post Avatar

Opublikowane 09.04.2020 15:23 przez

redakcja

Są tylko dwa typy ludzi na świecie: ci, którzy wolą Tsubasę i ci, którzy wolą Kodżiro.

Owszem, na polskich podwórkach przełomu wieków grały tysiące Alexów Del Piero. Owszem, Siwy w koszulce Raula zyskiwał plus pięć do fantazji boiskowej. Owszem, Sebie w trykocie Beckhama zawsze dawaliśmy bić wszystkie rzuty wolne. Nawet rozpaczliwy Sobczak w trykocie Zamorano z czasów Interu grał jakoś porządniej, dokładniej, szybciej, zwrotniej, choć na wuefie w zwykłej koszulce był ostatnią ciamajdą.

Owszem, ten fenomen najlepiej widoczny był po Rudym, który dopóki nosił na plecach dumne „KEANE” w barwach Manchesteru United darł na wszystkich ryja, w warsztacie miał przede wszystkim wślizg, wejście nakładką i z bara, a po tym jak z dumnego „KEANE” z reklamą Sharp na przedzie wyrósł, a ojciec sprawił mu Nestę z Lazio, przeszedł transformację we wzór boiskowej elegancji i ostoję wszystkich defensyw.

Ale, choć wszystkie podwórka w Polsce przełomu wieków dzięki zaradności bazarów z podróbkami były pełne Juventusów, Barcelon, Borussii Dortmund, co przekładało się na armie mierzących metr czterdzieści Patricków Kluivertów, białych Dwightów Yorków, Paolo Maldinich ze zdartymi na kolanach strupami, Erików Cantonów czekających aż mama rzuci picie, tak nie Juventusy, Arsenale i Milany grały nam w sercach.

To znaczy, może i grały. Może i głośno. Może i pięknie. Ale w tych pierwszych latach zawsze w ramach supportu.

Wielcy byli Scholes, Szewczenko, Romario, Ronaldo, Guti, Jardel, Ricken i inni, ale przecież nawet niektórzy z wielkich po latach przyznawali, że u nich jednym z fundamentów pasji do piłki także był Tsubasa. Przyznawał to choćby Del Piero – u nich bajka leciała lata wcześniej – i prawda jest taka, że graliśmy w koszulkach Del Piero, bo bazary z podróbkami nie miały koszulek Kodżiro i Tsubasy. Ktoś tam nie wyczuł koniunktury, choć była szansa na zbicie małej fortuny.

Podwórkowe mecze mogły mieć gdzieś Ligę Mistrzów, polską pierwszą ligę, dowolny mecz jaki akurat gdzieś z jakiejś przyczyny transmitowano, ale podwórkowe mecze zawsze brały pod uwagę emisję „Kapitana Jastrzębia”. Zwykle były rozgrywane po nim. Leciał na Polonii 1, leciał na Naszej TV, na TV4, leciał z różnymi lektorami, z różnymi dialogowymi liniami, leciał o różnych porach, katował te same odcinki, sto dwadzieścia osiem tych samych odcinków – za przeproszeniem do – zajebania, ale ważne było tylko to, że leciał.

Do dziś nie wiem jak te sto dwadzieścia osiem odcinków się kończyło. Kto wygrał, kto przegrał – podejrzewam, że Tsubasa wygrał, a Kodżiro przegrał, bo Tsubasa był tym kryształowym, a Kodżiro tym kryształowym nie był. Na pewno są tacy, którzy widzieli wszystko po kolei, tak jak pan Bóg przykazał. Ale zarazem jestem pewien, że grono mi podobnych, oglądających Tsubasę jak powieść szkatułkową, jak coś z chronologią godną Pulp Fiction, wypełniłoby szczelnie niejeden japoński stadion.

Zresztą, kto wygrał, kto przegrał, nie jest najważniejsze. Najważniejsze było to, że dwunastoletni Tsubasa potrafił wykonać przewrotkę, którą wcześniej w historii futbolu wykonał jeszcze tylko Pele. Tak, Japończycy nie bawili się tutaj w subtelności, Pele, ta futbolowa ikona ikon, a potem już tylko japoński dwunastolatek z rozgrywek międzyszkolnych.

Nie było w tym cienia realizmu, ale ostatnie, czego oczekiwaliśmy, to realizm. Gdyby bajki mierzyć realizmem, wychodziłyby z tego fabuły potworne. „Thomas The Tank Engine” – facet budzi się pewnego dnia i okazuje się, że jest pociągiem. Nie wiem jak wy, ja nie widzę w tym wielkiej perspektywy życiowej. Odmówiłbym, dość zdecydowanie. Smerfy? Tak biedne one, jak i Smerfetka, kto biedniejszy można się z zapałem spierać, w tle polujący na inteligentne, obdarzone mową i świadomością stworzenia Gargamel, czyli prawie kanibal, szkoda gadać: patologia na patologii. A przecież jeszcze nawet nie doszliśmy do sprawy imion w „Dolinie Muminków”. W porównaniu Tsubasa, jako jedyny obok Pele czeladnik futbolowych bogów, przynajmniej nie wyjeżdżał za bandę dobrego smaku.

Podwójna przewrotka godna Pele nie była w przestrzeni „Kapitana Jastrzębia” czymś aż tak wyjątkowym. Podwójna przewrotka godna Pele przynajmniej się do jakiegoś występującego w przyrodzie zdarzenia odwoływała, nawet jeśli potrzebowała wyciągać z szafy Pele, ale strzał braci Tashibana? Bliźniacy uderzali piłkę jednocześnie. Wszystko poprzedzały jakieś akrobacje, ale one są kwestią trzeciorzędną, bo akrobacje w Tsubasie były standardem, w każdej ofensywnej akcji akrobacje były tak nieodłącznym elementem planu taktycznego, jak tiki taka w Barcelonie Pepa Guardioli lub laga na Kałużnego w meczu z Koreą reprezentacji Polski Jerzego Engela. Ale wyjątkowy, nawet w przestrzeni „Kapitana Jastrzębia”, był ten wspólny strzał. Tego nie potrafił powtórzyć nikt, tak w innych drużynach, jak i w prawdziwym świecie. Co prawda widziałem raz coś podobnego w Ekstraklasie, bo w Ekstraklasie zobaczy się wszystko. Ale jednak w Ekstraklasie po strzale al’a bracia Tashibana padł spektakularny samobój, faktycznym jego autorem było nie dwóch piłkarzy, a przypadek i wyszkolenie techniczne jakiego nie powstydziłby się omszały głaz, podczas gdy bracia Tashibana swojego firmowego zagarnia używali w ofensywie z rozmysłem.

Każdy, kto się w „Kapitanie Jastrzębiu” liczył, miał swoją wizytówkę, swoją podwójną przewrotkę Pele, swój strzał braci Tashibana. Ale choć wybór był rozległy, pełna plejada strzałów, podań i innych podkręconych sterydami ofensywnych zagrań, które od zawsze podbijały wyobraźnię tłumów, tak mi najbardziej podobało się firmowe zagranie golkipera Meivy, Wakashimazu. Pamiętam to zdumienie, gdy Tsubasa jak zwykle posłał strzał nie do obrony, strzał, w którym obrona pokpiła sprawę i Wakashimazu nie miał szansy na odpowiedź, a bramkarz jeszcze poza wszelką logiką rzucił się w złą stronę, wszyscy się zastanawiają co Wakashimazu robi, patrzy Tsubasa, patrzy Misaki, patrzy Kodżiro, piłka leci w kierunku bramki jak to w „Kapitanie Jastrzębiu” pół odcinka, więc jest czas, by się wczuć w patrzenie, poczuć napięcie sytuacji, a potem przyjąć na siebie cały ciężar zwrotu akcji, gdy Wakashimazu, posiadacz czarnego pasa w karate, odbija się od słupka i w ten sposób broni strzał nie do obrony żadnymi konwencjonalnymi środkami.

Po tym strzale pokazano Tsubasę, który pierwszy i bodaj jedyny raz w całej serii stu dwudziestu odcinków miał wyraz twarzy:

Kurwa, przegramy.

A całość jeszcze podkreślał stoicki spokój golkipera karateki, który w żaden sposób akcji nie fetował, nie przeżywał, tylko zachowywał się, jakby takie akcje robić mógł jedna po drugiej, zawsze, nawet ze złamaną nogą, nawet przez sen. To był jedyny moment całej serii stu dwudziestu ośmiu odcinków, kiedy zachwiana została zasada: Tsubasa jest najlepszy. Nankatsu, jego drużyna, zasadniczo najlepsza nie była, ale Tsubasa był najlepszy, to stanowiło niezachwianą zasadę serialu – a jednak tamtą akcją został strącony do grona śmiertelników.

To tak jakby został zestrzelony „Airwolf”.

McGuyver nie potrafił naprawić gniazdka.

Power Rangers przerżnęły z Ritą.

Tsubasa na tron z tysiąca przewrotek wrócił jeszcze w tamtym meczu, ale nawet nie pamiętam jak, widać nie było to tak ciekawe, jak parada Wakashimazu, inaczej bym pamiętał.

To jednak Kodżiro był drugi po Bogu, czyli po Tsubasie. Miał lepszy wokół siebie zespół, w dodatku całkowicie podporządkowany jemu. Gdzieś w późniejszych sezonach widziałem, że razem z Tsubasą grają w reprezentacji Japonii, że głowią się jak pokonać Niemcy, które w bramce miały kogoś jeden do jednego przypominającego Olivera Kahna, ale naszym terytorium jest ten pierwszy sezon, te sto dwadzieścia osiem rzucanych po kanałach wszelakich zapętlonych odcinków, a tam Kodziro był potrzebny jako Ten Zły.

Kodżiro, co krzyczał na kolegów, czasem chamsko.

Kodżiro, co grał ostro, czasem chamsko.

Tworzył kontrast zawsze pomocnemu Tsubasie, zawsze uśmiechniętemu, zawsze podającemu dłoń, zawsze skoremu do optymistycznych przemów w tonie najświatlejszych amerykańskich teleewangelistów. Zawsze gotowemu by podać. Choć jednak zwykle strzelał.

Ale Tsubasa w całej swojej – to słowo jest konieczne – tsubasowości był przecukierkowany. Niezniszczalny pomnik. Człowiek bez wad. Nawet jak zatrzymany przez Wakashimazu, to jednak nie zatrzymany. Następca Pele, zero sodówki, najlepszy kumpel, wzorowy kapitan – pewnie i w szkole miał same piątki, pewnie przeprowadzał starszych przez ulicę, pewnie w piórniku miał kredki alfabetycznie poukładane.

Mój problem z Tsubasą polega na tym, że takich ludzi nie ma. Kryształ, a kryształy występują, owszem, ale w geologii.

Kodżiro był ludzki. Wkurwiał się, pienił pod nosem. Brakło odrobiny odwagi twórcom, ale my wszyscy wiedzieliśmy, że już wtedy mu się błąka po ustach niejedno „spierdalaj” i inne pramęskie słowa. Bywał egoistą, cel w jego filozofii uświęcał środki.

Pamiętam odcinek, w którym Meiva grała z Nankatsu, a Kodżiro grał pod własne cele, nie pod drużynę. Kilkukrotnie wychodził sam na sam, skończyłby ten mecz, zabił go, ale robił rzecz niewyobrażalną: wychodząc sam na sam nie wpadał w pole karne, tylko strzelał zza szesnastki. Właściwością Wakabayashiego z Nankatsu było to, że nikt nie może mu strzelić bramki zza pola karnego, nawet Tsubasa. Kodżiro o tym wiedział i chciał na meczu udowodnić, że jest lepszy niż Tsubasa, tu miał oczywistą wykładnię. Więc próbował raz, Wakabayashi łapał, Kodżiro się odwracał, darł na kolegów, znowu miał sytuację, znowu robił po swojemu, znowu Wakabayashi łapał, nikt z Meivy nic Kodżiro nie powiedział.

Rozumiem tych, którzy woleli Tsubasę, to lepszy wzór do naśladowania, nawet jak niedościgniony, to z takich niedoścignionych wzorów mimo ich nierealności możemy wziąć pozytywne inspiracje. Ale ta wzorowość Tsubasy, ta jego lubialność, była na mój gust zbyt wciskana do gardła. Wspaniały do porzygu. Jednorożec z tortem w dupie.

Dlatego kibicowałem, żeby Kodżiro trafił. Bardzo tego chciałem. Śledziliśmy wszyscy ciągle to Nankatsu, kibicowało się siłą rzeczy Nankatsu, ale wtedy, gdy Kodżiro wychodził sam na sam i strzelał zza szesnastki, przeciw drużynie, gdzie za to trener w normalnej drużynie usadziłby go na ławce, miałem nadzieję, że rozedrze siatkę.

Kibicowałem, bo to był bój wykraczający poza bajkę, to był bój – a co tam, powiem – człowieka z mitem. Człowieka, z całym zestawem jego wad, słabości, z robotycznym superideałem.

Nie wiem jak wy, ja robotycznym superideałom nie jestem w stanie kibicować, a co dopiero im zaufać. Miałem niewiele lat, nie wiedziałem o życiu nic, ale to jedno już tak.

Leszek Milewski

Opublikowane 09.04.2020 15:23 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 31
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michal Sz
Michal Sz

Nuuuda, już to wszystko było wałkowane. Wspomnieć o tym można, ale żeby cały tekst robić.

Żul Maszlugi
Żul Maszlugi

Ziomek grający na bramce miał na czapeczce z daszkiem napisane długopisem Genzo. Niezapomniane robinsonady na asfalcie robił.

Pyton z Przeglądu
Pyton z Przeglądu

Genzo Wakabayashi grał w zespole z Tsubasą, Ken Wakashimazu grał w zespole z Kojiro.

qdlaty81
qdlaty81

Od razu widac kto ogladal amatorsko a kto zawodowo 😉

Blaz
Blaz

Jezu, lubię długie teksty, ale to jest tak nudne, że muszę to rozchodzić.

Jose Maria Brovario
Jose Maria Brovario

Ja przebrnąłem do końca tylko z szacunku dla dawnej twórczości Leszka. A to już 4 lata minęło, odkąd dramatycznie obniżył loty.

Nadal się łudzę, że Leszek znów zacznie tworzyć długie i dopracowane reasearchówki, z których słynął, zamiast serwować nudne wspominki o kreskówce z dzieciństwa lub relację z rozmów z teściem przy rosole.

Pyton z Przeglądu
Pyton z Przeglądu

Moim ulubieńcem był Taro Misaki.
Natomiast Tsubasa wcale nie był najlepszy. Najlepszy był Jun Misugi i przyznawał to nawet Tsubasa. Niestety miał problemy z sercem i zakończył karierę jako junior. Później chyba był trenerem albo asystentem trenera jak grali w reprezentacji na MŚ.

qdlaty81
qdlaty81

Niby tak, ale Misugi.był kotem ‚na papierze’ a Tsubasa na boisku ;)))

psitas
psitas

Z bystrego pióra Leszka znów mamy wspominkowe trociny polane daddy rockiem. 60-latek zaklęty w ciele 30-latka.

Kamil
Kamil

Ale zrzędy komentują. Panie Leszku pisz dalej. Najlepsze jest to wtrącenie:
//To tak jakby został zestrzelony „Airwolf”.
McGuyver nie potrafił naprawić gniazdka.
Power Rangers przerżnęły z Ritą. //

i co googlować nie muszę 😛

Tytus_Sz
Tytus_Sz

ja niestety raczej z pokolenia Galactik Football

Kysewald
Kysewald

Panie Leszku, małżeństwo nie robi dobrze na felietony, czy jak…

Mmmm
Mmmm

Fajne dziekuje!

Szymas
Szymas

„Jednorożec z tortem w dupie” zrobił mi dzień. Dziękuję Panie Leszku.

Saviola
Saviola

83 rocznik jestem. Owszem Tsubasa leciał ale w tym czasie to z chłopakami graliśmy „mistrzostwa”. Kartka, ołówek, podział na grupy i jazda. I w dupie każdy miał Kodziro czy Tsubase, bo byliśmy Del Piero, Zidane czy Inzaghi… Mimo wszystko pozdrawiam p.Leszka, bo lubię Jego formuły cotygodniowe. Howgh!

Lecę na piwo
Lecę na piwo

Dzięki za wspomnienia Leszek.. Się stare dobre czasy przypominają.. O take weszło chcem.. Gimba nie pojmie.

Mac
Mac

Dobrze by było podać dokładne daty i kontynuacje tego anime oraz jakieś ciekawostki. 128 odcinków, pozniej Tsubasa Shin 13 odcinków, a póżniej Mistrzostwa Świata 2002 – 52 odcinki i coś dalej ?

Jakub
Jakub

dalej po tych odcinkach gdzie kodziro gra w piemoent (juve) a tsubasa w fc catalunya nie ma juz nic niestety – tylko komiksy pokazuja dalsza historie (tsubasa zeni sie z aego czy jak jej bylo itp.)

marek
marek

Ja miałem Bolka i Lolka i Reksia, a Tsubasy w akcji nigdy nie widziałem! Mam zazdrościć?

qdlaty81
qdlaty81

Raczej

happer41
happer41

I serię oglądałem, ale jej dokładnie nie pamiętam. Pamiętam jak właśnie też myślałem, że Kojiro to ten zły. Jednak gdy obejrzałem serię Road to 2002 to mamy tam obraz Kojiro który np. pracuje ciężko żeby utrzymać swoje rodzeństwo. To na pewno nie jest negatywna postać. Ogólnie czy też nie macie wrażenia, że Tsubasa-Kojiro to obecnie Messi-Ronaldo? 😀

qdlaty81
qdlaty81

Nie, raczej dwóch Ronaldo

Kazek
Kazek

Ja tam zawsze najbardziej lubiłem Wakabayashi’ego i Taki’ego

qdlaty81
qdlaty81

Ishizaki rulez

Rafal
Rafal

Autor moze jest OK,ale nie dalem rady,lepiej zwalic gruche na szybko bedzie troche relaksu,pozdrowienia Milewski.

zielonywojownik
zielonywojownik

Można było z tego wyciągnąć chwile radości. Ale koniec końców zawsze wygrywał Tsubasa. I to według mnie nie było wcale wychowawcze. Kodżiro miał szlachetny cel. Chciał zapewnić byt rodzinie. A Tsubasa grał i chciał wygrywać bo… chciał wygrywać i „kochał” piłkę. Miał gdzieś wszystkich, którzy mu pomagali, miał gdzieś dziewczynę, która była w nim zakochana. Był pieprzonym egoistą. 100 razy gorszym niż ten Kodżiro. Tak to po latach odbieram.

H.Ch.Andersen
H.Ch.Andersen

W skrócie: Leszek między słowami powiedział, że woli Cristiano. A Leo Messi to nudny dziad.

Nie mógł tego napisać w dwóch zdaniach, bo by Stano wierszówki nie zapłacił. A tak i hajs jest i szpila szefowi na Święta, udany dzień.

olshar
olshar

Ktoś wie co złego dzieje się z Leszkiem?

qdlaty81
qdlaty81

Kwarantanna nie wplywa za dobrze na kreatywnosc… Nie wspominajac ze prawie kazdy wieczorkiem jakies % przyjmuje

Piter
Piter

Dorosłe chłopy bajki oglądają. Lol

Jakub
Jakub

1. Osobicie najbardziej lubialem Misugi i Matsujame.
2. Wiecie ze w jednym z pierwszych odcinkow gdzie maly tsubasa marzy o grze w europie pokazana jest kilka slajdow i na jednym jest Boniek ? 🙂

Weszło
25.05.2020

„Zieliński to najlepszy rozgrywający w Europie. Milik? Ważniejsze pozostanie Mertensa”

W poniedziałkowej prasie m.in. Robert Lewandowski zbliżający się do rekordu, rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem o Legii i rynku transferowym, Łukasz Załuska wspomina czasy w Warszawie, Bożydar Iwanow o powrocie I ligi w kontekście transmisji w Polsacie Sport i Diego Maradona junior oceniający Polaków z Napoli.  PRZEGLĄD SPORTOWY Robert Lewandowski jest coraz bliżej wyrównania własnego rekordu […]
25.05.2020
Bukmacherka
25.05.2020

Oskubaliśmy bukmacherów w niedzielę – kolejne trafione typy!

Niedziele mogą być przyjemne. Zwłaszcza jeśli obstawiacie spotkania ligi niemieckiej razem z naszymi typerami z działu bukmacherskiego. We wczorajszych meczach udało nam się przedłużyć dobrą passę i zakończyć weekend na dużym plusie. Takie weekendy to my lubimy! W sobotę trafiliśmy cztery typy, z których każdy kręcił się – lub przekraczał – wokół kursu 2.00. A […]
25.05.2020
Weszło Extra
25.05.2020

Wrogów nie przekonam, a przyjaciół przekonywać nie muszę

Czy jest arogantem? Skąd decyzja o rozpoczęciu pisania książki i czy będzie to literatura piękna? Dlaczego od decyzji o odebraniu kapitańskiej opaski Januszowi Golowi trudniejsze dla niego były zwolnienia pracowników w Cracovii? Czego spodziewać się po zbliżającym się oknie transferowym? Czy zmienił pogląd na toporny styl Cracovii? Jak wygląda jego plan na budowanie silnej drużyny […]
25.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

The Last Dance rozpęta lawinę sportowych dokumentów?

Serial o losach mistrzowskich Chicago Bulls oraz ich niezapomnianego lidera zrobił furorę na całym świecie. Obudził też tematy do dyskusji: czy Michael Jordan był tyranem i złym kolegą z drużyny? A może po prostu wyjątkowo mocno zależało mu na wygrywaniu? ESPN, odpowiedzialne za stworzenie koszykarskiego dokumentu, wyczuło pismo nosem i już planuje kolejną (i na […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Warto było czekać do końca!

Nieprawdopodobnie wolno rozkręcał się ten mecz, tak naprawdę gdyby ktoś włączył telewizor mniej więcej po godzinie gry, poza bramką Fortuny wiele by nie stracił. Ale gdy już się rozhuśtali… Obroniony rzut karny. Chwilę później gol na 2:0. Rosnąca desperacja gospodarzy, którzy próbowali nawet uderzeń nożycami i przewrotkami. Aż w końcu piorunująca końcówka, w której w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Liga Minus – Misterium Chotomowskie

To już ostatni taki odcinek Ligi Minus. Wraca Ekstraklasa, więc choć quizowe odcinki całkowicie nie znikają, to nie będą już tak regularne. Ale nic, cieszmy się, póki możemy to przeżywać. Co zobaczyliśmy tym razem? Żenującą anegdotę Wojtka Pieli o Jacku Krzynówku. Kapitalną anegdotę Wojtka Pieli o telefonie do Jerzego Engela. Pawła Brożka, który za długo […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Szkoła pięknej gry według Lipska

To był spektakl godny teatru broadwayowskiego. Oczywiście, przy pełnych trybunach oglądałoby się to pewnie jeszcze przyjemniej, ale nie będziemy narzekać, bo piłkarze RB Lipsk zagrali tak widowiskowo, tak nowocześnie, tak ofensywnie, że jedyną właściwą reakcją było wygodne rozsądzenie się w fotelu i delektowanie się ich kunsztem. I choć jednostronne mecze, a ten był wyjątkowo jednostronny, […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Schalke null Gelsenkirchen

Fatalnie, po prostu fatalnie prezentuje się od pewnego czasu Schalke Gelsenkirchen. Już pal licho, że od dziewięciu meczów nie wygrali. Już pal licho, że po pandemicznej pauzie najpierw Borussia ogoliła ich 4:0, a dziś ośmieszył Augsburg, wywożąc ze stadionu rywala trzy punkty i trzy zdobyte bramki. To Schalke jest po prostu przeraźliwie słabe piłkarsko, posiada […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Od Nowaka do Lewandowskiego. Najlepsi Polacy w Bundeslidze

Władze klubów Serie A praktycznie co okienko wpadają do Ekstraklasy i zachowują się tak, jak emerytki na promocji karpia w markecie, ale jeszcze sporo milionów euro musi przepłynąć z Italii do naszego kraju, byśmy uznali tamtejszą ligę za najbardziej „polską” spośród tych najsilniejszych. Ten tytuł należy do Bundesligi. Z jednej strony nie jest to ostatnio […]
24.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

Kubica w dobrej formie, ale to simracerzy triumfowali w Orlen Stay&Play

Było szybko, wściekle i emocjonująco. Za nami finał turnieju w Assetto Corsa, w ramach projektu Orlen Stay&Play. Profesjonalni sportowcy stanęli w szranki z zawodnikami, którzy wcześniej przeszli przez otwarte kwalifikacje. Nie było jednak mowy o żadnych nowicjuszach. Na linii startu na Roberta Kubicę czy Jakuba Przygońskiego czekali bowiem esportowcy, specjalizujący się w symulatorach wyścigowych. Szans […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Robert Gumny: Prawie rok grałem z bólem. Pokazywałem 50 procent możliwości

Obrońca Lecha Poznań, Robert Gumny był gościem Łukasza Trałki, Michała Żewłakowa i Jakuba Wawrzyniaka w programie „Liga PL” emitowanym w Kanale Sportowym. Zawodnik „Kolejorza” opowiedział o spodziewanym powrocie do gry po kontuzji, silnej psychice, potrzebie rywalizacji i najsilniejszym punkcie poznaniaków przed meczem z Legią. Poniżej zapis tekstowy rozmowy.  Jak się czujesz? Dziękuję, bardzo dobrze. Od […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Polski Real i potęgi na kolanach. Finał rankingu polskich drużyn wszech czasów!

Milion dolarów oferowane przez Real za Włodzimierza Lubańskiego. Widzew Łódź w kilkanaście lat przechodzący od czwartej ligi do pokonania Liverpoolu, jednej z najlepszych drużyn w historii futbolu. Deyna z Gadochą siejący postrach na murawach Europy. Ernest Wilimowski jako kandydat do najlepszego piłkarza świata swoich czasów. Wyrabiający 577% normy przodownik pracy Wiktor Markiefka decydujący o losach […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Astiz: „Prawdopodobnie po sezonie zostanę w Legii. Albo jako piłkarz, albo w innej roli”

Iñaki Astiz był – obok Roberta Gumnego – telefonicznym gościem najnowszej „Ligi PL”. W ostatnim odcinku przed wznowieniem rozgrywek stoper warszawskiej Legii zdał raport ze stanu przygotowań wicemistrzów Polski i liderów PKO Bank Polski Ekstraklasy do ponownego startu ligi. Zdradził też co nieco na temat swojej przyszłości. Poniżej zapis rozmowy. Łukasz Trałka: – Jak przygotowania […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Przez lojalność nie mogłam iść do Lyonu. To jak transfer z Lecha do Legii

– Przez siedem lat w Paryżu zyskałam taki szacunek ludzi, że nie mogłam przejść do Lyonu. Dla mnie relacje z kibicami są cenniejsze od złota. Nie mogłabym później spojrzeć w twarz ludziom, którzy dopingowali mnie przez te lata w Paryżu. To po pierwsze. A po drugie – przez te lata nakręcałam się tą rywalizacją, miałam […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Grosicki: – Chcę, żeby za kilkanaście lat moje nazwisko było wspominane

– Mam jeszcze dwie imprezy przed sobą. W 2021 i 2022 roku. Jest jeszcze szansa i czas. Jak są marzenia do zrealizowania, to trzeba je zrealizować. Marzymy, żeby zaistnieć na takich imprezach i mam nadzieję, że to się uda. Trzeba wierzyć. Zmienić słowa w czyny. Pokazać to na boisku. Tamten mundial był bardzo słaby, ale […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Niedziela z Bundesligą. Czy RB Lipsk powróci na zwycięską ścieżkę?

Dwa remisy przed pandemią, jeden po wznowieniu rozgrywek. Nie da się ukryć, że kiepska passa RB Lipsk na przestrzeni trzech ostatnich kolejek Bundesligi mocno nadszarpnęła szanse tej ekipy na sięgnięcie po mistrzowską paterę. Obecnie podopieczni Juliana Nagelsmanna mają aż dziesięć punktów straty do liderującego Bayernu. Jeżeli nie zwyciężą dzisiejszego spotkania w Moguncji, pozostanie im już […]
24.05.2020

Robert Gumny i Inaki Astiz gośćmi Ligi PL!

Jest niedziela, jest Liga PL. Dzisiaj w studiu Michał Żewłakow, Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak, a gośćmi tego tercetu solidnych ligowców będą Robert Gumny z Lecha Poznań oraz Inaki Astiz z Legii Warszawa. Tematy? Łatwe do przewidzenia – rusza liga, rusza Puchar Polski, rusza to wszystko, za czym tak bardzo tęskniliśmy. Zapraszamy na Kanał Sportowy! […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Zauważalnie inni. Z wizytą w akademii FC Köln

Mistrz świata Ron-Robert Zieler, zdobywca Pucharu Konfederacji Jonas Hector, wicemistrz olimpijski Timo Horn, mistrzowie Europy U-21 Yannick Gerhardt i Mitchell Weiser. Co oni wszyscy mają ze sobą wspólnego? Każdy z nich przeszedł przez kilka – albo i wszystkie – szczeble juniorskiej i młodzieżowej kariery w Kolonii. W akademii FC Köln, jednej z najbardziej niedocenianych w […]
24.05.2020