Czy USA i Trump to najgorszy gospodarz mundialu w historii?

Szymon Janczyk

10 czerwca 2026, 13:14 • 16 min czytania 29

Reklama
Czy USA i Trump to najgorszy gospodarz mundialu w historii?

Mundial, który wedle zapowiedzi Gianniego Infantino miał być „największym wydarzeniem, jakie ludzkość w ogóle widziała”, staje się koszmarem, zanim ktokolwiek kopnął piłkę w ramach najważniejszego turnieju piłkarskiego świata. Powierzenie organizacji imprezy USA to katastrofa, która przerosła obawy dotyczące poprzednich mistrzostw i ich gospodarzy o niezbyt sympatycznej reputacji. Okazuje się, że Stany Zjednoczone wypadną w tej roli nawet gorzej.

Reklama

Mistrzostwa świata w Kanadzie, Meksyku i USA będą najmniej dostępnym dla zwykłego kibica, za to najdroższym i najbardziej upolitycznionym mundialem w XXI wieku. Zmartwienia, które towarzyszyły turniejom w Katarze i Rosji, państwom próbującym poprzez organizację imprezy ocieplić swój wizerunek, są odległe, gdy obserwujemy domino absurdów i naruszeń amerykańskich władz. Stany Zjednoczone nie tylko nie przejmują się powszechną opinią, lecz wręcz starają się, żeby była ona możliwie najgorsza.

Żadnych ustępstw, żadnych kompromisów, tylko biznes, władza i siła.

Mistrzostwa Świata w USA – pieniądze ponad wszystko. Stany Zjednoczone to najgorszy gospodarz w historii?

Biały Dom wymiguje się od komentarzy sztywną formułką odsyłaną mediom, które dociekają o standardy traktowania kibiców oraz uczestników mundialu. Mistrzostwa w USA będą „najbezpieczniejszym i najbardziej przyjaznym wydarzeniem sportowym w historii, które podkreśla gościnność Stanów Zjednoczonych, zaangażowanie w bezpieczeństwo i ducha doskonałości”. Można włożyć w okładkę, nie giąć, nie niszczyć i dwa lata będzie służyć, ale nie zmieni rzeczywistego obrazu sytuacji.

Reklama

Wybrano Stany Zjednoczone ze względu na pieniądze, które można tu zarobić. Nasz kraj został wynajęty jako gigantyczny stadion, hotel i studio telewizyjne – pisał „New York Times”, gdy mistrzostwa pierwszy raz zawędrowały do USA. Liczba widzów turnieju wzrosła wówczas o trzydzieści procent, przychody dwukrotnie przebiły prognozy. Po trzech dekadach niewiele się zmieniło: USA znów wybrano jako gwarant nabicia kabzy, bez względu na wszystko dookoła.

Faktyczna gościnność gospodarza budziła konsternację od miesięcy. Niepisaną tradycją organizatorów takich imprez było zapewnienie kibicom darmowej lub odpowiednio taniej komunikacji publicznej, która pozwoli im dotrzeć na obiekty mistrzostw. W Stanach Zjednoczonych nie chcieli o tym słyszeć. Areny, do których nie da się nawet dotrzeć spacerem, owszem, będą obsługiwane przez różne środki transportu, ale bilety wielokrotnie zdrożały, powodując powszechne oburzenie.

Ci, którzy z niesmakiem zawodzą nad tym, ile będą musieli wydać w drodze do i ze stadionu, i tak należą jednak do grupy uprzywilejowanej. Skoro się tym zajmują, to znaczy, że nie tylko zdobyli wejściówkę na mecz, ale też otrzymali wizę na wjazd do USA i nikt nie zatrzymał ich podczas próby skorzystania z niej na lotnisku. Bo to pierwszy szereg przeszkód, z którymi musieli się liczyć ci, którzy chcieli zobaczyć na żywo ukochaną drużynę narodową.

Reklama
Donald Trump i Gianni Infantino podczas FIFA Club World Cup

Zakaz wjazdu i wizy do USA. Mundial, na który nie mogą przyjechać uczestnicy

FIFA na pierwszy mundial w powiększonym formacie wybrała w zasadzie najgorszego możliwego gospodarza. Światowa federacja kierowała się portfelem, nie sercem, ale mimo wszystko stworzyła turniej, który nie premiuje elit – na dodatkowych miejscach zyskali reprezentanci Afryki i Azji. Czyli paradoksalnie właśnie ci, dla których wyprawa do USA okazała się niemożliwa z przyczyn ekonomicznych, geopolitycznych lub proceduralnych.

Bardzo dobrze pokazano to w materiale BBC, gdzie przeanalizowano dane Departamentu Stanu USA. Wynika z nich, że „wskaźnik odrzucenia wizy dla obywateli 11 z 48 krajów, które zakwalifikowały się na mundial, był wyższy niż 40%”. Oznacza to, że kibice z Algierii, Demokratycznej Republiki Konga, Ekwadoru, Egiptu, Ghany, Haiti, Iranu, Jordanii, Republiki Zielonego Przylądka, Senegalu i Uzbekistanu są wyjątkowo narażeni na odrzucenie wniosku wizowego bez realnego uzasadnienia takiej decyzji.

Poza tym nawet jeśli wizę dostaną, mogą zostać niewpuszczeni na terytorium Stanów Zjednoczonych przez funkcjonariuszy straży granicznej. Zresztą: obywateli Iranu, Haiti oraz Senegalu obowiązuje zakaz podróżowania zarządzony przez administrację Donalda Trumpa. Do długiej już listy krajów, których mieszkańcy nie są mile widziani w USA, trzeba doliczyć także czwarte państwo objęte restrykacjami – Wybrzeże Kości Słoniowej.

Części Afryki udało się wywalczyć zniesienie horrendalnych depozytów przed uzyskaniem wizy, ale nie zmienia to faktu, że i tak nie będzie ich stać na pobyt za wielką wodą. Żaden z afrykańskich krajów nie może korzystać z opcji składania wniosków wizowych online (ETSA). Przed rokiem obóz w Stanach Zjednoczonych odwołały koszykarki kadry Senegalu — im także nie udało się uzyskać wiz.

Reklama

BBC przytacza też historię fana z Iraku, którego pozbawiono możliwości ubiegania się o wizę we własnym kraju tylko dlatego, że po ataku na Iran USA zamknęła placówki w państwach ościennych. W Jordanii, do której udał się z nadzieją na rozwiązanie problemu, usłyszał, że nawet nie rozpatrzą jego wniosku, bo jest obcokrajowcem. Nie, żeby Jordańczycy mieli łatwiej — szef stowarzyszenia kibiców z tego kraju musiał zabrać na spotkanie w sprawie wizyt 42 dokumenty. Dostał odmowę, bez podania przyczyny.

Omar Artan

Omar Artan – sędzia, którego nie wpuszczono na mundial.

Kto był tego świadom, ten nie może być zdziwiony, że najlepszy sędzia z Afryki – Somalijczyk Omar Artan – nie został wpuszczony do USA mimo posiadania paszportu dyplomatycznego, podczas gdy będący w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi Iran musiał przenieść się z Arizony do Tijuany, bo zawodnicy nie mogą przebywać na terytorium USA z wyjątkiem meczów, w których uczestniczą. FIFA odmówiła pomocy, przeniesienia spotkań do Meksyku. Wolała, żeby to uczestnik mundialu, nie organizator, mierzył się z problemami wywołanymi przez gospodarza.

Reklama

Lista podobnych przypadków ciągnie się i nie ma końca. Zakaria El Ouahdi dostał wizę dopiero po udanej interwencji marokańskiej federacji. Atakan Karazor nie załapał się do kadry Turcji, ale też miałby problem z wyrobieniem odpowiednich dokumentów. Aymen Hussein był przetrzymywany na lotnisku przez siedem godzin, sprawdzono nawet jego telefon. Wspólnie z nim wielogodzinną procedurę sprawdzenia przechodził Talal Salah, fotograf drużyny narodowej Iraku, który miał mniej szczęścia – jego do USA nie wpuszczono.

Problemy z dokumentami opóźniły przylot reprezentacji Republiki Południowej Afryki. Breel Embolo dołączył do drużyny Szwajcarii spóźniony. Senegalczyków oraz Uzbeków przeszukano w sposób, który po prostu uwłacza godności sportowca i zwykłego człowieka. Cofnięto wizy kibiców z Iranu, fani ze Szkocji też nagle dowiedzieli się, że do Stanów Zjednoczonych jednak nie polecą, podobny problem dotknął wielu Marokańczyków.

Najwięcej w kontekście wiz i pozwoleń mówi się o Stanach Zjednoczonych, ale w tle jest przecież i Meksyk, który wymaga osobistych spotkań w celu uzyskania dokumentów, przy czym… osiem państw, które zakwalifikowały się na mundial, nie ma ani ambasady, ani konsulatu, w których można byłoby się na taką wizytę stawić. W przypadku Kanady problem dotyczy dwóch uczestników turnieju.

Meksyk – gospodarz rządzony przez kartele, rozerwany wojną, zaginięciami i biedą

Gdy USA zgłaszało chęć do organizacji mundialu, Gianni Infantino składał deklaracje i zapewnienia. Szef FIFA stwierdził wtedy nawet, że „nie będzie mistrzostw świata bez prawa dostępu i wjazdu dla każdej zakwalifikowanej drużyny oraz jej kibiców”. Powoływał się wtedy na przepisy dotyczące organizacji międzynarodowych turniejów i groził, że kto tego nie zagwarantuje, ten może się pożegnać z szansami na bycie gospodarzem imprezy. Jeszcze przed rokiem ten obrzydliwy typ bagatelizował sprawę, ponownie zapewniając, że żadnych problemów nie będzie.

Reklama

Wszyscy będą mile widziani! Jest proces wizowy, który należy przejść i tak dalej, ten proces będzie płynny. Chcemy i zjednoczymy świat na mundialu – wił się z typowym, sztucznym uśmiechem na twarzy, odpowiadając na pytanie afrykańskiego dziennikarza, który stwierdził fakt: ludzie z tego kontynentu nie czują się w USA mile widziani.

Wszyscy dotychczasowi gospodarze mundiali byli zobligowani do zagwarantowania uczestnictwa w imprezie wszystkim, którzy współtworzą wydarzenie. Kuriozum afery wizowej stanowi fakt, że na tle USA nawet upadłe, kontrolowane przez służby państwo jak Rosja czy restrykcyjnie pilnujący wewnętrznych zasad i praw Katar okazały się bardziej gościnne, otwarte, mniej problematyczne dla odwiedzających kraj w czasie mundialu gości.

Przy czym, nie zapominajmy, USA nie muszą nawet okazać się najgorszym gospodarzem tegorocznych mistrzostw. Nie dalej jak kilka miesięcy temu żyliśmy raczej tym, że Meksyk pogrążony jest w wojnie narkotykowych karteli, które kontrolują część jego terytorium i de facto nim rządzą. Temat ucichł w debacie publicznej, lecz nie zniknął w rzeczywistości. To na południe od Stanów Zjednoczonych znajdziemy kraj, w którym na przestrzeni dwunastu miesięcy zamordowano siedmiu dziennikarzy, co jest ledwie ułamkiem tragedii dotykających meksykańskiego społeczeństwa.

Reklama

Ponad sto tysięcy osób w Meksyku zaginęło bez wieści. Upominają się o nich matki i żony, kobiety, które wychodzą na ulicę i zabiegają o uwagę mediów, zarzucając władzom skupienie na organizacji sportowego wydarzenia zamiast na poszukiwaniach ofiar organizacji przestępczych. Przeplatają się z nimi protestujący nauczyciele, którzy domagają się wzrostu płac oraz zwykli robotnicy narzekający na pogarszający się poziom życia. Strajkujący zapowiadają, że zakłócą mecze mundialu, bo tylko tak świat usłyszy ich krzyk.

W reportażu z Mexico City Jakub Białek pokazał kuriozalny obraz stołecznego miasta, w którym tętniące życiem centrum… wyłączono z użytku.

„Przedstawiciele oświaty przyjeżdżają z całego kraju, zabierając ze sobą dzieci, które śpią w namiotach porozstawianych na uliczkach wokół placu. Protestujących nie da się w żaden sposób przegonić. Gdyby rozbili się na Zocalo, miasto Meksyk nie mogłoby zorganizować strefy kibica. Żeby więc żaden z protestujących nie przedostał się w pobliże centralnego miejsca… wyłączono z użytkowania całe centrum. Restauratorzy żalą się, że w momencie, kiedy powinni mieć największy utarg – w końcu zjeżdżają się kibice z całego kraju! – żaden z turystów nie może przedostać się w pobliże ich knajpy z powodu barykady”.

Wielki chaos w Meksyku. Fala protestów zablokuje mecz otwarcia?

Reklama

W Meksyku dochodzi średnio do ponad trzydziestu porwań dziennie – uwzględniając tylko oficjalne statystyki. Eskalacja konfliktu między kartelami i rządem wywołała wzrost morderstw o ponad 400%. Jednym z gospodarzy mundialu wybrano kraj, który prowadzi operacje zbrojne w innych państwach; tam, gdzie widzi swój interes. Drugim mianowano kraj upadły, w którym władzę sprawują narkotykowi bossowie.

Można się uśmiechnąć na widok różnicy kulturowej: w USA drużyny na lotnisku wita kontrola z psami tropiącymi, w Meksyku rozśpiewani mariachi, ale prawda jest taka, że światowa impreza w jednym i drugim miejscu obarczona jest ogromnym ryzykiem, które zignorowano.

Reklama

Stany Zjednoczone – maszynka do zarabiania pieniędzy. FIFA zrobiła turniej dla elit i kasy

Świat przewidywał, co się wydarzy, gdy patrzył na kolejne umizgi Infantino do Donalda Trumpa. Amerykańskie media odkryły, że szef FIFA bywał w Gabinecie Owalnym częściej niż jakikolwiek szef państwa. Otworzył też biuro w Trump Tower. Wymyślona specjalnie na potrzeby zaspokojenia ego prezydenta USA Pokojowa Nagroda FIFA została obśmiana na sto sposobów, ale równie wielkim gestem uległości wobec głowy państwa-gospodarza była nagła zmiana lokalizacji ceremonii losowania mundialu.

Wbrew pierwotnym ustaleniom odbyła się ona w Waszyngtonie, nie w Las Vegas, byle tylko dopasować się do terminarza Trumpa, który okazał się ważniejszym uczestnikiem tego wydarzenia niż przedstawiciele państw, które dostały się na mistrzostwa świata. Dowodów na to, że ten mundial jest przede wszystkim dla szeroko rozumianej magnaterii, grupy kolesi, których łączą wpływy, pazerność i megalomania, znajdziemy jednak więcej:

  • horrendalne ceny biletów: amerykański model dynamic pricing w połączeniu z oficjalną redystrybucją doprowadził do absurdu – wejściówki na mecze kosztują od kilku tysięcy do nawet ponad miliona dolarów, prawie 200 tysięcy na fazę grupową wciąż pozostaje wystawione do odkupienia;
  • wywindowane koszty pobytu: hotele, przejazdy, transport – to wszystko dopełnia obrazu najdroższego mundialu w historii;
  • komercyjne wykorzystanie przerw na wodę: bloki reklamowe rodem z amerykańskich sportów w trakcie obowiązkowych przerw na nawodnienie z powodu upałów;
  • afera z butelkami: FIFA zakazała – po czym wycofała się z tego pomysłu – wnoszenia własnej wody na stadiony, co według „NY Times” było spowodowane naciskami sponsorów i chęcią wyciśnięcia większych pieniędzy z kateringu;
  • umowy gwarantujące FIFA ogromną część przychodów z mundialu: federacja szacuje, że zarobi na mistrzostwach 11 miliardów euro – to historyczny rekord możliwy także dzięki przerzuceniu kosztów na organizatora;
  • ulgi podatkowe dla FIFA: trzy stany zgodziły się na zwolnienie federacji z podatku za sprzedaż biletów, żeby zwiększyć szansę na organizację meczów.

Kilka wątków zasługuje na szczególne potępienie, bo dobitnie dowodzą chciwości i krótkowzroczności FIFA. Federacja zapewniła sobie opiekę nad gośćmi VIP ze strony miast-gospodarzy, które opłacą zachcianki odpowiednich osób. Jednocześnie nie chciała ona partycypować w kosztach transportu zwykłych kibiców, którzy zderzyli się z zaporowymi stawkami. O skali zdzierstwa świadczy historia szkockich fanów, którzy zorganizowali sobie dojazd na stadion na własną rękę, za połowę ceny, którą oferowali „oficjalni” przewoźnicy.

W Katarze oburzenie dotyczyło nagłego wniesienia zakazu sprzedaży alkoholu na meczach – na marginesie: wtedy też Gianni Infantino zapewniał, że nie istnieje takie ryzyko – lecz to nic w porównaniu z próbą pozbawienia kibiców dostępu do bezpłatnej wody w sytuacji, w której czternaście z szesnastu obiektów goszczących mundial znajduje się w strefie, w której temperatura może osiągnąć niebezpieczny dla zdrowia poziom.

Reklama

Zestawienie temperatur na stadionach mundiali – The Athletic/New York Times

FIFA próbowała wykpić się od tej decyzji i zrzucić winę na gospodarzy oraz operatorów stadionów, ale The Athletic słusznie przypomina, że podczas mistrzostw to światowa federacja staje się operatorem obiektu. Poza tym FIFA testowała możliwość wnoszenia własnych butelek podczas Klubowych Mistrzostw Świata, właśnie pod kątem zastosowania tego rozwiązania na mundialu. Burmistrz Toronto wprost stwierdziła, że to zwykły skok na kasę.

FIFA nie tylko gardzi komfortem zwykłego kibica, do którego przecież mundial powinien być adresowany, ale też instrumentalnie traktuje miasta, które organizują jej flagową imprezę. Entuzjazm wśród lokalnych władz w wielu miejscach opadł, gdy okazało się, że obietnice czy korzyści będą trudne do zrealizowania. Przykład: miasta mogły starać się o własne umowy sponsorskie, które miały zrekompensować poniesione koszty, ale… nie pozwolono na podpisanie ich z konkurencją sponsorów mundialu. W praktyce oznacza to wyłączenie niemal wszystkich największych branż chętnych na reklamowanie się podczas turnieju.

Reklama

Doszło nawet do tego, że niektóre miasta zaczęły wycofywać bądź ograniczać ofertę towarzyszącą mistrzostwom, czyli strefy kibica oraz lokalne atrakcje, które generowałyby tylko kolejne straty. New Jersey oferuje nawet darmowe bilety, żeby uporać się z drożyzną i umożliwić oglądanie mundialu lokalnym mieszkańcom.

FIFA nie uczy się na błędach. W 1994 roku w USA też był problem z wizami

Atmosfera wokół głównego gospodarza mundialu – nie zapominam o Kanadzie oraz Meksyku, ale to w Stanach Zjednoczonych rozegrane zostanie trzy czwarte spotkań – poprawi się pewnie po pierwszym kopnięciu piłki. Pozasportowe, organizacyjne kwestie związane z mundialem w Katarze żyły w mediach i społeczeństwie latami, ale gdy tylko właściwa impreza się rozpoczęła, ustąpiły miejsca dyskusji o futbolu. To naturalny przebieg wydarzeń, o kontrowersjach i polityce najwięcej rozprawia się przed samym startem turnieju.

Tym razem jednak rozczarowującą opinię ciężko będzie całkowicie odczarować. Mundial w USA w momencie wyboru wydawał się oddechem po przyznaniu turnieju Rosji oraz Katarowi, czemu towarzyszyły dyskusje o korupcji i zepsuciu FIFA. Stany Zjednoczone skutecznie zapracowały na to, żeby stanąć w tym samym szeregu. Wielką rolę odegrały w tym umizgi Gianniego Infantino do Donalda Trumpa oraz natura prezydenta, którego przecież nie spodziewano się w fotelu w chwili ogłoszenia nominacji. O ile ma on wiele na sumieniu, tak nie tylko on stanowi problem.

Gdy USA gościły mundial po raz pierwszy, w 1994 roku, Donald Trump nie był przecież nawet blisko władzy czy wpływu na nią. Tymczasem, co warto przypomnieć, problem z wizami dla uczestników mistrzostw świata istniał już wtedy. Wówczas odmówiono wydania dokumentów tysiącom osób z Rumunii, Nigerii czy Irlandii. Nigeryjczykom zabroniono nawet skorzystania z własnych linii lotniczych – Stany Zjednoczone zapowiedziały, że nie pozwolą im wylądować na amerykańskiej ziemi. Bułgarzy twierdzili, że 90% przedstawicieli tamtejszych mediów początkowo odmówiono wydania wizy, uznając ich za potencjalnych imigrantów.

Reklama

Kto pamięta, że problem z wizą na tamten turniej miał nawet Diego Maradona? Administracja Stanów Zjednoczonych ma nieubłagane, sztywne zasady – Maradonie udowodniono posiadanie narkotyków we Włoszech, więc Argentyńczycy musieli się sporo nachodzić, żeby rząd USA zrobił wyjątek i wpuścił Diego do kraju. Problemy napotkały też Kolumbijczyków, w których widziano potencjalnych baronów narkotykowych. Irakijczykom i Irańczykom upiekło się tylko dlatego, że ostatecznie nie dostali się na mundial. Zerknijcie tylko na fragment artykułu „New York Times” z 1993 roku:

„Irak wyświadczył Stanom Zjednoczonym przysługę [odpadając w eliminacjach – przyp.]. (…) USA mogłyby nigdy nie zobaczyć mistrzostw świata, gdyby Departament Stanu odmówił wjazdu do kraju irackim piłkarzom. – Zamierzamy poradzić sobie z tym problemem, jeśli się pojawi – powiedział rzecznik, który musi teraz świętować, że kwalifikację wywalczyły Korea Południowa i Arabia Saudyjska”.

Kibice z Rumunii na MŚ 1994

Szczęśliwcy z Rumunii, którzy dostali wizę i obejrzeli mundial w USA. Albo po prostu już tam mieszkali.

Reklama

Times odnotował, że rok przed mundialem na Uniwersjadę nie wpuszczono Libijczyków. Dywagowano też, że gdyby Irak awansował, a rząd pozostał nieugięty, turniej zostałby USA odebrany na rzecz Japonii, Niemiec lub Włoch. Czasy się zmieniły: Departament Stanu dziś robi dokładnie to, czego wówczas się obawiano, lecz Stany Zjednoczone nie ponoszą za to żadnych realnych konsekwencji. Prezydent może otwarcie stwierdzić, że bilety na mecz otwarcia są tak drogie, że sam nie kupiłby ich za taką cenę, ale FIFA nie jest w stanie na nic zareagować, niczego kontrolować.

Przed mistrzostwami chciała przecież, żeby Stany Zjednoczone zarządziły coś na wzór katarskiego Hayya Pass, specjalnej wizy na czas mundialu. Pomysł odrzuciła i administracja Trumpa, i administracja Joe Bidena. Wprowadzono FIFA Pass, ale to program bezużyteczny. Nie spełniły się żadne zapowiedzi sugerujące, że posiadacze biletów na mistrzostwa będą mieli łatwiejszą drogę do uzyskania wizy. Irańscy członkowie sztabu słyszą więc, że są potencjalnymi terrorystami i na turniej przyjechać nie mogą.

Światowa federacja rozkłada nogi ręce w zderzeniu z niemal każdym problemem wywołanym lokalną, amerykańską polityką odnośnie różnych tematów. Od wiz przez bilety po kwestię reakcji na zagrożenie burzowe w okolicy. Warunki atmosferyczne miały być zmorą mistrzostw w Katarze, lecz to podczas Klubowych Mistrzostw Świata oglądaliśmy przerwane czy opóźnione z powodu pogody spotkania. Sytuacja powtórzyła się przy okazji niedawnych meczów towarzyskich Arabii Saudyjskiej z Portoryko oraz Haiti z Nową Zelandią.

Mistrzostwa świata w USA „sceną represji”? Infantino zrobiłby mundial nawet u kanibali

Minky Worden z Human Rights Watch stwierdził, że najbliższy mundial miał być pierwszym w historii, na którym respektowane będą prawa człowieka. Ten aktywistyczny bełkot to czysty absurd. Skoro od trzech dekad wiadomo, że organizowanie takich imprez w Stanach Zjednoczonych rodzi problemy natury polityczno-formalnej, to skoro nic się w tej materii nie zmieniło, nie można było spodziewać się niczego innego. Zwłaszcza że konieczne było podjęcie większej liczby krajów, co zwiększa ryzyko, że trafi się wśród nich ktoś z długiej listy państw skonfliktowanych z amerykańskim rządem.

Reklama

Jednak skoro nawet Worden grzmi, że „dyskryminacyjna polityka” amerykańskiej administracji sprawia, że mistrzostwa będą „definiowane przez wykluczenie i strach”, że mogą stać się „sceną represji” i stanowią „znaczące ryzyko dla uczestników”, to znaczy, że zaszło to dalej niż ktokolwiek się spodziewał. Nawet pracownicy stadionów protestują, narzekając na warunki i zagrożenia.

FIFA mogła nie przewidzieć, że Donald Trump rozpocznie działania militarne w Iranie, Nigerii oraz Wenezueli, grożąc jeszcze Kolumbii, Danii (via Grenlandia) czy nawet sąsiadom z Meksyku. Nie mogła przewidzieć ICE wyłapującego obcokrajowców na ulicach. Nie można było jednak stwierdzić, że nie istnieją przesłanki ku temu, że spora część opisywanych problemów faktycznie wystąpi. Konsumpcjonizm, pogoda, restrykcyjny system wizowy, przemoc z użyciem broni – to niezmienne problemy tamtejszego społeczeństwa. Nie istniał scenariusz, w którym mundial uda się rozegrać bez żadnych problemów na tym polu.

USA może być wedle rankingów domem dwóch trzecich najlepszych, najnowocześniejszych aren sportowych na świecie, ale jest też jednym z ostatnich miejsc na planecie, w których powinno się zorganizować wielką, międzynarodową imprezę. Nie tylko dlatego, że amerykański stosunek do futbolu oraz ogromnych eventów sprawia, że klimat najważniejszego turnieju przygasa, ginie, to rzecz drugorzędna. To cała masa pozasportowych tematów sprawia, że mundial w Stanach Zjednoczonych to pomysł wybitnie zły.

Kusi, żeby stwierdzić, że najgorszy z możliwych, ale z tak pozbawionym skrupułów człowiekiem jak Gianni Infantino, nie powinno się szastać takimi tezami. Ten facet wysłałby nas wszystkich na mistrzostwa do odciętej od cywilizacji wioski kanibali, gdyby tylko obiecali mu rekordowe przychody oraz możliwość pławienia się w luksusie i błysku reflektorów.

Reklama

O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – Magazyn zamówisz tutaj.

SZYMON JANCZYK

Reklama

fot. Newspix

29 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona zdecydowała w sprawie Rashforda. Koniec rozmów

Braian Wilma
0
Barcelona zdecydowała w sprawie Rashforda. Koniec rozmów

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama