Każda z drużyn grupy B ma swoje ambicje. Szwajcarzy czekają na swój wielki moment, który spuentuje reprezentacyjne kariery doświadczonych liderów. Bośnia i Hercegowina liczy na pierwszy w historii awans do fazy pucharowej. Katar chciałby po raz pierwszy w historii wygrać mecz na mundialu. Dla Kanadyjczyków zwycięstwo w choć jednym spotkaniu też będzie rzeczą historyczną, ale rola gospodarza zobowiązuje ich, by mierzyć znacznie wyżej.
Szwajcaria – czas na coś więcej niż solidność
Nie licząc czasów zamierzchłych, 1/8 finału jest dla Szwajcarów mundialowym sufitem. Pojechali na pięć ostatnich turniejów i nie licząc tego w RPA, gdy odpadli w grupie, za każdym razem kończyli imprezę właśnie na tej fazie. Zdecydowanie najpiękniejszy moment tej ekipy to Euro 2020, na którym wyeliminowali sensacyjnie Francuzów po rzutach karnych. Trzon zespołu stanowią cały czas ci sami zawodnicy.
Na pewno trudno się spodziewać, by mieli problemy w grupie. Tutaj Helwetów należy uznać za wyraźnego faworyta i postawić pytanie: co dalej? Euro 2024 mogło pozostawić pewien niedosyt (z Anglią odpadli po rzutach karnych w ćwierćfinale), ale z kolei ostatnia edycja Ligi Narodów to była dla Szwajcarów katastrofa. Eliminacje do mundialu zespół Murata Yakina przeszedł niepokonany, natomiast mecze z Kosowem, Słowenią i – mimo wszystko – Szwecją, niewiele są nam w stanie powiedzieć o potencjale tej drużyny na poprawienie swojego najlepszego wyniku w historii mundiali.
Jeśli natomiast przyjmiemy, że Szwajcarzy to drużyna, która dojrzewała do sukcesu, to czas najwyższy zebrać plony. Granit Xhaka, Ricardo Rodriguez (zgadza się, jedzie na kolejny turniej), Remo Freuler czy Manuel Akanji mocno podbijają statystykę, ale ogółem – kadra Szwajcarii jest jedną z najbardziej doświadczonych na mundialu. Nie tyle pod względem wieku (choć i tu są powyżej turniejowej średniej), co średniej liczby występów w narodowych barwach. Przecież Xhaka, Rodriguez czy Embolo to grali z nami jeszcze na Euro 2016.

To właśnie doświadczenie wydaje się największą siłą Helwetów. To zgrany zespół zarządzany przez trenera, który udowodnił już, że jest w stanie przygotować zawodników na grę z najlepszymi. No i ma lidera z krwi i kości w postaci Xhaki, który nie schodzi poniżej swojego poziomu – dopiero co wywalczył awans do europejskich pucharów z beniaminkiem Premier League, Sunderlandem.
Nie jest jednak tak, że Helwetom całkowicie brakuje młodości. 20-letni Johan Manzambi po bardzo dobrym sezonie we Freiburgu przykuł uwagę europejskich gigantów. Jeśli pokaże się z dobrej strony na mundialu, bardzo możliwe, że latem zostanie najdroższym szwajcarskim zawodnikiem w historii.
Potencjalnie najpoważniejszym problemem ekipy Yakina mógł okazać się brak podstawowego napastnika. Nie to, że Breel Embolo złapał kontuzję, nic z tych rzeczy. Zawodnikowi Stade Rennais w ostatniej chwili cofnięto pozwolenie na wjazd do USA, w związku z czym nie wyleciał do Stanów Zjednoczonych z resztą drużyny. Problemy formalne jednak szybko zostały zażegnane i Szwajcarzy mogą odetchnąć, bo poważnej alternatywy dla Embolo nie mają – Cedric Itten strzelił w minionym sezonie kilkanaście bramek, ale jednak na poziomie 2. Bundesligi. Zeki Amdouni stracił prawie cały sezon przez kontuzję – zagrał w Burnley ledwie w czterech meczach, za każdym razem wchodząc z ławki.
Bośnia i Hercegowina – weteran Dzeko i siła młodości
Jeśli Bośniacy mieliby opierać swój optymizm głównie na tym, że wyeliminowali Włochów w barażach o mundial, raczej doradzalibyśmy im pohamowanie entuzjazmu. To znaczy: doceniamy, ale umówmy się, patrząc na ostatnie poczynania Azzurrich w eliminacjach mistrzostw świata, nawet my moglibyśmy ich walnąć.
To w czym Bośnia może w takim razie upatrywać nadziei? Głównie w dwóch postaciach. Pierwsza to Sergej Barbarez. Były reprezentant kraju licencję UEFA Pro miał od lat, ale życie potoczyło się tak, że posada selekcjonera kadry narodowej jest dla niego pierwszą w charakterze trenera (za to grał profesjonalnie w pokera). No i w roli debiutanta Barbarez doprowadził Bośniaków do największego sukcesu od dwunastu lat, kiedy to zagrali na mundialu w Brazylii.

A trzeba podkreślić, że wcześniej zespół spisywał się w eliminacjach naprawdę słabo. Euro 2020? W grupie pokonali tylko Liechtenstein (dwa razy), Finlandię i Armenię, a w barażach nie przebrnęli Irlandii Północnej. Eliminacje do mundialu w Katarze? Tylko jedno zwycięstwo, nad Kazachstanem. Eliminacje Euro 2024? Trzy zwycięstwa i siedem porażek – Bośnię ogrywały Słowacja, Islandia, a nawet Luksemburg. W barażach (znów pomogła Liga Narodów) nie dali rady Ukrainie.
Barbarez też nie zaczął najlepiej, bo w Lidze Narodów jesienią 2024 roku nie wygrał ani jednego meczu (Bośnia grała w dywizji A z Niemcami, Holandią i Węgrami). W eliminacjach Euro było już jednak znacznie lepiej – Bośniacy dali się pokonać tylko Austrii, dwukrotnie ograli głównego konkurenta do awansu, czyli Rumunię, dostali się do barażów, a reszta jest historią. Czy dokonali tego grając porywający, techniczny futbol? Nie, oczywiście ich gra jest oparta na zaangażowaniu, charakterze, cechach wolicjonalnych. I to Barbarez był w stanie w tej drużynie zaszczepić.
Ale nie tylko trener był kluczowy, dochodzimy bowiem do drugiej najważniejszej postaci w bośniackiej kadrze. Ameryki nie odkryjemy, jest nią absolutny weteran, Edin Dżeko. 40-latek wnosi do kadry nie tylko potężne doświadczenie – wciąż jest po prostu najlepszym zawodnikiem zespołu. W eliminacjach był niezawodny – strzelił arcyważnego gola na wagę awansu w barażach z Walią, dał asystę w finale w Włochami. Może równie dobrze wcisnąć gola na wagę awansu z grupy na mundialu. Taki lider w kadrze to skarb, zwłaszcza, że Bośnia posyła na mundial jeden z najmłodszych składów w stawce. Napastnik Schalke doznał kontuzji barku w marcowym barażu, przez co od kwietnia grał niewiele, ale na wydaje się, że na mundial będzie gotowy.
40-letni Edin Dzeko wciąż strzela gole w staromodny sposób
My oczywiście liczymy, że swoje pięć minut będzie miał Samed Bazdar z Jagiellonii Białystok. Raczej nie umieścilibyśmy go w gronie najlepszych napastników Ekstraklasy minionego sezonu, ale Barbarez ewidentnie coś w nim widzi. Życzymy więc, aby z turnieju wrócił w jak najlepszym nastroju, by walczyć z Jagą o europejskie puchary.
Kanada – w drodze po pierwsze mundialowe zwycięstwo
Kanadyjczycy to kolejna drużyna, której potencjał trudno ocenić. Patrząc historycznie, nie należy się po nich spodziewać wiele – na mundialu w Katarze zagrali trzy mecze, pokazali trochę ofensywnej i odważnej (ale i naiwnej) piłki, trzy razy dostali w trąbę, strzelili dwie bramki, stracili siedem. Odpada też argument, że są mocarzami na swoim kontynencie – ich największy sukces w Złotym Pucharze CONCACAF w ostatnich latach to trzecie miejsce w 2021 roku. Są jednak współgospodarzami turnieju, a to rodzi oczekiwania, że uda się przynajmniej wyjść z grupy. Te oczekiwania ma urzeczywistnić trener Jesse Marsch.
Jak mocno wierzą w Kanadzie, że Marsch to właściwy człowiek? Wszystko mówi fakt, że tuż przed startem mistrzostw tamtejszy związek przedłużył umowę z Amerykaninem do 2030 roku. Cóż, trudno się nie zachwycić trenerem, który z pewnością siebie zadeklarował: „Chcemy wygrać naszą grupę” (cytat z wywiadu z The Athletic). I to jeszcze zanim poznał swoich przyszłych rywali.

Czy rzeczywiście Kanada może wygrać grupę? W związku z obecnością Szwajcarów raczej byśmy tego nie obstawiali. Ale już drugie miejsce jest jak najbardziej realne, więc nie dziwimy się, selekcjonerowi, że w ten sposób buduje odpowiednie nastawienie.
Przyjście Marscha i zbliżający się mundial z pewnością odmieniły nastroje wokół kadry, które jeszcze dwa lata temu nie były najlepsze. Dość powiedzieć, że związku nie stać było na zatrudnienie Amerykanina, więc dorzuciły się do tego kanadyjskie kluby występujące w MLS. W tle pozostawała też kwestia kontraktu dotyczącego praw marketingowych i do transmisji meczów reprezentacji, która doprowadziła do konfliktu zawodników z federacją.
W przededniu mundialu problemy kanadyjskiej kadry dotyczą jednak już głównie spraw czysto piłkarskich. Misja odniesienia pierwszego zwycięstwa na mundialu wydawałaby się z pewnością realniejsza, gdyby nie było znaków zapytania co do zdrowia liderów kanadyjskiej drużyny. Alphonso Davies, który pod koniec ubiegłego roku wrócił po uważnym urazie, na początku maja znów doznał kontuzji, której leczenie ma potrwać kilka tygodni. Na pierwszy mecz z Bośnią, jak już zapowiedziano, nie zdąży. Czy zdąży na kolejne i w jakiej będzie dyspozycji? Nie wiadomo.
Nieco lepiej, choć tylko pozornie, wygląda sytuacja w przypadku Moise’a Bombito. Obrońca po wielomiesięcznej pauzie wystąpił w przedturniejowym sparingu przeciwko Uzbekistanowi (zagrał pół godziny). Ma być gotowy na mecz z Bośnią, ale znów – czy będzie w równie dobrej dyspozycji co przed kontuzją, pozostaje zagadką.
Katar – skazani na pożarcie?
Z podobnymi oczekiwaniami, dotyczącymi zdobycia pierwszych punktów na mundialu, ale ze znacznie mniejszą presją, przystąpi do turnieju poprzedni gospodarz – Katar. Tylko, czy drużyna z Azji ma w ogóle szanse na coś więcej niż bycie dostarczycielem punktów rywalom?
Na kontynencie o dominacji Katarczyków możemy mówić wyłącznie w kontekście Pucharu Azji – wygrali oni dwie ostatnie edycje, w 2019 i 2023 roku. W eliminacjach do mundialu furory jednak nie zrobili. W pierwszej rundzie wygrali grupę, ale już w kolejnej zajęli dopiero czwarte miejsce, za Iranem, Uzbekistanem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W czwartej o włos – a sprzyjał im własny teren i korzystny terminarz – wyprzedzili jednak ostatni z wymienionych krajów (kluczowa była wygrana w bezpośrednim starciu, poza tym bezbramkowo zremisowali z Omanem) i zagwarantowali sobie wyjazd do Ameryki Północnej.

Trudno więc powiedzieć, by Julen Lopetegui w rok po przejęciu kadry wyraźnie ją odmienił. Były trener m.in. reprezentacji Hiszpanii i Realu Madryt nie miał też ku temu najbardziej sprzyjających warunków. Reprezentacja w ciągu roku rządów Hiszpana rozegrała jedenaście spotkań – to wcale nie tak mało – ale głównie z rywalami z Azji i Afryki. Pierwszy sparing z drużyną z Europy Katarczycy zagrali dopiero pod koniec maja przeciwko Irlandii (przegrali 0:1). W marcu mieli zagrać z Serbią i Argentyną, co z pewnością byłoby dla trenera cennym doświadczeniem, ale mecze zostały anulowane w związku z eskalacją konfliktu amerykańsko-irańskiego.
Jeśli gdzieś Katar może szukać nadziei na zdobycz punktową to raczej właśnie w osobie trenera niż w potencjale kadry – wszyscy reprezentanci to przedstawiciele rodzimej ligi. Wbrew temu, jaki wizerunek tych rozgrywek stara się kreować Krzysztof Piątek, na mundialu poziom katarskiej drużyny raczej na nikim nie zrobi wrażenia. Zresztą, Katar zmarnował już gigantyczną szansę cztery lata temu, przegrywając wszystkie trzy mecze na mundialu u siebie. Taka tam była pompka, a się skończyło na porażce 0:2 z Ekwadorem e meczu otwarcia i brakiem strzału celnego. Przynajmniej potem strzelili gola Senegalowi… i to tyle. Katarowi mogliśmy podziękować za nic.
Terminarz Grupy B:
12 czerwca, 21:00 – Kanada – Bośnia i Hercegowina
13 czerwca, 21:00 – Katar – Szwajcaria
18 czerwca, 21:00 – Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina
19 czerwca, 00:00 – Kanada – Katar
24 czerwca, 21:00 – Szwajcaria – Kanada
24 czerwca, 21:00 – Bośnia i Hercegowina – Katar
W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdziecie wszystkie teksty z tej serii:
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix