2. Kolejka

Nowa Zelandia

1
-
3
Zakończone

Egipt

Finn Surman 15"
Mostafa Ziko 58"
Mohamed Salah 67"
Trezeguet . 82"

Do dziewięciu razy sztuka. Egipt wreszcie wygrał na mundialu!

Sebastian Warzecha

22 czerwca 2026, 05:13 • 6 min czytania 0

Reklama
Do dziewięciu razy sztuka. Egipt wreszcie wygrał na mundialu!

Sytuacja przed dzisiejszym starciem wyglądała tak, że Nowa Zelandia nigdy jeszcze nie wygrała meczu na mistrzostwach świata, choć rozegrała ich siedem. Egipt miał na liczniku o jedno spotkanie więcej, ale… zwycięstw tyle samo. W pierwszej kolejce obie te ekipy zremisowały swoje mecze. Dziś każda z nich chciała powalczyć o historyczną wygraną. Udało się zawodnikom z Afryki, którzy potwierdzili starą prawdę – nieważne, jak zaczynasz, ale jak kończysz.

Reklama

Walka o pierwszy triumf

Szczypta historii? Proszę bardzo. Nowa Zelandia gra na mundialu po raz trzeci. Była na nim w 1982 roku, ale przegrała wszystkie trzy mecze. Była też w roku 2010 i tam z jednej strony zaskoczyła, a z drugiej – znów nie wyszła z grupy i nie wygrała. Równocześnie: nie przegrała! W pojedynkach ze Słowacją, Włochami i Paragwajem niezmiennie remisowała. Z jednej strony to historyczne wyniki, z drugiej – gdyby choć jeden z tych meczów wygrali, to awansowaliby dalej.

Egipt swój debiut mundialowy zaliczył już w 1934 roku! Nie grano wtedy w grupach, więc cała ta przygoda skończyła się dla Faraonów po jednym meczu, w 1/8 finału. Było to jednak dobre spotkanie, a Egipcjanie rzucili wyzwanie Węgrom. Madziarzy prowadzili co prawda od 31. minuty już 2:0, ale wtedy w ledwie pięć minut (35. i 39.) dwa gole strzelił Abdelrahman Fawzy, pierwszy gracz z Afryki, który trafił do siatki na mundialu. Europejska ekipa ostatecznie wygrała 4:2, ale Egipcjanie zostawili po sobie dobre wrażenie… które trwało 56 lat.

Na mundial wrócili bowiem w 1990 roku. Grali (znowu) dobrze – sensacyjnie urwali remis Holandii, potem na zero i z tyłu, i z przodu zagrali z Irlandią, ale w ostatnim, kluczowym meczu przegrali z Anglią. Tylko 0:1, znaczyło to jednak, że z grupy nie wyjdą. Przyszłość rysowała się jednak w jasnych barwach… ale tylko na papierze. rzeczywistość była inna, bo Egipt na mundial wrócił dopiero w 2018 roku – ze złotym pokoleniem i wielkim Mohamedem Salahem, choć wracającym po doznanym w finale Ligi Mistrzów urazie. I zarówno Salah, jak i cała ekipa Faraonów grali piekielnie słabo.

Przegrali z Urugwajem na otwarcie, potem zebrali baty od Rosji, a na koniec dobiła ich Arabia Saudyjska. Trzy mecze, trzy porażki i naprawdę, ale to naprawdę kiepska gra. Wielkie rozczarowanie, którego nawet nie mogli naprawić w 2022 roku, bo na mundial się wtedy nie dostali. Ale Nowa Zelandia też nie – ona czekała od 2010 roku.

Reklama

Traf chciał, że obie te – niespełnione – ekipy wróciły na mistrzostwa teraz i trafiły do jednej grupy. W pierwszej kolejce Egipcjanie zremisowali 1:1 z Belgią, a Nowozelandczycy 2:2 z Iranem. Obie reprezentacje mogły być rozczarowane, bo w swoich meczach prowadziły, ale przewagę roztrwoniły.

Ale jeśli nie udało się wtedy… to jedna z nich musiała w końcu wygrać w bezpośrednim starciu, prawda?

Nowa Zelandia miała plan. I do przerwy działał

Pierwsza połowa? Znakomita w wykonaniu Nowej Zelandii, serio. Nie grali może porywającego futbolu, ale doskonale neutralizowali wszystkie najgroźniejsze atuty Egiptu, na czele z Mohamedem Salahem, rzecz jasna. Ten był dobrze pilnowany, często podwajany, nie miał jak urwać się obrońcom. Nowozelandczycy grali uważnie w defensywie, nie bali się wchodzić w pojedynki, a z przodu próbowali przedostawać się pod bramkę rywal szybkimi atakami, często rozgrywanymi dłuższymi podaniami.

No i mieli jeszcze stałe fragmenty gry. To jeden z nich okazał się istotny.

Reklama

W 15. minucie do narożnika boiska podszedł Tim Payne. Zacentrował idealnie, ale jeszcze lepiej obrońców zgubił w polu karnym ich kolega po fachu – Finn Surman. Nie dość zresztą, że się urwał, to i wyskok do piłki, i jej uderzenie głową – wszystko się w tej jego akcji zgadzało. Bramkarz był bez szans, a Nowa Zelandia prowadziła. I choć w dalszej części pierwszej połowy nie ustrzegli się podopieczni Darrena Bazeleya kilku mniejszych błędów (zarobili za nie między innymi dwie żółte kartki), to zdawało się, że doskonale wiedzą co robić i jak wytrącać rywali z rytmu, by przewagę utrzymać.

Do przerwy Egipt był bezzębny, nie wywiązywał się z roli faworyta. A Nowozelandczycy zrobili co do nich należało: zagrali na zero z tyłu, wykorzystali okazję z przodu. Prowadzili i mogli być naprawdę zadowoleni ze swojej postawy.

Reklama

Druga połowa? Lepszy Egipt. I skuteczny

Możliwe, że jeśli ktoś jest z kraju o historii sięgającej mileniów, z budowlami starszymi niż wiele innych cywilizacji, to uczy się cierpliwości. Egipcjanie mieli jej ostatecznie w tym meczu dużo, ale to też nie tak, że czekali na cud – sami sobie pomogli. Po przerwie wyszli na boisko z zupełnie innym nastawieniem – byli bardziej waleczni, żywsi, mobilni. Coraz częściej i częściej sprawiali problemy rywalom, których ratować musiał momentami Max Crocombe w bramce.

Gołym okiem było jednak widać, że to Faraonowie grają lepiej. Hossam Hassan ewidentnie natchnął ich w szatni – czy groźbami, czy zachętami, czy podniosłą przemową, to nie nam oceniać. W każdym razie: zadziałało, ewidentnie.

Niemniej to wciąż Nowa Zelandia była na pole position do wygranej i co jakiś czas próbowała nawet podwyższyć prowadzenie. Ale w komfortowej sytuacji znajdowała się tylko do 58. minuty. Wtedy z prawej strony boiska dośrodkował piłkę Hany i była to centra idealna, wprost na głowę wchodzącego w szesnastkę Ziko. Ten przyłożył równie dobrze, co Surman w pierwszej połowie i choć Crocombe zdążył instynktownie interweniować, to piłka po jego ręce wpadła jednak do siatki. Od tego momentu rozpoczęła się powolna destrukcja ekipy z Oceanii.

Nowozelandczycy nie nadążali – tak to można najłatwiej opisać. Rywale ewidentnie zaskakiwali ich zmianami pozycji, szybkim rozgrywaniem piłki i generalnie ruchliwością. I w końcu, w 67. minucie, do głosu doszedł ten największy. Mohamed Salah wjechał z piłką w pole karne, zagrał na zgranie z Ziko, a potem z lewej nogi zawinął spokojnie, po dłuższym słupku. Egipt wyszedł na prowadzenie… i nie zwolnił. No i słusznie, że tego nie zrobił – w 82. minucie Salah znów bowiem miał swój moment.

Reklama

Tym razem asystował, a jego dobrą centrę z rzutu rożnego na gola świetnym szczupakiem zamienił Trezeguet, który ledwie pięć minut wcześniej wszedł na boisko. Było zresztą widać, jak wiele znaczy dla niego ten gol – ewidentnie był po nim wzruszony. Było to też trafienie, które przypieczętowało wygraną Egiptu, pierwszą w historii na mistrzostwach świata. A mogło, może nawet powinno być wyżej – Faraonowie zmarnowali bowiem jeszcze kilka dobrych okazji na strzelenie gola (ale i Nowozelandczycy mieli ze dwie albo i trzy, ale świetnie bronił Mostafa Shobeir).

Trudno nazwać to inaczej niż wygraną zasłużoną. Egipt był w tym meczu lepszy, Egipt więc wygrał. A Nowa Zelandia na premierowy mundialowy triumf musi jeszcze poczekać. Jeśli chce wyjść z grupy – ten musi nastąpić w ostatniej kolejce, w starciu z Belgią.

Reklama
5
Crocombe
4
Cacace
3
Boxall
6
Surman
1
5
Payne
1
4
Stamenic
4
Bell
4
Just
3 -
Singh
4
McCowatt
3
Wood
Omar Al-Ali 3

Zmiany:

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

Ocena meczu: 4/6

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
poniedziałek, 22 czerwca 2026 03:00
Sędzia:
Omar Al-Ali

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama