Sama obecność Iranu, ze względu na tło przyjazdu tej drużyny na mundial, daje grupie G silny ładunek emocjonalny. Na boisku każdy będzie jednak walczył bez sentymentów o swoje własne marzenia – Belgia o godną puentę w wykonaniu ostatnich przedstawicieli jej złotego pokolenia, Egipt o pierwsze w historii zwycięstwo, a nawet awans. No a Nowa Zelandia o to, by udowodnić, że nie przyjechała tylko pozwiedzać.
Belgia – zmierzch złotego pokolenia
Belgia to historia trochę podobna do Holandii – zespół nadal na tyle jakościowy, by wciąż traktować go jako drużynę z ambicjami na strefę medalową, ale jednak półkę niżej niż najlepsi. Z tym że Belgowie w ostatnim czasie przeżywali naprawdę spory kryzys.
Mundial w Katarze? Ogromne rozczarowanie – tylko jedno zwycięstwo (z Kanadą) i powrót do domu po fazie grupowej. Euro 2024? Gładko wygrane eliminacje, ale sam turniej to znów słaba gra. Jedno zwycięstwo (z Rumunią) wystarczyło do awansu z grupy ze Słowacją (z którą Belgowie przegrali) i Ukrainą (wówczas naprawdę przeciętną, z którą Czerwone Diabły tylko zremisowały), ale Francja w 1/8 finału już była za mocna.
A po imprezie w Niemczech zjazd trwał. W Lidze Narodów Belgia ledwo utrzymała się w dywizji A (w grupie wyprzedziła tylko Izrael i to z trudem, bo na wyjeździe dała mu się ograć), w barażu zdołała pokonać Ukraińców, choć w pierwszym meczu przegrała 1:3. Kiedy więc patrzymy na tabelę eliminacji do mundialu – Belgowie znów pewnie wygrali grupę, bez porażki – i widzimy tam wyniki po sześć czy siedem do zera z Kazachstanem czy Liechtensteinem (albo gdy widzimy wynik 5:0 w ostatnim sparingu z Tunezją), to jednak zachowujemy pewną rezerwę.

Po pierwsze dlatego, że – jak już zaakcentowaliśmy – w starciach z mocniejszymi rywalami Czerwone Diabły ostatnio zawodziły. Druga sprawa to kadra. Niby rzucasz okiem na skład, widzisz, że jest Thibaut Courtois, Kevin De Bruyne i Romelu Lukaku, i myślisz, że chyba jest nieźle, ale to pozory – poza bramkarzem Realu Madryt, który wciąż trzyma światowy poziom, liderzy „złotego pokolenia” to już raczej nie ta klasa, co kiedyś.
De Bruyne po transferze do Napoli przez większą część sezonu zmagał się kontuzją, a poza tym nie podobał mu się sposób, w jaki chciał grać Antonio Conte. Lukaku? Spędził niemal całe rozgrywki na leczeniu, zagrał raptem siedem spotkań. Z ekipy, która sięgała po brąz na mundialu w Rosji w kadrze wciąż są również Axel Witsel, Thomas Meunier czy Youri Tielemans. Pierwszy ma już 37 lat i właśnie spadł z La Liga z Gironą. Drugi skończył lat 34 no i niby nadal gra na przyzwoitym poziomie w Lille, ale to chyba nikogo w Hiszpanii czy Francji nie powala na kolana. Tielemans wyróżnia się w tym gronie – jest wciąż przed trzydziestką i jest ważną postacią w mocnej Aston Villi, z którą dopiero co wygrał Ligę Europy, na dodatek strzelając bramkę w finale.
Oczywiście, od 2018 roku pojawiły się nowe postaci. Charles De Ketelaere z Atalanty to świetny piłkarz, podobnie jak Jeremy Doku z Manchesteru City czy Leandro Trossard z Arsenalu. No ale to już nie te czasy, gdy powiemy, że Belgia ma gwiazdy światowego formatu właściwie na każdej pozycji.
Plusów można szukać w tym, że selekcjoner Rudi Garcia ugasił pożar po poprzedniku, Domenico Tedesco. Naprawił relacje z liderami, namówił Courtois do powrotu (choć to akurat nie wszystkim się spodobało – Koen Casteels z tego powodu postanowił zakończyć karierę w kadrze) i jak na razie notuje dobre wyniki. Prawdziwa weryfikacja jednak dopiero przed nim.
Egipt – Salah napisze historię?
Egipcjanie są w o tyle dobrej pozycji, że nie muszą zrobić wiele, by zapisać się w historii – wystarczy, że wygrają jeden mecz, a dokonają czegoś, co jak dotąd na mundialu im się nie udało. Ambicje sięgają jednak osiągnięcia przy okazji rzeczy jeszcze większej, czyli awansu z grupy.
Cóż, kiedy o tym marzyć jak nie teraz, skoro Egipt ma w składzie już nie jednego wielkiego lidera, a dwóch – do Mohameda Salaha dołączył w końcu Omar Marmoush. Miewali Faraonowie w składzie – poza Salahem – piłkarzy na solidnym europejskim poziomie, jak choćby Mohamed Elneny, który przecież zaliczył ponad 160 występów w Arsenalu, ale to jednak inna bajka niż Marmoush, który w sezonie 2024/25 wykręcił 28 bramek i 17 asyst w barwach Eintrachtu Frankfurt, po czym odszedł do Manchesteru City za ponad 70 baniek.

To musi budować nadzieje Egiptu, nawet jeśli największa gwiazda, Salah, ostatnio nie błyszczała formą. Dwanaście goli i dziesięć asyst we wszystkich rozgrywkach to nadal bardzo dobry wynik, ale po prostu nie taki, do jakiego skrzydłowy Liverpoolu przyzwyczaił. Dokładając do tego napiętą atmosferę wokół klubu, chłodne relacje z trenerem Arne Slotem – rozstanie Egipcjanina z The Reds zdecydowanie nie było cukierkowe.
No ale to nadal Mohamed Salah. Król Egiptu. To on strzelił dwie pierwsze bramki w historii występów Egipcjan na mundialu, kto jak nie on ma ich odprowadzić do pierwszego triumfu?
Faraonów na turnieju poprowadzi Hossam Hassan, również legenda egipskiej kadry, najlepszy strzelec w jej historii (wkrótce zapewne ten tytuł straci, Salahowi brakuje do niego dwóch trafień). Jako trener to bez wątpienia ciekawa persona, ale raczej nie z uwagi na sukcesy, bo tych jak na razie mu brak. Zasłynął za to oddaniem hołdu przywódcy Egiptu Fattahowi el-Sisiemu zaraz po swoim zatrudnieniu i tym, że po odpadnięciu w półfinale ostatniego Pucharu Narodów Afryki narzekał na hotele w Maroku, wietrzył spisek polegający na układaniu niekorzystnego dla Egiptu terminarza, a nawet twierdził, że inne nacje zazdroszczą Egiptowi sukcesów. Przyjemniaczek.
Konstruując kadrę podjął jednak pewne odważne decyzje. Choćby taką, by pominąć Mostafę Mohameda, gracza FC Nantes, od lat ważną postać egipskiej kadry. Na liście powołanych znalazł się za to Hamza Abdelkarim – 18-latek wypożyczony z Al-Ahly do drużyny do lat 19 Barcelony.
Iran – wygrać mimo przeciwności
Co tu kryć, gdyby nie nieszczęśliwe zdarzenie z początku maja, powyżej widniałoby zdjęcie Aliego Gholizadeha, a poniżej zastanawialibyśmy się, co gwiazda Lecha Poznań osiągnie z kadrą na mundialu. Wielka, naprawdę wielka szkoda, że gracza Kolejorza spotkał taki pech w tak ważnym momencie.
Niestety – zerwanie więzadeł przez Gholizadeha jest faktem, 30-latek będzie co najwyżej dopingował kolegów przed telewizorem. Ale choć piłkarz mistrza Polski był w kadrze bardzo ważną postacią, to i bez niego ambicje wobec wyjazdu do Ameryki Północnej są spore.

Od razu zaznaczamy, tutaj skupiamy się na piłce. Mamy na Weszło sporo interesujących tekstów dotyczących wyjazdu Iranu do USA w kontekście polityki. W tej krótkiej zapowiedzi nie byłoby sensu w ogóle dotykać tego tematu.
Bezpośrednie przełożenie konfliktu amerykańsko-irańskiego na piłkę jest natomiast takie (pomijając kwestie organizacyjne, jak choćby zmiana bazy z USA na Meksyk), że w związku z zawieszeniem ligi irańskiej wielu piłkarzy od tygodni nie gra w piłkę. Jedyny Tractor S.C. zagrał jeden mecz w play-offach Azjatyckiej Ligi Mistrzów, ale to prawie tyle, co nic. Można powiedzieć, że również z tego powodu w kadrze nie znalazł się jeden z jej liderów, Sardar Azmoun, odsunięty od reprezentacji po tym, jak pozował do zdjęcia z przywódcą Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który wspierał USA i Izrael w wojnie z Iranem.
Team Melli poślą do Ameryki Północnej drugą najstarszą kadrę spośród wszystkich drużyn. Średnia jej wieku była bliska przekroczenia trzydziestki – wynosi 29,81 lat. W zespole jest aż szesnastu piłkarzy, którzy ukończyli trzydzieści lat, to zdecydowanie najwięcej w całej stawce. Tylko dwóch zawodników to gracze poniżej 23. roku życia (choć to akurat nic nadzwyczajnego, takich drużyn jest więcej).
Z pozytywów, Iran z pewnością stać na historyczne wyjście z grupy i to niekoniecznie z trzeciego miejsca. Eliminacje w strefie azjatyckiej nie stanowiły dla Irańczyków problemu, a i w późniejszych meczach towarzyskich radzili sobie całkiem nieźle, zwłaszcza biorąc pod uwagę całokształt okoliczności, w jakich się znaleźli. W tym roku przegrali z Nigerią, ale potem ograli wysoko Kostarykę, w ostatnich dniach zaliczyli zaś zwycięstwa nad dwoma reprezentacjami z Afryki – Gambią i Mali.
Doświadczenie – obok determinacji – może okazać się największą siłą zespołu, ale i jakość piłkarską na pewno w nim znajdziemy. Wymieńmy choćby takie nazwiska jak Alireza Jahanbakhsh – zawodnik belgijskiego Dender z przeszłością w Brighton i klubach Eredivisie, Saman Ghoddos – ofensywny pomocnik z ponad setką występów w barwach Brentford, czy przede wszystkim Mehdi Taremi – największa gwiazda kadry, były napastnik FC Porto czy Interu, dziś zawodnik Olympiakosu.
Nowa Zelandia – awans w paczce czipsów
Nie oszukujmy się: jeśli zabierasz na mundial Alexa Paulsena z Lechii Gdańsk, to znaczy, że jedziesz na turniej jako totalny outsider.
Nowa Zelandia to najniżej notowany zespół w stawce wg rankingu FIFA. Ktoś powie: ale jeśli spojrzymy w ranking Elo, już nie jest tak źle, jest przecież pięć gorszych ekip! No tyle że jedna z nich, Haiti, właśnie opędzlowała dzielnych All Whites 4:0.

Nie dajmy się zwieść wygranej 4:1 z Chile z marca w FIFA Series, towarzyskiemu remisowi z Norwegią z października czy wygranej z Wybrzeżem Kości Słoniowej z czerwca ubiegłego roku. Nowa Zelandia w swoich sparingach generalnie dostaje od mocniejszych drużyn baty. Realny cel, jaki może sobie postawić przed mistrzostwami to powrót do domu bez kompletu porażek na koncie.
Gratulujemy Nowej Zelandii awansu na mundial, bo oczywiście wywalczyła go sobie w sportowej rywalizacji, no ale jej droga w eliminacjach była absurdalna. W grupie – Tahiti, Vanuatu, Samoa – trzy mecze, trzy zwycięstwa, bilans bramek 19:1. Kolejna runda? Fidżi, opędzlowane 7:0. Awans przypieczętowała wygrana 3:0 z Nową Kaledonią. Widywaliśmy trudniejsze ścieżki.
Patrząc już stricte na kadrę, najlepsze w Nowej Zelandii kończy się i zaczyna na Chrisie Woodzie. Jest wprawdzie paru graczy z poziomu Championship czy MLS, takich, którzy mieli okazję pograć w niezłych klubach, ale zawodników z półki napastnika Nottingham Forest obecnie tam nie ma.
Na domiar złego, Wood przez dużą część tego sezonu zmagał się z urazem. Wrócił do zdrowia w kwietniu, od tego czasu zagrał cztery mecze w wyjściowym składzie. Kontuzja w końcówce sezonu dopadła też Joe Bella, podstawowego defensywnego pomocnika. Na niedyspozycję skarżył się również Ryan Thomas, który mógłby go zastąpić.
No nie spodziewamy się wiele po ekipie z Oceanii, będziemy szczerzy. Zwykle udział drużyny z dołu rankingu to przynajmniej okazja, by mundial zyskał nieco kolorytu, natomiast w przypadku drużyny – nomen omen – All Whites, chyba nawet tego będzie niewiele.
Terminarz grupy G
15 czerwca, 21:00 – Belgia – Egipt
16 czerwca, 03:00 – Iran – Nowa Zelandia
21 czerwca, 21:00 – Belgia – Iran
22 czerwca, 03:00 – Nowa Zelandia – Egipt
27 czerwca, 05:00 – Egipt – Iran
27 czerwca, 05:00 – Nowa Zelandia – Belgia
W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdziecie wszystkie teksty z tej serii:
Grupa A – Gospodarze i… walka za ich plecami?
Grupa B – Ciągle ci sami Szwajcarzy, kanadyjskie marzenia
Grupa C – Z jednej strony powroty, z drugiej grająca zawsze Brazylia
Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm
Grupa E – Rozczarowujący Niemcy vs dwie najmłodsze ekipy. I Kopciuszek
Grupa F – To powinniśmy być my…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix