Kamil Grosicki tuż przed urodzinami oficjalnie zakończy karierę w reprezentacji Polski. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, o ilu świeczkach na torcie mowa i jak wyglądały początki jego kariery. Na sto osób, które kilkanaście lat temu było w otoczeniu „Grosika”, pewnie nikt nie postawiłby złamanego – nomen omen – grosza, że dotrwa do 37. roku życia. Jak to się stało, że kapitan Pogoni Szczecin oszukał przeznaczenie i starzeje się tak godnie?
Patrząc na ostatnie sezony w wykonaniu Grosickiego, trudno nie wychodzić z podziwu. Kiedy Polak trafił do Pogoni w 2021 roku, wiedzieliśmy, że to nie tylko sentymentalny, ale potencjalnie również jakościowy powrót. Miało być fajnie i romantycznie. Ale swoją grą skrzydłowy „Portowców” przerósł oczekiwania nasze i kibiców, raz za razem kończąc w czołówce najlepszych piłkarzy Ekstraklasy.
–
Spis treści
- Jak zmienił się Kamil Grosicki i dlaczego starzeje się jak dobre wino?
- Kamil Grosicki na początku kariery, czyli hazardzista i antyprzykład dla młodzieży
- Kulisy długowieczności i ewolucji Grosickiego. To nie tylko genetyka. "Lubi pracować w ciszy"
- Dodatkowe dni wolne i indywidualne zarządzanie siłami. "To drugi klucz do formy Grosickiego"
- Piłkarze chcieliby wyglądać tak jak Grosicki. "Wyobrażam go sobie do 40. roku życia"
Jak zmienił się Kamil Grosicki i dlaczego starzeje się jak dobre wino?
W zależności od przyjętej argumentacji, równie dobrze możemy też osiągi „Grosika” podważać. Mówić: nie no, to Ekstraklasa, byle emeryt z ciekawą przeszłością w Europie da sobie radę. Robi to Podolski, nieźle pykają w piłkę inni zawodnicy po trzydziestce, więc czemu na ich tle miałby nie wybijać się także Grosicki? Cóż, nie powiemy przecież, że te same liczby Polak wykręcałby w sąsiadującej z nami Bundeslidze. A jednocześnie możemy sprawnie odbić piłeczkę i powiedzieć: hola, hola, prawie 37-latek potrafi zawstydzić 99% młodszych ligowców.
Poza tym wyjątkowość „Grosika”, czyli ewolucję oraz jego długowieczność, podbija fakt, jak zaczynał w piłce seniorskiej. Kiedy trafiał z Pogoni do Legii w 2007 roku, z profesjonalizmem na przykład na poziomie Cristiano Ronaldo miał tyle wspólnego, że czytał o nim w gazecie na trasie Szczecin-Warszawa. Gdzieś między szlajaniem się po kasynach, zarywaniem nocy czy zadłużaniu na grube tysiące złotych. Grosicki pożyczał pieniądze od rodziny, prosił o nie „ludzi z ciemnej ulicy”, przepalał swoje wypłaty. Nie wystarczało mu kilkaset tysięcy rocznie, które później zarabiał w Legii jako 20-latek.

Kamil Grosicki na początku kariery, czyli hazardzista i antyprzykład dla młodzieży
Mówiło się, że piłkarz Grosicki przegrywa z Grosickim hazardzistą. I że mała jest szansa, nawet po pobycie w ośrodku odwykowym, że z nałogu zdoła się wyleczyć. To była typowa historia młodego chłopaka, któremu po prostu odbiło. Zobaczył raz, że w 20 minut może zdobyć więcej niż przez miesiąc, no i wpadł w pułapkę. Właściwie postawił na ruletce swoją najważniejszą walutę: przyszłość dobrego piłkarza. Po Warszawie krążyły opinie, że to przypadek niereformowalny, że „Grosik” długo tak na samym talencie nie zajedzie. – Można powiedzieć, że więcej czasu spędzałem na mieście, niż na regeneracji, na treningach – przyznał kiedyś Grosicki.
Kamil Grosicki i stolica. Związek, który nie mógł przetrwać
– Miałem nadzieję, że będzie robił postępy i w piłce, i życiu. Szkoda, że w parze z umiejętnościami nie poszedł rozwój intelektualny. Bo tak trzeba na tę sprawę uczciwie spojrzeć – mówił na naszych łamach Jacek Magiera o młodym Grosickim. To właśnie m.in. były trener Legii przyłapał piłkarza na lotnisku, gdy ten chciał polecieć do Szczecina na imprezę. Robił to chętnie, wracał do miejsca, gdzie zaczęły się wszystkiego jego nałogowe problemy.
Paweł Zarzeczny wspominał: – W Legii Magiera kiedyś miał za zadanie pilnować Grosickiego, ale zrezygnował – mówił, że wykończy się nerwowo. Kamil miał tysiące zwodów, Jacek po prostu nie dał rady. Kamil miał tyle tysięcy różnych zwodów przygotowanych, kłamstewek, takich na sierotę, na litość, że on, po prostu, nie dał rady, i tego Kamila… Nie można było go uratować. I wtedy byłby zadłużony nie w połowie Warszawy, ale w całej Warszawie.

Stolica Grosickiego wchłonęła, ale – na szczęście – nie wypluła na bruk. 94-krotny reprezentant Polski z biegiem lat się opanował, głównie dzięki pomocy ze strony Legii, choć najbardziej zbawienne okazały się zmiany otoczenia. Najpierw wypożyczenie do FC Sion, potem transfer do Jagiellonii, aż wreszcie moment najważniejszy: wyjazd do Sivassporu i pełne skupienie na zagranicznej przygodzie. Dopiero wtedy „Grosik” zaczął myśleć trzeźwo, bez syndromu FOMO, że omija go świetna zabawa w ruletkę.
I właśnie taki człowiek, po debiucie z orzełkiem na piersi w 2008 roku, potem wyłączony z większej piłki na kilka lat przez swoje demony, od dawna biega po polskich boiskach jako wzór dla młodzieży i… innych reprezentantów. Prawie dwie dekady temu nikt by tego nie wymyślił.
Kulisy długowieczności i ewolucji Grosickiego. To nie tylko genetyka. „Lubi pracować w ciszy”
Zastanawialiśmy się, kto może wyjaśnić nam fenomen Grosickiego i padło na trenera od przygotowania fizycznego Pogoni Szczecin, Rafała Burytę. To postać znana kibicom „Portowców” od kilkunastu lat, która jak nikt inny widzi, co „Grosik” robi od 2021 roku dzień w dzień, żeby przedłużać swoją karierę.
– Dla mnie praca z Kamilem jest czymś wyjątkowym. Pomimo tego, że jestem w klubie od wielu lat, widzę, jak wybitny to jest zawodnik do współpracy. Jak przychodził, powiem szczerze, miałem przemyślenia, może obawy, jak to będzie wyglądać. Bo ja od piłkarzy dużo wymagam, tak jak od siebie. Ale okazało się, że Kamil jest dla innych wzorem. Fajnym do pokazania, że mimo przeszkód na drodze można do późnego wieku grać na wysokim poziomie – powiedział nam na wstępie Buryta.
I dodał, podkreślając, jak wyjątkowy organizm ma Kamil Grosicki: – W rekordach Ekstraklasy Kamil jest w top 3 pod względem metrów pokonanych sprintem. Rekord z kilku ostatnich sezonów to 700 na mecz, a Kamil w jednym meczu miał ponad 600. To wybitne wyniki, choć nie dajmy się zwariować. Decyduje o tym genetyka. Można pomóc, można ją podtrzymać, ale to właśnie ona jest u Kamila wybitna. Swoją drogą rundę wiosenną skończyliśmy drudzy po Legii, jeśli chodzi o intensywność. W to wlicza się ilość sprintów i ich dystans na zespół. Jednym z głównych czynników są oczywiście liczby Kamila.

Genetyką genetyką, ale korzyści z niej płynące można przecież łatwo zaprzepaścić. Kiedy ktoś po 35. roku życia utrzymuje się na topowym poziomie zwłaszcza jako skrzydłowy, nawet w Polsce, musi to wynikać z doskonałego prowadzenia się. Rafał Buryta odsłonił kulisy w tej sprawie: – W ostatnich meczach tego sezonu, kiedy Kamil grał co trzy dni, w jednym meczu robił 470 metrów w sprincie, a w kolejnym 450. Trudno znaleźć w naszej lidze zawodnika, który jest w stanie to powtórzyć w tak krótkim okresie. Kamil kładzie ogromny nacisk na regenerację i ma z tego profity. W domu ma dużo sprzętu, dużo możliwości, ale poza tym zawsze robi coś z zespołem. Ma taki zwyczaj, że po każdym meczu lubi dodatkowo przyjechać do klubu. Sam, z fizjoterapeutą, a potem korzysta po godzinach z odnowy biologicznej.
I rozwinął: – Kamil lubi popracować w ciszy. Robi regenerację razy dwa, dodaje kolejne sesje z fizjoterapeutą, trzyma się terapii ciepło-zimno. Lubi się wyłączać na takie rzeczy poza grupą. Do tego w domu, jak już wspomniałem, ma sporo sprzętu. Kiedy oglądałem jakiś mecz Ligi Mistrzów wieczorem, Kamil nie raz wysyłał mi zdjęcie, jak odpoczywa w specjalnych rękawach na nogi. Myślał już o następnym dniu, żeby być lepiej przygotowanym.
Dodatkowe dni wolne i indywidualne zarządzanie siłami. „To drugi klucz do formy Grosickiego”
Diabeł tkwi w szczegółach i… konkretnym podejściu do treningu. Usłyszeliśmy z Pogoni, że Grosicki ma momenty, kiedy nie pracuje tak samo jak najmłodsi zawodnicy. Ma to wynikać z jego doświadczenia, a co za tym idzie: indywidualnego planu. Oczywiście nie jest tak, że „Grosik” uprawia samowolkę. Buryta zapewnia, że chodzi o mądrość w zarządzaniu siłami: – Czasami w pierwszych treningach w tygodniu idzie swoim programem. Ktoś może mówić, że piłkarz odpuszcza, że mu się nie chce, ale nie o to chodzi. Kamil po prostu nie bierze udziału w jakiejś części zespołowej, ale zamiast tego idzie na bok i robimy sobie coś innego. Na przykład treningi biegowe, z którymi lepiej się czuje w ramach wprowadzenia do następnych jednostek. Oprócz regeneracji to drugi klucz, który wpływa na jego formę.

Trener motoryczny Pogoni odwołał się też się do pewnej anegdoty, jak Grosicki zdziwił wszystkich podejściem do treningu: – W ostatnim okresie przygotowawczym mieliśmy jednostkę w połowie regeneracyjną. Po cięższych dniach zarządziliśmy krótszy, lżejszy trening. Daliśmy zawodnikom 15 minut dla siebie – co zrobił Kamil? Podszedł do mnie i poprosił o ekstra wstawki biegowe. Byłem zdziwiony, tak jak piłkarze obok. Ale to pokazywało, że jak Kamil czegoś potrzebuje, naprawdę dokłada od siebie więcej. Nie jest tak, że ucina sobie jednostki. Jedynie jak wracał ze zgrupowania, czasami było wiadomo, że później dojedzie do zespołu. Ale to normalne. Poza tam jak już dołączał do chłopaków, bardzo często podchodził po treningach i prosił o więcej. Nie było nigdy potrzeby, żeby go o coś prosić.
Czyli można założyć, że gdyby Kamil Grosicki był wstawiany pod linijkę wedle sztywnego systemu, miałby problem, żeby wyglądać tak dobrze w ostatnich latach. To też powinno pokazywać, ile znaczy indywidualne podejście do zawodnika. Słowem: jeśli chcesz „Grosika” w najwyższej dyspozycji, daj ma trochę przestrzeni na własne decyzje. A że leniem absolutnie nie jest, co potwierdzają nam również piłkarze, nikt w Szczecinie się nie martwi.
Buryta: – Nie chcę mówić, że ktoś robi mniej, a ktoś więcej. Młody zawodnik na pewno szybciej się regeneruje, a Kamil ma swoje lata i jak już gra, biega na bardzo wysokiej intensywności. Dlatego jego powrót przebiega inaczej i organizm potrzebuje innego treningu. A zatem nie „więcej”, tylko „inaczej”. Kiedy trzeba odpuścić, luzujemy. Wtedy na przykład Kamil może dostać dzień wolnego albo nie przyjdzie na trening regeneracyjny. Ale kiedy trzeba popracować więcej, Kamil jest do tego jednym z pierwszych.
Piłkarze chcieliby wyglądać tak jak Grosicki. „Wyobrażam go sobie do 40. roku życia”
„To się nazywa balans” usłyszeliśmy z szatni Pogoni niczym motto, które warto wprowadzać do życia. Jedna osoba z klubu zwróciła nam też uwagę na kwestię mentalną. „Grosik” być może dawno rzuciłby granie na rzecz plażowania z rodziną, gdyby nie dwie (choć za chwilę ostanie się tylko jedna) motywacje: – Mentalnie trzymają go pod prądem dwie rzeczy. Pierwsza to reprezentacja, która jest dla Kamila święta. Wszystkie jego przygotowania, mecze i okresy przygotowawcze zawsze miały doprowadzać go do dobrej formy na ewentualny wyjazd na kadrę. To dało się wykorzystać, kiedy Kamil miał momenty zwątpienia. Można było go przekonywać, żeby zrobił coś dwa razy lepiej. Ten sposób zawsze działał.
– Druga kwestia to Pogoń. Jako kapitan Kamil robi wszystko, żeby klub zdobył to upragnione trofeum. To go nakręca do dodatkowej pracy.

W Pogoni dało się odczuć żal, że reprezentacja traci takiego zawodnika. Padły słowa: – Jego wyniki motoryczne pokazują, że jest gotowy na grę co trzy dni, na wysokich obrotach. Takich piłkarzy w naszej lidze brakuje, a zwłaszcza w połączeniu z umiejętnościami piłkarskimi.
Tu tkwi kluczowe pytanie. Skoro Kamil Grosicki kończy przygodę reprezentacyjną, ile czasu będzie w stanie przedłużać swoją karierę w Pogoni? W standardach na swojej pozycji to już dziadek, nie oszukujmy się. Mamy kilku ligowców po 35. roku życia, którzy przymierzają się do dalszej gry w Ekstraklasie. Na przykład Lukasa Podolskiego (39), może Leandro (36). Tuż przed tym progiem są też Jesus Imaz (34) czy Adrian Błąd (34). Wśród nich to jednak Grosicki wybija się motoryką i bazuje na niej w największym stopniu. Kiedy zacznie brakować mu szybkości, raczej nie skończy jak Messi (a na ekstraklasowym przykładzie Podolski), który zszedł do środka pola i naturalnie oparł się na innych atutach.
Rafał Buryta, który obserwuje go na co dzień i widzi szereg statystyk, które określają formę piłkarzy, uspokaja: – To piłkarski ewenement, więc potrafię sobie wyobrazić Kamila grającego do 40. roku życia. Wiem, co go nakręca, choć stracimy jeden z tych czynników, gdy oficjalnie pożegna się z kadrą. Mam jednak nadzieję, że nie będzie musiał grać do czterdziestki i już wcześniej odniesie sukces z Pogonią.
I dodał w ramach puenty, jaką aurę stworzył wokół siebie Grosicki, dbając o siebie w taki a nie inny sposób: – Myślę, że gdzie się Kamil w Polsce nie pojawi, na 95% stadionów kibice go wołają i pozdrawiają. To się słyszy w trakcie rozgrzewek, ten wyrażany szacunek. A wewnątrz Pogoni ten respekt do Kamila jest jeszcze większy. Każdy, kto trenuje w Szczecinie, wie, jak wielkim piłkarzem jest Grosicki dla tego miejsca i jak świetnym w skali Ekstraklasy. Chłopcy chcą iść w jego ślady i nawet starsi zawodnicy są pod wrażeniem. Nie raz słyszałem od niektórych: „Kurczę, chciałbym w tym wieku wyglądać w treningu i na meczach jak Grosicki”.
WIĘCEJ O KAMILU GROSICKIM:
- Lata mijają, a Grosicki wciąż najlepszy [RANKING ZA 2024/2025]
- Mamy problem. Grosicki to wciąż nasz najlepszy skrzydłowy [RANKING ZA 2025]
- Grosicki: Ten sezon w wykonaniu Pogoni należy docenić
Fot. Newspix