od lat). Środek pola złożony ze zwycięzców Ligi Mistrzów – to Vitinha i Joao Neves oraz MVP sezonu w Premier League Bruno Fernandes. Najmocniejsza druga linia na mundialu. Boki obrony? Znów zwycięzca Ligi Mistrzów – Nuno Mendes, a po drugiej stronie Joao Cancelo po udanej rundzie w świetnej Barcelonie lub podstawowy zawodnik Manchesteru City Matheus Nunes. Skrzydła? Można przebierać w opcjach, gdy ma się do dyspozycji Rafeela Leao, Bernardo Silvę, Joao Felixa, Francisco Conceicao czy Pedro Neto. No i zastępstwo dla Cristiano na środek ataku też oczywiście jest, w osobie Goncalo Ramosa.

Reklama

I zanim ktoś napisze „cały ten raban o Cristiano po to, by wymienić go na rezerwowego napastnika PSG?!” – nie o to chodzi. W Paryżu Ramos też nie siedzi na ławce dlatego, że gra inna, lepsza od niego „dziewiątka”, tylko z uwagi na Ousmane Dembele, który przez większość kariery grał na skrzydle. Mając do dyspozycji jakościowych zawodników można poszukać rozwiązań, które przyniosą największe korzyści drużynie. Przykładem Hiszpania – gdy nie miała klasowej „dziewiątki”, po prostu zmieniła taktykę tak, by w inny sposób wykorzystać swoje atuty.

Kolumbia – Los Cafeteros wciąż liczą na Jamesa

Jakieś dwa lata temu Kolumbia byłaby naturalnym typem na czarnego konia turnieju. Patrząc jednak na eliminacje i ostatnie wyniki meczów towarzyskich, trudniej wierzyć, że Los Cafeteros będą liczyć się w walce o najwyższe cele.

reprezentacja Kolumbii

Nestor Lorenzo miał naprawdę kapitalne wejście do zespołu. Argentyńczyk objął kolumbijską kadrę we wrześniu 2022 roku i nie przegrał w aż 25 (!) kolejnych meczach. Jego seria zatrzymała się dopiero w finale Copa America 2024, gdzie Kolumbijczycy po dogrywce przegrali z Argentyną. Przegrali, dodajmy, po dobrym meczu, w którym mieli swoje okazje i po którym mogli czuć spory niedosyt.

Reklama

Po finale drużyna jednak wyhamowała. Z dwunastu meczów eliminacyjnych wygrała tylko cztery (choć jeden z nich to rewanż na Argentynie za Copa America, wygrany 2:1), cztery również przegrała. To spokojnie wystarczyło do awansu, ale nieco ostudziło entuzjazm związany z występem kadry na mundialu.

Nie przywróciły go raczej ostatnie mecze towarzyskie. O ile jesienią Kolumbia wygrała trzy z czterech sparingów – z czego w jednym z nich zgniotła Meksyk 4:0 – tak wiosną na tle drużyn z europejskiej czołówki wypadła blado. W sparingach rozegranych w USA Los Cafeteros najpierw ulegli brązowym medalistom poprzednich mistrzostw, Chorwacji, 1:2, a następnie wicemistrzom świata, Francji, 1:3. Przed samym turniejem ekipa z Ameryki Południowej grała już bardziej sparingi „na podbudowanie nastrojów” – z Kostaryką i Jordanią, w których pewnie wygrała.

Kolumbijczycy wysyłają do Ameryki Północnej bardzo doświadczony skład – z trzecią najwyższą średnią wieku w stawce, dwunastoma piłkarzami po trzydziestym roku życia i tylko jednym zawodnikiem do lat 23. Trzech piłkarzy z obecnej kadry – David Ospina, James Rodriguez i Santiago Arias – było w niej również na mundialu w Brazylii, gdzie Los Cafeteros osiągnęli ćwierćfinał – swój najlepszy wynik w historii. Pięciu kolejnych obecnych kadrowiczów pojechało też na mundial 2018 roku.

Najmocniej tamte dwa turnieje z obecnym łączy James Rodriguez. 2014 rok był dla niego przełomowy – występ na mistrzostwach uczynił z niego gwiazdę światowego formatu. Choć dziś trudno powiedzieć, by cieszył się takim statusem, dla reprezentacji wciąż jest kluczowy. Na Copa America powiódł drużynę do finału. W Kolumbii wierzą, że mimo iż w klubie od końcówki lutego rozegrał ledwie sześć spotkań (i tylko dwa w podstawowym składzie), na mundialu znów będzie liderem, który pomoże co najmniej wyrównać wynik sprzed dwunastu lat.

Reklama

Na mistrzostwach w Brazylii James został królem strzelców, dziś w kadrze przede wszystkim asystuje. Na Copa America zanotował aż sześć ostatnich podań i zdobył nagrodę MVP. W ciągu ostatnich dwóch lat takich asyst miał w kadrze aż piętnaście.

Być może nawet bardziej niż na Jamesa Kolumbijczycy liczą na swoją nową wielką gwiazdę – Luisa Diaza. Skrzydłowy ma na koncie już ponad 70 występów w narodowych barwach, ale pojawił się w kadrze po mundialu w 2018 roku, więc będzie to jego debiut na mistrzostwach świata. Przypada on zarazem na moment życiowej formy piłkarza, którą osiągnął w tym sezonie w Bayernie Monachium. W eliminacjach pokazał, że w kadrze też można na nim polegać – zanotował siedem bramek i tyle samo asyst. Zresztą, to na barkach jego i Jamesa w największej mierze spoczywał ciężar strzelania goli – razem byli zaangażowani w 60% bramek zdobytych przez Kolumbię w meczach eliminacyjnych.

Demokratyczna Republika Konga – upragniony powrót po długiej podróży

Jeśli kogoś dziwi obecność reprezentacji Demokratycznej Republiki Konga na mundialu, to raczej z uwagi na czas jaki minął od jej ostatniego udziału na tym turnieju (52 lata, wtedy jeszcze był to Zair) lub z uwagi na trudną sytuację polityczną tego kraju. Natomiast patrząc na dokonania tej drużyny w ostatnich latach, jest to obecność, której jak najbardziej należało się spodziewać. Kongijczycy byli bowiem blisko awansu już na dwie poprzednie edycje mistrzostw świata. A wtedy grały przecież 32 zespoły, więc było trudniej.

Demokratyczna Republika Konga

Reklama

W eliminacjach do mundialu 2018 zajęli w grupie drugie miejsce, o jeden punkt ustępując Tunezji. Tunezji, z którą w kluczowym dla losów awansu meczu prowadzili u siebie już 2:0, by w ciągu zaledwie dwóch minut wypuścić prowadzenie i zakończyć mecz tylko z remisem.

W eliminacjach do mundialu w Katarze, które odbywały się w nieco innej formule, wygrali swoją grupę. To dało im przepustkę do decydującego o awansie dwumeczu z Marokiem. Tam w pierwszym spotkaniu u siebie zremisowali 1:1, na własnym terenie Marokańczycy wygrali jednak 4:1.

Eliminacje do tegorocznego turnieju też miały olbrzymi potencjał, by w opowieściach o nich dominowało słowo „prawie”. DR Konga była o krok od zajęcia pierwszego miejsca w grupie, które dałoby bezpośredni awans, jednak znów – tym razem w meczu z Senegalem – wypuściła dwubramkowe prowadzenie na własnym stadionie i przegrała 2:3. Drugie miejsce w grupie dało jej udział w barażach, gdzie najpierw pokonała Kamerun 1:0, a w finale, po serii rzutów karnych, Nigerię. To jednak dawało afrykańskiej drużynie jedynie przepustkę do baraży interkontynentalnych. Dopiero po ograniu w nich Jamajki awans na mistrzostwa świat został wreszcie przyklepany.

Sukces Demokratycznej Republiki Konga nie jest dziełem przypadku. Odpowiadają za niego piłkarze wychowani w Europie, którzy po wyszkoleniu w mocniejszych piłkarsko państwach zdecydowali się na reprezentowanie kraju swoich przodków. W ten sposób w kadrze znaleźli się gracze z czołowych europejskich lig, jak Cedric Bakambu (Betis), Yoane Wissa (Newcastle United), Aaron Wan-Bissaka (West Ham) czy Axel Tuanzebe (Burnley).

Reklama

Fakt ten próbowali zresztą obrócić przeciwko Kongijczykom sfrustrowani po porażce w barażach Nigeryjczycy. Wnieśli oni skargę do FIFA, argumentując, że choć światowa federacja piłkarska pozwala na uprawnienie do gry zawodników mających paszporty dwóch krajów, to sama instytucja podwójnego obywatelstwa jest nielegalna w świetle przepisów Demokratycznej Republiki Konga. FIFA tej skargi jednak nie rozpatrzyła, bo Nigeryjczycy nie spełnili wymogów formalnych.

To zresztą nie jedyny zarzut, jaki wystosowali wobec rywali Nigeryjczycy. Drugi dotyczył tego, że Kongijczycy uciekli się do… czarów. – Podczas rzutów karnych gość z Konga odprawiał voodoo. Za każdym razem. Dlatego trochę się zdenerwowałem – mówił po meczu trener Eric Chelle.

Tutaj obie sprawy rozeszły się po kościach, natomiast zespół napotkał komplikacje na etapie przygotowań do mundialu. Lamparty miały rozegrać sparing z Chile w hiszpańskim La Linea, który lokalne władze odwołały w związku z epidemią Eboli w DR Konga. Na nic zdały się argumenty, że zawodnicy przebywali w Europie, więc nie groziło im zarażenie. Mecz ostatecznie się odbył (Chile wygrało 2:1), ale we francuskim Orleanie, bez udziału publiczności.

Czego się spodziewać po występie Kongijczyków w Ameryce Północnej? Gry opartej na defensywie i kontratakach, ale też dojrzałości wynikającej z trudnych doświadczeń z obecnych i poprzednich eliminacji. Dwa pierwsze miejsca wydają się kompletnie poza zasięgiem, ale dzięki obecności Uzbekistanu i nowemu formatowi rozgrywek podopieczni trenera Sebastiana Desabre’a na pewno nie są bez szans na awans z trzeciej pozycji.

Reklama

Na koniec obowiązkowo musimy wspomnieć o akcencie ekstraklasowym. W kadrze DR Konga na mundial znalazł się Steve Kapuadi z Widzewa Łódź (w szerokiej kadrze był też Afimico Pululu z Jagiellonii Białystok, ostatecznie skreślony). Obrońca był w ostatnim czasie regularnie powoływany, choć grał niewiele. Jak dotąd zaliczył w kadrze tylko trzy występy, wszystkie w meczach towarzyskich.

Uzbekistan – pokolenie szkolenia i włoski bajerant

Debiut Uzbekistanu na mistrzostwach świata to ostateczne potwierdzenie, że szkolenie młodzieży to podstawa w rozwoju piłki nożnej w dowolnym miejscu na świecie. Uzbecy powiedzieli sobie jakiś czas temu, że zaczną w to mocno inwestować i dziś mogą zbierać plony.

Uzbekistan

Eliminacje zakończone awansem na imprezę w Ameryce Północnej były dziewiątymi, w jakich reprezentacja Uzbekistanu brała udział odkąd państwo to powstało po upadku ZSRR. Na tych dziewięć prób dwie były całkiem bliskie powodzenia. W eliminacjach do mundialu 2006 Uzbecy dotarli do play-offów, gdzie po dwóch remisach za burtę wyrzucił ich Bahrajn (jak dobrze, że wreszcie zniesiono zasadę premiowania bramek zdobytych na wyjeździe). W eliminacjach o mundial w Brazylii w ostatnim etapie baraży strefy azjatyckiej zdecydowały rzuty karne w starciu z Jordanią (którą potem w decydującym meczu rozbił Urugwaj).

Reklama

Tym razem nawet nie były konieczne baraże. Uzbekistan w grupie zajął drugie miejsce, tuż za Iranem, i zapewnił sobie bilet do Ameryki Północnej już w czerwcu zeszłego roku.

Sukces ten był dziełem dwóch trenerów. Pierwszą część zadania wykonał Srecko Katanec. Słoweniec, jako piłkarz brązowy medalista igrzysk olimpijskich w 1984 roku, jako trener – głównie selekcjoner. Poza Słowenią w Europie prowadził jeszcze Macedonię, po czym ruszył na podbój Azji – trenował Zjednoczone Emiraty Arabskie, Irak, a od 2021 roku właśnie Uzbekistan. Przy pierwszym podejściu – w eliminacjach do mundialu w Katarze – Katanecowi się nie udało, w drugim był już naprawdę blisko wykonania celu, gdy zrezygnował. Zdecydowały kwestie zdrowotne.

Dzieło Słoweńca dokończył jednak Timur Kapadze – objął zespół na drugim miejscu w grupie i w ostatnich czterech meczach zdobył osiem punktów, czym przypieczętował pierwszy w historii kraju wyjazd na najważniejszą piłkarską imprezę świata. W nagrodę za to osiągnięcie Kapadze… został pożegnany. W jego miejsce postawiono na duże nazwisko, choć kojarzone za sprawą kariery zawodniczej, nie trenerskiej – Fabio Cannavaro.

Cannavaro właśnie w Azji zaczął swoją przygodę w roli szkoleniowca – pracował w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Chinach (gdzie zaliczył też epizod na stanowisku selekcjonera tamtejszej kadry) czy Arabii Saudyjskiej. W końcu po około sześciu latach pracy na Wschodzie i trzech latach przerwy postanowił sprawdzić się w Europie, co w każdym z trzech klubów, w których dostał szansę – Benevento, Udinese i Dinamie Zagrzeb – kończyło się klapą. Uzbekistanu to jednak nie odstraszyło i w październiku, kilka miesięcy po zwolnieniu Cannavaro z Dinama (gdzie poprowadził zespół w 14 meczach), powierzono mu misję poprowadzenia kadry narodowej w trzech najważniejszych meczach w jej historii.

Reklama

Jak zespół radzi sobie pod wodzą mistrza świata z 2006 roku? Można powiedzieć, że przyzwoicie. Z ośmiu sparingów jak dotąd wygrał pięć. Sęk w tym, że pozostałe trzy mecze, z mocniejszymi rywalami (i zarazem uczestnikami mundialu – Urugwajem, Kanadą i Holandią) – przegrał w komplecie. Warte odnotowania są jednak zwycięstwa nad Egiptem i Iranem.

Zamykając temat trenerów, ich rola w awansie wydaje się jednak nie tak istotna jak fakt, że Uzbekistan dysponuje po prostu zdolnym pokoleniem piłkarzy. Najbardziej wyrazistym jego przedstawicielem jest rzecz jasna Abdukodir Chusanow, obrońca Manchesteru City, za którego Obywatele zapłacili półtora roku temu 40 milionów euro. Chusanow to wychowanek FC Bunyodkoru, produkt uzbeckiego szkolenia, na którym jednak… nie od razu się poznano. W 2022 roku obrońca został lekką ręką oddany do klubu z Białorusi, gdzie szybko zaczął objawiać swój talent. Gdy zaś wreszcie trafił do reprezentacji, jego umiejętności szybko dostrzegli skauci RC Lens i zrobili świetny interes.

– Oni [Uzbecy] naprawdę nieźle szkolą, mają ciekawe jednostki. Wielu zawodników z mojego klubu regularnie grało w seniorskiej reprezentacji Uzbekistanu. Ze mną grał Abbosbek Fayzullayev. Cały czas patrzył do przodu, świetnie czuł grę, bardzo dobra technika. Wziąłbym go do Polski, ale trochę za późno – odszedł do CSKA Moskwa. Czytałem, że teraz chce go Villarreal – zachwalał rozwój piłki w Uzbekistanie w wywiadzie na Weszło z 2024 roku Przemysław Banaszak, który miał okazję występować w Pakhtakorze Tashkent.

Fajzulajew do Villarrealu nie trafił (póki co), ale za 7,5 mln euro kupił go turecki Basaksehir. 22-letni skrzydłowy to obok Chusanowa jedna z największych gwiazd kazachskiej kadry.

Reklama

Trzecią jest Eldor Shomurodov, 30-letni napastnik, który – również przez Rosję – trafił do Włoch. Tam rozegrał blisko 130 spotkań na poziomie Serie A w barwach Genoi, Romy, Spezii i Cagliari. Kapitan uzbeckiej kadry jest jej najbardziej doświadczonym zawodnikiem i zarazem najlepszym strzelcem w historii. Obecnie, wraz z Fajzulajewem, występuje w Basaksehirze. Miniony sezon zakończył z koroną króla strzelców ligi tureckiej (22 gole, ex aequo z Paulem Onuachu z Trabzonsporu).

Poza wspomnianą trójką cała reszta zespołu to jednak zawodnicy z lig azjatyckich – głównie uzbeckiej. Mimo wzrostu poziomu futbolu w tamtym rejonie, raczej nie należy się po drużynie Białych Wilków spodziewać cudów. Jeśli gdzieś mają upatrywać swojej szansy, to w starciu z DR Konga. Tym bardziej, że zespół Cannavaro towarzysko pokonywał już ekipy z Afryki.

Terminarz grupy K

17 czerwca, 19:00 – Portugalia – DR Konga
18 czerwca, 04:00 – Uzbekistan – Kolumbia
23 czerwca, 19:00 – Portugalia – Uzbekistan
24 czerwca, 04:00 – Kolumbia – DR Konga
28 czerwca, 01:30 – DR Konga – Uzbekistan
28 czerwca, 01:30 – Kolumbia – Portugalia

W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdują się wszystkie teksty z tej serii:

Reklama

Grupa A – Gospodarze i… walka za ich plecami?
Grupa B – Ciągle ci sami Szwajcarzy, kanadyjskie marzenia
Grupa C – Z jednej strony powroty, z drugiej grająca zawsze Brazylia
Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm
Grupa E – Rozczarowujący Niemcy vs dwie najmłodsze ekipy. I Kopciuszek
Grupa F – To powinniśmy być my…
Grupa G – Grupa marzeń i nadziei

Grupa H – rozgrzewka dla Hiszpanii i Urugwaju?
Grupa I – Norwegia wraca do gry. Rywale mówią: sprawdzam
Grupa J – Potrójne A znakiem gwarancji emocji

O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – z plakatem zawierającym terminarz i drabinkę turnieju. Magazyn zamówisz tutaj.

Fot. Newspix

Reklama
5 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama