Saka znalazł klucz do sejfu. Arsenal zdobył Villa Park

Adrian Mańko

31 sierpnia 2026, 22:57 • 2 min czytania 0

Reklama
Saka znalazł klucz do sejfu. Arsenal zdobył Villa Park

Po fajerwerkach w niedzielnych meczach Premier League, w poniedziałek piłkarze Aston Villi i Arsenalu uraczyli nas widowiskiem ciężkostrawnym jak golonka w piwie. Obrońcy mistrzowskiego tytułu wymęczyli zwycięstwo 1:0 i po dwóch kolejkach mają komplet punktów oraz czyste konto po stronie strat. The Villans odwrotnie – zero punktów i zero strzelonych goli.

Reklama

Plac budowy – dosłownie i w przenośni

Pierwszą połowę najlepiej podsumowuje obrazek z początku spotkania. Piłka po jednym ze strzałów gospodarzy wyleciała w trybuny, a ściślej mówiąc na będący tam obecnie plac budowy. Futbolówkę podniósł budowlaniec, ubrany – jak BHP nakazuje – w gustowny kask.

Po co właściwie o tym piszemy? Po pierwsze dlatego, że w zasadzie nie ma o czym pisać, bo z boiska wiało nudą. Po drugie – to dość symboliczna scenka. Nie tylko Villa Park to obecnie plac budowy, ale sama drużyna Unaia Emery’ego również.

Reklama

Z zespołu latem odeszli: Morgan Rogers (notabene wybrał Chelsea odrzucając Arsenal), Ezri Konsa (ten z kolei wybrał Arsenal), Lucas Digne, Youri Tielemans, Emiliano Martinez czy Ollie Watkins. Do klubu z Birmingham trafili zaś m.in. Zion Suzuki, Nicolas Jackson, Joao Gomes, Johan Manzambi czy Leon Goretzka. Z tej piątki tylko dwóch pierwszych pojawiło się dziś w kadrze The Villans. Z ławki rezerwowych weszła dwójka kolejnych nowych zawodników – Alejandro Garnacho i Aaron Wan-Bissaka. Ten ostatni w ostatnim kwadransie zastąpił Matty’ego Casha, który zaliczył solidny występ.

Emery musi więc jak Bob Budowniczy dopasowywać nowe elementy, by stworzyć z nich sensowną konstrukcję. Po 45 minutach wydawało się, że nawet na tak wczesnym etapie tego procesu można urwać punkty Arsenalowi, który grał tak mało przekonująco… jak w wielu meczach poprzedniej kampanii.

Niewiele lepiej, ale lepiej

Druga odsłona? Arsenal trochę docisnął rywali i poskutkowało. Najpierw rzutem karnym, który słusznie został odwołany. Saka był faulowany, ale poza obrębem szesnastki. Kilka minut później „Kanonierom” udało się rozegrać złotą akcję. Eberechi Eze zagrał prostopadle do Ricardo Calafioriego. Włoch na wślizgu dograł piłkę w środek pola karnego, a tam czyhał już na nią Saka, który uprzedzając rywala otworzył wynik meczu. I zamknął w sumie też, bo więcej bramek już nie padło.

Arsenal prowadził grę, był lepszy piłkarsko, ale był też piekielnie niedokładny w trzeciej tercji boiska. Aston Villa? Praktycznie nie zagroziła bramce The Gunners. I to chyba największa wartość tego meczu po stronie mistrzów Anglii. Wciąż ciężko zaskoczyć ich defensywę. Poza tym był to raczej przeciętny występ Londyńczyków. Ciut lepszy po przerwie, bo spuentowany golem.

Reklama

Aston Villa – Arsenal 0:1 (0:0)

  • 0:1 – B. Saka 59′

fot. Newspix

0 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama