Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Często – pewnie nawet za często – dzwonię do zawodników, którzy dawno nie grają w piłkę. Kaczówka. Burzawa. Pikuta. Wykręcam numer, a już czuję, jakbym oglądał mecz z łuku na dożynkowym stadionie, przysiadał się w rozklekotanym Jelczu na trasie Szczecin-Mielec, siedział w szatni tak zadymionej od papierosów, że można zawiesić siekierę. Siadamy. Rozmawiamy. Wspominamy. Nie minie pięć minut, a trzeba doprecyzować: – Trafiłem do pierwszej ligi… to znaczy dzisiejszej Ekstraklasy. Albo: – I spadliśmy […]
redakcja
• 4 min czytania
19