Po fajerwerkach w niedzielnych meczach Premier League, w poniedziałek piłkarze Aston Villi i Arsenalu uraczyli nas widowiskiem ciężkostrawnym jak golonka w piwie. Obrońcy mistrzowskiego tytułu wymęczyli zwycięstwo 1:0 i po dwóch kolejkach mają komplet punktów oraz czyste konto po stronie strat. The Villans odwrotnie – zero punktów i zero strzelonych goli.
Plac budowy – dosłownie i w przenośni
Pierwszą połowę najlepiej podsumowuje obrazek z początku spotkania. Piłka po jednym ze strzałów gospodarzy wyleciała w trybuny, a ściślej mówiąc na będący tam obecnie plac budowy. Futbolówkę podniósł budowlaniec, ubrany – jak BHP nakazuje – w gustowny kask.
🚨🚨🚨🚨🚨😂😂😂😂😂😂
لقطة الموسم مقاول في ملعب Villa Park يعيد الكورة للملعب في ضل وجود بناء 🚧 في الملعب pic.twitter.com/Fc0Z4inEZP
— M.EVerton (@EVE4ever_) August 31, 2026
Po co właściwie o tym piszemy? Po pierwsze dlatego, że w zasadzie nie ma o czym pisać, bo z boiska wiało nudą. Po drugie – to dość symboliczna scenka. Nie tylko Villa Park to obecnie plac budowy, ale sama drużyna Unaia Emery’ego również.
Z zespołu latem odeszli: Morgan Rogers (notabene wybrał Chelsea odrzucając Arsenal), Ezri Konsa (ten z kolei wybrał Arsenal), Lucas Digne, Youri Tielemans, Emiliano Martinez czy Ollie Watkins. Do klubu z Birmingham trafili zaś m.in. Zion Suzuki, Nicolas Jackson, Joao Gomes, Johan Manzambi czy Leon Goretzka. Z tej piątki tylko dwóch pierwszych pojawiło się dziś w kadrze The Villans. Z ławki rezerwowych weszła dwójka kolejnych nowych zawodników – Alejandro Garnacho i Aaron Wan-Bissaka. Ten ostatni w ostatnim kwadransie zastąpił Matty’ego Casha, który zaliczył solidny występ.
Emery musi więc jak Bob Budowniczy dopasowywać nowe elementy, by stworzyć z nich sensowną konstrukcję. Po 45 minutach wydawało się, że nawet na tak wczesnym etapie tego procesu można urwać punkty Arsenalowi, który grał tak mało przekonująco… jak w wielu meczach poprzedniej kampanii.
Niewiele lepiej, ale lepiej
Druga odsłona? Arsenal trochę docisnął rywali i poskutkowało. Najpierw rzutem karnym, który słusznie został odwołany. Saka był faulowany, ale poza obrębem szesnastki. Kilka minut później „Kanonierom” udało się rozegrać złotą akcję. Eberechi Eze zagrał prostopadle do Ricardo Calafioriego. Włoch na wślizgu dograł piłkę w środek pola karnego, a tam czyhał już na nią Saka, który uprzedzając rywala otworzył wynik meczu. I zamknął w sumie też, bo więcej bramek już nie padło.
Arsenal prowadził grę, był lepszy piłkarsko, ale był też piekielnie niedokładny w trzeciej tercji boiska. Aston Villa? Praktycznie nie zagroziła bramce The Gunners. I to chyba największa wartość tego meczu po stronie mistrzów Anglii. Wciąż ciężko zaskoczyć ich defensywę. Poza tym był to raczej przeciętny występ Londyńczyków. Ciut lepszy po przerwie, bo spuentowany golem.
Aston Villa – Arsenal 0:1 (0:0)
- 0:1 – B. Saka 59′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix