Miał Uzbekistan swój piękny moment w historycznym, debiutanckim występie na mistrzostwach świata. Ekipa „Białych Wilków” w drugiej połowie spotkania napędziła trochę strachu reprezentacji Kolumbii, jednak wyrównujący gol Abbosbeka Fayzullayeva to było w zasadzie wszystko, co się Uzbekom udało w ofensywie, nie licząc może jeszcze paru mniej lub bardziej desperackich szarpnięć w doliczonym czasie gry. Co do zasady, Kolumbia była zespołem o klasę lepszym od Uzbekistanu. I zasłużenie rozpoczęła mistrzostwa świata od zwycięstwa 3:1.
Inna rzecz, że Kolumbijczycy wcale swoją postawą na Estadio Azteca nie zachwycili.
Strzał między oczy. Munoz zaskoczył Uzbeków
Pierwsza połowa spotkania – nie będziemy was tu czarować – była po prostu kiepska. Zaczęło się jeszcze w miarę obiecująco, bo obie drużyny – trzeba im to oddać – przystąpiły do rywalizacji z dużym impetem, na sporej intensywności. Tylko że cała ta dynamika kompletnie nie przekładała się na sytuacje bramkowe. Zamiast nich, oglądaliśmy mnóstwo fauli i to niekiedy całkiem ostrych, a także notoryczne, proste straty piłki. Plan reprezentacji Uzbekistanu na ten mecz był oczywisty: kąsać, przeszkadzać, zagęszczać defensywę. I walczyć o przetrwanie. Podopieczni Fabio Cannavaro nawet nie udawali, że mają zamiar choć od czasu do czasu przejmować inicjatywę. Dość powiedzieć, że przed przerwą oddali tylko jeden strzał w kierunku kolumbijskiej bramki, zresztą zupełnie niegroźny.
A co na to wszystko Kolumbia?
Cóż, początkowo Los Cafeteros zaskakująco słabo radzili sobie rozmontowywaniem formacji obronnej Uzbekistanu. Rozgrywali piłkę spokojnie, przenosili ciężar gry z jednej strony boiska na drugą, ale jak trzeba było wprowadzić do ofensywy jakiś element improwizacji czy zaskoczenia, to nie za bardzo im się to udawało. I niby trudno się dziwić, skoro Uzbecy momentami gromadzili się praktycznie całym zespołem w okolicach własnej szesnastki, no ale reprezentacja Kolumbii ma jednak w swoich szeregach kilku zawodników znanych z kreatywności i błyskotliwości. Żadnemu z nich nie udało się rozwinąć skrzydeł w pierwszej fazie meczu.
Na szczęście dla selekcjonera Nestora Lorenzo, plus-minus po trzydziestu minutach defensywa Uzbekistanu zaczęła się w końcu kruszyć. Najpierw zaowocowało to doskonałą szansą Luisa Diaza, zakończoną uderzeniem w słupek. Kolejną okazję strzelecką Kolumbijczycy zamienili już na otwierające trafienie.
𝐃𝐚𝐧𝐢𝐞𝐥 𝐌𝐮𝐧𝐨𝐳 strzelił swojego pierwszego gola na mistrzostwach świata i dał Kolumbii prowadzenie! pic.twitter.com/a7rdlqSZW3
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 18, 2026
Gwiazdor Bayernu Monachium tym razem wcielił się w rolę dogrywającego, a Daniel Munoz całkowicie zaskoczył uzbeckich obrońców śmiałą szarżą w pole karne. Prawy obrońca wykończył ten atak w stylu, jakiego nie powstydziłby się Radamel Falcao w primie.
Uzbekistan postraszył Kolumbię po przerwie
Akcja bramkowa Los Cafeteros – sami przyznajcie: bardzo ładna – przynajmniej do pewnego stopnia uatrakcyjniła to przeciętne widowisko.
Zastanawialiśmy się jednak, jak na utratę gola zareaguje trener Cannavaro. Czy przesunie taktyczną wajchę w kierunku nieco bardziej odważnej gry swojego zespołu? A może będzie się twardo trzymał przedmeczowych założeń, licząc na jak najniższy wymiar kary w mundialowym debiucie Uzbekistanu? Wyglądało na to, że mistrz świata z 2006 roku postawił na wariant numer jeden, ponieważ już w przerwie dokonał dwóch zmian. Chciał zatem najwyraźniej wstrząsnąć drużyną.
Czy mu się to udało? Szczerze mówiąc, nie mieliśmy takiego poczucia. Uzbekistan dalej męczył się z piłką przy nodze, dalej grał chaotycznie, a Kolumbijczycy chyba to dostrzegli, bo po zmianie stron ewidentnie spowolnili – nie wyglądali na zainteresowanych szybkim podwyższeniem prowadzenia. No i zostali skarceni za lekceważące potraktowanie oponentów. W 60. minucie Uzbekom wreszcie udało się bowiem sklecić w miarę sensowny atak, który od razu zakończył się golem wyrównującym.
Historyczną, premierową bramkę dla Uzbekistanu na mundialu zapisał na swoim koncie Abbosbek Fayzullayev.
𝐇𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐲𝐜𝐳𝐧𝐞 trafienie dla Uzbekistanu na mistrzostwach świata❗️ pic.twitter.com/aEssGe3GSX
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 18, 2026
Symboliczną „asystę” trzeba zaś przyznać kolumbijskiemu bramkarzowi. No widać, że chłop nie miał wcześniej w tym meczu nic do roboty i trochę zardzewiał.
Kolumbia zaczęła MŚ 2026 od wygranej
Był to jednak pierwszy i w zasadzie ostatni z chwalebnych momentów Uzbekistanu w tym spotkaniu. Kolumbia po utracie bramki przebudziła się momentalnie i już po pięciu minutach wróciła na prowadzenie – tym razem Luis Diaz nie zmarnował dogodnej okazji, choć Utkir Yusupov miał futbolówkę na rękawicy.
Później większe emocje przyniósł jedynie doliczony czas gry. Nie tylko dlatego, że Jaminton Campaz w 99. minucie gry ustalił wynik rywalizacji na 3:1 dla Los Cafeteros. Sporo podziało się również w kolumbijskim polu karnym, Uzbecy ambitnie poszukiwali wyrównującego trafienia, a potem także bramki zmniejszającej rozmiary porażki. I trzeba ich wojowniczą postawę docenić. Momentami rażąco brakowało im jakości, środek pola oddali przeciwnikom właściwie za darmo, ale próbowali te deficyty zamaskować walecznością. W sumie to do pewnego stopnia im się to udało, bo Kolumbia nie zanotowała przecież gładkiego zwycięstwa.
To nie była deklasacją.
Postawą ekipy z Ameryki Południowej jesteśmy natomiast lekko rozczarowani. Wiadomo, pierwszy mecz turnieju trzeba przede wszystkim wygrać, styl schodzi tutaj na dalszy plan, ale jeżeli James Rodriguez (marny występ, tak swoją drogą) i jego koledzy mają zamiar mocniej zaznaczyć swoją obecność na tym mundialu, to będą musieli wznieść się na wyższy poziom. Bo to, co wystarczyło na Uzbekistan, na kolejnych przeciwników raczej nie wystarczy.
Atrakcyjność meczu: 2/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl