Bramkostrzelny przez lata Miroslav Klose. Niezniszczalni Lothar Matthäus i Luka Modrić. Rozczarowani i niespełnieni, ale fantastyczni Sándor Kocsis czy Johan Cruyff. Spektakularny Jairzinho, uwielbiany Garrincha, no i Grzegorz Lato – w 1974 roku szybszy od wiatru. Mecz otwarcia tegorocznego mundialu coraz bliżej, dlatego – w ramach przedturniejowej pompki – postanowiliśmy przygotować ranking najlepszych piłkarzy w historii mistrzostw świata. Nie było to proste zadanie, bo mundialowych legend jest od groma i jeszcze trochę, ale ostatecznie udało nam się stworzyć listę 25 gigantów, którzy zapisali najpiękniejsze karty w dziejach najważniejszej piłkarskiej imprezy globu.
Zapraszamy do lektury!
25 najlepszych piłkarzy w historii mistrzostw świata
25. Sándor Kocsis
- reprezentacja: Węgry
- mundiale (1): 1954
- statystyki: 5 meczów – 11 goli, 2 asysty
- dorobek: wicemistrzostwo (1954)
Węgierska „Złota Jedenastka” na mistrzostwa świata w 1954 roku przyjechała po złoto. Po prostu. No i wyglądało na to, że swój cel osiągnie, bo już po kilku minutach finałowego starcia z RFN prowadziła 2:0. Wtedy wydarzył się jednak „cud w Bernie” – niemiecka ekipa, znacznie lepiej przygotowana do rywalizacji w ulewnym deszczu, odrobiła straty i ostatecznie sprzątnęła Madziarom złote medale sprzed nosa. Finałowe starcie do dziś owiane jest przeróżnymi kontrowersjami i teoriami spiskowymi, ale jedno wiemy na pewno: była to jedna z największych, o ile nie największa sensacja w historii mundiali.
Mimo wszystko – naszego zestawienia nie otwiera żaden z reprezentantów Niemiec Zachodnich, tylko Węgier. Sándor Kocsis na turnieju w Szwajcarii przyćmił bowiem nawet Ferenca Puskása, zmagającego się z problemami zdrowotnymi. Zapisał na swoim koncie aż 11 goli w pięciu występach, w tym po dwa w ćwierćfinale z Brazylią i półfinale z Urugwajem. Wpakował też cztery bramki w grupowym starciu… z RFN, w którym Węgrzy zwyciężyli aż 8:3.
Czyni to rezultat finału jeszcze bardziej niewiarygodnym.
24. Giuseppe Meazza
- reprezentacja: Włochy
- mundiale (2): 1934, 1938
- statystyki: 9 meczów – 3 gole
- dorobek: mistrzostwo (1934), mistrzostwo (1938)
Największa gwiazda włoskiego futbolu przed II wojną światową, dwukrotny mistrz świata (z 1934 i 1938 roku), a według niektórych badaczy także pierwszy futbolowy celebryta z prawdziwego zdarzenia. Charyzmatycznego Giuseppe Meazzy w naszym rankingu zdecydowanie nie mogło zabraknąć.
O ile triumf Italii na mundialu w 1934 roku bywa niekiedy podważany – faszystowskie Włochy były gospodarzami turnieju, rywale zarzucali więc sędziom gwizdanie pod Squadra Azzurra – tak już w 1938 roku Meazza i jego koledzy potwierdzili dominację na światowej scenie. Zostali pierwszą w historii drużyną, która zdołała obronić mistrzowski tytuł. W finale w Paryżu pokonali 4:2 reprezentację Węgier, a Meazza wypracował w tym spotkaniu dwa gole.
– Nawet Pelé nie osiągnął tego poziomu elegancji w grze, jaki miał Meazza – twierdził Luigi Veronelli.

23. Eusébio
- reprezentacja: Portugalia
- mundiale (1): 1966
- statystyki: 6 meczów – 9 goli, 1 asysta
- dorobek: 3. miejsce (1966)
Na arenie klubowej Eusébio w pierwszej połowie lat 60. był absolutnym gigantem, co przełożyło się na przyznanie mu Złotej Piłki w 1965 roku. Gwiazdora portugalskich boisk porównywano wówczas z samym Pelé, co w tamtym okresie stanowiło największy komplement, na jaki mógł liczyć ofensywny zawodnik. No i na mistrzostwach świata w 1966 roku doszło do konfrontacji tej dwójki. W trzecim spotkaniu fazy grupowej reprezentacja Portugalii zmierzyła się bowiem z Brazylią, celującą w trzeci mundialowy triumf z rzędu. Jednak Eusébio i jego partnerzy odarli Canarinhos z marzeń – pokonali ich 3:1, tym samym eliminując ich z turnieju.
Eusébio zdobył w tym starciu dwie bramki. Pelé, zmagający się z kontuzją i kuśtykający, nie wpisał się na listę strzelców.
Ostatecznie reprezentacja Portugalii zakończyła mistrzostwa świata w Anglii na trzecim miejscu, co do dziś – wierzcie lub nie – jest jej największym mundialowym sukcesem. Ani Luis Figo, ani nawet Cristiano Ronaldo nie powiedli portugalskiej kadry do finału mistrzostw globu.
22. Just Fontaine
- reprezentacja: Francja
- mundiale (1): 1958
- statystyki: 6 meczów – 13 goli
- dorobek: 3. miejsce (1958)
Kolejny bohater jednego turnieju w naszym zestawieniu, to fakt. Ale czy moglibyśmy zignorować piłkarza, który w sześciu meczach turnieju uzbierał 13 trafień? A taką właśnie strzelecką eksplozją popisał się Just Fontaine w 1958 roku na szwedzkich boiskach. Zaczął od hat-tricka w starciu z Paragwajem, potem zaliczył dwa gole w meczu z Jugosławią, bramkę ze Szkocją i jeszcze dwie w ćwierćfinałowej potyczce z Irlandią Północną. W półfinałowej konfrontacji Francji z Brazylią też pokonał bramkarza, ale tylko raz, a Trójkolorowi zostali dość gładko ograni przez Canarinhos. No to Fontaine postanowił zamknąć turniej z przytupem.
W meczu o 3. miejsce trafił do siatki czterokrotnie, a Francja rozbiła reprezentację RFN 6:3.
– Szczęście w nieszczęściu grałem tylko dlatego, że Tadeusz Cisowski, kolejny znakomity piłkarz polskiego pochodzenia, doznał bardzo poważnej kontuzji. Thadée był geniuszem. Pamiętam, jak w 1956 roku siedziałem na ławce, a on strzelił Belgom pięć bramek. Patrzyłem z otwartymi ustami. Co za instynkt, co za precyzja. No niestety, tak to w futbolu bywa. Trzy lata po mundialu z kolei ja miałem pecha – złamałem piszczel i kość strzałkową – opowiadał Fontaine Polsatowi Sport.

21. Grzegorz Lato
- reprezentacja: Polska
- mundiale (3): 1974, 1978, 1982
- statystyki: 20 meczów – 10 goli, 7 asyst
- dorobek: 3. miejsce (1974), 3. miejsce (1982), 2. faza grupowa (1978)
Pierwszy i ostatni reprezentant Polski w naszym rankingu. Choć nie ma wątpliwości, że najlepszym polskim piłkarzem w historii jest Robert Lewandowski, to już status najlepszego gracza w dziejach reprezentacji Polski wcale nie jest kwestią oczywistą. Grzegorz Lato zdecydowanie ma tu coś do powiedzenia: dwa medale mistrzostw świata robią wrażenie same w sobie, ale równie mocno imponują indywidualne statystyki Laty. 17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej mistrzostw świata to wynik lepszy niż Maradony. A „Boski Diego” zagrał na mundialach o jeden mecz więcej od Polaka!
W 1974 roku Lato został królem strzelców mistrzostw, zachwycając dynamiką, drapieżnością i bramkostrzelnością. Osiem lat później nie był już tak szybki, ale dalej odgrywał ważną rolę w ekipie Biało-Czerwonych, czego dowiódł choćby asystami w pamiętnym spotkaniu z Belgią.
20. Thomas Müller
- reprezentacja: Niemcy
- mundiale (4): 2010, 2014, 2018, 2022
- statystyki: 19 meczów – 10 goli, 6 asyst
- dorobek: mistrzostwo (2014), 3. miejsce (2010), faza grupowa (2018), faza grupowa (2022)
A skoro już jesteśmy przy piłkarzach o pokaźnym statystycznym dorobku na mundialach, to trzeba również koniecznie wyróżnić Thomasa Müllera. Wprawdzie turnieje z 2018 i 2022 roku trochę schrzaniły Niemcowi bilans, ale wcześniej legendarny raumdeuter Bayernu Monachium był prawdziwą mundialową bestią. Gdyby nie zawieszenie za żółte kartki, przez które przepadł mu półfinał MŚ 2010, bardzo możliwe, że cieszyłby się z triumfu w mistrzostwach globu cztery lata wcześniej. Ostatecznie ekipa dowodzona przez Joachima Löwa dopięła swego na turnieju w Brazylii, po drodze masakrując gospodarzy 7:1 przy wydatnym udziale Müllera.
Chociaż nie jesteśmy wcale tacy pewni, czy to był najlepszy występ Niemca na mistrzostwach świata. Trzeba też pamiętać o jego popisach w starciach z Anglią i Argentyną w Republice Południowej Afryki, a także o hat-tricku zaaplikowanym reprezentacji Portugalii w brazylijskim Salvadorze.

19. Romário
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (2): 1990, 1994
- statystyki: 8 meczów – 5 goli, 3 asysty
- dorobek: mistrzostwo (1994), 1/8 finału (1990)
Mistrzowska kadra z 1994 roku uchodzi za najmniej „ukochaną” przez Brazylijczyków w zestawieniu z pozostałymi drużynami Canarinhos, które sięgnęły po mistrzostwo świata, ale akurat Romário to z całą pewnością zawodnik w Kraju Kawy ubóstwiany. A już zwłaszcza w Rio de Janeiro. Wystarczy przypomnieć szajbę Brazylijczyków na punkcie powołania dla wiekowego napastnika przed turniejem w Korei Południowej i Japonii. Dziennikarze i kibice dali spokój selekcjonerowi Luizowi Felipe Scolariemu dopiero wtedy, gdy prowadzona przezeń Brazylia wygrała turniej z ofensywnym tercetem Ronaldo-Rivaldo-Ronaldinho.
No ale co tu się dziwić? Romário to charyzma, Romário to boiskowy luz, Romário to pozytywnie rozumiana bezczelność. Przede wszystkim jednak: Romário to gole. Na turnieju w USA strzelił ich aż pięć, a do tego dwukrotnie asystował przy trafieniach swojego kompana z linii ataku – Bebeto.
Na mistrzostwach w 1990 roku poszło mu gorzej, nie zdążył powrócić do zdrowia po poważnej kontuzji. Osiem lat później mundial w ogóle przepadł mu właśnie ze względu na uraz. Brazylijczyk skomentował to na specjalnej konferencji prasowej, zalany łzami. Ale szybko odzyskał rezon i wrócił do typowych dla siebie, buńczucznych wypowiedzi. Nie oszczędzał nikogo, nawet ikon brazylijskiej piłki. – Zico przegrał trzy mundiale jako piłkarz i jeden jako dyrektor. To urodzony przegrany – kpił Romário. Przy innej okazji oberwał od niego nawet Pelé: – Bóg pobłogosławił stopy tego człowieka, ale zapomniał o rozumie.
18. Paolo Rossi
- reprezentacja: Włochy
- mundiale (3): 1978, 1982, 1986
- statystyki: 14 meczów – 9 goli, 3 asysty
- dorobek: mistrzostwo (1982), 4. miejsce (1978), 1/8 finału (1986)
Jego karierę klubową skaziło zawieszenie za udział w aferze Totonero. Nie wystąpił też przez nie na EURO 1980. No ale na mistrzostwach świata w Hiszpanii już zagrał i to jeszcze jak. Reprezentacja Włoch dysponowała wówczas gwiazdorskim składem, z takimi gigantami jak Gaetano Scirea, Dino Zoff, Bruno Conti, Marco Tardelli czy Giuseppe Bergomi. Ale to przywrócony do łask Paolo Rossi skradł show, notując aż sześć trafień w trzech ostatnich meczach turnieju. Nieśmiertelność zapewnił mu już hat-trick w niezapomnianym starciu z Brazylią, który pozwolił Włochom odesłać do domu faworyzowanych Canarinhos.
O możliwościach Rossiego przekonali się też Biało-Czerwoni w półfinale na Camp Nou.
Trzeba jednak pamiętać, że Rossi był też świetny na mistrzostwach świata w 1978 roku, zakończonych przez Italię na czwartym miejscu. Potem pojechał także na turniej do Meksyku, lecz nie odegrał na nim żadnej roli: był kompletnie bez formy. – Mistrzostwa świata w 1982 roku były oczyszczającym momentem dla włoskiego narodu, który był wówczas poddawany społecznym i politycznym niepokojom. Wprawdzie uchodził za jedną z największych futbolowych nacji, ale na mistrzostwo świata czekał od 1938 roku. Triumf ten podniósł kraj na duchu, a Rossi znalazł się w centrum ogólnego świętowania – wspomina Peter Mason z „The Guardian”.

17. Cafu
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (4): 1994, 1998, 2002, 2006
- statystyki: 20 meczów – 4 asysty (10 czystych kont)
- dorobek: mistrzostwo (1994), mistrzostwo (2002), wicemistrzostwo (1998), ćwierćfinał (2006)
Cafu z Pucharem Świata w dłoniach. Te obrazki stały się jednym z symboli powrotu reprezentacji Brazylii na mundialowy tron w 2002 roku. No i w sumie Brazylijczykom nie pozostaje nic innego, jak z rozrzewnieniem wracać do tych scen do dziś, ponieważ kolejnego mistrzostwa świata już im się zdobyć nie udało. Trzeba jednak zaznaczyć, że Cafu miał trochę szczęścia, bo przed turniejem nie był wcale wytypowany przez selekcjonera na kapitana zespołu. Opaskę miał nosić na ramieniu Emerson, defensywny pomocnik, który wypadł z kadry tuż przed inauguracją mistrzostw z powodu kontuzji. Wówczas Luiz Felipe Scolari rozdzielił kapitańskie obowiązki pomiędzy kilku piłkarzy i jednym z nich był właśnie Cafu. Formalnie prawy obrońca został więc kapitanem, lecz w praktyce kapitanów było kilku.
Tak czy owak, mundialowe dokonania Brazylijczyka muszą robić wrażenie. Zaczął od triumfu na MŚ 1994, jeszcze jako zmiennik Jorginho. Potem dotarł z kadrą do finału mistrzostw we Francji. W Korei Południowej i Japonii zgarnął kolejny złoty medal. A wszystko to, już jako bardzo wiekowy gracz, spuentował ćwierćfinałem mundialu w Niemczech. Rozczarowującym dla Canarinhos, fakt, ale wiele mistrzowskich ekip spadało przecież z piedestału ze znacznie większym hukiem.
16. Luka Modrić
- reprezentacja: Chorwacja
- mundiale (5): 2006, 2014, 2018, 2022, 2026*
- statystyki: 19 meczów – 2 gole, 1 asysta
- dorobek: wicemistrzostwo (2018), 3. miejsce (2022), faza grupowa (2006), faza grupowa (2014)
Mundialowe przygody Luki Modricia zaczęły się w sumie bardzo niepozornie. W 2006 i 2014 roku reprezentacja Chorwacji poległa w fazie grupowej mistrzostw. Na imprezie w Republice Południowej Afryki w ogóle jej zabrakło. No ale jak już Vatreni zaczęli szaleć, to, trzeba przyznać, na całego. Ich niesamowity rajd do wicemistrzostwa globu w 2018 roku zagwarantował Modriciowi Złotą Piłkę. No a cztery lata później pomocnik i jego koledzy dowiedli dobitnie, że ich sukces nie był jednorazowym wybrykiem czy dziełem przypadku. Ponownie dotarli do strefy medalowej turnieju – tym razem skończyło się na trzeciej lokacie.
A równie niesamowite jest to, że blisko 41-letni Luka zaraz wystąpi na kolejnym mundialu.
Czy dołoży kolejny krążek do kolekcji? Mało prawdopodobne, ale mówimy o naprawdę niezniszczalnym zawodniku. Z nim nigdy nic nie wiadomo.

15. Bobby Moore
- reprezentacja: Anglia
- mundiale (3): 1962, 1966, 1970
- statystyki: 14 meczów – 2 asysty (7 czystych kont)
- dorobek: mistrzostwo (1966), ćwierćfinał (1962), ćwierćfinał (1970)
Reprezentacja Anglii na mistrzostwach świata w 1966 roku miała kilku bohaterów. Bobby Charlton, Gordon Banks, Geoff Hurst (autor hat-tricka w finale z RFN), Martin Peters… Na specjalne wyróżnienie zdecydowanie zapracował jednak Bobby Moore, który w finałowej potyczce z Niemcami zanotował dwie asysty.
Moore – kapitan angielskiej ekipy – zasłynął jako elegancko grający obrońca. Siła spokoju w destrukcji, opoka zespołu. Trudno było jednak nazwać go dynamicznym graczem, więc sztab szkoleniowy „Synów Albionu” poważnie rozważał posadzenie go na ławce w finale mundialu. Alf Ramsey i jego współpracownicy szczerze się obawiali, że niemieccy napastnicy zwyczajnie zamęczą Moore’a zrywami do piłek zagrywanych na wolne pole. Ostatecznie jednak zmiany nie dokonali, no i na całe szczęście z ich perspektywy, bo w przeciwnym wypadku reprezentacja Anglii zapewne dalej nie miałaby na koncie ani jednego mundialowego triumfu. Kapitan nie tylko nie zawiódł w defensywie, ale przypomniał też, że jak nikt inny potrafi obsłużyć długim podaniem wieloletniego kolegę z West Hamu, Geoffa Hursta.
W sumie Moore w finale z RFN zaliczył aż 64 celne podania (93% skuteczności), w tym przeszło 20 na połowie przeciwnika. Współcześni stoperzy nie powstydziliby się tak odważnej postawy, a Anglik dołożył też do tego kilkanaście przechwytów. Chłodną głowę zachował zresztą także po końcowym gwizdku: przed odebraniem pucharu i medalu z rąk Elżbiety II, dyskretnie powycierał zapocone dłonie w obrus, jakim pokryto znajdujący się przed królową stolik.
14. Didi
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (3): 1954, 1958, 1962
- statystyki: 15 meczów – 3 gole, 9 asyst
- dorobek: mistrzostwo (1958), mistrzostwo (1962), ćwierćfinał (1954)
Waldyr Pereira, zwany Didim, to bez wątpienia jedna z największych postaci w historii brazylijskiej piłki. Z jednej strony: rewelacyjny rozgrywający. Z drugiej: boiskowy pracuś, biegający na wysokich obrotach od pierwszej do ostatniej minuty spotkania. Dodatkowo był też zawodnikiem, że przywołamy klasyczne sformułowanie, potrafiącym uderzyć z dystansu. Uchodzi za pierwszego specjalistę, a może nawet pomysłodawcę strzałów typu „spadający liść”.
Na europejskich boiskach kariery nie zrobił. Trafił na moment do naszpikowanego gwiazdami Realu Madryt i dołożył nawet cegiełkę do triumfu Królewskich w Pucharze Europy 1959/60, ale ekspresowo powrócił do ojczyzny. W Hiszpanii nie potrafił się dogadać z Alfredo Di Stéfano – ponoć chciał, ujmijmy to, odebrać drużynę z rąk Argentyńczyka. Liczył, że Real zacznie grać w rytmie wyznaczanym przez niego. Di Stéfano naturalnie nie chciał o tym słyszeć, no a wówczas był już w Madrycie absolutnie nietykalny, więc Didi przegrał tę potyczkę z kretesem. Na pocieszenie pozostaje mu fakt, że Di Stéfano nie zanotował nawet jednego występu w finałach mistrzostw świata. Tymczasem Brazylijczyk dwa mundiale – w 1958 i 1962 roku – zakończył z pucharem w dłoniach.
Zaszalał zwłaszcza w półfinale z Francją w 1958 roku, gdy zapisał na swoim koncie gola oraz dwie asysty. Choć swoim hat-trickiem przyćmił go wtedy Pelé.

13. Johan Cruyff
- reprezentacja: Holandia
- mundiale (1): 1974
- statystyki: 7 meczów – 3 gole, 5 asyst
- dorobek: wicemistrzostwo (1974)
Wystąpił tylko na jednym mundialu. W dodatku go nie wygrał. Był to jednak w jego wykonaniu turniej tak udany, tak wybitny, że w sumie dalej się zastanawiamy, czy nie należało go sklasyfikować jeszcze wyżej. Johan Cruyff, który z Holandią zajął drugie miejsce na mistrzostwach świata w 1974 roku, potrzebował zaledwie siedmiu spotkań, by stać się dla dziejów mundiali postacią kultową. Gdy rzucał na kolana Argentyńczyków i Brazylijczyków, wydawało się więcej niż pewne, że powiedzie ekipę Pomarańczowych do pierwszego w jej historii mistrzostwa globu. Tak się jednak nie stało: w finale Holendrzy polegli w starciu z Niemcami Zachodnimi.
João Havelange, wieloletni prezes FIFA, przekonywał po latach, że finał był ustawiony pod sukces gospodarzy. Ale żadnych dowodów nie przedstawił, więc trzeba to chyba uznać za klepanie po próżnicy i to w dodatku w wykonaniu działacza, który sam miał nieźle za uszami.
A zatem: dlaczego Cruyff i spółka nie sięgnęli po tytuł? Podobno miała na to wpływ suto zakrapiana impreza przed meczem z Brazylią, którą w tabloidowym tonie opisała niemiecka prasa, co oczywiście nie umknęło uwadze żon Holendrów. Natomiast dziennikarz i pisarz Auke Kok jest zdania, że Rinus Michels (który tuż przed finałem odwiedził Barcelonę) przemotywował swoich podopiecznych. – Holenderscy piłkarze byli całkowicie nieświadomi historycznego znaczenia misji, w której uczestniczyli – przekonuje Kok w rozmowie z „Der Spiegel”. – Albo inaczej: wydawało im się, że realizują zupełnie inną misję. Michels zachowywał się tak, jakby niemiecka prasa atakowała holenderską drużynę, a prawda jest taka, że to on nieustannie nawiązywał do II wojny światowej. Nic więc dziwnego, że Holendrzy nie udźwignęli tego ładunku emocji. Celem Holendrów w 1974 roku nie było bowiem wywalczenie mistrzostwa, tylko poniżenie Niemców na ich terenie.
Na mundial w 1978 roku Cruyff natomiast w ogóle nie pojechał. Nie chciał opuszczać rodziny po tym, jak jego bliskich usiłowano porwać dla okupu.
12. Jairzinho
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (3): 1966, 1970, 1974
- statystyki: 16 meczów – 9 goli, 3 asysty
- dorobek: mistrzostwo (1970), 4. miejsce (1974), faza grupowa (1966)
Mundialowy debiut kompletnie mu nie wyszedł – w 1966 roku reprezentacja Brazylii poległa w fazie grupowej turnieju. No ale cztery lata później impreza należała już do niego: Jairzinho zanotował aż siedem bramek na meksykańskich boiskach i zdaniem niektórych ekspertów to on, a nie Pelé, zasłużył na tytuł zawodnika turnieju.
Tak czy owak, Furacão („Huragan”) okazał się godnym następcą Garrinchy w ofensywie brazylijskiej ekipy.

11. Lothar Matthäus
- reprezentacja: Niemcy Zachodnie / Niemcy
- mundiale (5): 1982, 1986, 1990, 1994, 1998
- statystyki: 26 meczów – 6 goli, 1 asysta (10 czystych kont)
- dorobek: mistrzostwo (1990), wicemistrzostwo (1982), wicemistrzostwo (1985), ćwierćfinał (1994), ćwierćfinał (1998)
Pięć mundiali, wszystkie zakończone w fazie pucharowej, trzy w finałach, a jeden ze złotym medalem na szyi. Co tu dużo gadać, fenomenalny dorobek.
Lothar Matthäus przez kilkanaście lat należał do ścisłego grona najlepszych defensywnych pomocników (czy też środkowych obrońców/libero) na świecie, a ukoronowaniem jego długiej i spektakularnej kariery były rzecz jasna mistrzostwa świata we Włoszech. W 1990 roku Niemcy zemścili się na Argentyńczykach za porażkę sprzed czterech lat, a Matthäus został potem nagrodzony Złotą Piłką w dużej mierze w uznaniu dla jego postawy na mundialu. – W finale z 1990 roku nie baliśmy się już Maradony. Nie był tym samym piłkarzem, był znacznie wolniejszy. Niepokoił nas tylko Caniggia – wspominał Niemiec. – W finale Argentyna miała mnóstwo szczęścia, choć my też nie potrafiliśmy się odnaleźć na boisku. Na szczęście doczekaliśmy się gola przed dogrywką.
Aktualnie Matthäus plasuje się na drugim miejscu na liście graczy z największą liczbą meczów na mundialach. Wyprzedza go tylko Leo Messi.
TOP 10 – najlepsi piłkarze w historii mundiali
10. Kylian Mbappé
- reprezentacja: Francja
- mundiale (3): 2018, 2022, 2026*
- statystyki: 14 meczów – 12 goli, 2 asysty
- dorobek: mistrzostwo (2018), wicemistrzostwo (2022)
42 gole w 44 meczach dla Realu Madryt w sezonie 2025/26. Chciałoby się powiedzieć, patrząc na suche liczby, że Kylian Mbappé przystępuje do trzeciego mundialu w karierze w doskonałej formie. Tylko że w przypadku Francuza statystyki nie mówią wszystkiego. Mbappé miał w minionej kampanii trochę problemów z kontuzjami, a przede wszystkim – jego gole nie przełożyły się na sukcesy Królewskich, a jego różne pozaboiskowe przygody nie przypadły do gustu fanom z Bernabéu. Efekt? 27-letni napastnik był wygwizdywany przez madrycką publiczność na finiszu ligowych rozgrywek. Wytypowano go na jednego z głównych winowajców kryzysu Realu. I w sumie mało kto wymienia obecnie Mbappé w gronie kandydatów do wygrania plebiscytu „France Football” w 2026 roku.
To się wszystko może jednak jeszcze zmienić, jeśli Mbappé po raz kolejny błyśnie w narodowych barwach.
Jak dotąd mistrzostwa świata wychodziły mu kapitalnie. W 2018 roku w Rosji był wielkim objawieniem, a jego kosmiczny występ w konfrontacji z Argentyną z miejsca stał się mundialowym klasykiem. Cztery lata później do Kataru pojechał już jako gwiazda i ponownie stanął na wysokości zadania, choć tym razem nawet jego hat-trick nie wystarczył, by Les Bleus po raz drugi z rzędu uporali się z Albicelestes. Tak czy owak, w mundialowej klasyfikacji strzeleckiej wszech czasów Mbappé już teraz plasuje się na szóstym miejscu, z zaledwie czterema bramkami straty do lidera. Wielce prawdopodobne, że za kilka tygodni będzie w tym rankingu numerem jeden.

9. Gerd Müller
- reprezentacja: Niemcy Zachodnie
- mundiale (2): 1970, 1974
- statystyki: 13 meczów – 14 goli, 6 asyst
- dorobek: mistrzostwo (1974), 3. miejsce (1970)
Gerd Müller również potrzebował jedynie dwóch turniejów, by wskoczyć do ścisłej topki najskuteczniejszych strzelców w dziejach mundiali. Ba, przez kilkadziesiąt lat Niemiec plasował się w tym rankingu na pierwszym miejscu. Kojarzy się go przede wszystkim ze zwycięskim mundialem w 1974 roku – z trafieniami w decydujących spotkaniach z Polską i Holandią. Ale Müller w jeszcze lepszej dyspozycji był cztery lata wcześniej, kiedy reprezentacja RFN zakończyła mistrzostwa na trzecim miejscu. Wystarczy przypomnieć, że zapisał wówczas na swoim koncie… dwa hat-tricki z rzędu. Najpierw z Bułgarią, następnie z Peru.
No i warto podkreślić, że Müller sporo goli wypracował też partnerom. Nie był brylantowym technikiem, ale w polu karnym rywala miał oczy dookoła głowy.
8. Miroslav Klose
- reprezentacja: Niemcy
- mundiale (4): 2002, 2006, 2010, 2014
- statystyki: 24 mecze – 16 goli, 4 asysty
- dorobek: mistrzostwo (2014), wicemistrzostwo (2002), 3. miejsce (2006), 3. miejsce (2010)
Mimo wszystko, w naszym rankingu Müller musi uznać wyższość swojego rodaka. Obecnie: najlepszego strzelca w dziejach mundiali.
Miroslav Klose na płaszczyźnie klubowej nie był gigantem. Miał sezony udane, miewał też przeciętne i kompletnie zawalone. Na przykład jego pobytu w Bayernie Monachium nie można w żaden sposób uznać za pasmo sukcesów. Natomiast w kadrze Klose po prostu nie potrafił przestać zdobywać medali. Zaczął od srebra na mistrzostwach świata 2002. Potem dołożył do kolekcji dwa brązy. I wreszcie: spuentował to wszystko złotem na turnieju w Brazylii. A po drodze było też wicemistrzostwo Europy w 2008 roku oraz półfinał EURO 2012. Co tu dużo gadać: Die Mannschaft z Klosem w składzie zawsze grała o najwyższe cele.
Jasne, na MŚ 2014 napastnik nie był wiodącą postacią niemieckiej ekipy. Ale to chyba właśnie jego wkład w pamiętną demolkę Brazylii zabolał wówczas gospodarzy najmocniej. Klose nie tylko przyłożył swym golem rękę do upokorzenia Canarinhos, ale wyprzedził też Ronaldo w rankingu mundialowych goleadorów.

7. Garrincha
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (3): 1958, 1962, 1966
- statystyki: 12 meczów – 5 goli, 7 asyst
- dorobek: mistrzostwo (1958), mistrzostwo (1962), faza grupowa (1966)
„Anioł o krzywych nogach”. „Radość ludu”. Manuel Francisco dos Santos zapracował na wiele efektownych przydomków. Najczęściej nazywano go jednak po prostu Mané lub Garrinchą. W reprezentacji Brazylii rozegrał w sumie 50 spotkań, z których Canarinhos przegrali tylko jedno – z Węgrami (1:3) w fazie grupowej mistrzostw świata 1966. Był to zarazem ostatni występ Garrinchy w narodowych barwach. Trzeba jednak dodać, że w tym spotkaniu na boisku nie pojawił się Pelé.
Reprezentacja Brazylii nigdy nie poległa, mając w jedenastce tych dwóch geniuszy.
Garrincha był tak daleki od profesjonalnego prowadzenia się, jak tylko to możliwe. Pił na umór, romansował na potęgę, kompletnie nie interesowała go – nazwijmy to – organizacyjna strona futbolu. Legenda głosi, że po zwycięskim finale mistrzostw świata w Szwecji był początkowo zaskoczony euforią swoich kolegów, ponieważ on sam trwał w przekonaniu, że to nie koniec mistrzostw, a Brazylię czeka jeszcze do rozegrania runda rewanżowa. Miał też specyficzne poczucie humoru, o czym opowiada w swojej autobiografii Jimmy Greaves. Anegdota jest taka: ćwierćfinałowe starcie na mundialu w Chile między Brazylią a Anglią zostało na moment przerwane przez wbiegnięcie na murawę bezpańskiego psa. Spanikowanego zwierzaka złapał i uspokoił właśnie Greaves, ale nie obyło się bez niepożądanych efektów ubocznych. Zestresowany pies oddał bowiem mocz na Anglika, co – jak wspomina sam Greaves – setnie ubawiło Garrinchę, który przygarnął potem czworonoga i zabrał do Brazylii.
Wszystko to jednak kwestie poboczne. Patrząc tylko na futbol: niewielu było w dziejach zawodników cieszących się równie powszechnym uwielbieniem. Garrincha rozkochał w sobie do szaleństwa całą Brazylię, a największym popisem w jego karierze były właśnie mistrzostwa świata w 1962 roku. Skrzydłowy w wielkim stylu powiódł wówczas Canarinhos do tytułu, mimo że przez prawie cały turniej selekcjoner Aymoré Moreira nie miał do dyspozycji kontuzjowanego Pelé.
6. Zinedine Zidane
- reprezentacja: Francja
- mundiale (3): 1998, 2002, 2006
- statystyki: 12 meczów – 5 goli, 3 asysty
- dorobek: mistrzostwo (1998), wicemistrzostwo (2006), faza grupowa (2002)
– Oddałbym pięciu zawodników, by mieć w składzie jednego Zidane’a – powiedział Cesare Maldini, selekcjoner reprezentacji Włoch, podczas mistrzostw świata w 1998 roku. A pamiętajmy, że w Squadra Azzurra za kreację odpowiadali wówczas między innymi Alessandro Del Piero i Roberto Baggio.
Dla Zizou turniej nie zaczął się jednak szczęśliwie. W drugim meczu fazy grupowej lider „Trójkolorowych” obejrzał bowiem bezpośrednią czerwoną kartkę, wskutek czego przegapił trzeci mecz grupowy oraz starcie 1/8 finału z Paragwajem. Gdyby gospodarze polegli w konfrontacji z Los Guaraníes, co nie było wcale scenariuszem z gatunku science-fiction – Zidane zostałby zapewne rozwalcowany we francuskiej prasie. No ale jego koledzy stanęli na wysokości zadania, a Zizou na najwyższe obroty wskoczył, jak to miał w zwyczaju, w kulminacyjnym momencie. Dwiema bramkami w finale – o dziwo, strzelonymi z główki – powiódł Francuzów do miażdżącego triumfu nad broniącą tytułu Brazylią. Stał się narodowym bohaterem, a status ten przypieczętował dwa lata później sukcesem na EURO 2000.
Potem przyszły gorsze występy Les Bleus na wielkich imprezach, ale wiele wskazywało na to, że w 2006 roku Zidane spuentuje swoją niezwykłą karierę w najlepszy możliwy sposób: kolejnym mistrzostwem globu. Scenariusz do pewnego stopnia się zresztą powtórzył: w fazie grupowej Zizou nie błyszczał, ale w play-offach zaczął nagle zachwycać, przede wszystkim w meczu z Brazylijczykami. Tylko że tym razem czerwoną kartę obejrzał w dogrywce finału.
Zakończył karierę z przytupem, to bez dwóch zdań. Ale gdyby wtedy utrzymał nerwy na wodzy, mógłby być w naszym rankingu jeszcze wyżej. Claude Makélélé wspominał potem w Kanale Sportowym: – Mieliśmy w szatni wymianę zdań na ten temat. Przeprosił nas. Ja jestem zawsze bezpośredni. Mówię to, co myślę. Dla całej generacji zawodników to był w zasadzie ostatni mecz w narodowych barwach. Po raz pierwszy w życiu wtedy płakałem. Nikt tego nie widział, ale tak było. Wiedziałem, że to dla mnie bilet w jedną stronę. Dlatego miałem żal do Zizou. Ale jesteśmy ludźmi. Przegadaliśmy to i żyjemy dalej.

5. Franz Beckenbauer
- reprezentacja: Niemcy Zachodnie
- mundiale (3): 1966, 1970, 1974
- statystyki: 18 meczów – 5 goli, 1 asysta (7 czystych kont)
- dorobek: mistrzostwo (1974), wicemistrzostwo (1966), 3. miejsce (1970)
„Cesarz” był wielki na wszystkich mundialach, na których wystąpił. W 1966 roku zapisał na swoim koncie aż cztery gole na drodze Niemiec Zachodnich do finału. W 1970 roku zemścił się na Anglikach i swoim trafieniem przyczynił się do ich odpadnięcia w ćwierćfinale turnieju. Ale swoją niesamowitą karierę ozłocił dopiero w roku 1974. Reprezentacja RFN stała się wtedy pierwszą w dziejach, której udało się zgromadzić jednocześnie tytuły mistrzów świata i Europy.
Nie byłoby tych sukcesów bez Franza Beckenbauera. I nie mówimy tu tylko o jego boiskowej postawie, ale również pozaboiskowym przywództwie.
Trzeba pamiętać, że Niemcy turniej w 1974 roku zaczęli bardzo przeciętnie. Przed startem imprezy ostro kłócili się o kasę, a w pierwszej fazie grupowej przytrafiła im się nawet zawstydzająca porażka z sąsiadami z NRD. Wtedy właśnie Kaiser wziął sprawy w swoje ręce. Urządził specjalne zebranie drużyny, które przeszło do historii jako Nacht von Malente. Polał się alkohol, w dymie papierosów i cygar można było powiesić siekierę. Posypały się gorzkie słowa, wylały długo tłumione frustracje. To oczyściło atmosferę w zespole. Piłkarze ustalili też kilka taktycznych korekt, które trener Helmut Schön posłusznie wdrożył w życie. No i podziałało.
Historia zatoczyła zresztą koło. W 1954 roku Beckenbauer uczestniczył w fecie w Monachium po pierwszym mundialowym sukcesie RFN. Dokładnie dwie dekady później ten sam Franz wzniósł nad głową Puchar Świata na monachijskim Olympiastadion.
4. Ronaldo
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (4): 1994, 1998, 2002, 2006
- statystyki: 19 meczów – 15 goli, 5 asyst
- dorobek: mistrzostwo (1994), mistrzostwo (2002), wicemistrzostwo (1998), ćwierćfinał (2006)
Jego wielki powrót na szczyt podczas mundialu w Korei Południowej i Japonii to z pewnością jedna z najpiękniejszych historii w dziejach mistrzostw świata. Jego bezbarwny występ w finale mundialu we Francji, spowodowany tajemniczą chorobą, do dziś dostarcza paliwa miłośnikom teorii spiskowych. Ronaldo Luís Nazário de Lima to jedna z tych postaci, które w zasadzie od razu kojarzą się z rywalizacją o mistrzostwo globu. Oczywiście na arenie klubowej również notował – nomen omen – fenomenalne sezony: zachwycał w barwach PSV Eindhoven, Barcelony, Interu Mediolan czy Realu Madryt. Ale gdybyśmy mieli wytypować koszulkę, z którą Ronaldo kojarzy się nam najmocniej, to nie będzie nią ani mediolański pasiak, ani śnieżnobiały kostium Królewskich, tylko strój Canarinhos.
Na turnieju w 1994 roku jedynie statystował. W 2006 roku zdobył trzy gole, ale już raczej jako El Gordo, a nie Il Fenomeno. Natomiast imprezy w 1998 i 2002 roku należały do niego. Dość powiedzieć, że na azjatyckich boiskach nie trafił do siatki tylko w jednym z siedmiu spotkań reprezentacji Brazylii.
Gdyby tylko mógł zagrać na sto procent na

3. Diego Maradona
- reprezentacja: Argentyna
- mundiale (4): 1982, 1986, 1990, 1994
- statystyki: 21 meczów – 8 goli, 8 asyst
- dorobek: mistrzostwo (1986), wicemistrzostwo (1990), 2. faza grupowa (1982), 1.8 finału (1994)
Mundialowa historia Diego Maradony zaczęła się od utyskiwań na to, że zabrakło dla niego miejsca w kadrze na turniej w 1978 roku, ostatecznie zresztą wygrany przez reprezentację Argentyny. Zakończyła się natomiast znacznie większą kontrowersją: dopingową wpadką, po której wyrzucono go z turnieju w Stanach Zjednoczonych. Jednak w przypadku „Boskiego Diego” najważniejszy był, jest i pozostanie mundial w Meksyku. Być może najbardziej magiczny i efektowny popis indywidualnych umiejętności w historii wszystkich sportów drużynowych. Podobny status w dziejach sportu i popkultury mają chyba tylko wyczyny Michaela Jordana w finałach NBA.
Maradona w 1986 roku zagrał na poziomie, do którego nie zbliżał się wtedy nikt. Ani Platini, ani Butragueño, ani Lineker, ani Sócrates. Nikt.
A do tego jeszcze ta słynna „ręka boga” (zwana przez sir Bobby’ego Robsona „ręką łajdaka”), która nadała popisom Diego dodatkowej pikanterii. – Jeśli chodzi o technikę, Maradona był najbardziej perfekcyjnym piłkarzem w historii futbolu – przekonuje Jorge Valdano. – Jego moc była tak olbrzymia, że wpływał na mecz poprzez samą swoją obecność na boisku. Każdy jego kontakt z piłką działał destabilizująco na naszych przeciwników.
2. Lionel Messi
- reprezentacja: Argentyna
- mundiale (6): 2006, 2010, 2014, 2018, 2022, 2026*
- statystyki: 26 meczów – 13 goli, 8 asyst
- dorobek: mistrzostwo (2022), wicemistrzostwo (2014), ćwierćfinał (2006), ćwierćfinał (2010), 1/8 finału (2018)
Po kompletnie nieudanych mistrzostwach w Republice Południowej Afryki był obiektem drwin. Po porażce w finale w Brazylii wypominano mu zero trafień w fazie pucharowej turnieju, a po odpadnięciu z mundialu w Rosji w 1/8 finału prorokowano, że już nigdy nie sięgnie po Puchar Świata. Tymczasem mamy rok 2026, Leo Messi zaraz wystąpi na szóstych mistrzostwach globu w karierze, a szanse reprezentacji Argentyny na obronę tytułu wyglądają na bardzo wysokie.
No niesamowitą drogę przeszedł Messi w rozgrywkach międzypaństwowych. Od wielkiego przegranego nie tylko na mundialach, ale też na Copa America, do kolekcjonera złotych medali. Bo przecież jest on dziś nie tylko mistrzem świata, ale i dwukrotnym mistrzem Ameryki Południowej.
Na tegorocznym turnieju może ustanowić szereg rekordów. Ten dotyczący największej liczby występów na mundialach już należy do niego – jak dotąd zaliczył 26 spotkań, o jedno więcej od Lothara Matthäusa. Wielce prawdopodobne, że Messi wyśrubuje ten wynik do poziomu, który nie zostanie pobity przez długie dekady. Ale w jego zasięgu jest też pierwsze miejsce w rankingu najlepszych mundialowych strzelców. Co tu dużo gadać – jeśli reprezentacja Argentyny nie zaliczy w Ameryce Północnej jakiejś spektakularnej wywrotki, jest to zapewne ostatni tego rodzaju ranking, w którym Messi nie plasuje się na najwyższym stopniu podium.

1. Pelé
- reprezentacja: Brazylia
- mundiale (4): 1958, 1962, 1966, 1970
- statystyki: 14 meczów – 12 goli, 8 asyst
- dorobek: mistrzostwo (1958), mistrzostwo (1962), mistrzostwo (1970), faza grupowa (1966)
Mundialowy tron należy – jeszcze! – do „Króla Futbolu”. Jedynego trzykrotnego mistrza świata w historii.
Owszem, w 1962 roku Pelé za dużej cegiełki do sukcesu reprezentacji Brazylii nie dołożył. To był turniej Garrinchy. Ale już w 1958 i 1970 roku zagrał genialnie. Najpierw jako cudowny nastolatek, piłkarskie objawienie. A potem: doświadczony lider zespołu, zresztą prawdopodobnie najsilniejszego w dziejach mundiali. Te sukcesy zapewniły mu status globalnej, sportowej supergwiazdy. Podziwiali go nawet ci, którzy jego występy znali głównie z opowieści czy radiowych sprawozdań.
– Jak wielka była siła oddziaływania Brazylijczyka na kibiców z każdego zakątka świata, niech świadczy fakt, że zanim obejrzałem jakikolwiek mecz w życiu, już wiedziałem, kim jest Pelé. Tyle się o nim nasłuchałem, że oczyma wyobraźni widziałem jego przewrotki i dryblingi. W czasach obecnego przesyłu informacji to brzmi dziwnie – myślisz o gościu, którego nigdy nie widziałeś – pisał na łamach Weszło Przemysław Rudzki. – I tak naprawdę dopiero gdy w Meksyku zaczarował nas Diego Maradona, Pelé stał się tym, czym właściwie był dla mojego pokolenia od początku, mglistą legendą, opowieścią. Hipnotyzerem masowej wyobraźni. Ale to była właśnie jego siła. Przecież nie widzieliśmy jak naprawdę bije się Janosik czy jak strzela z łuku Robin Hood i nie miało to dla nas żadnego znaczenia, prawda?
W 1999 roku Międzynarodowy Komitet Olimpijski uznał Pelé za najlepszego sportowca XX wieku. Po prostu: sportowca. Bez podziału na dyscypliny.
***

Oczywiście lista wielkich nieobecnych naszego rankingu jest bardzo długa. Blisko TOP 25 byli choćby Andrés Iniesta, Ángel Di María, Michel Platini, Lilian Thuram, Jürgen Klinsmann, Uwe Seeler, Nílton Santos, Daniel Passarella, Fabio Cannavaro, Roberto Baggio, Mario Kempes, Rivaldo, Arjen Robben, Paolo Maldini, Bobby Charlton, Johann Neeskens, Ruud Krol, Roberto Carlos, Philipp Lahm, Carlos Alberto, Iker Casillas, Gordon Banks, Manuel Neuer, Gianluigi Buffon, Claudio Taffarel, Dino Zoff, Teófilo Cubillas, Karl-Heinz Rummenigge, Gaetano Scirea, Antoine Griezman… No sami widzicie. Moglibyśmy tak wymieniać, wymieniać i wymieniać.
A jak wy ułożylibyście ranking najlepszych zawodników w dziejach mistrzostw świata? Dajcie znać w komentarzach!
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl