Jeśli mielibyśmy oceniać szanse na wyjście z grupy F na podstawie ciągłości pracy trenerów, Japonia i Holandia już mogłyby rezerwować hotele na dłużej. Stabilizacja to jednak nie jedyny klucz do sukcesu, bo w przypadku Szwecji i Tunezji awans na mistrzostwa świata zrodził się z chaosu.
Szwecja – Potter wyczaruje zwycięską drużynę?
Ech, Szwecja.
Mieliśmy w tym miejscu pisać o Polsce.
Co właściwie mamy wam o tej Szwecji napisać? Że zawojują mundial, bo w samej końcówce meczu z Polską Biało-Czerwoni podarowali im zwycięską bramkę? Eliminacje zawalili, do baraży dostali się bocznym wejściem dzięki opędzlowaniu Azerbejdżanu, Estonii i Słowacji w Lidze Narodów. Lidze Narodów C (!). Na drodze do mistrzostw świata najpoważniejszy rywal, którego ograli to Ukraina. I my.

Trochę wylała się siedząca w nas jeszcze frustracja, natomiast… to nadal szczery opis drogi Szwedów na mundial. Od Euro 2020 kadrze Blågult nie wiedzie się najlepiej – od porażki z nami w finale baraży o wyjazd do Kataru to był systematyczny zjazd:
- spadek do Dywizji C Ligi Narodów (który okazał się zbawienny),
- trzecie miejsce w grupie eliminacji do Euro 2024 (tylko nad Azerbejdżanem i Estonią, przy czym od Azerbejdżanu potrafili wyłapać trzy do jaja),
- awans do Ligi Narodów B – no dobra, tu się udało, ale też nie traktujmy tego w kategoriach wielkiego osiągnięcia
- przerżnięte eliminacje do mistrzostw świata, z ledwie dwoma punktami ugranymi w grupie ze Szwajcarią, Słowenią i Kosowem
A jednak zdążyli ogarnąć się w decydującym momencie. Przynajmniej na tyle, by nie opuścić trzeciego wielkiego turnieju z rzędu.
Najważniejszy moment tego procesu „ogarniania się” nastąpił w październiku, gdy Szwedzi podziękowali Jonowi Dahlowi Tomassonowi. „Duński bajerant” wygrał dywizję C Ligi Narodów i kilka meczów towarzyskich (ale z nikim mocnym), jednak po beznadziejnych eliminacjach nie było wątpliwości, że kadra nie zmierza z nim w dobrą stronę. Tomasson opowiadał bajki, irytował kibiców, kombinował, chciał wynaleźć koło na nowo. Stery przejął więc Graham Potter i to on ostatecznie podpisał się pod wyjazdem na mundial.
Samo to, że Szwedzi w ogóle wpadli w takie tarapaty jest zastanawiające, bo jest tam jednak wielu dobrych graczy – i to nie tylko tych oczywistych jak Viktor Gyokeres, Alexander Isak (choć jego forma po urazie akurat jest sporą niewiadomą), Victor Lindelof czy Anthony Elanga, ale też choćby bardzo solidni wahadłowi Gabriel Gudmundsson i Daniel Svensson. Ta kadra jest naprawdę niezła personalnie.
Pytanie, czy Potter w tak krótkim czasie zrobi z niej drużynę, która powalczy na mundialu o coś więcej niż wyjście z grupy. Biorąc pod uwagę wszystko, co napisaliśmy powyżej, samo to można by już uznać za spory sukces. W barażach Szwedów za uszy wciągnął na turniej Gyokeres (hat-trick z Ukrainą, zwycięski gol z nami), ale sam jeden napastnik, choć znakomity, może nie wystarczyć. Po meczach towarzyskich (przegrana z Norwegią 1:3 i remis z Grecją 2:2) raczej nie powiało optymizmem.
Holandia – za mocna dla słabeuszy, za słaba na mocarzy
Kolejni starzy znajomi. Przejdźmy lepiej do zapowiedzi, zanim znów się nakręcimy, że ostatnio coraz lepiej nam z nimi szło.
Zacznijmy od tego, że Holendrzy, nawet jeśli nie mówimy w ich przypadku o złotym czy nawet srebrnym pokoleniu, to nadal reprezentacja z ogromną jakością w składzie. Patrząc na listę powołanych piłkarzy, kluby, z których przyjeżdżają i wyniki w eliminacjach, to zespół, który należałoby stawiać ścisłym gronie faworytów do tytułu.

Oranje to zdecydowanie jedna z tych drużyn, które mogą kibicować reformie systemu eliminacji do wielkich turniejów. Patrząc na te ostatnie, awansowali bez najmniejszych problemów. Fakt, próbowaliśmy im przeszkadzać, ale jedyne co ugraliśmy to dwa remisy (z czego jeden trzeba mimo wszystko uznać za dość szczęśliwy).
I żeby była jasność – to, że nie mówimy o złotym pokoleniu nie znaczy, że personalia u Holendrów nie robią wrażenia. Virgil van Dijk, Denzel Dumfries, Frenkie de Jong, Tijjani Reijnders, Ryan Gravenberch, Cody Gakpo… wszyscy to europejska czołówka. Gracze, którzy byliby mile widziani w każdym klubie na świecie.
A jednak czegoś tej drużynie brak, byśmy wymieniali ją jednym tchem z taką Hiszpanią, Francją czy Anglią. Czego? Najprostsza odpowiedź brzmiałaby: selekcjonera, który byłby w stanie wycisnąć z tej ekipy więcej. Ronald Koeman jest dość elastyczny jako trener – ani z niego typowy pragmatyk nastawiony wyłącznie na wynik, ani idealista chcący grać widowiskową, ofensywną piłkę. No i wyniki drużyny trochę z tym korespondują – nie są ani bardzo słabe, ani wybitne. Takie średnie byśmy powiedzieli, takie średnie.
Można powiedzieć, że Holendrzy robią swoje i nic ponadto. Ogrywają słabszych, ale gdy przychodzi mierzyć się z mocniejszymi rywalami, to już tak dobrze nie jest. Od początku drugiej kadencji Koemana, tj. od marca 2023 roku, Oranje zagrali dziesięć spotkań z zespołami z europejskiej czołówki (za czołówkę uznajmy drużyny z aktualnej pierwszej dwudziestki rankingu FIFA) i nie wygrali ani jednego z nich. Nie udało im się z Francją (trzy mecze), Chorwacją (jeden mecz), Włochami (jeden mecz), Niemcami (trzy mecze), Anglią (jeden mecz), ani Hiszpanią (dwa mecze). Tylko cztery razy zremisowali (z Francją, Niemcami i dwukrotnie Hiszpanią, z którą rywalizowali w 1/4 finału Ligi Narodów, przy czym i tak odpadli po rzutach karnych).
Trudno jednak sprowadzać wszystkie problemy holenderskiej kadry do osoby trenera. Jak choćby ten, że od dłuższego czasu brak jej typowego środkowego napastnika z najwyższej półki. Od dawna w tę rolę wciela się Memphis Depay, który dorobił się nawet tytułu najlepszego strzelca w historii holenderskiej kadry. Być może na mundialu wykaże się Donyell Malen, który ostatnio złapał dobrą w formę w Romie, natomiast on gra u Koemana na skrzydle, nie na szpicy.
Inne poważne zmartwienie przed mundialem to aktualna forma liderów i urazy. De Jong w drugiej części sezonu nie był w optymalnej dyspozycji po kontuzji i grał niewiele. Reijnders od lutego głównie siedział na ławce Manchesterze City i generalnie jest tam uznawany na razie za niewypał. Depay dopiero co wyleczył uraz, przez który nie grał od początku kwietnia. Na pewno odczuwalny będzie też brak kontuzjowanych Jerdy’ego Schoutena i Xaviego Simonsa.
Skoro jednak sami Holendrzy mają ambicje sięgające co najmniej półfinału, wypada trzymać ich za słowo.
Tunezja – z trenerskiego chaosu narodzi się sukces?
Czy Polska często zmienia selekcjonerów? No to słuchajcie – Tunezję w eliminacjach do mundialu prowadziło pięciu różnych trenerów, a szósty pojechał z nią na mundial. Ale z drugiej strony może lepiej nie patrzeć na ten przedziwny przykład, bo ktoś byłby gotów uznać, że w tym szaleństwie jest metoda. Tunezyjczycy w eliminacjach byli bowiem niepokonani. Mało tego – tylko raz zremisowali i nie stracili ani jednej bramki.

No dobra, pomogła naprawdę słaba grupa z Namibią, Liberią, Malawi, Gwineą Równikową i Wyspami Św. Tomasza i Książęcą. W Pucharze Narodów Afryki, gdzie drużynę prowadził jeszcze Sami Trabelsi, już tak dobrze nie było. Orły Kartaginy wygrały tylko z Ugandą, a poza tym przegrały w grupie z Nigerią i zremisowały z Tanzanią. Wystarczyło to do awansu, ale tam, po rzutach karnych, lepsze okazało się Mali. Padł zarazem mit o szczelnej tunezyjskiej defensywie, bo w czterech meczach na turnieju ekipa z Północnej Afryki straciła pięć goli.
Obecny trener, Sabri Lamouchi, być może stara się ten mit odtworzyć. W trzech z czterech ostatnich sparingów pod wodzą Francuza Tunezyjczycy stracili tylko jednego gola (w meczu z Austrią). Tyle że potem przyszło spotkanie z Belgią, która nie wysilając się zbytnio wrzuciła Orłom Kartaginy piątkę. Wszystkie mecze łączy z kolei niewielkie zagrożenie tworzone pod bramką rywala – w tych czterech wspominanych spotkaniach towarzyskich Tunezja sama trafiła do siatki tylko raz, przeciwko Haiti.
W teorii potencjał na niespodziankę jest duży – w Katarze Tunezyjczycy zremisowali z Danią i wygrali z Francją, a cztery punkty w obecnej formule turnieju to już spora szansa na wyjście z grupy.
Lamouchi postawił sobie za cel odmłodzenie kadry, natomiast jej trzon to nadal zawodnicy doświadczeni – przede wszystkim lewy obrońca Ali Abdi, który ostatnio obronił się z Niceą przed spadkiem z Ligue 1, pomocnik Eintrachtu Frankfurt Ellyes Skhiri i największa gwiazda zespołu – ofensywnie usposobiony pomocnik Hannibal Mejbri (on z kolei nie uniknął spadku z Premier League z Burnley).
Nowe twarze mogą jednak zrobić różnicę. Tutaj warto zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie postaci. Ismael Gharbi z Augsburga (debiutował w kadrze jeszcze w 2025 roku) może zagrać na każdej ofensywnej pozycji i cieszy się dużym zaufaniem Lamouchiego, choć po transferze z Bragi praktycznie nie podnosił się z ławki (o ile był w kadrze meczowej).
Rani Khedira z Unionu Berlin to z kolei nowy „nabytek” Orłów Kartaginy. Brat Samiego, byłego reprezentanta Niemiec, odkąd zdecydował się reprezentować Tunezję, miał okazję zagrać tylko w trzech tegorocznych sparingach. A ma już 32 lata.
Japonia – Niebiescy Samurajowie czekają na przełom
To jak to jest z tą Japonią? Jest mocna, czy jednak nie do końca? Udział w mundialu to dla nich standard niemal od trzydziestu lat (na tegoroczny awansowali jako pierwsi), a skoro wyjście z grupy nie dziwi nikogo, to nie dziwi również, że w tym roku zespół z Azji celuje wyżej. Jak wysoko? W sam szczyt. „Chcemy wygrać mistrzostwa świata” – zapowiada z pełnym przekonaniem trener Hajime Moriyasu.
– Nikt nie wie, czy wygramy, czy przegramy. Biorąc to pod uwagę, myślę, że to OK, by ustalić nasz cel na zwycięstwo w mistrzostwach świata – stwierdził selekcjoner Japończyków. I choć raczej traktujemy tę wypowiedź bardziej jako przejaw budowania pewności siebie przed turniejem niż realną ocenę potencjału drużyny, to… coś w tych słowach jest.

Na pewno wystarczająco dużo, by stwierdzić, że Japonię stać na osiągnięcie najlepszego wyniku w jej historii, a takim byłby awans do ćwierćfinału. Niebiescy Samurajowie udowodnili już, że potrafią rzucać wyzwanie światowym potęgom – w Katarze ograli Niemców i Hiszpanów (tych pierwszych pokonali też w sparingu jesienią 2023 roku), o braku awansu do ćwierćfinału zdecydowała seria rzutów karnych w starciu z Chorwacją. W październiku wygrali towarzysko z Brazylią, a w marcu z Anglią na Wembley. To robi wrażenie.
Trochę może niepokoić Japończyków sytuacja kadrowa. O ile mieli czas, by pogodzić się stratą Takumiego Minamino, który pod koniec ubiegłego roku zerwał więzadło w kolanie, tak uraz Kaoru Mitomy w samej końcówce sezonu to dla reprezentacji ogromny cios. Bez zawodników Monaco i Brighton japońska ofensywa traci dwa bardzo ważne ogniwa, a przecież na tym nie koniec. Takehiro Tomiyasu, choć załapał się do kadry na mundial na mundial, nie wrócił do formy po poważnej kontuzji. Wataru Endo z Liverpoolu przez urazy zaliczył w tym sezonie ledwie 12 występów.
Powyższe nie oznacza jednak, że nie ma Japonia kim straszyć. Liczby w eliminacjach robili Takefusa Kubo z Realu Sociedad (choć i jego w tym roku nie ominęła kontuzja, przez co w drugiej części sezonu grał nieco mniej), Ayase Ueda z Feyenoordu (król strzelców Eredivisie, 25 goli), Ritsu Doan z Eintrachtu Frankfurt, Junya Ito z KRC Genk czy Koki Ogawa z NEC Nijmegen. Całkiem solidnie wyglądała ostatnio też defensywa Niebieskich Samurajów, gdzie Moriyasu ma do dyspozycji choćby Hirokiego Ito z Bayernu, Tsuyoshiego Watanabe z Feyenoordu czy Ko Itakurę z Ajaksu.
Problemy zatem są, ale mimo wszystko brak awansu wyżej niż 1/8 finału będzie pewnym rozczarowaniem po ośmiu latach pracy obecnego selekcjonera.
Terminarz grupy F
14 czerwca, 22:00 – Holandia – Japonia
15 czerwca, 04:00 – Szwecja – Tunezja
20 czerwca, 19:00 – Holandia – Szwecja
21 czerwca, 06:00 – Tunezja – Japonia
26 czerwca, 01:00 – Japonia – Szwecja
26 czerwca, 01:00 – Tunezja – Holandia
W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdziecie wszystkie teksty z tej serii:
Grupa A – Gospodarze i… walka za ich plecami?
Grupa B – Ciągle ci sami Szwajcarzy, kanadyjskie marzenia
Grupa C – Z jednej strony powroty, z drugiej grająca zawsze Brazylia
Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm
Grupa E – Rozczarowujący Niemcy vs dwie najmłodsze ekipy. I Kopciuszek
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix