Scaloni po finale MŚ: Pokazaliśmy, że potrafimy przegrywać

Marcin Ziółkowski

20 lipca 2026, 02:14 • 3 min czytania 21

Reklama
Scaloni po finale MŚ: Pokazaliśmy, że potrafimy przegrywać

Lionel Scaloni przed dwudziestoma laty jako piłkarz West Hamu czuł ogromną gorycz po porażce w rzutach karnych z Liverpoolem w finale Pucharu Anglii. O dogrywce w tym meczu zdecydował pewien detal, w którym zawinił. W 2026 roku ponownie przegrał ważny finał o trofeum, tyle że już jako selekcjoner kadry Argentyny. Jego pupile nie popisali się w kryciu Ferrana Torresa. Scaloni po meczu czuje ogromne rozgoryczenie i bardzo docenia pokonaną do tego miejsca drogę na turnieju.

Reklama

Ból, smutek i wdzięczność – szczery Scaloni po finale MŚ

Wydawało się, że Lionel Messi w wieku 39 lat sięgnie po swoje drugie mistrzostwo świata. Faza pucharowa była dla Argentyny pełna emocji i bramek. Niestety dla tego wielkiego piłkarza, los chciał inaczej. Ferran Torres w 106. minucie spotkania finałowego jako jedyny zameldował się na liście strzelców meczu w New Jersey.

Lionel Scaloni i jego podopieczni byli pełni rozgoryczenia. Leandro Paredes z kolei przesadził, łapiąc za szyję jednego z rywali. Należy spodziewać się zawieszenia od FIFA. Hiszpania została mistrzem świata drugi raz w historii, a Scaloni musiał obejść się smakiem. Były piłkarz klubów hiszpańskich i włoskich nie krył ogromnego rozgoryczenia.

– Czuję smutek. Jednocześnie świadomość, że daliśmy z siebie wszystko. Mógłbym powiedzieć bardzo wiele, ale to nie ma sensu. Jestem dożywotnio wdzięczny chłopakom, którzy dali nam kolejny awans do finału. Walczyli do samego końca, a rywal był lepszy, ale zachowam wspaniałe wspomnienia z tym zespołem.

Reklama

– Jesteśmy wielcy, gdy wygrywamy i tacy musimy też być po porażce. Pokazaliśmy, że potrafimy przegrywać. Bierzemy to na klatę, ale to nie znaczy, że przestaniemy pamiętać o tym, co zrobiliśmy, żeby być w tym miejscu. Pozostaje mi podziękować zawodnikom i kibicom. Możemy powiedzieć krajowi, że daliśmy z siebie wszystko. Doszliśmy do tak odległego miejsca, będąc daleko od naszej normalnej dyspozycji. Czasem tak jest, że się przegrywa i trzeba się podnieść, nie ma innego wyjścia.

Reporterka zasugerowała, że zapewne mimo porażki i tak w kraju szykuje się królewskie przywitanie reprezentacji Albicelestes. Scaloni trzymał się zdania, że o przegranych się nie zapomina i to także duże osiągnięcie, aby znaleźć się w tym miejscu.

– Ja pamiętam również o zdobywcach drugiego miejsca, bo dotarcie tutaj kosztuje bardzo wiele. Trzeba nadać temu ogromne znaczenie. Oczywiście chcielibyśmy wygrać, ale pozostaje mi wdzięczność. To jedyne, co mi przychodzi do głowy, poza smutkiem. Można grać lepiej albo gorzej, ale na koniec nie możemy mieć do siebie pretensji.

Reklama

Scaloni kolejny raz z Argentyną był blisko osiągnięcia czegoś wielkiego. Albicelestes w fazie pucharowej zagrali trzy dogrywki.

Najpierw z Republiką Zielonego Przylądką, gdzie widzowie obejrzeli znakomite spotkanie. Później nadeszła doskonała końcówka ze Szwajcarią w Kansas City i zabójcza skuteczność Alvareza z Lautaro Martinezem. Ostatnia z nich zakończyła się porażką, pierwszą na tym turnieju, ale w najważniejszym momencie. Albicelestes za oceanem byli jednak bardzo skuteczni pod względem bramek – strzelili ich aż 19.

Reklama

Fot. Newspix

21 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama