Grupa L – Anglicy przeniosą się w czasie do 2018 roku

Aleksander Rachwał

11 czerwca 2026, 14:39 • 14 min czytania 0

Reklama
Grupa L – Anglicy przeniosą się w czasie do 2018 roku

Każda z drużyn grupy L może dokonać czegoś ze swojej perspektywy wielkiego. Dla Chorwatów, medalistów dwóch ostatnich mundiali, dla których obecny będzie pożegnaniem z mistrzostwami świata wielkich liderów jak Modrić czy Perisić, będzie to szansa, by trzeci raz z rzędu zaskoczyć świat. Dla Anglii, która wzięła trenera specjalizującego się w rozgrywkach pucharowych i ma będącego w kosmicznej formie Harry’ego Kane’a, to szansa, by po dekadach oczekiwania wreszcie wrócić z mundialu z krążkiem. Ghana, mająca w składzie kilku bardzo dobrych piłkarzy, ale notująca ostatnio koszmarne wyniki, może nieoczekiwanie rzucić wyzwanie rywalom, gdy wszyscy najmniej się tego po niej spodziewają. Panama stoi z kolei przed historyczną szansą, by nie tylko zdobyć pierwszy punkt na mundialu, ale odnieść swoje pierwsze zwycięstwo, a nawet awansować z grupy.

Reklama

Chorwacja – zagrajcie to jeszcze raz

Chorwaci na pewno nie będą na tym turnieju udawać kogoś, kim nie są. Do Ameryki Północnej pojechał zespół, w którym wciąż można dostrzec srebrnych medalistów z 2018 roku i brązowych z roku 2022. To nie są leszcze, Stefan.

Chorwacja

I można do tego tematu podejść od dwóch stron. Z jednej zadać pytanie: skoro to od lat się sprawdza, to po co kombinować? Z drugiej – czy to już nie pewna naiwność liczyć, że ten sam patent zadziała po raz trzeci? Chorwacja jednak wierzy w to, co już zna i jej nie zawiodło. A selekcjoner Zlatko Dalić i kapitan Luka Modrić na mistrzostwach świata od ośmiu lat nie zawodzą. Trzeba tu przypomnieć, że już cztery lata temu mówiono – łe, nie powtórzą tego, już są ciency. No i co? Zdobyli kolejny medal MŚ.

Vatreni wysyłają na mundial zespół doświadczony, natomiast patrząc na średnią wieku, znajdziemy sporo ekip, w których jest ona wyższa. Można odnieść wrażenie, że to głównie obecność 41-letniego Modricia, 37-letniego Perisicia i 35-letniego Kramaricia – którzy jak byli kluczowi w 2018 roku, tak są nadal – sprawia, że Chorwaci są postrzegani jako zespół nieco podstarzały.

Reklama

A przecież to drużyna, przy której mówimy raczej o mieszance doświadczenia z młodością. Jednym z liderów zespołu jest 24-letni Josko Gvardiol (jak na obrońcę to bardzo młody wiek), który jednak stracił drugą część sezonu z powodu kontuzji i długo nie grał. W środku pola pojawił się 22-letni Petar Sucić. Wielką nadzieją jest 19-letni szalejący w ataku stoper Luka Vusković.

Wszystko to spaja grupa zawodników doświadczonych, ale jeszcze w wieku, w którym możliwości fizyczne są na wysokim poziomie. Mateo Kovacić grał na dwóch poprzednich mundialach, a wciąż ma 32 lata, co stanowi optymalny wiek dla środkowego pomocnika (u niego większym problemem jest to, że niemal cały sezon stracił przez kontuzję). Medaliści z Kataru – pomocnik Mario Pasalić i bramkarz Dominik Livaković, mają po 31 lat.

Zlatko Dalicia argument o „starej kadrze” nie rusza.

– Piszą o tym od 2018 roku. Może jesteśmy starsi i bardziej wyeksploatowani, ale razem z Francją i Niemcami jesteśmy reprezentacją, która zdobyła najwięcej medali w XXI wieku [na MŚ]. Spójrzcie na Anglię – nie jest ani stara, ani zmęczona, a od 60 lat nie zdobyła żadnego medalu. Chorwacja ma trzy medale w ciągu 30 lat. Od ośmiu lat utrzymujemy się na światowym szczycie. Trudniej jest utrzymać doskonałość, niż ją osiągnąć, a Chorwacja robi to bardzo skutecznie. Nadal należymy do światowej czołówki. Może jesteśmy starzy i wyeksploatowani, ale jedziemy dalej – mówił Dalić w rozmowie z net.hr.

Reklama

Coś w tym jest, zarówno jeśli chodzi o wiek, jak i zmęczenie. Z mundialu w Rosji pamiętamy drużynę, która w fazie pucharowej zawsze potrzebowała dogrywki do awansu i mówiło się, że do finału przystępowała wyczerpana. W Katarze było podobnie, choć tam zespół dotarł do półfinału. Można powiedzieć, że taki Chorwaci po prostu mają styl.

Zresztą, w kwestii stylu Dalić nie owija w bawełnę, mówiąc o tym, jak jego zespół zamierza grać.

To jest turniej i nie ma tu za wiele miejsca na piękną, radosną grę. Trzeba grać pragmatycznie i dążyć do osiągnięcia wyniku. Właśnie w ten sposób zdobywa się medale. Wszystko zaczyna się od obrony. Musimy być twardzi. W 2018 roku i w Katarze dobrze funkcjonowaliśmy w defensywie. Ważne, aby nie dopuszczać rywali do wielu okazji. Zawsze lepiej wygrać 1:0 niż 4:3.

Faktem jest jednak, że ten pragmatyzm w tym roku może być większy niż poprzednio. Dotychczas Dalić trzymał się kurczowo ustawienia z czwórką obrońców. Jeszcze niedawno, po niezbyt udanych eksperymentach z przejściem na „trójkę” zarzekał się, że nigdy już nie będzie tak grał. Jednak im bliżej turnieju, tym pomysł o szczelniejszym zabezpieczeniu własnej bramki zaczął odżywać. W sparingu z Belgią Chorwaci znów testowali takie ustawienie, głównie z myślą o meczu z Anglią, z którą zmierzą się jako pierwszą. Selekcjoner przyznał, że jest świadomy, iż to spotkanie może zdefiniować, jaki to będzie dla Chorwatów turniej.

Reklama

Może też jednak, jak ma zwyczaju, postawić na rozwiązania znane i sprawdzone. Bo taki już Chorwaci mają styl.

Anglia – kiedy, jak nie teraz?

Czy Anglicy po turnieju zatęsknią za poczciwym, nieco męczącym bułę, ale skutecznym Garethem Southgatem? Thomas Tuchel to selekcjoner nie mniej skupiony na osiągnięciu celu, ale dobiera nieco inne środki niż jego poprzednik. Tu jeszcze wróćmy do tytułu tego tekstu – powrót do 2018 roku, bo w grupie jest przecież Panama, a Chorwatom należałoby się zrewanżować za tamten półfinał przegrany po dogrywce.

Anglia

Southgate był trenerem zachowawczym. Jego zespół na boisku działał według zasady: bezpieczeństwo przede wszystkim. Sam też był dość mało zaskakujący w swoich wyborach personalnych – w reprezentacji zazwyczaj znajdowały się wszystkie największe nazwiska. Przed Euro 2024 szeroko komentowane było pominięcie Jacka Grealisha czy Harry’ego Maguire’a, ale były to raczej pojedyncze przypadki. Zwykle Southgate ufał ludziom, którzy udowodnili swoją przydatność w kadrze.

Reklama

O Tuchelu też nie powiemy, że to trener, który uczynił z Anglii ekipę futbolowych magików, bo bazuje na dużej dyscyplinie taktycznej. Na tyle mocno, że sam talent i zasługi nie odgrywają dla niego tak dużej roli przy powołaniach, jak to miało miejsce za Southgate’a. Jego piłkarze mają po prostu odpowiadać konkretnej roli w zespole.

Stąd też brak powołania dla Cole’a Palmera czy Phila Fodena, zwłaszcza, że obaj mają za sobą słabszy sezon, nie może dziwić (ale zarzucają mu, że drugiej strony powołał przecież Stonesa, który prawie nie grał). Tuchel w listopadzie mówił wprost:

Kane, Bellingham i Foden nie mogą grać jako trio. Nie w strukturze, którą mamy, nie przy tym balansie, który wypracowaliśmy. W tej chwili gramy z „szóstką”, „ósemką”, „dziesiątką” i „dziewiątką”. Na pozycji numer dziesięć jest spora konkurencja. Trzeba pamiętać, że oprócz Fodena mamy Jude’a Bellinghama, Morgana Rogersa, Cole’a Palmera czy Morgana Gibbs-White’a – jest wielu zawodników i jest możliwe, że nie wszystkich zabierzmy na mundial. Nie dlatego, że ich nie cenimy lub dlatego, że na to indywidualnie nie zasługują, ale dlatego, że zawsze będziemy kierować się tym, co jest najlepsze dla drużyny.

Ta wypowiedź dobrze oddaje sposób funkcjonowania Tuchela jako trenera – dobiera zawodników pod swoje założenia, a nie odwrotnie. Można dyskutować, czy Anglię stać na niepowoływanie takich piłkarzy jak: Trent Alexander-Arnold, Lewis Hall, Harry Maguire, Morgan Gibbs-White, Dominic Calvert-Lewin czy Adam Wharton, ale dla Tuchela pytanie brzmi wyłącznie: kto najlepiej wpisuje się w profil, którego poszukuję?

Reklama

W dość bezpośredni sposób wyjaśnił to zresztą sam trener, komentując powołania: – Od pierwszego dnia jasno mówiliśmy: chcemy zbudować możliwie najlepszą drużynę. Niekoniecznie złożoną z dwudziestu sześciu najbardziej utalentowanych zawodników.

Obrazuje to też powołanie dla Ivana Toneya. Napastnik przed ogłoszeniem kadry na mundial zagrał u Tuchela tylko jeden mecz (ba, wszedł raptem na parę minut), na dodatek popadł u niego w niełaskę, bo niewystarczająco się angażował. Dla wielu trenerów gracz byłby skreślony, zwłaszcza, że mówimy o zawodniku Al-Ahli, a nie PSG, ale Tuchel wiedział, że potrzebuje tego piłkarza, więc zakopał z nim topór wojenny. A przecież nawet nie mówimy tu o kimś, kto ma być wiodącą postacią na boisku.

Jego rolą jest, by zamykać mecze. W tym sensie jest częścią grupy do zadań specjalnych. Wie o tym i zna swoją rolę. Poza boiskiem spaja zespół. To ktoś, kto dogaduje się dobrze ze wszystkimi – tłumaczył szkoleniowiec, wskazując również na przydatność Toneya przy stałych fragmentach gry i umiejętność skutecznego egzekwowania rzutów karnych.

Przejdźmy jednak do kwestii podstawowych. Anglicy, choć można się spierać co do pojedynczych nazwisk, mają skład naszpikowany gwiazdami. Drużyna w skład której wchodzą Harry Kane, Jude Bellingham, Declan Rice, Bukayo Saka, Morgan Rogers czy dopiero co kupiony przez Barcelonę za 80 mln euro Anthony Gordon, musi uchodzić za jednego z głównych kandydatów do tytułu.

Reklama

Tyle że to w przypadku Trzech Lwów taki stan rzeczy to norma. Anglia na mundialu zazwyczaj jest w gronie faworytów i najczęściej rozczarowuje. W tym kontekście projekt z trenerem, który ma konkretny plan – ale nie polegający tylko na minimalizowaniu ryzyka, ale na wykorzystywaniu swoich przewag – może wypalić. A fakt, że jako obcokrajowiec patrzy na pewne rzeczy z dystansem, może okazać się kluczowy. Zwracał na to uwagę w rozmowie z Weszło Jonathan Wilson.

– Tuchel ewidentnie dobrał skład pod granie w ten sposób [odpowiadający atutom Harry’ego Kane’a] i uważam, że to jest dobre. Teraz prowadzi Anglików, później pewnie popracuje w Premier League, ale za 10 lat będzie zapewne żył w Niemczech. Nie będzie jak Graham Taylor, który za każdym razem, gdy wchodził do supermarketu, był otaczany przez ludzi i pytany: „Dlaczego, do cholery, zdjąłeś Gary’ego Linekera w 62. minucie meczu ze Szwecją na Euro 1992?” (śmiech). Tuchel ma tego świadomość, dlatego nie boi się trudnych decyzji – mówił dziennikarz w wywiadzie udzielonym Kubie Radomskiemu.

Wilson: Format mundialu jest zły. Zglobalizujmy kwalifikacje [WYWIAD]

Harry Kane to w tej opowieści osobny rozdział. Gdy ostatnio jechał na wielki turniej, wciąż był jeszcze Kane’em bez trofeów, co było wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę, że na rok przed Euro 2024 przeszedł z Tottenhamu do Bayernu właśnie po to, by coś wreszcie wygrać (swoją drogą Bayern trenował wówczas Thomas Tuchel). Teraz ma jednak na koncie dwa mistrzostwa Niemiec, krajowy puchar i superpuchar. Jest po fantastycznym sezonie, w którym zanotował 61 (!) bramek i siedem asyst w 51 meczach. Jeśli Anglicy nie wykorzystają szczytu formy swojego lidera, lepszego momentu na historyczny sukces mogą długo nie mieć.

Reklama

Ghana – Queiroz na ratunek

Jeśli Ghanie nie powiedzie się na mundialu, będzie to dowód, że brakło jej odpowiednika naszego meczu z Litwą przed wielkim turniejem – takiego, który drużyna powinna pewnie, najlepiej wysoko wygrać, by wprawić się w dobry nastrój. Zespół z Afryki podszedł bowiem do tematu ambitnie – od zakończenia eliminacji rozegrał sparingi z pięcioma mocnymi zespołami i nie wygrał ani razu.

Ghana

Z drugiej strony trudno się Ghańczykom dziwić, że szukali wyzwania, skoro eliminacje nim nie były. Czarne Gwiazdy z dziesięciu meczów wygrały osiem, jeden zremisowały i jeden przegrały. Po meczach z Madagaskarem, Czadem czy Komorami spotkania z silnymi drużynami z Azji i Europy były bardziej wymierną oceną potencjału drużyny w kontekście mundialu. Gdybyśmy rzeczywiście mieli go w ten sposób mierzyć, cóż, byłby on niewielki.

Ghana bowiem przerżnęła w listopadzie z Japonią i Koreą Południową (odpowiednio 0:2 i 0:1), wiosną dostała bęcki od Austrii (1:5) i Niemiec (1:2). Dopiero w przedmundialnwym sparingu zremisowała z Walią (1:1). Nie brzmi to jak dobry prognostyk przed rywalizacją z Chorwacją i Anglią. Dodajmy do tego jeszcze kompletnie położone eliminacje do ostatniego Pucharu Narodów Afryki. Ghana zajęła w nich ostatnie miejsce w swojej grupie – za Angolą, Sudanem i Nigrem. Nie wygrała żadnego meczu i zdobyła łącznie tylko trzy punkty.

Reklama

Te wyniki zespołu są aż szokująco słabe, patrząc na to, że Ghana ma w kadrze kilka naprawdę mocnych punktów, jak Antoine Semenyo z Manchesteru City, grający obecnie w Villarrealu Thomas Partey, Kamaldeen Sulemana z Atalanty, doświadczony Jordan Ayew z Leicester City (który ma przecież ponad 300 meczów na koncie w Premier League) czy Inaki Williams z Athletiku Bilbao (choć on akurat w ostatnich meczach towarzyskich nie brał udziału). Na mundial ten skład byłby jeszcze mocniejszy, gdyby nie kontuzje Mohammeda Salisu z AS Monaco i przede wszystkim Mohammeda Kudusa z Tottenhamu.

W przytoczonym kiepskim okresie selekcjonerem kadry był Otto Addo. Nie dziwi, że federacja podjęła decyzję o rozstaniu z tym trenerem, natomiast powstaje pytanie, czy zmiana ma szansę odnieść oczekiwany skutek, skoro została dokonana przed samym mundialem. Addo zastąpił Carlos Queiroz, a więc szkoleniowiec mający doświadczenie w prowadzeniu drużyn na mistrzostwach świata. Z tym że ze względu na moment objęcia kadry jako największy atut Portugalczyka należy chyba uznać nie doświadczenie i warsztat trenerski, lecz popularny efekt nowej miotły. Patrząc na sprawę przez różowe okulary, można nawet powiedzieć, że ten efekt już zadziałał, bo 73-latek debiutował we wspominanym meczu z Walią.

W tych okolicznościach nagły renesans ghańskiej kadry na mundialu byłby absolutną sensacją – w naszej prognozie mundialowej szanse Ghany na wyjście z grupy oceniliśmy na 10%. Spośród wszystkich drużyn tylko awans Curacao był w tym modelu mniej prawdopodobny (siedem procent). Z drugiej strony, takimi historiami żyje się na mundialu, a obecność w składzie Czarnych Gwiazd kilku dobrych zawodników w połączeniu z Queirozem na ławce trenerskiej sprawia, że wylosować może się właśnie ten najmniej oczekiwany scenariusz.

Ghana wywołuje w kibicach mundialowych spory sentyment – historię z karnym Gyana zna przecież każdy, ale nieco starsi powinni też pamiętać, jak niespodziewanie pokonała Czechów w 2006 roku i wyszła z grupy.

Reklama

Ale Ghana to też skandale, jak choćby ten w 2014 roku, kiedy odmówili treningów i zagrozili opuszczeniem obozu przed ostatnim meczem grupowym z Portugalią, żądając natychmiastowej wypłaty zaległych premii w gotówce. Rząd przetransportował kasę samolotem do Brazylii, grube pliki bankotów były eskortowane przez policję i zrobiono wtedy z ukrycia zdjęcia wręczania gotówki. Do tego Sulley Muntari i Kevin Prince-Boateng zostali wyrzuceni ze zgrupowania przed trzecim meczem. A z kolei wobec starcia 1/8 finału w 2006 roku pomiędzy Brazylią a Ghaną (3:0) było podejrzenie ustawienia przez bukmacherów. Rozpisywał się wtedy o tym niemiecki Der Spiegel. Miało chodzić o zwycięstwo Canarinhos z handicapem. Z Ghaną tak to bywa.

Panama – mecz otwarcia meczem o wszystko

Gdy osiem lat temu Panama po raz pierwszy zagrała na mundialu w Rosji, był to występ typowy dla debiutanta-outsidera, taki kojarzony z niektórymi turniejami reprezentacji Polski – porażka z Belgią 0:3 w meczu otwarcia, lanie od Anglii 1:6 w meczu o wszystko i nieznaczna porażka 1:2 z Tunezją w meczu o honor (mimo prowadzenia 1:0). Teraz, choć Panamczycy znów są w grupie z dwiema mocnymi europejskimi drużynami (w tym ponownie z Anglią), ich ambicje sięgają wyżej.

Panama

– Chcemy poprawić nasz poprzedni wynik, gdy nie udało nam się zdobyć ani jednego punktu. Osiągniecie tego jest naszym celem, pragnieniem. Ale ja chciałbym awansować do kolejnej rundy. Do tego dążymy. Z szacunkiem do rywali, ale wiarą, że możemy rozegrać dobry turniej – stwierdził trener Thomas Christiansen w rozmowie z dziennikiem AS.

Reklama

Patrząc na ostatnie wyniki i zmianę, jaką przeszedł zespół pod wodzą hiszpańsko-duńskiego trenera, trudno oczekiwać, by miał się zadowolić czymś innym.

Christiansen próbuje zaszczepić w swoich zawodnikach idee, które sam wyniósł ze swojej kariery piłkarskiej. A miał okazję szkolić się w Barcelonie, w tym pod okiem samego Johanna Cruyffa. Jego Panama jest świadoma swoich ograniczeń. Broni się kompaktowo w ustawieniu z tróją stoperów, chętnie korzysta ze stałych fragmentów gry. Ale kiedy sama konstruuje akcje, stara się rozgrywać piłkę od tyłu, wymieniać podania.

Bezpośredni awans na mundial poprzez eliminacje strefy CONCACAF, w których nie brały udziału Meksyk, USA i Kanada, był nieco łatwiejszy niż zwykle i można być sceptycznym co do tego, czy to dobry wyznacznik siły tej drużyny, ale już trudniej przejść obojętnie wobec rezultatów osiąganych przez Los Canaleros w pozostałych rozgrywkach.

W Złotym Pucharze CONCACAF 2023 Panamczycy dotarli do finału. W grupie wyprzedzili Kostarykę (uczestnika trzech ostatnich edycji MŚ, jedną z czołowych drużyn Ameryki Centralnej), w ćwierćfinale rozbili Katar (4:0), a w półfinale po rzutach karnych wyeliminowali USA. W finale musieli uznać wyższość Meksyku, ale przegrali nieznacznie, 0:1.

Reklama

Sukcesem zakończył się również udział Panamy w ostatniej edycji Copa America. Los Canaleros wyszli z grupy z drugiego miejsca po wygranych ze Stanami Zjednoczonymi i Boliwią, choć trzeba zauważyć, że z trzecim rywalem – Urugwajem, przegrali wyraźnie (1:3). Udział w turnieju zakończyli na ćwierćfinale, gdzie zostali już rozwalcowani przez Kolumbię (0:5).

Panama wysyła do Ameryki Północnej najstarszy zespół w stawce. Średnia wieku tworzących go zawodników to 30 lat. Aż trzynastu graczy przekroczyło „trzydziestkę”, nie ma za to ani jednego gracza do lat 23. To sprawia jednak, że mówimy o drużynie doświadczonej, w której wielu piłkarzy ma na koncie po kilkadziesiąt meczów w narodowych barwach.

To też zespół bez wyraźnych gwiazd, choć z kilkoma zawodnikami z niezłych klubów. Prawy obrońca/wahadłowy Amir Murillo gra w Besiktasie, do którego zimą trafił z Olympique Marsylia. Środkowy obrońca Andres Andrade dopiero co sięgnął po mistrzostwo Austrii z LASK Linz. Kilku graczy gra w lidze meksykańskiej, w tym bodaj najważniejsza postać zespołu Christiansena, Adalberto Carrasquilla.

Tu dochodzimy do potencjalnie największego problemu Panamy w kontekście walki o wyjście z grupy. Carrasquilla, pomocnik Pumas UNAM, w finałowym meczu Liga MX z Cruz Azul (przegranym przez jego zespół 1:2) doznał kontuzji, przez którą jego występ na mundialu od pierwszej minuty stoi pod znakiem zapytania. Tymczasem to właśnie ten pierwszy mecz będzie prawdopodobnie dla Los Canaleros najważniejszy – zmierzą się w nim z Ghaną, a to tam mają największe szanse na odniesienie swojego pierwszego zwycięstwa na mundialu w historii.

Reklama

Terminarz grupy L

17 czerwca, 22:00 – Anglia – Chorwacja
18 czerwca, 01:00 – Ghana – Panama
23 czerwca, 22:00 – Anglia – Ghana
24 czerwca, 01:00 – Panama – Chorwacja
27 czerwca, 23:00 – Panama – Anglia
27 czerwca, 23:00 – Chorwacja – Ghana

W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdują się wszystkie teksty z tej serii:

Grupa A – Gospodarze i… walka za ich plecami?
Grupa B – Ciągle ci sami Szwajcarzy, kanadyjskie marzenia
Grupa C – Z jednej strony powroty, z drugiej grająca zawsze Brazylia
Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm
Grupa E – Rozczarowujący Niemcy vs dwie najmłodsze ekipy. I Kopciuszek
Grupa F – To powinniśmy być my…
Grupa G – Grupa marzeń i nadziei

Grupa H – rozgrzewka dla Hiszpanii i Urugwaju?
Grupa I – Norwegia wraca do gry. Rywale mówią: sprawdzam
Grupa J – Potrójne A znakiem gwarancji emocji
Grupa K – Ronaldo i James vs ciekawi outsiderzy

O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – z plakatem zawierającym terminarz i drabinkę turnieju

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama