Jak już zrywać się w weekend z łóżka o szóstej rano, to chociaż dla takiego meczu. Jedni i drudzy głodni, jedni i drudzy ambitni, jedni i drudzy waleczni. Zupełnie inaczej nastawieni do meczu, ale na swoim podwórku oferujący całkiem przyzwoitą jakość, która w kilku momentach pozwalała nam się dobudzić. Starcie Australii z Turcją na papierze nie zapowiadało się na ucztę, ale czasem te najsmaczniejsze kąski wyglądają jak talerz flaków. Wiecie, o co chodzi.
Bo flaki wyglądają, jak wyjęte psu z gardła, a smakują… ach, jak one smakują! Tak samo było dziś z tym meczem Australijczyków z Turkami. Socceroos generalnie skupieni na defensywie i skoncentrowani głównie na tym, by z jakiejś półakcji ulepić coś więcej. Może niezbyt efektowni, ale naprawdę dobrze przygotowani. Rywale znad Bosforu? Prowadzenie gry, prostopadłe podania Gulera, strzały z dystansu, ujarzmianie chaosu. Działo się i trudno naprawdę na cokolwiek tu narzekać.
Australia – Turcja 2:0. Kangury górą!
Nie no, czytacie Weszło, wiecie, że zawsze da się ponarzekać. Turcy byli dziś wyjątkowo nieskuteczni i wobec taktyki obranej przez rywali wydawali się też trochę naiwni. Inna sprawa, że na tak zbitą obronę Australii trudno było znaleźć odpowiednią receptę. Rozsądnym wydawało się podejmowanie prób z dystansu, szczególnie jeśli masz w składzie i Calhanoglu, i Gulera. Obaj zresztą próbowali swoich sił i niekiedy byli naprawdę blisko.
Rzecz w tym, że każdy wypad pod bramkę Australii – a tych było sporo – traktować należało również jako szansę dla Kangurów. A może w szczególności jako szansę dla Kangurów. Tak zresztą padła niezwykle cenna bramka Irankundy, która mogłaby spokojnie znaleźć się w jakimś multimedialnym podręczniku piłki nożnej pod hasłem „modelowy kontratak”. Świetne podanie z głębi pola, duża dynamika akcji, skrzydłowy, który po prostu nie boi się pakować w pojedynki.
Efektem naprawdę urodziwy gol, który wprawił Turków w osłupienie.
𝐔𝐋𝐀𝐋𝐀 🔥
Australia wychodzi na prowadzenie w meczu z Turcją!
🔴 📲 OGLĄDAJ #AUSTUR ▶️ https://t.co/UtNtzhh9Bd pic.twitter.com/DmZhtp6ETm
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 14, 2026
Nie żeby porzucili w związku z tym swój plan na mecz. Z dystansu bombował Guler, Bardakci zmusił Beacha do efektownej interwencji. Nadal jednak dziesięciu Australijczyków we własnym polu karnym tworzyło mur nie do przejścia.
Oblężenie bramki. Turcy w ciągłym natarciu
Mecz ten długimi fragmentami przypominał właśnie oblężenie. Australijczycy schowani we własnym polu karnym, Turcy w hokejowym zamku (wszak grali w Vancouver!) ustawieni wokół szesnastki. I próba za próbą, strzał za strzałem, a wraz z nimi, nierzadko, blok za blokiem. Rzadkie momenty, w których Socceroos zapuszczali się na połowę przeciwnika też nie były dla Turków szansą – nawet wyjście z kontrą pięciu na trzech dało się sknocić.
Tak po prawdzie, nabijając się z bezsilności podopiecznych Vincenzo Montelli, należy głośno chwalić defensywę Australii. Albo w ogóle cały zespół, który pod wodzą dyrygującego obroną Souttara prezentował się pod własną bramką wyśmienicie. Świetny mecz zagrał między słupkami Beach, doskonale funkcjonowały boki obrony, środek pola – choć skupiony głównie na defensywie – też dawał radę.
A poza tym Australia w najmniej spodziewanym momencie, dociskana przez Turków niemiłosiernie, strzeliła drugiego gola. Aż trudno dziwić się minom osłupiałych rywali, bo to wszystko jakoś wymykało się piłkarskiej logice.
Wydawało się, że gol dla Turcji jest kwestią czasu…
A tu taka 𝐍𝐈𝐄𝐒𝐏𝐎𝐃𝐙𝐈𝐀𝐍𝐊𝐀 ‼️
🔴 📲 OGLĄDAJ #AUSTUR ▶️ https://t.co/UtNtzhh9Bd pic.twitter.com/2FCEenvwqU
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 14, 2026
Jak nie idzie, to nie idzie
Po tym gongu Turcja nie mogła się już podnieść. Próbujesz, myślisz, że robisz wszystko tak, jak należy, a masz z tego figę z makiem. Trener stoi jak słup soli. Miało iść, a nie idzie. Można się załamać. A potem jeszcze okazja zdecydowanie z tych stuprocentowych, kiedy Akturkoglu uderzał wolejem z piątego metra po dobrym dośrodkowaniu z prawej strony. Dało się z tego zrobić więcej, ale napastnik dołożył nogę, uderzył mocno i ustrzelił Beacha, który tę paradę pokazywać będzie wnukom, opowiadając o meczu, w którym z kolegami zatrzymał Turków w wielkim stylu.
Wiadomo, oglądamy mistrzostwa głównie dla goli i popisów największych wirtuozów. Tych upatrujemy raczej w gronie piłkarzy ofensywnych, to oni budzą największe emocje. Jednak taka obrona jak ta australijska, może i musi podobać się każdemu. Kawał dobrego meczu w wykonaniu Kangurów i wielki wyrzut sumienia dla ich rywali. Montella i jego piłkarze mają o czym myśleć. Na przykład o 30 (!) oddanych strzałach, z których żaden nie znalazł drogi do bramki Australii.
Atrakcyjność meczu 5/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
