Faza grupowa mundialu miała być dla Urugwaju rozgrzewką. Jasne, Hiszpania była zdecydowanym faworytem, ale przecież oprócz niej los przydzielił tu Republikę Zielonego Przylądka i Arabię Saudyjską. Awans wydawał się formalnością, jednak postawa drużyny Marcelo Bielsy na tym turnieju okazała się wielopoziomową katastrofą, czego kulminację właśnie zobaczyliśmy. W dużej mierze na życzenie argentyńskiego selekcjonera.
Okropna atmosfera, zrezygnowanie z Luisa Suareza, dziwne wybory personalne, zawstydzające błędy indywidualne – to wszystko sprawiło, że Urugwaj wraca do domu po rywalizacji w grupie, w której RZP zajmuje drugie miejsce dzięki trzem remisom. Łatwiej być nie mogło.
Urugwaj – Hiszpania 0:1. Kompromitacja Muslery i Bielsy
Twarzą tej kompromitacji, poza powoli stającym się własną karykaturą Bielsą, będzie oczywiście Fernando Muslera. W 2024 roku zakończył reprezentacyjną karierę, ale na nieszczęście swoje, drużyny i całego narodu niedawno ją wznowił. 40-latek jest poważnym kandydatem na najsłabszego bramkarza tych mistrzostw, mimo że irakijscy koledzy po fachu starali się, żeby o nich nie zapominać.
Muslera już w meczu otwarcia z Arabią Saudyjską nie należał do pewnych punktów zespołu, mimo jednej bardzo dobrej interwencji. Później byliśmy świadkami katastrofy. To przez niezrozumiałe, kompletnie bezsensowne wyjście Muslery na przedpole Urugwajczycy stracili ciężko wywalczone prowadzenie z Republiką Zielonego Przylądka, którego już nie odzyskali. Dziś bramkarski weteran ośmieszył się jeszcze bardziej.
Jeżeli prawdą jest, że po drugim meczu w grupie urugwajscy kadrowicze wysłali delegację do Marcelo Bielsy, żeby z Hiszpanią zagrać niżej i bardziej nastawić się na kontry, a trener oponował, to w praktyce jednak urobili swojego przełożonego. Boiskowo wyszło na ich.
Urugwaj nie rzucał się z motyką na słońce i do 42. minuty świetnie neutralizował ofensywne poczynania przeciwnika. W miarę możliwości starał się stosować średni pressing, a jeśli musiał zejść niżej, skutecznie i pewnie bronił okolic swojego pola karnego. Najgroźniejszą akcją Hiszpanów bardzo długo była ta z pierwszej minuty, gdy piłka po rykoszecie od strzału Oyarzabala poleciała w boczną siatkę.
Jedyne momenty niepewności dotyczyły jeszcze nerwowych wyjść Muslery na przedpole. Z niczego robiło się zamieszanie, ale to było dopiero preludium do kompromitacji ostatecznej.
Polowanie na nogi pod koniec meczu
Końcówka pierwszej połowy. Hiszpanie przez minutę grają w dziesiątkę, bo Oyarzabal potrzebował wejścia lekarzy na boisko i musiał odczekać swoje przy linii bocznej. Kotłowanina na skrzydle, Yamal dostaje w głowę, dwóch Urugwajczyków zderza się ze sobą, ale akcja toczy się dalej. Wreszcie Marcos Llorente zagrywa w pole karne, gdzie Alex Baena uciekł obrońcom i oddał leciutki, niegroźny strzał. Niegroźny dla każdego normalnego golkipera, ale Muslera to już najwyraźniej oldboj z reumatyzmem, bo jakimś cudem piłka przeszła mu przez ręce i wpadła do siatki. Baenę można pochwalić za świetny ruch bez piłki z zejściem do środka. Za finalizację w standardowych okolicznościach by się wstydził.
Ależ błąd Fernando Muslery 🤯
Alex Baena uderzył z pola karnego, a doświadczony bramkarz Urugwaju przepuścił piłkę do bramki…
Hiszpania prowadzi 1:0 po pierwszych 45 minutach!
📲 Oglądaj online mecz Urugwaj – Hiszpania ▶️ https://t.co/hb2rdWwIMD pic.twitter.com/IonX0T7w0G
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 27, 2026
Bielsa zmianą Muslery w przerwie tylko potwierdził, że ten wybór okazał się totalną pomyłką. Na odkręcenie jej skutków było już za późno. Urugwaj nie miał żadnych atutów z przodu. Darwin Nunez od kilku miesięcy nie gra w lidze saudyjskiej i to po prostu widać. Skrzydłowi byli cwani, gdy należało bronić i dać z wątroby, w kreacji nie mieli nic do powiedzenia. To samo zresztą dotyczyło środka pola. A bezradny Bielsa pogrążał się dalej i szybko ściągnął kapitana Fede Valverde. To nie mogło się udać.
Hiszpanie kontrolowali przebieg wydarzeń, nie grając nic specjalnego. I tak powinni podwyższyć, ale Dani Olmo skiksował po akcji Yamala, a Ferran Torres po świetnym odegraniu Fabiana Ruiza obił poprzeczkę w sytuacji sam na sam.
Ostatnie minuty to już eksplozja złości i bezradności urugwajskich zawodników. Od początku kopali, szarpali i przewracali rywali, amerykański sędzia miał bardzo dużą tolerancję przy takich starciach, ale zaczęli przeginać nawet według tej skali. Na dobrą sprawę już De la Cruz powinien wylecieć za wycięcie od tyłu Nico Williamsa (dostał tylko żółtą kartkę). Chwilę później wykluczony został dopiero narwaniec Canobbio, który już ewidentnie stracił kontakt z bazą i nie panował nad sobą. To, że nieco wcześniej Vinas chyba słusznie domagał się rzutu karnego po starciu z Olmo, nie jest żadnym wytłumaczeniem dla takich zachowań.
W niesamowicie szpetny sposób Urugwaj żegna się z turniejem. To na razie największy przegrany mundialu, większy nawet od Turcji. I to przegrany w stu procentach na własne życzenie.
Atrakcyjność meczu: 2/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix