Wuwuzela. Zmora europejskiego kibica, głośny symbol RPA

Antoni Figlewicz

11 czerwca 2026, 13:40 • 6 min czytania 8

Reklama
Wuwuzela. Zmora europejskiego kibica, głośny symbol RPA

Ni to trąbka, ni to piszczałka. Podczas mundialu w Republice Południowej Afryki przedstawiona szerszej publiczności jako narzędzie tortur na kibicach przyjeżdżających na Czarny Ląd z krajów europejskich. I piłkarzy, którzy od tego przeraźliwego dźwięku mogli się nabawić migreny. Nie da się jednak ukryć, że wuwuzela weszła na piłkarską scenę z przytupem i do dziś pozostaje symbolem tamtych mistrzostw i całego kraju.

Reklama

To artykuł z mundialowego cyklu „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.

***

Wuwuzelą można czynić cuda, można uleczyć chorych ludzi. Wystarczy używać jej mądrzej niż kibice piłkarscy – przekonywał ponad piętnaście lat temu Henoch Mthembu w rozmowie z CNN. Pan Henoch zajmował się takim wuwuzelarstwem zawodowo i był pewny, że ludzie dmący na stadionach w plastikową trąbę są zwykłymi ignorantami. – Dziś inni zarabiają na tym miliony i nawet nie wiedzą, skąd wzięli instrument – dodaje z goryczą Mthembu.

No to skąd wzięli?

Reklama

Historia wuwuzeli. Droga na stadion prosta jak plastikowa trąbka

Opcji jest kilka i wszystko zależy od tego, kto bardziej przekona was do bycia swego rodzaju ojcem wuwuzeli. To jak dyskusja o tym, które Kombi jest oryginalne – Kombi, czy może jednak Kombii. To z łysym w okularach, czy to z drugim łysym w okularach, tym chudszym. Podobnie będzie w wypadku wuwuzeli, bo znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że ta naturalnie wyewoluowała z pierwotnych instrumentów dętych wykonywanych ze zwierzęcych rogów. Inni źródła będą szukać bliżej, w robionych ze zużytych puszek trąbkach. Jeszcze inni wierzą, że w RPA nie wymyślili prochu, a podobne trąbki – po prostu nazywane trochę inaczej – dawno temu były w użyciu w Ameryce Południowej.

A nawet w Stanach Zjednoczonych, jak próbuje przekonać nas anglojęzyczna Wikipedia.

Instrument, który wygląda jak wuwuzela, pojawia się w obrazie Winslowa Homera z 1870 roku „The Dinner Horn” (fot. Wikipedia)

Reklama

Powszechnie uznaje się, że wuwuzelę w jej aktualnym kształcie wynalazł Neil van Schalkwyk. Oczywiście czerpał inspirację z różnych źródeł, ale to jego należy winić za uszkodzony słuch wielu kibiców, którzy niczego nieświadomi postanowili wybrać się na mundial do RPA. Od 1999 roku wuwuzela jest zarejestrowana w urzędach jako produkt van Schalkwyka, a ten produkuje ją na masową skalę. Henoch Mthembu oczywiście nigdy nie był z tego specjalnie zadowolony i na fali popularności instrumentu w 2010 roku starał się tłumaczyć światu, że to nie jest byle trąbka.

Mthembu jako członek kościoła Shembe uznawał tę trąbkę za narzędzie religijne i stawał w kontrze do komercjalizacji wuwuzeli jako kolorowego, plastikowego symbolu RPA. – Wuwuzele wprowadził w 1910 roku prorok Isiah Shembe, który jest założycielem naszego kościoła. Instrumenty te miały grać u boku afrykańskich bębnów, gdy tańczymy i czcimy Boga – przekonywał CNN Mthembu. Dziś wiemy, że jego walka niespecjalnie się powiodła, choć dzielnie próbował rozpropagować swoją wersję historii.

Podobnie jak Freddie „Saddam” Maake, kibic który utrzymywał, że w latach sześćdziesiątych to on wpadł na pomysł, żeby stworzyć wuwuzelę. – Jasne, mogą ukraść mój pomysł, ale Saddam Maake jest piłkarską marką – odgrażał się w rozmowie z dziennikarzami „Mail & Guardian”, którzy dotarli do jego domu szesnaście lat temu. – Jestem ojcem wuwuzeli, ja ją wymyśliłem – twierdził. Przyznał jednak, że pierwsza zrobiona przez niego trąba… była trochę niebezpieczna. Podobno użył jej tylko raz czy dwa, bo nie chciał nikomu zniszczyć słuchu.

To jest mój wynalazek i smuci mnie, że inni ludzie korzystają z całego cierpienia, które przeżyłem w popularyzacji wuwuzeli. Raz zostałem nawet zamknięty na 20 minut na lotnisku, kiedy nalegałem na lot do Zimbabwe z moją wuwuzelą w 1992 roku. Byłem zdeterminowany, aby w nią zadąć, gdy wsiadałem do samolotu, ponieważ leciałem gdzieś po raz pierwszy – wspomina „Saddam”.

Reklama

Saddam Makke

„Saddam” Maake utrzymuje, że pierwszą wuwuzelę skonstruował już w 1964 roku, przerabiając rowerową trąbkę (fot. Museum of Portable Sound)

Wszystko jest więc kwestią tego, komu zaufamy w jego tłumaczeniach, choć z tytułem wynalazcy wuwuzeli najczęściej funkcjonuje w mediach van Schalkwyk. Chyba trzeba przyjąć taki stan rzeczy, nawet jeśli znajdzie się jeszcze kilku samozwańczych odkrywców tego instrumentu, opowiadających o nim naprawdę świetne historie.

Neil van Schalkwyk. Fortuna zdobyta kosztem… uszu

Jego firma, Masincedane Sport, sprzedała niesamowitą liczbę tych wkurzających trąbek – donosił Business Insider w 2010 roku. Nie da się ukryć, że na tym biznesie van Schalkwyk dorobił się kroci, co zresztą mogliśmy usłyszeć podczas tamtych mistrzostw świata. Cały czas jednak głośno mówiło się o katastrofalnym wpływie instrumentu na zdrowie. Jedną taką wuwuzelą można wykręcić ponad 120 decybeli, a to już ten poziom, który może trwale uszkodzić słuch. Z uwagi na podobne wątpliwości niektórzy gotowi byli nawet zakazać wnoszenia trąbek na stadiony podczas południowoafrykańskiego mundialu, ale wtedy w obronie swojej kultury kibicowskiej stanęli miejscowi oficjele.

Reklama

To część kultury południowoafrykańskiej. Dlatego proszę naszych zagranicznych gości, aby zaakceptowali sposób, w jaki chcemy świętować te mistrzostwa – apelował wówczas Rick Mkhondo, rzecznik prasowy komitetu organizacyjnego imprezy.

Dzięki temu o wuwuzeli – i samą wuwuzelę – usłyszał właściwie cały świat. A pan van Schalkwyk mógł tylko zacierać ręce. Gotów zresztą otworzyć się na rynek zagraniczny zareagował bardzo szybko – w tournée po mediach zaczął opowiadać o trwających już pracach nad cichszą siostrą wuwuzeli. – Nawet do 20 decybeli mniej, pracujemy nad produkcją specjalnego ustnika – przekonywał w CNBC Africa. – To znak firmowy naszego kraju na kontynencie europejskim. Kiedy myślę o wejściu na tamten rynek, duże zainteresowanie wykazują choćby Niemcy – dodawał przedsiębiorca.

Jak pewnie zdążyliście się już zorientować – w kilku miejscach w Europie van Schalkwyk faktycznie znalazł rynki zbytu.

Reklama

Obrazek całkiem świeży, z ubiegłorocznych mistrzostw Europy kobiet. Na boisku Polki grają z Niemkami. Na trybunach gra co najmniej jedna wuwuzela

Jest ryzyko jest zabawa? Wuwuzela naprawdę groźna

Zastanawiać się można, dlaczego stworzenie cichszej wersji wuwuzeli było dla van Schalkwyka tak ważne, ale przecież i wspominany wcześniej „Saddam” Maake szybko uznał ten instrument za zwyczajnie niebezpieczny. Na temat wuwuzeli powstała zresztą cała praca naukowa, którą w lutym 2010, zatem jeszcze przed mundialem w RPA, opublikowano na łamach South African Medical Journal. Badacze zaczęli oczywiście od pomiarów głośności tej wyjątkowej trąbki i już na samym starcie mogli być trochę wystraszeni jej siłą rażenia.

Zgodnie z południowoafrykańskimi przepisami dotyczącymi narażenia na hałas zawodowy, przy najniższej zarejestrowanym natężeniu 113 decybeli, żaden człowiek nie powinien być wystawiony na tego typu dźwięk dłużej niż przez 1 minutę bez ochrony słuchu. To umieszcza wszystkie osoby postronne w promieniu 2 metrów od wuwuzeli w kategorii poważnego ryzyka trwałego ubytku słuchu – czytamy w artykule badaczy z uniwersytetu w Pretorii.

Mowa tu o najniższej wartości 113 decybeli. Najwyższa z zanotowanych podczas pomiarów przebijała 130 zaraz u wylotu trąbki. Na będący efektem tamtych pomiarów poniższy wykres naniesiono kolorowe linie poziome, które pokazują, jak długo człowiek może być wystawiony na dźwięk o danym natężeniu. Przy 100 decybelach to mniej więcej piętnaście minut. Mecz piłkarski trwa ich co najmniej dziewięćdziesiąt. A przecież nikt nie zabroni dęcia w wuwuzelę także w przerwie.

Reklama

– Wuwuzela przekracza dopuszczalne poziomy narażenia na hałas w Republice Południowej Afryki – podsumowali jasno badacze (fot. Vuvuzela – good for your team, bad for your ears)

Czy ryzyko związane z użytkowaniem tych oryginalnych wuwuzeli starego typu, jeszcze nie ściszonych przez van Schalkwyka o 20 decybeli, odstrasza kibiców z RPA? Cóż, to już tradycja, ważny element ich narodowej tożsamości. Mogą się spierać, kto i kiedy ją wynalazł, ale nigdy jej nie porzucą. Wszystko wskazuje więc na to, że i na najbliższych mistrzostwach świata usłyszymy to charakterystyczny, przeciągłe zawodzenie. Warto zaopatrzyć się w jakieś słuchawki…

Teraz role się odwrócą, bo – nie tak jak w 2010 roku – to Meksyk będzie w przewadze w meczu otwarcia.

Reklama
8 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

Leo, co ty robisz?! Messi zakończył karierę reprezentacyjną

Kacper Korpak
25
Leo, co ty robisz?! Messi zakończył karierę reprezentacyjną

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”

Braian Wilma
15
Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”