Lech we wstydliwym stylu pożegnał się z marzeniami o awansie do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Przed własną publicznością nie był w stanie dowieźć trzybramkowej przewagi zdobytej w pierwszym spotkaniu i po serii rzutów karnych odpadł z Aarhus. Były piłkarz Lecha z ponad 300 występami na koncie nie ukrywa swoich emocji i rozgoryczenia po tym, co się wydarzyło.
Na łamach Przeglądu Sportowego głos zabrał Marek Rzepka, który przez blisko dekadę był związany z obecnym mistrzem Polski. Były środkowy obrońca Kolejorza otwarcie przyznaje, że mocno przeżył to, co wydarzyło się w środowy wieczór przy Bułgarskiej. Jasno mówi, że dla niego to wstyd na całą Europę.
– Okoliczności powodują, że to wstyd nie tylko na całą Polskę, ale na całą Europę. Dobrze, że umówiłem się z panem na rozmowę jeszcze przed meczem, bo po nim bym nie odebrał. Od środowej nocy nie odpowiadam na telefony i SMS-y dotyczące Lecha, bo po prostu mi wstyd za to, co się wydarzyło. Jestem kibicem Kolejorza, ale choć rozmawiamy dzień po meczu, nadal nie dowierzam w to, co stało się przy Bułgarskiej. Być może w następnych dniach dojdę do siebie i będę w stanie powiedzieć coś bardziej sensownego – mówi Marek Rzepka w rozmowie z Bartłomiejem Płonką w Przeglądzie Sportowym.
Legenda Lecha nie ma wątpliwości. „Nie obwiniałbym trenera”
Marek Rzepka w Lechu występował przez blisko 10 lat i w tym czasie rozegrał około 300 spotkań w jego barwach. Teraz przyznaje, że najbardziej żal mu kibiców oraz Piotra Rutkowskiego, który zrobił wszystko, by jak najlepiej przygotować klub na walkę o Ligę Mistrzów. Tym samym zgodził się z tym, co pisaliśmy w pomeczowym komentarzu na Weszło.
– Najbardziej szkoda mi kibiców oraz Piotra Rutkowskiego. Wyłożył w tym oknie olbrzymie pieniądze, żeby zbudować mocny zespół już na II rundę kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Zrobił wszystko dobrze, a mimo to zespół odpadł, choć miał wielką przewagę wywiezioną z Danii. Naprawdę nie wiem, co Rutkowski miałby zrobić jeszcze więcej, aby walczyć o LM, a nie odpadać z kwalifikacji już lipcu – mówi Rzepka.
Były reprezentant Polski nie szuka też winy w Nielsie Frederiksenie. Jego zdaniem to nie Duńczyk jest głównym odpowiedzialnym za tę porażkę. Ten dokonał tylko jednej zmiany w składzie, co przed meczem wydawało się jak najbardziej uzasadnionym wyborem,
– Jeżeli chodzi o trenera, to także bym go nie obwiniał. W porównaniu do meczu w Danii dokonał jednej zmiany, stawiając na Roberta Gumnego zamiast Joela Pereiry i to było mądre posunięcie, bo teoretycznie Gumny lepiej broni. A okazało się, że był mocno zamieszany w utratę dwóch pierwszych goli… Niestety Robert nie przekonał mnie tym występem i zapewne sam zdaje sobie sprawę z tego, jak się zaprezentował. Potem wszedł za niego Pereira i też zawalił przy golu na 1:4.
Były piłkarz poznańskiej ekipy nie ma wątpliwości, że wina za wstydliwe odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów spoczywa na piłkarzach. Szczególnie na liderach, którzy nie byli w stanie udźwignąć ciężaru tego spotkania.
– Moim zdaniem zawiodły nasze największe gwiazdy. Mikael Ishak był niewidoczny przez cały mecz, co chwilę piłki mu odskakiwały. Zmiennicy nie dali tego, czego oczekiwaliśmy. Szweda zmienił Yannick Agnero i czym on się wyróżniał? Na ten moment wciąż nie widzę w nim odpowiedniego zastępcy dla Ishaka. Być może kiedyś odpali, ale na razie mnie nie przekonuje. Co do pozostałych liderów — Luis Palma czy Pablo Rodriguez też nie pokazali swojej jakości. Palma, czyli piłkarz kupiony za tak duże pieniądze, musi trafić z kilku metrów do pustej bramki przy wyniku 0:1.
Teraz Lech może powalczyć jedynie o grę w fazie ligowej Ligi Europy. W trzeciej rundzie eliminacji wybierze się na Wyspy Owcze, by zmierzyć się z Klaksvik, czyli mistrzem kraju.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix