Zeszło z nocki #7. Anglia zatriumfowała, Portugalia zawiodła

Maciej Bartkowiak

18 czerwca 2026, 06:55 • 13 min czytania 1

Reklama
Zeszło z nocki #7. Anglia zatriumfowała, Portugalia zawiodła

Bezbarwna Portugalia tylko zremisowała z Demokratyczną Republiką Konga. Anglia naprężyła muskuły w ofensywie i pokonała Chorwację, a Harry Kane zasygnalizował ochotę na kolejny tytuł króla strzelców mundialu. Wzruszony Carlos Queiroz szalał z radości po wyszarpanym triumfie Ghany nad Panamą, a ojciec Luisa Diaza wymodlił efektowny występ syna w rywalizacji z Uzbekistanem. Krótko mówiąc: za nami kolejna ciekawa mundialowa noc.

Reklama

Zapraszamy na podsumowanie najważniejszych wydarzeń.

Mistrzostwa świata 2026. Portugalia – DR Konga 1:1

  • 1:0 – Joao Neves (asysta Pedro Neto)
  • 1:1 – Yoane Wissa (asysta Arthur Masuaku)

Spośród tegorocznych uczestników mundialu DR Konga wraz z Haiti najdłużej czekała na powrót na najważniejszą reprezentacyjną imprezę. Wcześniej tylko w 1974 roku oba te zespoły zagrały na mundialu i były najgorszymi drużynami na tej imprezie. Przegrały wszystkie trzy grupowe mecze, straciły aż czternaście bramek, a występująca wówczas jako Zair DR Konga nie strzeliła gola.

Reklama

Mecz z Portugalią przeszedł więc do historii tej reprezentacji. Jak wyglądał mecz? Pokrótce – Joao Neves strzelił gola z główki w szóstej minucie i wydawało się, że teraz to już pójdzie i zaskoczy, natomiast wyszło na koniec, że to… był jedyny strzał celny Portugalczyków. Cristiano Ronaldo kopał się po czole, a już najbardziej wymowna była sytuacja, kiedy zabrał niemal pewnego gola Bruno Fernandesowi, oddając niecelny strzał. Gracz United aż upadł na kolana z żalu…

Za dobry mecz to nie był. Yoanne Wissa strzelił historycznego gola dla Demokratycznej Republiki Konga. A Mpasi-Nzau może nie obronił jedynego celnego strzału Portugalii, ale za to był pewny i odważny kilka razy przy dośrodkowaniach.

Kozak i badziewiak meczu Portugalia – DR Konga

Statuetkę dla najlepszego piłkarza meczu otrzymał Joao Neves, ale chyba nie sposób nie wyróżnić Yoana Wissy. W końcu to on strzelił pierwszego w historii DR Konga gola na MŚ i został bohaterem swojego kraju został po trudnych dla siebie miesiącach. Po zdobyciu 19 bramek w Premier League w sezonie 2024/25 za 55 mln funtów przeszedł do Newcastle. Debiutował jednak dopiero w grudniu, bo tuż po transferze na zgrupowaniu kadry doznał kontuzji. A kiedy już był dostępny, na boisku spędził tylko 900 minut i strzelił tylko trzy gole.

Reklama

W zupełnie odmiennym nastroju stadion w Houston opuszczał Cristiano Ronaldo. Co z tego, że w pierwszej połowie jako jedyny na boisku miał 100% celności podań, skoro nie miał na koncie ani jednego uderzenia, a w polu karnym rywala zaliczył tylko jeden kontakt z piłką. A jak już w drugiej połowie udało mu się dojść do dwóch strzałów, to chyba obrał sobie cel ustrzelenie kogoś za bandą reklamową.

Opta wyliczyła, że po raz pierwszy Ronaldo miał zaledwie 25 kontaktów w meczu dużego turnieju, na którym zaliczył 90 minut. A były aż 33 takie mecze. Już dziesiąty mecz z rzędu na dużym turnieju Ronaldo skończył bez gola. Ostatnią bramkę na mistrzostwach świata zdobył na otwarcie katarskiego mundialu. W meczu otwarcia ustrzelił z jedenastki Ghanę.

Reklama

Co się działo w meczu Portugalia – DR Konga?

Oczy kibiców Ekstraklasy były zwrócone przede wszystkim na Steve’a Kapuadiego. Stoper Widzewa Łódź miał niełatwe zadanie – musiał powstrzymać Cristiano Ronaldo, ale wywiązał się z niego bezbłędnie. Aż się przypomniały pojedynki Michała Pazdana z Portugalczykiem. Polski klub zresztą nie mógł nie wykorzystać tego w social mediach.

Reklama

Ogólnie występ CR7 był daleki od ideału. W drugiej połowie spotkania zaczął przeszkadzać nawet swoim kolegom. W jednej z akcji uprzedził… Bruno Fernandesa i zabrał mu możliwość zdobycia bramki. Gracz Manchesteru United, delikatnie mówiąc, nie był z tego faktu zadowolony.

Przynajmniej Cristiano był uczciwy. W tej akcji słusznie zasygnalizował pozycję spaloną kolegi z drużyny.

Reklama

Ostatecznie mecz zakończył się remisem, a wynik ten zdecydowanie bardziej ucieszył fanów afrykańskiej ekipy.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Portugalia – DR Konga?

Choć Portugalczycy przez 75% meczu mieli piłkę przy nodze, to podopieczni Sebastiena Desabrego oddali więcej strzałów. Po stronie drużyny Roberto Martineza było siedem strzałów, Leopardy zaś zaliczyły ich osiem. Opta informuje, że Portugalia nigdy wcześniej nie miała w meczu mistrzostw świata tak wysokiego posiadania piłki, a i tak oddała mniej strzałów od rywala. Tego typu dane Opta zbiera od mistrzostw świata 1966, czyli akurat pierwszego mundialu z udziałem tej reprezentacji.

Siedem strzałów w meczu mistrzostw świata jest zarazem najgorszym wynikiem Portugalczyków od 2002 roku. Wówczas tak małą liczbę strzałów oddali w ostatniej kolejce fazy grupowej z Koreą Południową. Przegrali zresztą ze współgospodarzem tamtego mundialu 0:1 i nie wyszli z grupy. No i podkreślmy, że na te siedem strzałów tylko ten Joao Nevesa z 6. minuty, po którym piłka wpadła do siatki, był celny.

Reklama

Rozczarowujący występ zanotował również Bruno Fernandes. Rekordowe 21 asyst w minionym sezonie Premier League. Ponad 130 wykreowanych sytuacji. Tymczasem w starciu z Demokratyczną Republiką Konga Portugalczyk nic nie wskórał.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Anglia – Chorwacja 4:2

  • 1:0 – Harry Kane 10′ (rzut karny)
  • 1:1 – Martin Baturina 36′ (as. Petar Sucić)
  • 2:1 – Harry Kane 42′ (as. Declan Rice)
  • 2:2 – Petar Musa 45’+5′ (as. Ivan Perisić)
  • 3:2 – Jude Bellingham 47′ (as. Elliot Anderson)
  • 4:2 – Marcus Rashford 85′ (as. Bukayo Saka)

Podopieczni Thomasa Tuchela udanie zrewanżowali się za mundialowy półfinał w 2018 roku. Sporo piwa nawarzyli sobie Anglicy mizerną postawą w obronie, ale na drugą połowę wyszli zupełnie odmienieni i tylko świetna postawa Dominika Livakovicia uchroniła Chorwatów od wyższej porażki.

Generalnie, jeśli ktoś nie mógł oglądać tego spotkania, polecamy je nadrobić. Działo się bardzo dużo i bez cienia wątpliwości nazwiemy je dotychczasowym meczem turnieju. Wystawiliśmy mu notę 6/6, bo były piękne bramki, parady, dramaturgia i generalnie dużo się tu działo.

Kozak i badziewiak meczu Anglia – Chorwacja

Kozakiem bez dwóch zdań Harry Kane. Kapitan Anglików był dosłownie wszędzie. Raz pod bramką Livakovicia, raz wcielał się w rolę defensywnego pomocnika. Spotkanie zaczął źle – od niewykorzystanego rzutu karnego. Na szczęście dla niego, sędzia nakazał powtórkę, bo chorwacki golkiper zbyt szybko wyszedł przed linię, i w drugiej próbie napastnik Bayernu był już bezbłędny. Kilkanaście minut później dołożył gola po świetnej centrze Declana Rice’a z rzutu rożnego. Aktywny od początku do końca, a w ostatniej minucie najpierw zablokował strzał Josko Gvardiola, a kilkadziesiąt sekund później szukał kolejnego trafienia po uderzeniu z dystansu.

Badziewiaków w Dallas było stosunkowo sporo. Na początku angaż do tego miana zgłosił Luka Modrić. Zaczął od straty na własnej połowie, po której Anglicy zyskali rzut rożny, a chwilę później kopnął Noniego Madueke we własnym polu karnym. W kolejnych minutach Chorwat był już bezbłędny, choć brakowało mu błyskotliwych, kreatywnych zagrań. Dramatycznie wyglądali także stoperzy obu reprezentacji. Stones był elektryczny i wraz z Konsą nie popisali się przy obu trafieniach Chorwatów. Sutalo i Vusković rozegrali niezłą pierwszą połowę, ale w drugiej zaprezentowali się katastrofalnie. Wyjątkiem był Gvardiol, który już przed przerwą prezentował się słabo.

Reklama

Co się działo w meczu Anglia – Chorwacja?

Sporo akcji można wyróżnić. Pójdźmy chronologicznie.

Przed spotkaniem Juergen Klopp spotkał się z Jordanem Hendersonem. Obaj panowie doskonale się znają z Liverpoolu, teraz jednak Niemiec pojawił się na stadionie w roli widza. Pomocnik angielskiej kadry w sumie też, bo nie podniósł się z ławki. Później były niemiecki szkoleniowiec uściskał się także z Thomasem Tuchelem, z którym łączy go praca w FSV Mainz.

Reklama

Następnie mieliśmy interwencję VAR i powtórzoną jedenastkę Harry’ego Kane’a. Dlaczego powtórzono rzut karny? Powód widoczny będzie na poniższym zdjęciu:

Co do napastnika Bayernu Monachium, poniższe obrazki nie były czymś rzadkim. Bardzo często Kane cofał się po piłkę, nawet w okolice własnej szesnastki.

Reklama

Potrójna interwencja Dominika Livakovicia także musiała się znaleźć w naszym zestawieniu.

Reklama

Wiemy, wiemy, znowu Kane, ale trudno nie umieścić też świetnej interwencji Anglika z samej końcówki, kiedy zablokował strzał Gvardiola.

Reklama

Zatrzymajmy się jeszcze przy trafieniu Petara Musy. Nie tylko Chorwaci ucieszyli się z trafienia napastnika Dallas FC. Ciekawe, co wykombinowałby admin FC Koeln z Jakubem Kamińskim, gdyby Polska awansowała na mundial…

Ciekawa statystyka z meczu Anglia – Chorwacja?

Dużo się działo, więc i sporo ciekawostek można przytoczyć. Można docenić kolejne trafienie Jude’a Bellinghama na wielkim turnieju (czwarty gol z łącznie siedmiu strzelonych w kadrze), asystę Ivana Perisicia na czwartym kolejnym mundialu (tylko Messi może się pochwalić podobną statystyką) czy dobiciem Kane’a do dziesięciu bramek na mistrzostwach świata (najwięcej z Anglików ex aequo z Garym Linekerem). Wyróżnimy jednak nieoczywisty wynik Morgana Rogersa, który wykreował najwięcej tzw. dużych szans.

Reklama

Aha, grał tylko osiemnaście minut.

Mistrzostwa świata 2026. Ghana – Panama 1:0

  • 1:0 Yirenkyi 90+6′ (as. Brandon Thomas-Asante)

Najgorszy jak do tej pory mecz mundialu. Ciężko cokolwiek po tym meczu napisać. Najbardziej ekscytująca końcówka, która w zasadzie mogłaby zostać pokazana jako skrót meczu. W pierwszej połowie przeważała Panama, Ghana nie oddała nawet celnego strzału. Po przerwie do ataku ruszyły Czarne Gwiazdy. Wydawało się, że bezskutecznie, ale w ostatniej minucie doliczonego czasu gry piłkę do bramki wepchnął Caleb Yirenkyi. Jeśli ktoś przespał wczorajszy popis Messiego w meczu Argentyny, a obejrzał to wybitne widowisko, to z pewnością musi się zastanowić nad swoimi życiowymi wyborami.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Ghana – Panama

Kozakiem tego spotkanie zdecydowanie jest Caleb Yirenkyi. 20-letni pomocnik Ghany uratował kibiców oglądających to spotkanie i zdobył gola w doliczonym czasie gry. Gol jednak był tylko formalnością. Na dobrą notę pracował już wcześniej. Zdecydowanie był liderem środka pola Ghany, a większość akcji (maksymalnie dwie) przechodziły przez niego.

Badziewiak może być tylko jeden. Antoine Semenyo. Piłkarz Manchesteru City przyzwyczaił nas do pięknych goli w Premier League. Wydawało się, że na tle defensywy Panamy będzie wyglądał prawie jak Messi. Prawie robi jednak dużą różnicę, a Semenyo prawie zagrał dobry mecz. Skrzydłowy oddał zaledwie dwa strzały, które nie zagroziły bramce Mosquery. Ponadto ciężko było zobaczyć chociażby jeden udany drybling w jego wykonaniu. Absolutny zawód.

Co się działo w meczu Ghana – Panama?

Nic. W zasadzie skrót tego starcia do przedostatniej minuty można było opisać w tym jednym słowie. Jeśli szukać jakiegoś widowiska w tym starciu to zdecydowanie poza boiskiem.

Jak podczas każdego meczu mieliśmy do czynienia z przerwą na nawodnienie. W tym meczu przerwa ta była niezbędna! Warunki takie, jak na Saharze. No prawie… Lało jak z cebra, a termometry w Toronto pokazywały 19 stopni Celsjusza.

Reklama

Na trybunach obecni magicy z Ghany.

Reklama

Po meczu oczywiście taniec radości w wykonaniu piłkarzy Ghany.

Reklama

Zatańczyła również pani prezydent.

Ghańczycy nie musieli być na mecz, aby świętować w Toronto.

Ciekawa statystyka z meczu Ghana – Panama?

Selekcjoner Ghany Carlos Queiroz dołączył do Carlosa Alberto Parreiry i Bora Milutinovicia, jako trener, który prowadził drużyny na co najmniej pięciu mundialach.

Quieroz prowadził następujące zespoły: Portugalia (2010), Iran (2014, 2018, 2022), Ghana (2026).

Mistrzostwa Świata 2026. Uzbekistan – Kolumbia 1:3

  • 0:1 – Daniel Munoz 40′ (as. Luis Diaz)
  • 1:1 – Abbosbek Fayzullaev 60′
  • 1:2 – Luis Diaz 65′ (as. Gustavo Puerta)
  • 1:3 – Jaminton Campaz 90+9′ (as. Cucho Hernandez)

No nie było to spotkanie, które zapisze się na kartach historii mistrzostw świata jako jeden z mundialowych klasyków. Choć mecz miał w gruncie rzeczy historyczny wymiar, ostatecznie Uzbekistan po raz pierwszy zagrał na mundialu, a w 60. minucie Abbosbek Fayzullaev został autorem premierowej mundialowej bramki dla „Białych Wilków”. Podopieczni Fabio Cannavaro nie poddali się zatem bez walki w konfrontacji z faworytami z Kolumbii, ale też nie ma co się oszukiwać – ekipa z Ameryki Południowej była w tym spotkani ewidentnie lepsza i w stu procentach zasłużyła na zwycięstwo. Mimo że przyszło jej ono z pewnymi trudnościami.

Zwłaszcza tuż po przerwie można było odnieść wrażenie, że Kolumbijczycy chcą zwyciężyć jak najniższym nakładem sił, no i to się na nich szybciutko zemściło, bo nieoczekiwanie stracili gola. Powrót na prowadzenie zajął im jednak zaledwie pięć minut, co też potwierdza, że kiedy Los Cafeteros wskakiwali na wyższe obroty, to Uzbecy nie byli w stanie za nimi nadążyć. A już zwłaszcza za Luisem Diazem, który mistrzostwa świata rozpoczął od gola i asysty.

Kozak i badziewiak meczu Uzbekistan – Kolumbia

Właśnie zawodnikowi Bayernu Monachium przyznaliśmy tytuł piłkarza meczu, zresztą podobnie jak FIFA. Innej decyzji być nie mogło. Owszem, Luis Diaz w pierwszej połowie zmarnował jedną wymarzoną okazję strzelecką, ale później był już skuteczniejszy, no a jego asysta do Munoza…

Miód, malina.

Rozczarował nas natomiast Abdukodir Khusanov. Po zawodniku z takiej półki oczekiwaliśmy, że na mundialu pociągnie swój zespół, a tymczasem on przegrał kilka ważnych pojedynków w defensywie, szybko dostał żółtą kartkę i w ogóle wyglądał na przytłoczonego rangą spotkania mocniej od wielu kolegów z kadry, którzy na arenie klubowej radzą sobie znacznie gorzej.

Co się działo w meczu Uzbekistan – Kolumbia?

Po jednym z ostrych starć przy linii bocznej boiska ucierpiał… operator kamery.

Uzbekistan otworzył licznik mundialowych trafień:

Ojciec Luisa Diaza wymodlił udany występ swojego syna:

Ciekawa statystyka z meczu Uzbekistan – Kolumbia

Fabio Cannavaro został dopiero czwartym zdobywcą Złotej Piłki w historii, który pojawił się na mistrzostwach świata zarówno jako zawodnik, jak i jako trener. Wcześniej dokonali tej sztuki Franz Beckenbauer, Oleg Błochin i Marco van Basten.

fot. Newspix

1 komentarz
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Młody talent z Ghany uratował nas od tragedii. Mundialowy antyfutbol w Toronto

Kacper Korpak
3
Młody talent z Ghany uratował nas od tragedii. Mundialowy antyfutbol w Toronto