Curacao. Rybki z ferajny Ozziego Albiesa

Szymon Janczyk

14 czerwca 2026, 09:23 • 7 min czytania 6

Reklama
Curacao. Rybki z ferajny Ozziego Albiesa

Choć los Curacao – i całych Antyli Holenderskich – splatał się z Holandią przez setki lat, wyspa nie może się równać Surinamowi czy nawet Indiom Wschodnim, gdy mówimy o piłkarskich gwiazdach, które zasiliły kadrę Oranje. Sportową dumą stołecznego Willemstad są wybitni baseballiści. Andruw Jones dostał się do Hall of Fame, Ozzie Albies jeszcze nie, ale sławę zdobywa dzięki… hodowli ryb.

Reklama

Oto mundialowy cykl „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.

***

To było marzenie, które pchało mnie do pracy, do kariery – uśmiecha się Ozzie Albies, opowiadając w amerykańskich mediach o swoich akwariach, o pływających w nich najróżniejszych, egzotycznych rybach. Wyglądają imponująco nie dlatego, że Albies to przypakowany, lecz jednak niskawy facet. Największe mieści dwadzieścia trzy tysiące litrów wody. Nawet sportowe auto, którym na co dzień jeździ gwiazda Major League Baseball, wygląda na jego tle jak zabawka.

W innym second baseman Atlanta Braves od czasu do czasu sam pływa, pluskając się w towarzystwie stu karpi koi. Akwakultura kręci go tak samo jak wędkarstwo. Stwierdzenie, że pasję odziedziczył po dziadku, będzie prawdą, ale też pewnym uproszczeniem. Bo na Curacao ryby to często dosłownie całe życie.

Reklama

Gwiazda baseballu i nietypowe hobby. Ozzie Albies i jego wielka hodowla ryb

Masbango na terytorium dawnych Antyli Holenderskich ma dwojakie znaczenie. To konkretna ryba, selar goglarz, ale też metoda połowu, pewna tradycja. Na Curacao czy Bonaire całe rodziny kilka razy w roku rozbijają obozy na plaży, żeby wyłapywać ławice goglarzy. Połowy kuszą turystów, stały się atrakcją, bo lokalsi nie używają technologii. Popisują się doświadczeniem i umiejętnościami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.

W dokumencie wyprodukowanym przez Atlanta Braves Ozzie Albies wspomina rybackie doświadczenia własnej rodziny. Widzimy go wędką na skałkach, gdzie spędzał czas z kumplami. I na łódce, gdzie towarzyszą mu najbliżsi. Amatorzy wędkarstwa dostali sporo dowodów na to, że słynny baseballista coś nie coś o rybach wie. Resztę opowiedział sam zainteresowany.

Reklama

To była wielka frajda – łowić ryby z tatą, znajomymi. Wychodziliśmy dużą grupą i łowiliśmy, żeby mieć za co żyć. Każdą słonowodną rybę zatrzymywaliśmy i albo zjadaliśmy następnego dnia, albo mroziliśmy, bo nie mieliśmy wielu pieniędzy. Tata utrzymywał rodzinę, robił wszystko, żeby każdego dnia było coś do jedzenia na stole – tłumaczy.

Styl życia rodziny Albiesa – z sieci lub wędki na stół, żeby czymś wypełnić brzuch – dotyczy wielu familii na Curacao. Kurorty i pocztówki nie pokażą biedy, z którą zmaga się trzecia część społeczeństwa. Zwłaszcza że w tym regionie świata ludzie nie dają po sobie poznać, że źle im w życiu. Jak stwierdza sam Ozzie, „żyją tak, jakby ciągle był weekend, ciągła zabawa”.

Ozzie Albies wygrał World Series. Dziadek zaraził go pasją do ryb

W młodości Ozziego Albiesa zbyt wiele zabawy jednak nie było. Wypady z wędką nauczyły go cierpliwości, ale to sport i ciężka praca zdominowały dzieciństwo chłopaka z Curacao. Pierwszy baseballowy plac, na którym ćwiczył dzień w dzień, to „zero trawy, piach i dwie narysowane linie”.

Reklama

Gdy zamykam oczy, widzę w głowie sceny z dzieciństwa. Ile razy pokaleczyłem się, skacząc za piłką w drzewa, kolce… – wspominał przed kamerami Atlanta Braves. – Baseball to najważniejszy sport na Curacao. Każdy chce w niego grać. Jako dzieciak grałem na ulicy piłeczką tenisową zamiast baseballowej. Tak było, dopóki dziadek nie dał mi w prezencie prawdziwej pałki i rękawicy – objaśniał swoje początki.

Dziadek to kluczowa postać tej historii. To u nestora rodu młody Ozzie podpatrywał życie rybek, rozwijając swoją pasję. Gdy go odwiedzał, obserwował sześć karpi koi, które dziadek „każdego dnia karmił, zmieniał im wodę, przyglądał się, pijąc kawę”. Wspomnienie z dzieciństwa wróciło do niego, gry rozkręcał karierę w Atlancie. Trzy razy zagrał w All Stars Game, dwukrotnie sięgał też po indywidualne nagrody. Zwyciężył World Series.

Reklama

Curacao to mała wyspa talentów. Ozzie Albies za dzieciaka oglądał Andruw Jonesa i marzył o takiej karierze. Słusznie, bo miał dryg. Skauci Braves wypatrzyli go, gdy miał trzynaście lat. Musiał czekać kolejne trzy, żeby podpisać legalną umowę i wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. W międzyczasie stracił ojca i – chwilowo – wiarę w sens tego wszystkiego. Nie przestał się starać właśnie dla niego, wierząc, że patrzy z góry na to, jak radzi sobie syn, któremu kazał tytułować siebie „kumplem”.

Bardzo dobrze, że został przy tym, co kocha. Gdy był nastolatkiem, eksperci i byli gracze Braves pchali go do najlepszej ligi świata. Dyrektor generalny klubu twierdził, że to materiał na „wyjątkowego, ekscytującego zwycięzcę”, wieloletni skaut na Curacao dodawał, że „mógł być przeoczony z powodu warunków fizycznych, ale ma wielkie serce, jest wojownikiem i może być następnym wielkim baseballistą”.

Wyróżniał go intelekt i instynkt. Znał cztery języki. Podpisał kontrakt gwarantujący mu minimum 35 milionów dolarów łącznego wynagrodzenia. Ale dopiero gdy przychodzi do rozmowy o zwierzętach, Albies ożywa się i czuje się naprawdę sobą.

Reklama

Żółwie, ryby i ratowanie bezdomnych psów. Ozzie Albies kocha zwierzęta

Zawsze kochałem zwierzęta i chciałem, żeby były szczęśliwe. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak relaksuje opieka nad nimi, ile stresu zdejmuje z głowy – uśmiechał się Ozzie Albies w jednej z rozmów o swojej pasji. – Gdy mam zły dzień, wracam do domu z myślą: wiem, że ten szczeniak mnie kocha i nadal chce się ze mną pobawić. To bardzo pomaga w trudnym momencie. Mam w domu ryby, psy i żółwie. Wszystkie psy i żółwie są uratowane, część ryb też. Chciałem dać im lepsze życie.

Gdy chwali się swoimi rybkami, pokazuje gościom różne sztuczki. To znaczy: potrafi sprawić, że konkretna ryba przypływa do niego na komendę.

Rozpryskujesz wodę palcem, żeby pokazać, gdzie jesteś i przypływa – tłumaczy z pasją, wkładając dłoń do akwarium. Rybka przypływa, całuje go w palec i z powrotem się oddala. – Jest jak szczeniak. Pieszczę go i tak dalej…

Reklama

Kilka ryb po prostu ochrzcił. Nadał im imiona, przydomki. Jest więc Arowana, ryba szczęśliwa. Jest Orange, którą odratował, gdy właściciel okolicznego sklepu chciał ją wyrzucić. Mamy też Mango czy Oreo. Ozzie Albies zamontował w domu kamery, żeby doglądać przybytku w każdym możliwym momencie. Legendy z szatni Atlanta Braves głoszą, że robi to nawet przed meczami. I zaraz po ich zakończeniu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Ozzie Albies (@ozzie)

Baseballista w swoją pasję wciągnął całą rodzinę. Żona i teściowa pomagają mu karmić rybki i urządzić kolejne akwaria. Dorzucają rafy, drewienka, tworzą cały klimat. Konserwacja akwariów pochłania masę czasu, ale Ozzie to właśnie lubi najbardziej.

Reklama

Poza rybkami są jeszcze wspomniane żółwie i psy. Dla tych drugich Albies stworzył całą fundację. Zarządza nią żona, ale on także angażuje się w ratowanie czworonogów. W domu trzyma ich osiem, ale to liczba płynna: czasem sam przygarnia uratowane pieski.

Chcemy jakoś odwdzięczyć się Atlancie. W poprzednim roku uratowaliśmy około stu psów. Staramy się pomóc społeczności, nie chcemy widzieć psów na ulicach – tłumaczył, będąc gościem popularnego w USA telewizyjnego show poświęconemu MLB.

W Stanach Zjednoczonych Ozzie Albies zyskał ogromną popularność. Amerykanie pokochali jego pasję i szczerość w opiece nad potrzebującymi pomocy stworzeniami. Rosną słupki kanałów i profili, rośnie też rozpoznawalność samego sportowca, który tym samym buduje sobie – i Curacao, którego imię sławi na każdym kroku – pomnik trwalszy niż ze spiżu.

„Czy można nie uwielbiać tego gościa?” – pytają liczne komentarze pod medialnymi aktywnościami Albiesa. Pytamy i my, ale to pytanie z tych retorycznych. Nie można, nie da się. Ozzie Albies i jego rybki z ferajny są po prostu kochani, wspaniali, czynią ten świat lepszym.

Reklama

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix, Ozzie Albies YouTube

6 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Grupa L

Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?

Braian Wilma
0
Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?
Grupa D

Trener Australijczyków dumny. „Uśmiech kibica to coś wielkiego”

Antoni Figlewicz
2
Trener Australijczyków dumny. „Uśmiech kibica to coś wielkiego”

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama
Grupa L

Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?

Braian Wilma
0
Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?
Grupa D

Trener Australijczyków dumny. „Uśmiech kibica to coś wielkiego”

Antoni Figlewicz
2
Trener Australijczyków dumny. „Uśmiech kibica to coś wielkiego”