post Avatar

Opublikowane 09.04.2020 15:23 przez

redakcja

Są tylko dwa typy ludzi na świecie: ci, którzy wolą Tsubasę i ci, którzy wolą Kodżiro.

Owszem, na polskich podwórkach przełomu wieków grały tysiące Alexów Del Piero. Owszem, Siwy w koszulce Raula zyskiwał plus pięć do fantazji boiskowej. Owszem, Sebie w trykocie Beckhama zawsze dawaliśmy bić wszystkie rzuty wolne. Nawet rozpaczliwy Sobczak w trykocie Zamorano z czasów Interu grał jakoś porządniej, dokładniej, szybciej, zwrotniej, choć na wuefie w zwykłej koszulce był ostatnią ciamajdą.

Owszem, ten fenomen najlepiej widoczny był po Rudym, który dopóki nosił na plecach dumne „KEANE” w barwach Manchesteru United darł na wszystkich ryja, w warsztacie miał przede wszystkim wślizg, wejście nakładką i z bara, a po tym jak z dumnego „KEANE” z reklamą Sharp na przedzie wyrósł, a ojciec sprawił mu Nestę z Lazio, przeszedł transformację we wzór boiskowej elegancji i ostoję wszystkich defensyw.

Ale, choć wszystkie podwórka w Polsce przełomu wieków dzięki zaradności bazarów z podróbkami były pełne Juventusów, Barcelon, Borussii Dortmund, co przekładało się na armie mierzących metr czterdzieści Patricków Kluivertów, białych Dwightów Yorków, Paolo Maldinich ze zdartymi na kolanach strupami, Erików Cantonów czekających aż mama rzuci picie, tak nie Juventusy, Arsenale i Milany grały nam w sercach.

To znaczy, może i grały. Może i głośno. Może i pięknie. Ale w tych pierwszych latach zawsze w ramach supportu.

Wielcy byli Scholes, Szewczenko, Romario, Ronaldo, Guti, Jardel, Ricken i inni, ale przecież nawet niektórzy z wielkich po latach przyznawali, że u nich jednym z fundamentów pasji do piłki także był Tsubasa. Przyznawał to choćby Del Piero – u nich bajka leciała lata wcześniej – i prawda jest taka, że graliśmy w koszulkach Del Piero, bo bazary z podróbkami nie miały koszulek Kodżiro i Tsubasy. Ktoś tam nie wyczuł koniunktury, choć była szansa na zbicie małej fortuny.

Podwórkowe mecze mogły mieć gdzieś Ligę Mistrzów, polską pierwszą ligę, dowolny mecz jaki akurat gdzieś z jakiejś przyczyny transmitowano, ale podwórkowe mecze zawsze brały pod uwagę emisję „Kapitana Jastrzębia”. Zwykle były rozgrywane po nim. Leciał na Polonii 1, leciał na Naszej TV, na TV4, leciał z różnymi lektorami, z różnymi dialogowymi liniami, leciał o różnych porach, katował te same odcinki, sto dwadzieścia osiem tych samych odcinków – za przeproszeniem do – zajebania, ale ważne było tylko to, że leciał.

Do dziś nie wiem jak te sto dwadzieścia osiem odcinków się kończyło. Kto wygrał, kto przegrał – podejrzewam, że Tsubasa wygrał, a Kodżiro przegrał, bo Tsubasa był tym kryształowym, a Kodżiro tym kryształowym nie był. Na pewno są tacy, którzy widzieli wszystko po kolei, tak jak pan Bóg przykazał. Ale zarazem jestem pewien, że grono mi podobnych, oglądających Tsubasę jak powieść szkatułkową, jak coś z chronologią godną Pulp Fiction, wypełniłoby szczelnie niejeden japoński stadion.

Zresztą, kto wygrał, kto przegrał, nie jest najważniejsze. Najważniejsze było to, że dwunastoletni Tsubasa potrafił wykonać przewrotkę, którą wcześniej w historii futbolu wykonał jeszcze tylko Pele. Tak, Japończycy nie bawili się tutaj w subtelności, Pele, ta futbolowa ikona ikon, a potem już tylko japoński dwunastolatek z rozgrywek międzyszkolnych.

Nie było w tym cienia realizmu, ale ostatnie, czego oczekiwaliśmy, to realizm. Gdyby bajki mierzyć realizmem, wychodziłyby z tego fabuły potworne. „Thomas The Tank Engine” – facet budzi się pewnego dnia i okazuje się, że jest pociągiem. Nie wiem jak wy, ja nie widzę w tym wielkiej perspektywy życiowej. Odmówiłbym, dość zdecydowanie. Smerfy? Tak biedne one, jak i Smerfetka, kto biedniejszy można się z zapałem spierać, w tle polujący na inteligentne, obdarzone mową i świadomością stworzenia Gargamel, czyli prawie kanibal, szkoda gadać: patologia na patologii. A przecież jeszcze nawet nie doszliśmy do sprawy imion w „Dolinie Muminków”. W porównaniu Tsubasa, jako jedyny obok Pele czeladnik futbolowych bogów, przynajmniej nie wyjeżdżał za bandę dobrego smaku.

Podwójna przewrotka godna Pele nie była w przestrzeni „Kapitana Jastrzębia” czymś aż tak wyjątkowym. Podwójna przewrotka godna Pele przynajmniej się do jakiegoś występującego w przyrodzie zdarzenia odwoływała, nawet jeśli potrzebowała wyciągać z szafy Pele, ale strzał braci Tashibana? Bliźniacy uderzali piłkę jednocześnie. Wszystko poprzedzały jakieś akrobacje, ale one są kwestią trzeciorzędną, bo akrobacje w Tsubasie były standardem, w każdej ofensywnej akcji akrobacje były tak nieodłącznym elementem planu taktycznego, jak tiki taka w Barcelonie Pepa Guardioli lub laga na Kałużnego w meczu z Koreą reprezentacji Polski Jerzego Engela. Ale wyjątkowy, nawet w przestrzeni „Kapitana Jastrzębia”, był ten wspólny strzał. Tego nie potrafił powtórzyć nikt, tak w innych drużynach, jak i w prawdziwym świecie. Co prawda widziałem raz coś podobnego w Ekstraklasie, bo w Ekstraklasie zobaczy się wszystko. Ale jednak w Ekstraklasie po strzale al’a bracia Tashibana padł spektakularny samobój, faktycznym jego autorem było nie dwóch piłkarzy, a przypadek i wyszkolenie techniczne jakiego nie powstydziłby się omszały głaz, podczas gdy bracia Tashibana swojego firmowego zagarnia używali w ofensywie z rozmysłem.

Każdy, kto się w „Kapitanie Jastrzębiu” liczył, miał swoją wizytówkę, swoją podwójną przewrotkę Pele, swój strzał braci Tashibana. Ale choć wybór był rozległy, pełna plejada strzałów, podań i innych podkręconych sterydami ofensywnych zagrań, które od zawsze podbijały wyobraźnię tłumów, tak mi najbardziej podobało się firmowe zagranie golkipera Meivy, Wakashimazu. Pamiętam to zdumienie, gdy Tsubasa jak zwykle posłał strzał nie do obrony, strzał, w którym obrona pokpiła sprawę i Wakashimazu nie miał szansy na odpowiedź, a bramkarz jeszcze poza wszelką logiką rzucił się w złą stronę, wszyscy się zastanawiają co Wakashimazu robi, patrzy Tsubasa, patrzy Misaki, patrzy Kodżiro, piłka leci w kierunku bramki jak to w „Kapitanie Jastrzębiu” pół odcinka, więc jest czas, by się wczuć w patrzenie, poczuć napięcie sytuacji, a potem przyjąć na siebie cały ciężar zwrotu akcji, gdy Wakashimazu, posiadacz czarnego pasa w karate, odbija się od słupka i w ten sposób broni strzał nie do obrony żadnymi konwencjonalnymi środkami.

Po tym strzale pokazano Tsubasę, który pierwszy i bodaj jedyny raz w całej serii stu dwudziestu odcinków miał wyraz twarzy:

Kurwa, przegramy.

A całość jeszcze podkreślał stoicki spokój golkipera karateki, który w żaden sposób akcji nie fetował, nie przeżywał, tylko zachowywał się, jakby takie akcje robić mógł jedna po drugiej, zawsze, nawet ze złamaną nogą, nawet przez sen. To był jedyny moment całej serii stu dwudziestu ośmiu odcinków, kiedy zachwiana została zasada: Tsubasa jest najlepszy. Nankatsu, jego drużyna, zasadniczo najlepsza nie była, ale Tsubasa był najlepszy, to stanowiło niezachwianą zasadę serialu – a jednak tamtą akcją został strącony do grona śmiertelników.

To tak jakby został zestrzelony „Airwolf”.

McGuyver nie potrafił naprawić gniazdka.

Power Rangers przerżnęły z Ritą.

Tsubasa na tron z tysiąca przewrotek wrócił jeszcze w tamtym meczu, ale nawet nie pamiętam jak, widać nie było to tak ciekawe, jak parada Wakashimazu, inaczej bym pamiętał.

To jednak Kodżiro był drugi po Bogu, czyli po Tsubasie. Miał lepszy wokół siebie zespół, w dodatku całkowicie podporządkowany jemu. Gdzieś w późniejszych sezonach widziałem, że razem z Tsubasą grają w reprezentacji Japonii, że głowią się jak pokonać Niemcy, które w bramce miały kogoś jeden do jednego przypominającego Olivera Kahna, ale naszym terytorium jest ten pierwszy sezon, te sto dwadzieścia osiem rzucanych po kanałach wszelakich zapętlonych odcinków, a tam Kodziro był potrzebny jako Ten Zły.

Kodżiro, co krzyczał na kolegów, czasem chamsko.

Kodżiro, co grał ostro, czasem chamsko.

Tworzył kontrast zawsze pomocnemu Tsubasie, zawsze uśmiechniętemu, zawsze podającemu dłoń, zawsze skoremu do optymistycznych przemów w tonie najświatlejszych amerykańskich teleewangelistów. Zawsze gotowemu by podać. Choć jednak zwykle strzelał.

Ale Tsubasa w całej swojej – to słowo jest konieczne – tsubasowości był przecukierkowany. Niezniszczalny pomnik. Człowiek bez wad. Nawet jak zatrzymany przez Wakashimazu, to jednak nie zatrzymany. Następca Pele, zero sodówki, najlepszy kumpel, wzorowy kapitan – pewnie i w szkole miał same piątki, pewnie przeprowadzał starszych przez ulicę, pewnie w piórniku miał kredki alfabetycznie poukładane.

Mój problem z Tsubasą polega na tym, że takich ludzi nie ma. Kryształ, a kryształy występują, owszem, ale w geologii.

Kodżiro był ludzki. Wkurwiał się, pienił pod nosem. Brakło odrobiny odwagi twórcom, ale my wszyscy wiedzieliśmy, że już wtedy mu się błąka po ustach niejedno „spierdalaj” i inne pramęskie słowa. Bywał egoistą, cel w jego filozofii uświęcał środki.

Pamiętam odcinek, w którym Meiva grała z Nankatsu, a Kodżiro grał pod własne cele, nie pod drużynę. Kilkukrotnie wychodził sam na sam, skończyłby ten mecz, zabił go, ale robił rzecz niewyobrażalną: wychodząc sam na sam nie wpadał w pole karne, tylko strzelał zza szesnastki. Właściwością Wakabayashiego z Nankatsu było to, że nikt nie może mu strzelić bramki zza pola karnego, nawet Tsubasa. Kodżiro o tym wiedział i chciał na meczu udowodnić, że jest lepszy niż Tsubasa, tu miał oczywistą wykładnię. Więc próbował raz, Wakabayashi łapał, Kodżiro się odwracał, darł na kolegów, znowu miał sytuację, znowu robił po swojemu, znowu Wakabayashi łapał, nikt z Meivy nic Kodżiro nie powiedział.

Rozumiem tych, którzy woleli Tsubasę, to lepszy wzór do naśladowania, nawet jak niedościgniony, to z takich niedoścignionych wzorów mimo ich nierealności możemy wziąć pozytywne inspiracje. Ale ta wzorowość Tsubasy, ta jego lubialność, była na mój gust zbyt wciskana do gardła. Wspaniały do porzygu. Jednorożec z tortem w dupie.

Dlatego kibicowałem, żeby Kodżiro trafił. Bardzo tego chciałem. Śledziliśmy wszyscy ciągle to Nankatsu, kibicowało się siłą rzeczy Nankatsu, ale wtedy, gdy Kodżiro wychodził sam na sam i strzelał zza szesnastki, przeciw drużynie, gdzie za to trener w normalnej drużynie usadziłby go na ławce, miałem nadzieję, że rozedrze siatkę.

Kibicowałem, bo to był bój wykraczający poza bajkę, to był bój – a co tam, powiem – człowieka z mitem. Człowieka, z całym zestawem jego wad, słabości, z robotycznym superideałem.

Nie wiem jak wy, ja robotycznym superideałom nie jestem w stanie kibicować, a co dopiero im zaufać. Miałem niewiele lat, nie wiedziałem o życiu nic, ale to jedno już tak.

Leszek Milewski

Opublikowane 09.04.2020 15:23 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 31
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michal Sz
Michal Sz

Nuuuda, już to wszystko było wałkowane. Wspomnieć o tym można, ale żeby cały tekst robić.

Żul Maszlugi
Żul Maszlugi

Ziomek grający na bramce miał na czapeczce z daszkiem napisane długopisem Genzo. Niezapomniane robinsonady na asfalcie robił.

Pyton z Przeglądu
Pyton z Przeglądu

Genzo Wakabayashi grał w zespole z Tsubasą, Ken Wakashimazu grał w zespole z Kojiro.

qdlaty81
qdlaty81

Od razu widac kto ogladal amatorsko a kto zawodowo 😉

Blaz
Blaz

Jezu, lubię długie teksty, ale to jest tak nudne, że muszę to rozchodzić.

Jose Maria Brovario
Jose Maria Brovario

Ja przebrnąłem do końca tylko z szacunku dla dawnej twórczości Leszka. A to już 4 lata minęło, odkąd dramatycznie obniżył loty.

Nadal się łudzę, że Leszek znów zacznie tworzyć długie i dopracowane reasearchówki, z których słynął, zamiast serwować nudne wspominki o kreskówce z dzieciństwa lub relację z rozmów z teściem przy rosole.

Pyton z Przeglądu
Pyton z Przeglądu

Moim ulubieńcem był Taro Misaki.
Natomiast Tsubasa wcale nie był najlepszy. Najlepszy był Jun Misugi i przyznawał to nawet Tsubasa. Niestety miał problemy z sercem i zakończył karierę jako junior. Później chyba był trenerem albo asystentem trenera jak grali w reprezentacji na MŚ.

qdlaty81
qdlaty81

Niby tak, ale Misugi.był kotem ‚na papierze’ a Tsubasa na boisku ;)))

psitas
psitas

Z bystrego pióra Leszka znów mamy wspominkowe trociny polane daddy rockiem. 60-latek zaklęty w ciele 30-latka.

Kamil
Kamil

Ale zrzędy komentują. Panie Leszku pisz dalej. Najlepsze jest to wtrącenie:
//To tak jakby został zestrzelony „Airwolf”.
McGuyver nie potrafił naprawić gniazdka.
Power Rangers przerżnęły z Ritą. //

i co googlować nie muszę 😛

Tytus_Sz
Tytus_Sz

ja niestety raczej z pokolenia Galactik Football

Kysewald
Kysewald

Panie Leszku, małżeństwo nie robi dobrze na felietony, czy jak…

Mmmm
Mmmm

Fajne dziekuje!

Szymas
Szymas

„Jednorożec z tortem w dupie” zrobił mi dzień. Dziękuję Panie Leszku.

Saviola
Saviola

83 rocznik jestem. Owszem Tsubasa leciał ale w tym czasie to z chłopakami graliśmy „mistrzostwa”. Kartka, ołówek, podział na grupy i jazda. I w dupie każdy miał Kodziro czy Tsubase, bo byliśmy Del Piero, Zidane czy Inzaghi… Mimo wszystko pozdrawiam p.Leszka, bo lubię Jego formuły cotygodniowe. Howgh!

Lecę na piwo
Lecę na piwo

Dzięki za wspomnienia Leszek.. Się stare dobre czasy przypominają.. O take weszło chcem.. Gimba nie pojmie.

Mac
Mac

Dobrze by było podać dokładne daty i kontynuacje tego anime oraz jakieś ciekawostki. 128 odcinków, pozniej Tsubasa Shin 13 odcinków, a póżniej Mistrzostwa Świata 2002 – 52 odcinki i coś dalej ?

Jakub
Jakub

dalej po tych odcinkach gdzie kodziro gra w piemoent (juve) a tsubasa w fc catalunya nie ma juz nic niestety – tylko komiksy pokazuja dalsza historie (tsubasa zeni sie z aego czy jak jej bylo itp.)

marek
marek

Ja miałem Bolka i Lolka i Reksia, a Tsubasy w akcji nigdy nie widziałem! Mam zazdrościć?

qdlaty81
qdlaty81

Raczej

happer41
happer41

I serię oglądałem, ale jej dokładnie nie pamiętam. Pamiętam jak właśnie też myślałem, że Kojiro to ten zły. Jednak gdy obejrzałem serię Road to 2002 to mamy tam obraz Kojiro który np. pracuje ciężko żeby utrzymać swoje rodzeństwo. To na pewno nie jest negatywna postać. Ogólnie czy też nie macie wrażenia, że Tsubasa-Kojiro to obecnie Messi-Ronaldo? 😀

qdlaty81
qdlaty81

Nie, raczej dwóch Ronaldo

Kazek
Kazek

Ja tam zawsze najbardziej lubiłem Wakabayashi’ego i Taki’ego

qdlaty81
qdlaty81

Ishizaki rulez

Rafal
Rafal

Autor moze jest OK,ale nie dalem rady,lepiej zwalic gruche na szybko bedzie troche relaksu,pozdrowienia Milewski.

zielonywojownik
zielonywojownik

Można było z tego wyciągnąć chwile radości. Ale koniec końców zawsze wygrywał Tsubasa. I to według mnie nie było wcale wychowawcze. Kodżiro miał szlachetny cel. Chciał zapewnić byt rodzinie. A Tsubasa grał i chciał wygrywać bo… chciał wygrywać i „kochał” piłkę. Miał gdzieś wszystkich, którzy mu pomagali, miał gdzieś dziewczynę, która była w nim zakochana. Był pieprzonym egoistą. 100 razy gorszym niż ten Kodżiro. Tak to po latach odbieram.

H.Ch.Andersen
H.Ch.Andersen

W skrócie: Leszek między słowami powiedział, że woli Cristiano. A Leo Messi to nudny dziad.

Nie mógł tego napisać w dwóch zdaniach, bo by Stano wierszówki nie zapłacił. A tak i hajs jest i szpila szefowi na Święta, udany dzień.

olshar
olshar

Ktoś wie co złego dzieje się z Leszkiem?

qdlaty81
qdlaty81

Kwarantanna nie wplywa za dobrze na kreatywnosc… Nie wspominajac ze prawie kazdy wieczorkiem jakies % przyjmuje

Piter
Piter

Dorosłe chłopy bajki oglądają. Lol

Jakub
Jakub

1. Osobicie najbardziej lubialem Misugi i Matsujame.
2. Wiecie ze w jednym z pierwszych odcinkow gdzie maly tsubasa marzy o grze w europie pokazana jest kilka slajdow i na jednym jest Boniek ? 🙂

Weszło
27.05.2020

Proszę państwa, wysoki sądzie – to jest profesor-drybler Kamil Jóźwiak

Może i nie oglądaliśmy meczów przez ponad dwa miesiące, natomiast pewne rzeczy pozostały niezmienne. Na Lecha w ofensywie aż przyjemnie popatrzeć, Karlo Muhar nadal wygląda, jakby wygrał miejsce w składzie Kolejorza w festynowej loterii, a Kamil Jóźwiak przerasta już ligowy futbol. Nie zmienia się też to, że jeśli Lech w tym sezonie jedzie na Podkarpacie, […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Apel do Lecha i całej Ekstraklasy: więcej Jóźwiaków, mniej Muharów

Polskie szkolenie w ostatnich kilku (kilkunastu?) latach nie rozpieszczało nas w kwestii skrzydłowych, bo raczej skupiano się na promowaniu szybkich graczy, potem tych z najlepszą wydolnością, a o graniu w piłkę zapominano. Byle dobiec do linii końcowej i wrzucić, a że 95 na 100 dośrodkowań kończy się na pierwszym obrońcy? Oj tam, oj tam, przecież […]
27.05.2020
Niemcy
27.05.2020

Dali sobie po dwa razy i wystarczyło. Piątek przełamuje się z karnego

Wyobraźcie sobie, że dwóch mocnych chłopaków na osiedlu wychodzi na ustawkę dla sportu – klasyczne jeden na jednego. Nie ma publiczności. Nie mają nic do siebie. Są dobrze przygotowani, dopiero co pokonali słabszych przeciwników w podobnych warunkach i teraz chcą udowodnić swoją wyższość. Przebieg starcia? Jeden huknął, drugi oddał. Jeden huknął, drugi oddał. Poza tym […]
27.05.2020
Inne sporty
27.05.2020

Bjoergen znów pobiegnie – śladami Kowalczyk

Jeśli chodzi o sporty zimowe, jest jedną z największych postaci w historii. Na podium olimpijskim stała 15 razy. Ośmiokrotnie jako mistrzyni. Medali z mistrzostw świata ma za to 26. Do tego cztery Kryształowe Kule za zwycięstwo w Pucharze Świata. Nic dziwnego, że wiadomość o powrocie Marit Bjoergen do sportu zelektryzowała świat biegów. Norweżka nie wróci […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Hejt Park w Dobrym Składzie – live od 22:00 – Probierz i Stanowski

Odliczanie do startu PKO Bank Polski Ekstraklasy z Hejt Parkami trwa! Dziś w Kanale Sportowym i Weszło FM gościmy Michała Probierza, trenera i wiceprezesa Cracovii. Zasady są takie same jak zawsze – dzwońcie, piszcie, pytajcie i… hejtujcie! Numer telefonu do studia: (22) 219 50 31. Zaczynamy o godz. 22!
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Wirtualne bilety – kibice pomagają polskim klubom

Czy zjadłbyś kiełbasę, której nie da się dotknąć? Wypiłbyś piwo, które nie istnieje? Czy kupiłbyś bilet na mecz, na który nie da się wejść? Czy zamiast siebie wysłałbyś na trybuny swoją tekturową podobiznę? Oczywiście, że tak – choć na pozór brzmi to jak czarny koszmar każdego kibica – jeśli chcesz wesprzeć klub, który wpadł na […]
27.05.2020
Blogi i felietony
27.05.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Miejsce na ledowym ekranie, jakieś dwa metry na dwa metry, żeby można było rozpoznać swoją twarz podczas transmisji telewizyjnej. W tym kwadraciku powiększony obraz ze Skype’a czy innego Zooma, na nim kibic w szaliku, który głośno krzyczy do swojej domowej kamery. W pojedynkę nie robi wrażenia, ale ledowy ekran rozciąga się przez całą szerokość boiska. […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Hi, I’m Mazowiecki ZPN, welcome to Jackass!

Kto czyta komunikaty na stronie Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, ten się w cyrku nie śmieje. Jak wiecie, uważaliśmy za totalnie bzdurne decyzje, by kończyć definitywnie sezon, choć niemal równolegle rząd zapewniał, że w czerwcu odmrożenie sportu pozwoli na dość swobodną grę nawet amatorom. Oczywiście intuicja nas nie zawiodła, obecnie można już zupełnie legalnie grać po […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Kibice znów na stadionach? Premier Morawiecki zapowiada dobre wiadomości

Dopiero co cieszyliśmy się, że piłkę będziemy mogli w ogóle oglądać na żywo. W telewizji, bo w telewizji, ale zawsze coś. Tymczasem w ostatnim czasie sprawy toczą się zaskakująco szybko. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, wystosował apel do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym przedstawił plan powrotu kibiców na stadiony. Teraz natomiast premier między słowami potwierdza, że […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

QUIZ. Kto był na ostatniej prostej przed finałem Pucharu Polski?

Znamy już trzech z czterech półfinalistów tegorocznej edycji Pucharu Polski, a dziś dowiemy się, kto z dwójki Stal-Lech uzupełni to grono. Już samo dojście do tego poziomu w przypadku wielu klubów musi uchodzić za sukces, czasami nawet jest to wydarzenie wspominane latami, więc postanowiliśmy sprawdzić, czy pamiętacie, komu się udało. Skupiliśmy się na XXI wieku, […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Paluchowski: Puchar Polski? Jak gram, to strzelam. Z Lechem też tak będzie!

Adrian Paluchowski to weteran polskich boisk, zwłaszcza pierwszoligowych. 33-latek w obecnym sezonie strzelał bramkę w każdym meczu Totolotek Pucharu Polski. Nam zapowiada, że jeśli zagra z Lechem, znów wpisze się na listę strzelców. Napastnik zdradza też, co było powodem spadku Pogoni Siedlce z pierwszej ligi, kto jest najlepszym piłkarzem na zapleczu Ekstraklasy, które kluby interesowały […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Krótko-długa kołdra Lecha. Czym martwić się będzie Żuraw?

Przerwa w rozgrywkach dla niektórych klubów była kupionym czasem na wykurowanie się kontuzjowanych piłkarzy. Dla innych – hamulcem wciśniętym głęboko w podłogę, bo przed pandemią były w gazie. Lech Poznań znajduje się jedną nogą w obu tych kręgach. Kolejorza rozpatrujemy nadal jako jednego z głównych kandydatów do gry w pucharach, być może przy sprzyjających okolicznościach […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Przestraszyliśmy się, graliśmy zbyt bojaźliwie. Legia zasłużyła na awans

– Legia zasłużyła, by przejść dalej, nie ma się co czarować. Nie powiem, że brakło nam umiejętności, ale przestraszyliśmy się. Nie graliśmy tego, na co się umówiliśmy. Wiadomo, też Legia nam nie pozwalała grać w piłkę i utrzymywać się przy niej, lecz podeszliśmy do tematu zbyt bojaźliwie i ze zbyt dużym respektem – mówi Paweł […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Bartosz Nowak: Zimą mogłem odejść do Ekstraklasy. Stal przekonała mnie, żebym został

Bartosz Nowak to lider Stali Mielec, która zagra dziś z Lechem Poznań w ćwierćfinale Pucharu Polski i jeden z najlepszych piłkarzy pierwszej ligi. Od dłuższego czasu, więc siłą rzeczy co chwilę przymierzany jest do klubów Ekstraklasy. Dlaczego wciąż w żadnym z nich nie wylądował? Między innymi na to pytanie odpowiadamy w dłuższym wywiadzie. Ale rzecz […]
27.05.2020
Bukmacherka
27.05.2020

Czy Piątek w końcu dostanie szansę? Lipsk – Hertha w BETFAN!

Chcielibyśmy napisać, że będzie to pojedynek Krzysztofa Piątka z Timo Wernerem, ale… Wiadomo, jaka jest sytuacja Polaka w Berlinie. Niemniej myślimy, że Vedadowi Ibisevicowi zaczęło strzykać tu i tam, co skończy się konieczną rotacją. A stąd już tylko trzy kroki do zatrzymania RB Lipsk… W każdym razie, tak czy siak mecz Herthy z RB zapowiada […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

„Dzisiaj to Lech musi wygrać, my chcemy się sprawdzić”

– Mecz z Lechem nam się przyda, pomoże nam. Posłuży jako przetarcie przed kolejnym spotkaniem ligowym, bo przed nami bardzo ważne starcie z Miedzią w Legnicy. Dzisiaj to Lech musi wygrać, my tylko możemy. Chcemy się sprawdzić. Oczywiście nie mówię, że traktujemy mecz z Lechem jak sparing. Chcemy awansować do następnej rundy i to jest […]
27.05.2020
Weszło
27.05.2020

Wytrzymają najsilniejsi. Trzecia poważna kontuzja po trzech tygodniach…

Odmrażanie sportu oficjalnie rozpoczęło się dopiero po majówce, jako pierwsze wystartowały kluby z dwóch najwyższych szczebli, które w specjalnym reżimie i niewielkich grupach zajęciowych ruszyły do przygotowań ligowych. Przedwczoraj minęły równe 3 tygodnie od wznowienia jakichkolwiek treningów, bo oczywiście zakładamy, że przed 4 maja nikt żadnych potajemnych zajęć nie prowadził, tylko Arka wpadła na delikatnym […]
27.05.2020
Bukmacherka
27.05.2020

Kto uzupełni grono półfinalistów Totolotek Pucharu Polski?

Trzech pierwszoligowców w ćwierćfinałach Totolotek Pucharu Polski miało być jak trzech muszkieterów. Cóż, ten plan nie do końca wypalił. GKS Tychy odpadł, co prawda po dogrywce, ale jednak. Miedź Legnica odpadła, co prawda po nerwowej końcówce, ale jednak. Na placu boju została więc Stal Mielec, która zmierzy się z Lechem Poznań. Co warto obstawić w […]
27.05.2020