Zeszło z nocki #11. Wielka Hiszpania i fenomenalni Kabowerdeńczycy

Maciej Piętak

22 czerwca 2026, 06:09 • 13 min czytania 0

Reklama
Zeszło z nocki #11. Wielka Hiszpania i fenomenalni Kabowerdeńczycy

Hiszpanie tym razem byli sobą, bo mecz z Arabią Saudyjską gładko wygrali. Premierowy triumf na mistrzostwach świata zaliczył Egipt, a Nowa Zelandia musi na taki poczekać. Belgowie zagrali swoje już coraz bardziej znane „zero z przodu”. Najbardziej po tej nocy zadowoleni będą jednak – tak jak i po poprzedniej – na wyspach. Dobę temu świętowali mieszkańcy Curacao. Teraz swoje wielkie święto mieli ci z Republiki Zielonego Przylądka. Ich reprezentacja znów bowiem zremisowała – tym razem strzelając nawet dwa gole!

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Hiszpania – Arabia Saudyjska 4:0

  • 1:0 – Lamine Yamal 10′
  • 2:0 – Mikel Oyarzabal 21′
  • 3:0 – Mikel Oyarzabal 24′
  • 4:0 – Hassan Tambakti 49′ (samobój)

Arabia Saudyjska wypruła z siebie flaki w spotkaniu z Urugwajem i teraz płaci tego cenę. W starciu z Hiszpanią Saudyjczycy byli ciągle spóźnieni, a La Furia Roja skrzętnie to wykorzystała, wbijając im cztery gole. Bramek spokojnie mogło być więcej, ale Europejczycy w drugiej połowie włączyli tryb ekonomiczny, a sam Luis de la Fuente zdjął w przerwie Lamine’a Yamala i Mikela Oyarzabala, którzy napędzali ataki Hiszpanów w pierwszej części gry.

Po remisie z Republiką Zielonego Przylądka, dziś Hiszpanie pokazali inną (prawdziwą?) twarz. Przed nimi jeszcze mecz z Urugwajem.

Kozak i badziewiak meczu Hiszpania – Arabia Saudyjska

Właśnie tę dwójkę Hiszpanów, którzy w niedzielę wpisali się na listę strzelców, najbardziej docenimy. Tak na dobrą sprawę wszyscy gracze, którzy wyszli w wyjściowym składzie, zasłużyli na pochwały. Wskazaliśmy zdobywców bramek, bo Yamal robił coś, czego brakowało w starciu z Republiką Zielonego Przylądka – wygrywał pojedynki w bocznych sektorach boiska, tworząc przewagę. Oyarzabal za to był do bólu konkretny, a do dubletu dołożył asystę. Niewiele też brakowało, by kończył połowę z hat-trickiem, bo raz obił poprzeczkę.

Słabiutko wyglądali defensorzy Arabii Saudyjskiej, którzy na (za) dużo rzeczy pozwalali. Prym w tym wiódł Moteb Al-Harbi – lewy wahadłowy, który kompletnie nie radził sobie z Yamalem. Równie mizernie w obronie prezentował się Hassan Tambakti, a swój występ zwieńczył kuriozalnym, ale też trochę pechowym golem samobójczym.

Reklama

Co się działo w meczu Hiszpania – Arabia Saudyjska?

Jak w pierwszej połowie można było się zachwycać grą La Furia Roja, tak po przerwie tempo spotkania siadło. Na tyle mocno, że niektórzy postanowili uciąć sobie drzemkę. W trakcie meczu zasnął choćby Youri Djorkaeff.

Ostatecznie, w przeciwieństwie do Argentyny cztery lata temu, Hiszpania wygrała, ale czy sięgnie po Puchar Świata?

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Hiszpania – Arabia Saudyjska

W starciu z Republiką Zielonego Przylądka Mikel Oyarzabal w pierwszych trzydziestu minutach nie zanotował nawet jednego kontaktu z piłką. W spotkaniu z Arabią Saudyjską po dwóch kwadransach miał już na koncie dwa gole i asystę. Niesamowita przemiana.

Reklama

Ogólnie gracz Realu Sociedad potrafi grać w narodowych barwach. 21 udziałów przy bramce w 13 ostatnich spotkaniach to wynik rewelacyjny.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Belgia – Iran 0:0

Belgowie za wszelką cenę chcieli zapomnieć o wpadce z Egiptem, z którym zremisowali 1:1. Także tym razem rywal znalazł jednak sposób na zatrzymanie Czerwonych Diabłów. Drużyna Rudiego Garcii atakowała praktycznie przez cały mecz, z małymi wyjątkami. Zdominowała rywala, ale… nie trafiła do siatki. Znakomite spotkanie rozegrali bramkarze, ale Alireza Beiranvand w szczególności. Jakość defensywy drużyny z Azji w starciu z brązowymi medalistami MŚ z Rosji po ludzku zasłużyła na ten wynik i czyste konto.

Kozak i badziewiak meczu Belgia – Iran

Trudno tu o inną opcję, choć Thibaut Courtois też wykazywał się, gdy tylko mógł. Alireza Beiranvand był jednak bezkonkurencyjny i zbudował w bramce Wielki Mur Perski. Golkiper z sympatycznie nazywającego się klubu Tractor w znakomitym stylu wpisał się w definicję piłkarskiego „kozaka”. Na stadionie w Inglewood w Kalifornii był najjaśniejszą gwiazdą meczu.

Choć fani mistrzostw świata doskonale znają już bramkarza Iranu, to ten zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w karierze. Interwencja na Maximie De Cuyperze, gdzie wyciągnął się jak struna leżąc już na ziemi? Palce lizać. W skrócie – Beiranvand w tym meczu pozamiatał.

Po drugiej stronie barykady wypada umieścić Nathana Ngoya. Obrońca Lille podłączył Irańczyków do prądu. Zupełnie niepotrzebna czerwona kartka po błędzie technicznym wprowadziła dodatkowe pokłady niepokoju w poczynania Czerwonych Diabłów. Wszystko zaczęło się od złego przyjęcia piłki, po którym Ngoy próbował się ratować, ale sfaulował Mehdiego Taremiego, kiedy to napastnik Olympiakosu biegł już w stronę bramki Courtois. W efekcie młody zawodnik osłabił Belgów na nieco ponad 20 minut. Ngoya zobaczymy ponownie dopiero w fazie pucharowej… o ile Belgowie w niej zagrają.

Reklama

Co się działo w meczu Belgia – Iran?

Drużyna Rudiego Garcia od razu rzuciła się do ataku. Nie był to jednak dzień Romelu Lukaku. Podobnie jak w meczu z Chorwacją w Katarze przed czterema laty, napastnikowi SSC Napoli nie było pisane, aby pokonać Beiranvanda. Belgowie w fazie ataku byli wręcz przepełnieni… pierdołowatością. W pierwszej części spotkania nie brakowało dobrych zagrań ze strony Leandro Trossarda i Kevina De Bruyne, ale koledzy ustępowali im poziomem, czasem nawet w tak elementarnych rzeczach jak przyjęcie piłki. Lukaku właśnie tak pozbawił się gola w bardzo dobrej sytuacji.

Reklama

Iran celował z kolei w to, aby być szczelnym z tyłu i spróbować szczęścia z kontry. Nie uznano gola Taremiego przy okazji rzutu wolnego, bo napastnik Olympiakosu był na minimalnym spalonym. Po drugiej stronie Maxime De Cuyper zmarnował wszystkie okazje, które miał, ale w dużej mierze przez to, że Beiranvand był znakomicie dysponowany. Iran miał pojedyncze okazje i okazał się bardzo niewygodnym rywalem, do tego z gigantem w bramce.

Ciekawa statystyka z meczu Belgia – Iran

Belgowie, jak już wspomnieliśmy, licznie atakowali bramkę Beiranvanda. Do tego stopnia, że oddali aż 23 strzały. To największa liczba tychże bez gola dla Czerwonych Diabłów od czasu wielkiej porażki z Arabią Saudyjską w 1994 roku. Mowa o meczu, w którym Al-Owairan ruszył przez trzy czwarte boiska w solowej akcji, jaka dała pierwsze, sensacyjne zwycięstwo Saudyjczykom na MŚ. Ech, gdyby tylko nie ci bramkarze z Azji…

Reklama

Warto też dodać, że Belgowie na mistrzostwach świata są w czterech ostatnich meczach bez wygranej. Dwa z tych meczów to strata punktów z zespołami z Afryki. Jak na zespół z piłkarzami pokroju De Bruyne, Lukaku czy Tielemansa – to zatrważająca statystyka.

Mistrzostwa świata 2026. Urugwaj – Republika Zielonego Przylądka 2:2

  • 0:1 – Kevin Lenini 21′
  • 1:1 – Maximilian Araujo 44′
  • 2:1 – Agustin Cannobio 45+6′
  • 2:2 – Helio Varela

Mecz zakończył się remisem, aczkolwiek obie reprezentacje znajdują się w kompletnie odmiennych nastrojach. Republika Zielonego po raz drugi pokazała się z bardzo dobrej strony. Miała dużo odwagi w swoich poczynaniach, waleczności i zwyczajnie miała pomysł, jak postawić się na papierze mocniejszemu rywalowi. Spokojnie mogła nawet zakończyć to spotkanie z trzema punktami. W każdym razie przed starciem z Arabią Saudyjską ma wszystko w swoich rękach. Zwycięstwo zagwarantuje im wyjście z grupy i prawdę mówiąc, nie jawi nam się to jako jakiś całkowicie odklejony scenariusz.

Piłkarze z Afryki znajdują się w o wiele lepszej sytuacji niż Urugwaj, który na własne życzenie mocno skomplikował sobie życie. Zespół Marcelo Bielsy, najłagodniej mówiąc, znów nie zachwycił i żeby myśleć o wyjściu z grupy będzie musiał znaleźć sposób, by nie przegrać z Hiszpanią. A nie dostarczył nam ani jednego argumentu, by wierzyć, że La Furia Roja nie wygra tego starcia.

Reklama

Zobaczyliśmy dziurawą obronę, a z przodu grę na stojąco z jednym pomysłem na zakończenie akcji. Kolejne dośrodkowania, które nie przynosiły żadnych korzyści, ewentualnie strzały na wiwat z dystansu. Mogliśmy się poczuć, jakby selekcjonerem Urugwajczyków był Michał Probierz…

Kozak i badziewiak meczu Urugwaj – Republika Zielonego Przylądka

Mimo sporej konkurencji wśród piłkarzy Marcelo Bielsy, wybór badziewaka mógł być tylko jeden. Nie mogliśmy wyróżnić nikogo innego niż Fernando Muslera. Znamy dokonania doświadczonego golkipera, aczkolwiek no właśnie… chyba pora na emeryturę. Przy pierwszym golu mógł zachować się lepiej, ale to jeszcze pół biedy. Najbardziej absurdalne jest to, co uczynił przy drugim trafieniu. Wybrał się na kompletnie niezrozumiałą wycieczkę, przez co Kabowerdeńczykowi pozostało wpakowanie piłki do pustej bramki.

Reklama

Przy kozaku musieliśmy się na chwilę zastanowić, bowiem żaden z graczy ewidentnie nie wybijał się na tle reszty. Po eliminacji zostało nam dwóch kandydatów. Pierwszym z nich był 36-letni Garry Rodrigues, który zagrał bardzo dobre spotkanie, biorąc na karuzelę prawego obrońcę rywala, aczkolwiek na konkrety się to nie przełożyło. Drugim z nich był Kevin Lenini i to na gracza Krasnodaru finalnie postawiliśmy. Doceniliśmy jego całościowe dobre zawody oraz przede wszystkim strzelenie pierwszego – fantastycznego – gola w historii występów jego kraju na turnieju tej rangi.

Co się działo w meczu Urugwaj – Republika Zielonego Przylądka?

Na trybunach obecna była mama Vozinhi, czyli bohatera Republiki Zielonego Przylądka z meczu z Hiszpanią. Na nim ze względów finansowych i problemów z wizą nie mogła się pojawić. Teraz zobaczyła co prawda, jak jej syn wpuszcza dwie bramki, ale mogła cieszyć się z kolejnego punktu, który wywalczył wraz z kolegami z reprezentacji.

Reklama

W Miami obecni byli także byli zasłużeni reprezentanci Urugwaju, którym po występie młodszych kolegów raczej specjalnie do śmiechu nie było. Tu Luis Suarez:

Reklama

A tutaj Diego Godin, który mecz oglądał u boku Arsene’a Wengera. Za nimi także Hristo Stoiczkow.

Reklama

Maximiliano Araujo pomagał rywalowi przy problemach z mięśniem. Ładny gest, prawda? Tak, ale gdy Urugwajczyk zobaczył, że idzie akcja, to od razu zostawił przeciwnika i ruszył do ataku. Kilkadziesiąt sekund później to właśnie on zapakował piłkę do siatki.

A tu naprawdę wzruszający obrazek. Jeden z piłkarzy z Afryki ze łzami w oczach świętował gola swojego kolegi na 2:2.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Urugwaj – Republika Zielonego Przylądka

Przede wszystkim podkreślić trzeba wspomniany już pierwszy gol Kabowerdeńczyków w (krótkiej) historii ich występów na mistrzostwach świata.

Reklama

Urugwaj ostatni raz mecz na mundialu bez Luisa Suareza wygrał 36 lat temu. W 1990 roku pokonał Koreę Południową. Patrząc na poziom gry podopiecznych Marcelo Bielsy, 39-latek wciąż mógłby się okazać sporym wzmocnieniem…

Reklama

Po raz pierwszy w historii mistrzostw świata w podstawowych jedenastkach obu zespołów znaleźli się zawodnicy, którzy mieli skończone 40 lat. W tym przypadku chodziło o obu bramkarzy.

Mistrzostwa świata 2026. Nowa Zelandia – Egipt 1:3

  • 1:0 – Finn Surman 15′
  • 1:1 – Mostafa Ziko 58′
  • 1:2 – Mohamed Salah 67′
  • 1:3 – Trezeguet 82′

Na jedną świetną połowę było stać Nową Zelandię. Przed przerwą była ona bowiem ekipą może nie tyle lepszą, co skuteczniejszą w realizacji przedmeczowych założeń. Nie dawała Egipcjanom dojść do głosu, była groźna w kontratakach, a ze stałego fragmentu gry zdobyła bramkę. Schodząc do szatni prowadzili gracze z Oceanii 1:0 i mogli być w pełni z tego wyniku zadowoleni, bo sami na niego skutecznie zapracowali.

Reklama

Po przerwie do głosu doszli jednak piłkarze z północy Afryki. Coraz częstsze wypady pod bramkę Nowej Zelandii teoretycznie pozwalały myśleć All Whites o tym, by rywali skontrować – i raz omal się nie udało, ale świetnie spisał się wtedy Mostafa Shobeir, bramkarz Egipcjan – ale na ogół zespół Faraonów dobrze te próby kasował. I w końcu sam skorzystał na fazie przejściowej, gdy defensywa przeciwników nie była idealnie ustawiona. Centra z prawej strony spadła na głowę Ziko, ten uderzył mocno i trafił do siatki.

Od tego momentu Egipt miał już ogromną przewagę, a bramki dołożyli jeszcze Mohamed Salah i Trezeguet (z asysty Salaha) – dwaj weterani egipskiej kadry.

Kozak i badziewiak meczu Nowa Zelandia – Egipt

Kozakiem musi być Mohamed Salah. Przy całym szacunku dla świetnego występu Ziko, który skończył go tak, jak jego wielki kolega – z golem i asystą – Salah był obecny w wielu akcjach Egipcjan, często rozgrywał piłkę pod opieką dwóch rywali i dawał sobie radę. To on magicznie rozprowadził akcję na 2:1, w której wspomniany Ziko był tylko pomocnikiem kapitana, a ten całą tę sekwencją zapoczątkował i wykończył. Grał Salah – zwłaszcza w drugiej połowie – koncert i pociągnął Egipt do zwycięstwa.

Reklama

A badziewiak? Trzeba go było szukać w ekipie Nowej Zelandii, która nieźle prezentowała się – do pewnego momentu, dodajmy – jako zbiorowość, ale jednak miała słabsze elementy.

Takim na pewno był grający za plecami Chrisa Wooda (który też się nie popisał, swoją drogą) Sarpreet Singh. Ofensywny pomocnik zagrał bowiem najbardziej anonimowy występ świata. Raz uderzał (niecelnie) na bramkę, nikogo nie przedryblował (bo właściwie nie próbował), nie zaliczył żadnego kluczowego podania, a ogółem wyszło mu ich 15 na 23. A to przecież gość, który powinien za to rozgrywanie piłki w ostatniej tercji boiska odpowiadać. Wiadomo, Nowa Zelandia była ekipą, która głównie czyhała na kontry, ale jednak Singh w żaden sposób jej nie pomógł.

Nic dziwnego, że w końcu zszedł z boiska.

Reklama

Co się działo w meczu Nowa Zelandia – Egipt

Sporo po spotkaniu narzekań na sędziego, który – zdaniem fanów – był bardzo pobłażliwy wobec faulów Egipcjan.

Egipt mógł – a nawet powinien – wygrać wyżej, ale w końcówce nie udało się mu wykorzystać takiej okazji:

Ciekawa statystyka z meczu Nowa Zelandia – Egipt

Przede wszystkim była to pierwsza wygrana Egiptu w historii jego startów na mistrzostwach świata. Faraonowie czekali na nią dziewięć spotkań, czyli tyle… ile Nowa Zelandia będzie mieć na liczniku po ostatniej kolejce grupowej. A All Whites też jeszcze nie wygrali.

Mohamed Salah mundial w 2018 roku musiał uznać za rozczarowanie (Egipt przegrał wszystkie mecze), ale on sam nie zawodził. I na tych mistrzostwach też tego nie robi – efekt jest taki, że w czterech meczach, które rozegrał na MŚ, ma już 5 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Gola lub asystę zaliczał w każdym spotkaniu – a dziś jedno i drugie!

Fot. Newspix

0 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama