Najpierw pewnie wszystkim wydawało się, że Niemcy spokojnie poradzą sobie z Paragwajem. Potem, że choć pierwsza połowa im nie wyszła, to załatwią sprawę w drugiej. Następnie, że jak nie w podstawowym czasie gry, to w dogrywce. Jeszcze dalej – skoro nie w dogrywce, to przecież w rzutach karnych, tam są tak mocni. No i tak mijały te ostateczne terminy, a Niemcy nie potrafili zrobić tego awansu i już nie zrobią. Paragwaj gra dalej!
Choć gdyby ten mecz w rzutach karnych skończył się inaczej, można by sądzić, że nasi sąsiedzi naprawdę podpisali jakiś pakt z diabłem w sprawie jedenastek. Wiadomo, że w swojej historii nie zwykli ich przegrywać, a tutaj było blisko cudu. 3:2 dla Paragwajczyków i to oni kończą czwartą serię, wystarczy trafić. Natomiast Sanabria, no właśnie, nawet nie trafił w bramkę. Niemcy w kolejnej serii łapią kontakt, ale Paragwaj wciąż potrzebuje tylko tego jednego, głupiego gola. Strzela Balbuena, specjalnie wprowadzony na karne i… broni Neuer.
To byłby wręcz absurd, gdyby Niemcy jednak awansowali. Paragwaj wspominałby latami: „a pamiętasz te karne”, „tak było blisko”, „potem już czekała osłabiona Walia”.
Na ich szczęście w dodatkowej serii nad poprzeczką kopnął Tah i Canale już nie robił sobie jaj, tylko dał Paragwajowi bilety do 1/8.
Paragwaj – Niemcy 4:3 w karnych. Katastrofa ekipy Nagelsmanna
I choć trudno powiedzieć z pełnym przekonaniem, że był to awans zasłużony – przynajmniej pod względem sportowym – to widziało się w tym meczu coś takiego, że jednak faktycznie cieplej na sercu z awansem La Albirroja. Między innymi dlatego, że Niemcy długimi momentami wyglądali KOSZMARNIE. Jak zlepek rozleniwionych, znudzonych, apatycznych ciamajd, który nie wie, po co jest na boisku.
Pierwsza połowa – dramat. Ani jednego celnego strzału na bramkę. Druga część gry – gol dla Niemców już wpadł, ale czy byli dużo lepsi niż przed przerwą? Wrzucili w pole karne, Havertz dołożył głowę i siadło. Bywa. Natomiast wielkiego futbolu to myśmy z ich strony jednak nie obserwowali.
Gorąco zaczęło się robić tak naprawdę dopiero w dogrywce, kiedy Paragwajczycy mieli już mniej sił, natomiast świetne spotkanie grał Orlando Gill. Refleks, spokój, przytomność umysłu na przedpolu. A nawet gdy już coś puścił, to sędziowie tym razem zrobili pożytek z VAR-u i słusznie dostrzegli na monitorze faul, bo przed bramką na 2:1 dla Niemców bramkarz Paragwaju był nieprzepisowo zatrzymywany. Anton doprowadził do potknięcia się Gilla, ten był więc spóźniony przy strzale Taha i nie miał szans na dobrą interwencję. Oczywiste przewinienie.
Tym bardziej że gdyby nie złamanie przepisów, patrząc na jego formę, pewnie by obronił…
Niemniej niech nie wybrzmiewa tylko bramkarz, bo i gol Paragwaju na 1:0 był po prostu ładny i przemyślany. Niemcy rozklepani, bez krycia, bez mapy, oglądali jak Enciso po ładnej wrzutce pokonuje Neuera.
Teraz też mogą oglądać Paragwaj, tyle że w telewizji. Oj, już w grupie było widać, że to może nie być ich turniej. Przywieźli przeciętny zestaw piłkarzy, dowodzony przez pogubionego trenera, który błyszczał głównie pyskówką z sędziami.
Do widzenia.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix