Nowa Zelandia – 85. miejsce w rankingu FIFA

Chyba żaden inny uczestnik nie miał tak łatwej ścieżki na tegoroczny mundial, co Nowa Zelandia. Ma szczęście, że nie musi już grać interkontynentalnych baraży, bo rywalizuje jedynie w strefie Oceanii.
Najniżej rozstawiony w rankingu FIFA uczestnik tegorocznych mistrzostw świata. Jedyny na tym turnieju przedstawiciel federacji Oceanii. Na nadchodzący mundial Nowozelandczycy zakwalifikowali się jako drudzy – po Japonii, już pod koniec marca 2025 roku. W mistrzostwach świata udział wezmą po raz trzeci. Na największej reprezentacyjnej scenie zadebiutowali w 1982 roku. Byli drugą najgorszą drużyną 24-zespołowego mundialu w Hiszpanii. Wyprzedzili Salwador jedynie lepszym bilansem bramek.
Następny występ na mistrzostwach świata zaliczyli 28 lat później. Fazę grupową skończyli jako niepokonani, ale do 1/8 finału nie awansowali. Zremisowali wszystkie trzy mecze i w ostatniej kolejce dali się zepchnąć z drugiego miejsca Słowakom, którzy pokonali Włochów. Obrońców tytułu z Półwyspu Apenińskiego zdołali jednak wyprzedzić. W kolejnych trzech eliminacjach zawsze docierali do interkontynentalnych baraży, jednak za każdym razem Latynosi byli górą. W 2013 roku ulegli w dwumeczu Meksykowi 3:9, w 2017 roku Peru 0:2, a ostatnio Kostaryce 0:1.
Największy procent z 26 powołanych przez Darrena Bazeleya piłkarzy stanowią zawodnicy z ligi australijskiej. Występuje w niej dziesięciu kadrowiczów, z czego ośmiu gra dla nowozelandzkich zespołów – Wellington Phoenix (trzech) i Auckland FC (pięciu). Jest też bramkarz Lechii Gdańsk – Alex Paulsen, który ma w naszej lidze najgorszy procent obron.
Droga na mundial
Dzięki zwiększeniu o szesnaście liczby uczestników mundialu „Cali Biali” przez baraże interkontynentalne nie będą już się musieli przeciskać. Oceania ma teraz zagwarantowane przynajmniej jedno miejsce na mistrzostwach świata i dziwne byłoby, gdyby ktoś inny niż Nowa Zelandia kwalifikował się bezpośrednio na turniej. Do wyjazdu do Ameryki Północnej wystarczyło jej tylko pięć meczów. W drugiej rundzie, od której zaczynała eliminacje, wygrała wszystkie trzy mecze, strzelając przy tym aż dziewiętnaście goli. Ósemkę wpakowała Vanuatu i Wyspom Samoa.
- 3:0 – vs Tahiti
- 8:1 – vs Vanuatu
- 8:0 – vs Samoa
W ostatniej dla niej rundzie eliminacji przejechała się po Fidżi, ładując im siedem bramek, a w finale pokonała 3:0 Nową Kaledonię. Choć 151. zespół w rankingu FIFA długo trzymał się dzielnie, bowiem pierwszy raz piłkę z siatki wyjmować musiał dopiero w 61. minucie. Dodajmy, że przegrany tego meczu spadł do interkontynentalnych baraży, ale Ocenia dwóch przedstawicieli na mundialu mieć nie będzie, ponieważ Nowa Kaledonia uległa w półfinale Jamajce 0:1. Jeżeli dla takich Anglików eliminacje są formalnością, to co dopiero mają powiedzieć „Cali Biali”.
-
- 7:0 vs Fidżi
- 3:0 vs Nowa Kaledonia
Największa gwiazda – Chris Wood

Już jest najlepszym strzelcem w historii tej reprezentacji, a teraz wystarczy mu jeden występ, aby stać się rekordzistą pod względem liczby rozegranych meczów dla Nowej Zelandii. Grę dla reprezentacji zaczynał rok przed mistrzostwami świata w RPA, a na mundial pojechał jako najmłodszy członek tej drużyny. Występujący wówczas w West Bromie napastnik miał zaledwie 18 lat. Z powołanych na tegoroczny mundial oprócz niego jeszcze tylko Tommy Smith z piątoligowego (!) Braintree Town pamięta zmagania Nowozelandczyków w Południowej Afryce.
Wood we wszystkich tamtych meczach wchodził z ławki, a na boisku łącznie spędził godzinę. Teraz rezerwowym nie będzie, choć ma za sobą trudny rok. Po sezonie życia, w którym strzelił 20 goli w Premier League, do siatki trafił tylko trzy razy, z czego dwukrotnie w sierpniu. Po dublecie z Brentfordem przez 500 minut nie potrafił znaleźć drogi do bramki, a do przełamania się potrzebował rzutu karnego. Na kolejnego gola z gry czekał osiem miesięcy, a w międzyczasie pół roku stracił przez kontuzję kolana, która pierwotnie miała zabrać mu trzy tygodnie.
Wypadł w połowie października po meczu z Chelsea, a wrócił dopiero na początku kwietnia przy okazji 1/4 finału Ligi Europy z Porto. Przed rewanżem powiedział zresztą, że skutki kontuzji kolana będzie odczuwał już przez resztę życia. – Tę kontuzję będę leczył latami – przez resztę mojej kariery i przez resztę życia, kiedy już przestanę grać. Gdy będę bawił się z dziećmi, grał w golfa albo robił cokolwiek innego, będę to odczuwał. Spróbowałem bez operacji i byłem bardzo blisko do powrotu – dzień lub dwa. To wywołuje jeszcze większą frustrację – mówił.
fot. Newspix