Paździerz. Mecz na chodzonego. Nieskończona klepanina. Totalna mizeria. Meczu Atalanty z Bologną długimi fragmentami nie dało się oglądać, a ci, którzy nie przysnęli w jego trakcie, zasłużyli na jakieś honorowe odznaczenie. I gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem, Łukasz Skorupski wpuścił strzał z jakichś trzydziestu metrów.
Atalanta – Bologna. Nudy na pudy
Maurizio Sarri przejął La Deę i na dzień dobry zremisował 0:0 z Hapoelem Tel Awiw. Kolejne dwa spotkania zakończyły się wygranymi, ale generalnie zespół z Bergamo nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia. Spotkanie z Bologną nie było wcale lepsze.
Mogło się rozpocząć wręcz katastrofalnie, bo Odilon Kossounou dwukrotnie zaspał. Najpierw stoper Atalanty zagapił się przy linii środkowej, co wykorzystał Nicolo Cambiaghi. Skrzydłowy popędził na bramkę Carnesecchiego, ale chyba całą energię wykorzystał na sprint, bo jego strzał był bardzo anemiczny.
Chwilę później prawą stroną przedarł się Bernardeschi i oddał strzał, który mógł przerodzić się w asystę. Piłkę dzióbnął jeszcze Piccoli, który wyskoczył jak Filip z konopi, zaskakując Kossounou. Na szczęście dla bramkarza Atalanty rykoszet nie był znaczący i golkiper La Dei skutecznie interweniował.
Jeśli mielibyśmy kogoś chwalić, to właśnie dwóch skrzydłowych gości, bo dzięki nim na boisku działo się cokolwiek.
Bernardeschiego można docenić, bo w samej końcówce pierwszej połowy doskonale dojrzał na prawej stronie Fergusona, który z bliska uderzył wprost w bramkarza La Dei (choć i tak był spalony). Tuż przed końcem meczu Włoch zszedł z piłką do środka, jednak jego strzał obronił bramkarz. Ponadto kilkukrotnie obsłużył podaniem Piccoliego, ale ten partaczył wszystko. W miejsce napastnika wszedł Dowbyk, ale on wcale lepszy nie był… Z kolei Cambiaghi tuż po przerwie huknął z dystansu w słupek.
A co można powiedzieć o zespole gospodarzy? Niewiele. Ruszali się jak muchy w smole. Najgorzej prezentował się De Ketelaere, który notował stratę za stratą (13 strat na 28 kontaktów z piłką), a najlepsze zagranie zaliczył, gdy się… poślizgnął. Wówczas dobrze dośrodkował w kierunku Raspadoriego… znaczy „dobrze”. Celnie. Raspadori nie mógł jednak z tej pozycji zrobić nic innego, niż posłać futbolówkę na trzecie piętro stadionu.
Wielbłąd Skorupskiego
Dlatego nie zdziwiła wczesna zmiana De Ketelaere, który opuścił murawę już w 55. minucie. W jego miejsce na murawie zameldował się Nicola Zalewski. Skrzydłowy notował dość dyskretny występ, oddał dwa strzały (oba zablokowane), ale przesadnie nie zachwycał. Podobnie jak jego koledzy.
Aż przyszła szósta minuta doliczonego czasu gry. Zalewski oddał piłkę Samardziciowi i skupił się na pokazywaniu arbitrowi, że jego leżący na murawie kolega został sfaulowany. Tymczasem Serb wziął futbolówkę, uderzył z bardzo pokaźnego dystansu i wpadło.
Do tej akcji Skorupski nie popełnił żadnego błędu (choć raz prawie wsadził na minę Fergusona), broniąc dwa przeciętnej jakości strzały (jeden nawet nie leciał w bramkę). Uderzenie Samardzicia również powinien obronić. Piłka nie była poza jego zasięgiem, to nie była petarda z trzyfuntowej armaty, a jednak jakoś przeszła pod rękami reprezentanta Polski.
Łukasz Skorupski mógł zrobić więcej przy tym strzale Samardžicia! 😬
Atalanta wygrywa z Bolonią właściwie w ostatniej akcji meczu! 😱🔥 Co za finisz La Dei! 🖤💙 #włoskarobota pic.twitter.com/CN0mg4Qs0Y
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) August 31, 2026
Na więcej sędzia nie pozwolił. Atalanta przepchnęła ten mecz i ma na koncie sześć punktów po dwóch kolejkach. Bologna z kolei pozostaje bez oczka w tym sezonie, drugi raz przegrywając 0:1.
Nawet mimo bramki w końcówce, jeśli nie oglądaliście tego „widowiska”, szczerze zazdrościmy. Wiele nie straciliście. Słaba intensywność, sytuacji jak na lekarstwo, ale przynajmniej zobaczyliśmy gola w końcówce. Szkoda, że po błędzie Polaka, ale za to drugi z reprezentantów zaliczył asystę.
Atalanta – Bologna 1:0 (0:0)
- 1:0 – Lazar Samardzić 90’+6′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix