Serowy sen. Kiedy wzywa on, piłka idzie w odstawkę

Antoni Figlewicz

13 czerwca 2026, 09:02 • 5 min czytania 2

Reklama
Serowy sen. Kiedy wzywa on, piłka idzie w odstawkę

Wszyscy psychofani sera łączcie się! Żółty czy biały, twardy czy miękki, z pleśnią czy bez – nie ma znaczenia z jakiego mleka, nie ma znaczenia gdzie robiony. Każdy podbija serca smakoszy w najróżniejszych zakątkach świata i sprawia, że można stracić dla niego głowę. Właśnie o takiej straconej głowie opowiada historia piłkarskiej emerytury Alexandra Freia, który z miłości do sera rzucił wszystko i oddał się błogiej rozkoszy…

Reklama

Zawsze miałem silną relację z serem, już jako młody chłopak – mówił na antenie blue Sport sam zainteresowany, wyraźnie wywołany przez obecne w studiu osoby do tablicy. Wszyscy domagali się spowiedzi seroholika, człowieka, który dla sera mógłby zrobić naprawdę wiele. – Na zgrupowaniach kadry byłem jedynym, który choćby w najmniejszym stopniu umiał opowiedzieć, co ma na stole. Pozostali nawet nie wiedzieli, co jedzą – przekonywał i z uśmiechem, i z cieniem oburzenia w głosie Alex Frei.

Najlepszy strzelec w historii szwajcarskiego futbolu. Ale też najlepszy serowy sommelier w gronie piłkarzy, co do tego trudno mieć wątpliwości.

Marzenie o serze spełnione po karierze

Prawdopodobnie mignęła wam swego czasu anegdota o tym niezwykłym pomyśle na życie po życiu Szwajcara. On sam przyznał szczerze, że wszystko wydarzyło się trochę przypadkowo. – Kiedyś powiedziałem w jednym z wywiadów, że jestem miłośnikiem sera i chcę pewnego dnia otworzyć sklep z serami. Potem dostałem zaproszenie od Switzerland Cheese Marketing – wspomina Frei. A potem już poszło. Choć były piłkarz próbował wówczas swoich sił w roli trenera, to bez długiego zastanowienia postanowił rzucić tę nową-starą ścieżkę kariery i kosztem futbolu wybrał właśnie ser.

Pod okiem najlepszych specjalistów w kraju ukończył czteromiesięczny i niezwykle wymagający kurs organizowany przez Switzerland Cheese Marketing – ci, którzy przezeń przebrną, nagradzani są prestiżowym certyfikatem serowego sommeliera.

Reklama

Kurs był bardzo interesujący i dla mnie był czymś zupełnie nowym – przekonywał pod koniec 2024 roku świeżo wówczas upieczony ekspert od emmentalera i innych appenzellerów. – Dowiedziałem się wszystkiego o konsystencji mleka, produkcji sera i jego spożyciu. Zawsze byłem wielkim fanem sera. Wspaniale było zobaczyć wszystko, co się z tym wiąże. Kurs trwał cztery miesiące, a na koniec musiałem zdać cztery egzaminy. Zaproszenie od Switzerland Cheese Marketing dostałem, gdy byłem jeszcze trenerem FC Aarau. W marcu odszedłem z pracy w klubie i od razu odezwałem się do tej organizacji – tłumaczył były piłkarz.

U nas mówi się, że można rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Frei rzucił wszystko i wyjechał między sery.

Alex Frei

Alexander Frei nowe hobby potraktował bardzo poważnie. Dlatego tak szybko stało się ono czymś więcej (Fot. Switzerland Cheese Marketing)

Reklama

Zarażanie serem. Frei umie o nim opowiadać

Wspomniane przez Freia egzaminy to nie jakieś tam pitu-pitu. Cztery odrębne zaliczenia mogą przerosnąć tych, którzy nie podejdą do tematu na poważnie. Jest segment pisemny, drugi ustny, a oprócz nich jeszcze egzaminy praktyczny i sensoryczny. Tak, w dużym uproszczeniu chodzi o rozpoznawanie sera tylko po dotyku.

W każdym razie tak wyszkolony serowy sommelier ma naprawdę ogromną wiedzę, którą z czasem może spróbować spieniężyć. Choć wielkim marzeniem Freia od zawsze był własny sklep z serem, początek jego zawodowej działalności w nowej branży to nieco inne podejście. – Wszelkie degustacje sera można również połączyć z prezentacją. W przypadku mniejszych grup można skupić się na smakowaniu i opowiadaniu historii – przekonuje Szwajcar, cytowany przez portal „Blick”.

Wiecie – jakaś integracja w pracy, może inne spotkanie towarzyskie, branżowe. Cokolwiek. A na nim facet, który częstuje was serami i jeszcze o nich opowiada. Czy to już niebo?

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Sutter Begg Basel (@sutterbegg)

Reklama

Kiedyś strzelał gole, ale teraz woli opowiadać o serze. Ma też linię swojego własnego fondue, co zresztą nie umknęło uwadze szwajcarskich kibiców

Usługi Freia zamawiają też klienci indywidualni, którzy zwyczajnie mogą go zaprosić do domu i poprosić, by przywiózł ze sobą któryś z wybranych serów. Nie dość że były piłkarz dostarczy przesyłkę pod wskazany adres, to jeszcze w pakiecie może o niej trochę opowiedzieć. Historia, sposób wytwarzania, charakterystyka, dokładny opis nut smakowych. O tym może mówić tylko największy ekspert, ale Frei zdaje sobie sprawę, że droga do szczytu w serowej branży jest bardzo daleka. Dlatego dalej uczy się od najlepszych.

Maître Antony czy Rolf Beeler są mi naprawdę bliscy. Maître Antony jest serowym papieżem Francji – moi rodzice znają go od dawna, mieszka około 20 minut drogi od Biel-Benken, a ja regularnie kupuję od niego produkty – mówi Frei.

Reklama

Maître Antony, czyli Bernard Antony, serowy guru, jeden z najlepszych ekspertów w swojej dziedzinie na całym świecie. Wie pewnie więcej, niż jesteście w stanie sobie wyobrazić, a na pewno mocno inspiruje swojego młodszego kolegę po fachu, który regularnie go odwiedza.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Ducasse Baccarat (@ducassebaccarat)

Bernard Antony jest dla Freia kimś w podobie nauczyciela. Każdy uczeń potrzebuje swojego mistrza

Reklama

Szyderka? „Po pewnym czasie zrozumieli”

W środowisku serowych sommelierów Frei wreszcie może być w pełni sobą, tam wszyscy podzielają jego wyjątkową pasję. Możecie sobie jednak wyobrazić, z jakimi wymyślnymi docinkami spotykał się w trakcie swojej piłkarskiej kariery, kiedy koledzy z szatni dowiadywali się o jego olbrzymim zamiłowaniu do… no właśnie, do sera. Nie brzmi to jak zwykłe hobby – ani to szybkie samochody, ani dziewczyny, ani nawet nie inwestowanie zarabianych na piłce pieniędzy w mieszkania. Ser.

Wróćmy na koniec do studia blue Sport, gdzie razem z Freiem podczas krótkiej rozmowy o serze zasiadał Daniel Gygax, jego dawny kolega z reprezentacji. I ów Gygax mówił tak: – Nigdy bym się nie spodziewał, że pójdzie taką ścieżką. Prawdą jest jednak, że ilekroć na zgrupowaniach reprezentacji wystawiano gdzieś serowy bufet, Alex zawsze był pierwszym, który do niego podchodził – wspominał z uśmiechem.

I zazwyczaj nie zamawiałem na deser słodyczy, a owoce z serem – uzupełnia cały obraz Frei, ale już na łamach „Blicka”. – W drużynie narodowej wprost przyznałem się do swoich preferencji – nabijali się ze mnie, bo zamawiałam ser, podczas gdy większość z nich pożerała tiramisu. Po pewnym czasie zrozumieli, że dobry ser faktycznie pasowałby do niejednego deseru – dodaje były reprezentant Szwajcarii.

Reklama

A kto tu coś podjada… (Fot. Switzerland Cheese Marketing)

Teraz właśnie takim niedowiarkom opowiada o serze w sposób zawodowy. Switzerland Cheese Marketing w swoim komunikacie informującym o zdaniu przez Freia egzaminów przekonuje, że pojętny uczeń „wie wszystko o pochodzeniu, produkcji i przygotowaniu sera i może dokładnie opisać smak, teksturę oraz różne smaki”. Profesjonalista w każdym calu. Teraz więc pora na wymarzony sklep z serem.

A później najlepiej całe serowe imperium.

 

Reklama
2 komentarze
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama