Tłumy na niemieckich i angielskich obiektach, nawet gdy kluby liżą rany po kolejnym nieudanym sezonie albo próbują podźwignąć się z kolan po degradacji. Stagnacja w Hiszpanii, infrastrukturalne problemy Włochów, liga dwóch prędkości w Portugalii. Stary Kontynent niemal całkowicie otrząsnął się już z pandemicznej zawieruchy, a więc nadszedł dobry moment, by przyjrzeć się frekwencji na meczach ligowych w Europie. Gdzie na stadiony fatygują się tłumy, a gdzie zawodnicy ganiają za futbolówką przy opustoszałych trybunach? I jak na tle europejskiej konkurencji wypada pod względem frekwencji Ekstraklasa?

Gdzie tłumy, a gdzie pustki? Frekwencja na europejskich stadionach [ANALIZA]

Zapraszamy do lektury.

Imponują Niemcy i Anglicy

Zaskoczenia nie ma – wszelkie zestawienia dotyczące frekwencji na stadionach zdominowane są od wielu lat przez kluby z Niemiec i Anglii. Ogromne widownie i bardzo wysoki poziom wypełnienia obiektów to znak firmowy zarówno Bundesligi, jak i Premier League. Aczkolwiek w ścisłej czołówce rozgrywek najchętniej oglądanych przez fanów z perspektywy trybun figurują również 2. Bundesliga oraz Championship. Ba, nawet jeśli zejdziemy na trzeci poziom piłkarskiej piramidy, łatwo odnajdziemy w omawianych krajach frekwencyjne fenomeny. Za naszą zachodnią granicą jest to na przykład trzecioligowe Dynamo Drezno, na którego domowe spotkania w sezonie 2022/23 uczęszcza średnio prawie 23 tysiące widzów. W angielskiej League One mamy kilka takich przypadków. Choćby Derby County (średnia frekwencja na poziomie prawie 27 tysięcy), Ipswich Town (blisko 26 tysięcy) czy Sheffield Wednesday (24,5 tysiąca).

Przy Starej Leśniczówce. Romantyczny klub, który awansował do Bundesligi

Godne odnotowania jest także Bradford City z League Two, przyciągające na stadion w każdy weekend około 17 tysięcy widzów. Naprawdę niezły wynik, biorąc pod uwagę, że „Bantamki” w erze Premier League spędziły w elicie tylko dwa sezony i nie zanosi się, by miały do niej w najbliższych latach powrócić.

Należy zaznaczyć, że Anglicy tradycyjnie starają się pompować frekwencję poprzez tak zwany „sobotni blackout”. Mecze rozpoczynające się tego dnia o 15:00 czasu angielskiego są w większości niedostępne w przekazie telewizyjnym, co oczywiście może zaskakiwać zagranicznych miłośników Premier League, których takie ograniczenia nie dotyczą. Aczkolwiek Niemcy od dawna doskonale sobie radzą bez podobnych zabiegów. Jednym z fundamentów ich frekwencyjnych sukcesów jest bez wątpienia ścisłe powiązanie środowisk kibicowskich z poszczególnymi klubami, a także dbałość o zachowanie tożsamości klubów, choćby poprzez słynną „regułę 50+1”, która uniemożliwia zewnętrznym inwestorom przejmowanie całkowitej kontroli nad drużynami. To bardzo interesujące zestawienie – z jednej strony mamy bowiem Anglików, którzy przez dekady stawiali mocno na globalizację swoich rozgrywek, a z drugiej Bundesligę, która pielęgnuje swoją „niemieckość”.

Jak widać, oba modele mogą zagwarantować frekwencyjny sukces.

Dla wielu angielskich i niemieckich klubów jedyną przeszkodą w przyciąganiu na trybuny jeszcze większej liczby fanów jest po prostu pojemność stadionów. Za przykład niech tutaj posłuży londyńska Chelsea – obiekt Stamford Bridge może pomieścić tylko 40 tysięcy widzów, stąd od lat planowana jest jego gruntowna przebudowa. Nie można jednak w tych wszystkich porównaniach zapomnieć również o cenach biletów. Najtańsze karnety na Bundesligę w sezonie 2022/23 kosztowały około 150 euro (np. na mecze Wolfsburga, Hoffenheim czy… Bayernu), a na Premier League około 350-400 euro (West Ham, Manchester City). Mówimy o porównywalnie zamożnych krajach, nawet z lekką przewagą Niemców nad Brytyjczykami, a więc ta różnica w cenach jest naprawdę pokaźna.

Według danych zgromadzonych przez analityków Deloitte, kluby Premier League w sezonie 2018/19 wygenerowały 776 milionów euro przychodu z dnia meczowego, a kluby Bundesligi – 520 milionów. Trzeba mieć te kwoty z tyłu głowy, bo suche porównanie widowni nie mówi nam wszystkiego. Zresztą wielu angielskich działaczy planuje kolejne podwyżki cen. Fani wspomnianej Chelsea już zagrozili protestem, jeśli podrożeją karnety.

Za plecami dominatorów

No dobrze, kogo mamy dalej? Naturalnie kolejne z największych europejskich rozgrywek. Na trzecim miejscu w zestawieniu uplasowała się La Liga ze średnią frekwencją oscylującą w okolicach 30 tysięcy osób. Czy to dobry rezultat? Wynik wyraźnie ciągnie FC Barcelona, nieco w tyle pozostają zaś ekipy ze stolicy – Real Madryt (Estadio Santiago Bernabeu znajduje się wciąż w przebudowie, pojemność obiektu pozostaje ograniczona o około 20 tysięcy miejsc) oraz Atletico Madryt. Pokaźną liczbę kibiców na Estadio Benito Villamarin przyciąga regularnie Real Betis, tradycyjnie solidną frekwencją mogą się także pochwalić kluby z Kraju Basków, Valencia oraz lokalni rywale Betisu – Sevilla. Ale im dalej w las, tym więcej widać klubów o mocno ograniczonym kibicowskim potencjale.

Co zwraca w Hiszpanii uwagę, to w zasadzie brak progresu.

Na mecze Primera Division przychodzi mniej więcej tyle samo widzów, co dwadzieścia lat temu. Równolegle Anglicy zanotowali skok o kilka, a Niemcy wręcz o kilkanaście (!) tysięcy widzów. Wynika to naturalnie z rozwoju infrastruktury stadionowej w tych krajach. W Hiszpanii nie mówimy wprawdzie o całkowitym zastoju w tym względzie – nowy obiekt ma choćby Atletico, modernizowane są stadiony Realu czy Celty – ale generalnie postępy nie są zbyt imponujące. Wstydliwym przypadkiem jest zwłaszcza projekt Nou Mestalla w Walencji, którego realizację rozpoczęto w 2007 roku i końca dalej nie widać.

Kręcidło: Zdesperowany trener w zdesperowanym klubie. Valencia weszła w tryb paniki

Przestarzała infrastruktura stanowi również bolączkę klubów włoskich. Choć akurat w tym sezonie frekwencja na stadionach Serie A i tak jest zaskakująco wysoka. Inter i Milan od dawien dawna nie przyciągały na San Siro aż tak wielu widzów (ponad 70 tysięcy na mecz), Jose Mourinho rozgrzał kibicowsko Romę (ponad 60 tysięcy). Chciałoby się obserwować jeszcze lepsze wyniki na Stadio Diego Armando Maradona, ale Napoli to jednak bardzo specyficzny przypadek – neapolitańscy kibice nie należą do najzamożniejszych w Italii, a sam obiekt nie popadł może jeszcze w całkowitą ruinę, lecz bez wątpienia jest tego coraz bliższy. Zresztą z osiąganiem kompletu na meczach ma też wiele innych zespołów, posiadających trącące myszką areny, choćby Bologna, Hellas Werona czy Fiorentina.

Na piątym miejscu w zestawieniu znajduje się Ligue 1 – wyraźnie za plecami czołówki, z niewielką przewagą nad 2. Bundesligą. Nie jest to dla Francuzów powód do dumy. Jasne, sympatycy Olympique’u Marsylia nie zawodzą i dość szczelnie wypełniają Stade Velodrome. Z kolei Paris Saint-Germain wyciska jak cytrynę ograniczony potencjał Parku Książąt (zaledwie 48 tysięcy pojemności obiektu) dzięki znakomitemu marketingowi – przychody paryżan z dnia meczowego są imponujące. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Katarscy właściciele PSG od dawna zabiegają o wykupienie stadionu i zmodernizowanie go zgodnie z potrzebami klubu. Władze miasta nie chcą się zgodzić, więc Katarczycy wpadli na nowy pomysł – teraz planują przejąć monumentalne Stade de France (82 tysiące krzesełek).

Przeciętnie lub słabo wygląda frekwencja między innymi na meczach Stade Reims, Montpellier czy AC Ajaccio. Korsykanie są na ogół dalecy od wypełnienia Stade Francois Coty, mimo że obiekt może pomieścić tylko nieco ponad 10 tysięcy fanów. Niewielki Stade Louis-II w Monako też prawie zawsze świeci pustkami. A do tego trzeba wspomnieć o awanturach i aktach chuligaństwa, które stały się ostatnio w Ligue 1 ponurą codziennością.

Piwo, frytki z kiełbasą i wicelider Ligue 1. Tak to się robi na północy

No nie jest najlepiej.

Ligi dwóch prędkości

Jakie rozgrywki warto również wyróżnić? Z całą pewnością na kilka ciepłych słów zasługuje ekstraklasa holenderska. Oczywiście przede wszystkim z uwagi na Ajax Amsterdam, którego mecze ligowe przyciągają na Johan Cruijff Arena średnio ponad 53 tysiące fanów, mimo że zespół spisuje się dużo poniżej oczekiwań. No ale Eredivisie to rzecz jasna nie tylko Ajax. Świetną średnią frekwencją legitymuje się też celujący w odzyskanie mistrzostwa kraju Feyenoord Rotterdam (ponad 47 tysięcy), niezłe wyniki notują PSV Eindhoven i Twente. Zwłaszcza tę ostatnią ekipę można pochwalić, bo atmosfera na De Grolsch Veste bywa naprawdę gorąca.

Kogoś może dziwić obecność w czołówce ligi szkockiej, aczkolwiek to akurat dość łatwo wyjaśnić. Mamy bowiem do czynienia z niewielką, złożoną z zaledwie dwunastu zespołów ligą, która posiada aż dwa kibicowskie fenomeny – Celtic (średnio 58 tysięcy widzów na meczach ligowych) oraz Rangersów (średnio 49 tysięcy). Bez ekip z Glasgow na pokładzie Premiership runęłaby w rankingu o dobrych kilkanaście pozycji. Przykład ligi dwóch kibicowskich prędkości może zresztą również stanowić ekstraklasa portugalska. Znajdziemy w niej kluby szalenie popularne (Benfica, FC Porto), bardzo popularne (Sporting Lizbona) i umiarkowanie popularne (Sporting Braga, Vitoria Guimaraes), a obok nich całą masę zespołów występujących dla dwu-trzytysięcznej publiczności.

Na domowe mecze FC Arouca (aktualnie szóste miejsce w lidze) przychodzi średnio 1,8 tysiąca fanów. Jakże wielki musi być to przeskok dla przykładowej Benfiki – w ciągu tygodnia europejskie boje z PSG czy Juventusem, a w weekend wizyty na prowincjonalnych, często w dodatku opustoszałych stadionikach. Szefostwo portugalskiej ekstraklasy jest krytykowane między innymi za planowanie zbyt wielu meczów na godziny wieczorne, a nie popołudniowe.

 

Do tego samego worka można wrzucić rozgrywki tureckie.

Są tam posiadające naprawdę pokaźną bazę kibiców kluby ze Stambułu (Galatasaray, Besiktas, Fenerbahce), jest tradycyjnie cieszący się sporą popularnością Trabzonspor, jest też paru solidnych średniaków (choćby Adana Demirspor czy Konyaspor). Ale nie brakuje ekip, które mogą jedynie pomarzyć o średniej frekwencji przekraczającej 10 tysięcy widzów. A trzeba pamiętać, że potencjał demograficzny Turcji jest olbrzymi – mówimy wszak o kraju posiadającym przeszło 80 milionów mieszkańców. Inna sprawa, że państwo jest pogrążone w problemach ekonomicznych, tylko pogłębionych niedawnym trzęsieniem ziemi. No i nie trzeba chyba dodawać, że szefowie tureckich drużyn nie słyną ze skutecznego realizowania długofalowych wizji rozwoju. Dodajmy do tego konflikty na linii ultrasi – Recep Tayyip Erdogan i mamy już pełen obraz chaosu. Istanbul Basaksehir – klub-maskotka Erdogana – niekiedy nie przyciąga na trybuny nawet tysiąca widzów.

Pan życia i śmierci tureckiego futbolu

Zespołów o zaskakująco skromnej frekwencji (przynajmniej na polu ligowym) można w Europie wskazać kilka. Na przykład Red Bull Salzburg, który – choć dominuje na krajowym podwórku i wypracował sobie mocną pozycję na arenie międzynarodowej – przyciąga na stadion średnio nieco ponad 11 tysięcy fanów. To dopiero trzeci wynik w austriackiej Bundeslidze, daleko za liderującym Rapidem Wiedeń. Szału nie ma również w Zagrzebiu. Ligowe mecze Dinama z perspektywy trybun obserwuje średnio niespełna 6 tysięcy widzów. Prawie dwa razy wyższym wynikiem od hegemona może się poszczycić Hajduk Split.

Bułgarski Łudogorec Razgrad – podobna historia. Klub zaistniał w europejskich pucharach, lecz na trybunach – pustki. Na początku października prestiżowe starcie z CSKA Sofia zmobilizowało wprawdzie kilka tysięcy fanów do wizyty na Huvepharma Arenie, ale na zwykłe mecze ligowe rzadko fatyguje się 2 tysiące osób.

Co z Ekstraklasą?

A jak na tle reszty Starego Kontynentu wypada Ekstraklasa? W chwili, gdy gromadziliśmy statystyki do tego artykułu, średnia frekwencja na meczach ligowych polskiej Bundesligi minimalnie przekraczała 9 tysięcy widzów, co pozwoliło naszym rozgrywkom zmieścić się w europejskim TOP20. A wynik byłby jeszcze okazalszy, gdyby z rankingu usunąć niższe klasy rozgrywkowe Anglii, Niemiec, Hiszpanii i Włoch. Kibicowsko stoimy zatem w tej chwili o wiele lepiej, niż piłkarsko, bo do wskoczenia do czołowej dwudziestki europejskich lig w rankingu UEFA trochę nam jeszcze brakuje. A na niekorzyść Ekstraklasy dodatkowo działa fakt, że kilka popularnych ekip (przede wszystkim Wisła Kraków, ale również Ruch Chorzów i ŁKS Łódź) znajduje się poza elitą. Choć to akurat nie jest tylko nasz problem. Wiele europejskich klubów o dużym kibicowskim potencjale popadło w tarapaty z powodów organizacyjno-finansowych. Takie życie.

Niektóre ekstraklasowe zespoły pewnego poziomu frekwencyjnego nie przeskoczą albo nigdy, albo do czasu, aż nie rozwiną się infrastrukturalnie. Choć łatwo wskazać też palcem kilka klubów, które trwonią posiadany potencjał. Najbardziej jaskrawym przykładem takiego zjawiska jest w tej chwili rozklekotana sportowo i organizacyjnie Lechia Gdańsk, ze średnią frekwencją w sezonie 2022/23, która nie przekracza 7 tysięcy osób. Niemal tradycyjnie rozczarowuje Śląsk Wrocław (średnio 10,5 tysiąca widzów), szału nie ma na meczach Piasta Gliwice (średnio 3,6 tysiąca). Aczkolwiek przy ocenianiu widowni na stadionach wybudowanych z okazji Euro 2012 (Wrocław, Gdańsk, Poznań) trzeba być ostrożnym. Umówmy się – wysokie wypełnienie takich obiektów w Polsce będzie rzadkością.

Ile jeszcze będziemy znosić piłkę błotną w Gliwicach?

Poza najbogatszymi i najsilniejszymi piłkarsko krajami Europy Zachodniej, właściwie nie ma na Starym Kontynencie klubów, które regularnie notowałyby w lidze frekwencję przekraczającą, lub chociaż zbliżoną do 25 tysięcy kibiców. Patrząc poza TOP10 krajowego rankingu UEFA, można wspomnieć FC Kopenhagę (26 tysięcy), Club Brugge (23 tysiące), AEK Ateny (25 tysięcy), Young Boys (28 tysięcy) oraz tureckie potęgi. I tyle.

Zresztą – czy naprawdę można oczekiwać na przykład od wywołanych do tablicy wrocławian tłumnego pojawiania się na meczach Śląska, skoro zespół prezentuje się marnie, a oferta sportowa (i w ogóle rozrywkowa) w mieście jest szeroka? Na widownię obracającą się podczas meczów ligowych w okolicach 10 tysięcy osób mogą liczyć kluby z Bukaresztu (Steaua – średnio 12,7 tysiąca, Rapid – 12 tysięcy), węgierski Ferencvaros (9,7 tysiąca), Panathinaikos Ateny (11,7 tysiąca), Austria Wiedeń (10,7 tysiąca) czy Sparta i Slavia Praga (odpowiednio 12,6 i 13,8 tysiąca). Nie ma przepaści, Śląsk na tym tle wcale nie wypada blado.

Przy wszystkich swoich boiskowych i marketingowych mankamentach.

Ekstraklasa przebyła bardzo długą drogę. Od plagi chuligaństwa, afery korupcyjnej i dziadowskiej infrastruktury na przełomie wieków, gdy na trybuny przychodziło średnio około 5 tysięcy widzów, po sytuacją obecną, kiedy możemy już marzyć o równo dwa razy wyższej widowni. Jakkolwiek spojrzeć, progres jest gigantyczny. Rzućmy choćby okiem na Kielce. W bieżącej kampanii ligowej domowe mecze Korony – drużyny dość słabej, walczącej o utrzymanie w lidze – z trybun Suzuki Areny ogląda średnio 9,5 tysiąca widzów. To wyższa frekwencja, niż w przypadku mistrzowskiej Wisły Kraków w sezonie 2000/01.

Mamy więc zupełnie nowe realia.

Czy sufit został osiągnięty? Jasne, że nie, a na pewno nie wszędzie. Działacze Widzewa Łódź doskonale wykorzystują mobilizację kibicowskiego środowiska i łączą ją z czysto sportowym rozwojem zespołu. Zupełnie inaczej wygląda to w Zabrzu – frekwencja jest zacna, ale klub pogrążą się coraz głębiej w kryzysie. Tymczasem Michał Kadłuczka i Filip Pitera z Uniwersytetu Jagiellońskiego dowiedli, że do najważniejszych czynników kształtujących frekwencję w Ekstraklasie – obok historycznej rangi danego zespołu, dnia rozegrania meczu i warunków pogodowych – należy forma drużyny w trzech ostatnich meczach. Krótko mówiąc – kibice chcą oglądać w akcji ekipy, którym aktualnie żre. Które są w uderzeniu, które generują pozytywne emocje. Świetnie to widać na przykładzie Legii Warszawa. W poprzednim sezonie ligowym spotkania „Wojskowych” gromadziły przy Łazienkowskiej niespełna 15 tysięcy fanów, aktualnie frekwencja przekracza 20 tysięcy.

Marcin Animucki: – Ekstraklasa SA pomaga pucharowiczom na trzy sposoby

– Każdy osobno musi się mocno starać, żeby dbać o kibica – mówił nam ostatnio Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa SA. – Przypominam sobie nasze wewnętrzne badania mówiące, że kibice chętnie przychodzący na mecze w europejskich pucharach, często niechętnie przychodzą na mecze ligowe. Jeśli jednak udało się takie osoby sprowadzić na Ekstraklasę, frekwencja wzrastała o kilka procent. Estymujemy, że w tym roku przekroczymy 2,6 miliona kibiców na stadionach, co będzie drugim czy trzecim wynikiem w całej historii ligi. To mniej więcej tyle, ile wszystkie ligi z innych dyscyplin w Polsce gromadzą łącznie. Mamy jeszcze potencjał wzrostu i z tego trzeba się cieszyć.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

Liczba komentarzy: 62
Subscribe
Powiadom o
guest

62 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Nerd
Nerd
7 dni temu

Sama ekstrklapa, wraz z C+ tez nie pomaga, rozkladajac kolejke na 8 terminow. Gdyby wywalic pierwszy piatkowy mecz, ten z niedzieli o 12.30 jak i poniedzialkowy pasztet, na sobote i normalna godzine w niedziele, to te frekwencje bylby by wyzsze. Ale liga (c+ trudno sie dziwic) ma od dawna w dupie kibicow stadionowych, wiec jest jak jest.

Bolo Young
Bolo Young
7 dni temu
Reply to  Nerd

Piątkowy, ten wcześniejszy, to jeszcze jako tako, ale ten poniedziałkowy jest do likwidacji. Oby poszli po rozum do głowy, i się nie upierali przy tym.

gloriaestefan
gloriaestefan
6 dni temu
Reply to  Bolo Young

Mike, great work. As I presently make more than $36,000 each month from just one straightforward internet business, I much applaud your effort! I am aware that you may begin building a stable online income with as low as $29,000, and these are only the most fundamental internet operations chores.

.

.

Toggle the link—————————————>>> https://iplogger.ru/2oJzp2

ŁĄCZY NAS SITWA
ŁĄCZY NAS SITWA
7 dni temu
Reply to  Nerd

W Polsce to z powodu piździawy nie ma ludzi.

Roko Matuszewski
Roko Matuszewski
7 dni temu
Reply to  Nerd

w pt max 1 mecz, 'na rozgrzewkę’, jakichś aktualnych cieniasów
w sb multiliga, 6 meczów o 17-18, hit dnia o 21
w nd hit kolejki o 18-19
cianiasy i hity ustalane na 3-4 tygodnie wcześniej na podstawie aktualnej tabeli ligowej
tak to powinno wyglądać

Roko Matuszewski
Roko Matuszewski
7 dni temu

ewentualnie o 16 drugi mecz w nd dla pucharowicza, ale to nie co tydzień, tylko akurat gdy grał właśnie w czwartek
ale to kosztem meczu piątkowego, a nie sobotnich

Monique Swindle
Monique Swindle
7 dni temu
Reply to  Nerd

Mike, great work. I appreciate your work since I presently make more than $36,000 a month from one straightforward internet business! I am aware that you are now making a good living online starting sb-05 with merely $29,000, and they are simple internet operational chores.
.
.
Just click the link———————>>> http://profitonline7.blogspot.com

Swiatowiec
Swiatowiec(@swiatowiec)
7 dni temu

Michale, zerknij proszę na swoją skrzynkę mailową na @weszlo.com. Napisałem do Ciebie w ciekawym temacie. Pozdrawiam

Kibic
Kibic
7 dni temu

Ale Animucki pierdoli, że aż zęby bolą. Jak najlepszy ściemniacz-polityk. Za komuny frekwencje 25 tysięcy na mecz były normalką nawet w takim Wałbrzychu, więc może sobie w dupę wsadzić te wyliczenia pod tezę liczone od momentu, w którym 1 liga zmieniła nazwę na Ekstraklasa. Gdybyśmy liczyli średnią historyczną frekwencję najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, to obecny sezon wcale nie byłby trzecim w historii. Bywało, że nawet na drugoligowego w latach 70-tych Lecha przychodziło 60 koła.

Idi na chuj
Idi na chuj
7 dni temu
Reply to  Kibic

Dokladnie tak bylo

Prezes Krecina
Prezes Krecina
7 dni temu
Reply to  Kibic

W Walbrzychu bywalo i 40 000 jak sprawdzilem

Ortalionowyrycerz
Ortalionowyrycerz
7 dni temu
Reply to  Kibic

Ale wtedy nie było komputerów i internetu, a w telewizji były co najwyżej dwa kanały i zresztą jej też wiele osób nie miało.

Kibic
Kibic
7 dni temu

I co z tego? Tak czy inaczej teza Animuckiego o „trzeciej średniej frekwencji w historii” jest wzięta z dupy, żeby to pokazać, jaki to świetny z niego prezes.

Ortalionowyrycerz
Ortalionowyrycerz
6 dni temu
Reply to  Kibic

To z tego że bez dorównania poziomem do topowych lig powtórzenie tych wyników jest po prostu nierealne, a że słowa Animuckiego są manipulacją to akurat prawda.

ChudyOdWódy
ChudyOdWódy
7 dni temu

Zwłaszcza, że dzięki internetowi i telewizji człowiek zobaczył, jak wygląda piłka nożna w cywilizowanych piłkarsko krajach.

ŁĄCZY NAS SITWA
ŁĄCZY NAS SITWA
7 dni temu
Reply to  Kibic

Za komuny grano systeme wiosna jesień i grano od wiosny i było ciepło – teraz gra się w piżdziawie to nic dziwnego że ludzie nie przychodzą – kto by chciał siedzieć w minusowej temperaturze i oglądać gówniany mecz.

max
max
7 dni temu

Chodze na mecze od1974 roku , ale nie pamiętam by grano systemem wiosna -jesien.

Prezes Krecina
Prezes Krecina
7 dni temu

Za komuny grano jesien wiosna jednak

Piotr
Piotr
7 dni temu
Reply to  Prezes Krecina

Na początku komuny,w latach 50-tych grano wiosna-jesień

Prezes Krecina
Prezes Krecina
7 dni temu
Reply to  Piotr

Od lat 60 grano normalnie

ŁĄCZY NAS SITWA
ŁĄCZY NAS SITWA
6 dni temu
Reply to  Prezes Krecina

od 1962 roku dopiero wszedł system jesień-wiosna. Wcześniej grano odwrotnie.

Lukasz8181
Lukasz8181
7 dni temu
Reply to  Kibic

Nie porównuj frekwencji na stadionach ekstraklasy (1 ligi wówczas) z czasów komuny do frekwencji z ostatniej dekady.

Za komuny piłka nożna nie rywalizowała z 200 kanałami TV, Netflixem i HBO.
Za komuny miałeś dwa programy TVP1 i TVP 2 z sobotnim hitem pokroju starego westernu USA.
Za komuny nie transmitowano większości spotkań ligowych na żywo w TV.

Za komuny piłka nie rywalizowała z cała treścią internetu.

Za komuny piłka nie rywalizowała z tysiącami gier na PC czy PlayStation.

Za komuny nie było tanich linii lotniczych, i ludzie nie wylatywali albo na weekend, aby pozwiedzać Europę albo po prostu po 2-3 razy razy na podróże tygodniowe (wakacyjne) po Europie.

Za komuny nie miałeś tak bardzo rozwiniętej konkurencji biznesu pubowo-klubowego, czy też koncertowego.

Za komuny nie miałeś setek multipleksów kinowych ze wszystkimi aktualnymi światowymi hitami.

Za komuny nie miałeś setek galerii handlowych ze wszelkim możliwym asortymentem.

Najzwyczajniej w świecie za komuny, piłka nożna w Polsce nie musiała rywalizować z innymi formami spędzania czasu i ludzie z braku zbyt dużego wyboru chodzili na te stadiony.

GROTESKA
GROTESKA
6 dni temu
Reply to  Lukasz8181

Przeciez on nie porównuje tego z tym… Napisał, że Animucki mija się z prawda, mówiąc o trzeciej najwyższje frekwencji.

Lece na piwo
Lece na piwo
6 dni temu
Reply to  Lukasz8181

To widocznie takim kibolom Romy te wszystkie cuda nie przeszkadzaja chodzic na mecze

Lukasz8181
Lukasz8181
6 dni temu
Reply to  Lece na piwo

Kibole Romy nie żyli przez 44 lata w komunizmie i nie żyli w takich warunkach jak Polacy w latach 1945-1989 r.

Sok z Kiszczaka
Sok z Kiszczaka(@sok-z-kiszczaka)
6 dni temu
Reply to  Lukasz8181

No i pedalstwa nie było za komuny, a niemiec to był Czajka i Hubka!

Mat
Mat
7 dni temu

Szkoda, że artykuł po łebkach przejechał się po przyczynach takiego stanu rzeczy. Dlaczego eklasa nie miałaby się inspirować PL czy nawet… NFL, w której w miastach mających 40-50k mieszkańców stoi 50 000 stadion, który jest zawsze wypełniony po brzegi?

AFAIR w takim Liverpool FC 50% pracowników to dział marketingu i sprzedaży. U nas często to 2-3 osoby. Do tego wykorzystanie na ogromną skale newsletterów, sms, sensowne prowadzenie klienta po customer journey. Staranie się bardziej niż tylko wywieszenie plakatów na mieście.

Kiedyś słuchałem podcastu z gościem z Charlotte Hornets, który powiedział, że zlecają firmom dzwonienie do ludzi przed meczami – to często 200 000 telefonów!

Dalej mamy to, co jest w UK i USA częste – dynamiczne ceny biletów.
U nas przed sezonem zarządzenia są podpisane i kazdy mecz kosztuje tyle samo na to samo miejsce.
Tam wyciska się to jak cytrynę – ma padac? to cena o 50% w dół. Przyjeżdżają ogórki? 50% w dół. Przyjeżdża mistrz lub derbowy rywal? 50 % w górę. Mecz w sobotni wieczór – 25% w górę. Mecz we wtorek o 15 – 50% w dół etc etc etc etc.

Do tego ogromna OGROMNA ilośc typów biletów – na sam mecz, na mecz z jedzeniem, na mecz z pamiątką, na mecz z parkingiem, na mecz z udziałem w konferencji, na mecz z dostępem do stołu szwedzkiego, na mecz z lożą, na mecz z gościną, na mecz premium, na mecz + luksusy – spotkanie z zawodnikami, sztabem, własne pomieszczenia, kelner etc.

Tylko jak u nas można takie działania prowadzić, jesli w marketingu i sprzedaży są 4 osoby łącznie z rzecznikiem?

Prezes Krecina
Prezes Krecina
7 dni temu
Reply to  Mat

Kolejorz tez mial stól szwedzki w czwartek

Buk
Buk
7 dni temu
Reply to  Mat

Dynamiczne ceny to jest to, z tym że pogody na dwa tygodnie przed tak dokładnie nie przewidzisz. A jak w trakcie sprzedaży zmienią się prognozy to Ci którzy już zakupili będą oburzeni że zapłacili więcej niż ten co kupił później.

Zakola Stanowskiego
Zakola Stanowskiego
7 dni temu
Reply to  Mat

Oczekujesz rozsądnego marketingu w kraju, w którym ludzie są tak gospodarczo „kompetentni”, że rządzi socjalistyczna partia, a część dumnych wyborców cieszy się że IM KTOŚ COŚ DAŁ nie widząć (albo próbując udawać że nie widzą wzrostu cen rachunków czy podstawowych artykułów w sklepach)?

Bolo Young
Bolo Young
7 dni temu

Jak mój ojciec i macocha, głosujemy na Pis, bo nam dali 13. To się ich pytam, który to osobiście polityk im dał, wyjmując z własnej kieszeni. To już nic nie odpowiadają.

Oktawian
Oktawian
7 dni temu
Reply to  Bolo Young

Spoko, wróci do władzy AntyPiS, zabierze wszystkie plusy (bo dawał PiS), podniesie podatki (bo PiS obniżył), a TVN ci powie, że teraz masz więcej. No i inflacja spadnie i tym się wszyscy będą jarać. Jak ktoś będzie miał na obiad co drugi dzień to nie będzie robił „głupich” zakupów napędzających ceny. Bezrobocie 20% (na prowincji 40%), zero socjalu, pensje o 25% w dół – bo najbiedniejsi są w Polsce przedsiębiorcy muszący płacić pensje pracownikom, więc trzeba im będzie ulżyć. I po roku inflacji nie będzie. Donald to zrobi. W razie czego z tym ostatnim pomoże Mentzen.

rafalbar
rafalbar
7 dni temu
Reply to  Oktawian

To prawdziwe .ale nie wszyscy to widzą .I nie mówią o tym w TVN

Sok z Kiszczaka
Sok z Kiszczaka(@sok-z-kiszczaka)
7 dni temu
Reply to  Bolo Young

Państwo ma przychody nie tylko z podatków i musi realizować projekty
na które inaczej nie byłoby pieniędzy, także inwestując w przyszłe zyski.
Owszem, to „dawanie” 13/14 (w tym pisowym stylu) jest trochę groteskowe, niemniej, gdyby nasz kraj nie miał 95% obcych i WRGICH mediów,
a połeczeń

Sok z Kiszczaka
Sok z Kiszczaka(@sok-z-kiszczaka)
7 dni temu

Oj, to nie ma kryzysu światowego (właśnie z USA dochodzi finansowy),
u innych nie drożeje, a my jesteśmy osieroconą po PO samotna wyspą,
onegdyś szczęśliwości, sprawiedliwości i obfitości. (złotym rogiem?)

Oktawian
Oktawian
7 dni temu
Reply to  Mat

I za spotkanie z zawodnikiem to trzeba byłoby jeszcze dopłacać niby? 🙂 A tak poważnie – nie czepiam się, napisałeś ciekawe spostrzeżenia.

dny
dny
7 dni temu
Reply to  Mat

Z prawie wszystkim się zgadzam, przyczepię się do jednego:
„AFAIR w takim Liverpool FC 50% pracowników to dział marketingu i sprzedaży. U nas często to 2-3 osoby”

LFC to legendarny klub, jest w top 10 najpopularniejszych na świecie. Żaden polski klub się nie zbliży potencjałem marketingowym do nich, bardziej niż słynne romskie lambo z youtube do koncernu z Bolonii.
Zresztą wydaje mi się, że w większych Polskich klubach działy marketingu są dość dobrze rozwinięte.

Bolo Young
Bolo Young
7 dni temu

Biorąc pod uwagę, że jesteśmy na 27 miejscu w rankingu, to, że ceny biletów jak i wszystkiego poszły w górę, i ogólnie Polacy jeśli mają jakąś kasę do wydania na różnego rodzaju przyjemności (sport, książka, kino, teatr, itp), to są one na końcu listy w domowych budżetach, to i tak jest nieźle, a w zasadzie bardzo dobrze. A przecież jeszcze siatkówka czy koszykówka, też ma swoich fanów. A patrząc wstecz, to nawet w czasach świetności, w lidze rosyjskiej czy ukraińskiej, stadiony były rzadko wypełnione chociażby w połowie (no chyba, że Dk grało z Szachtarem, albo były derby Moskwy). Polsat tranmitował, to pamiętam, chociażby hulający wiatr na trybunach w permie czy Lwowie. Doceńmy to. W przyszłym sezonie, może być lepiej (gdyby np wróciła Wisła, która jednym spotkaniem przyciągnie (hipotetycznie) więcej widzów niż Warta, Radomiak, Stal, Miedź razem wzięte)

Idi na chuj
Idi na chuj
7 dni temu

Kiedys na Kolejorza w 2 i 3 lidze chodzilo po 60 000 widzow co w jakis sposob tez bylo fenomenem w skali Europy

B B
B B
7 dni temu
Reply to  Idi na chuj

Kiedyś to Raków zrobił rekord IV ligi w Europie mając ponad 10 tysięcy ludzi na stadionie i drzewach w meczu z Koszarawą. Później ten rekord pobiły Katowice, bodajże 12,600 ludu, a później Rangersi zostali relegowani do IV ligi i przychodziło na nich po 40 tysięcy ludzi.

Sok z Kiszczaka
Sok z Kiszczaka(@sok-z-kiszczaka)
7 dni temu

Ludzie chcą oglądać atrakcyjne mecze, box-2-box (nie: bus-2-bus), rajdy, strzały, bramki,
a nie jakąś skompaktowaną, fizyczną nawalankę przypominającą rugby i zapasy.
Trzeba też wspomieć powiązane z tym SĘDZIOWANIE, które mocno sie mija z oczekiwaniem normalnego kibica i ze zdrowym rozsądkiem.

Prezes Krecina
Prezes Krecina
7 dni temu

To w komputerze chyba

Sok z Kiszczaka
Sok z Kiszczaka(@sok-z-kiszczaka)
6 dni temu
Reply to  Prezes Krecina

Obawiam się, że jak wszystko… ze smartfonika 🙁

Buk
Buk
7 dni temu

Piłka nożna to rozrywka, a jak załóżmy mam iść na stadion, w piątek o 20:30 w lutym, zapłacić za to 50 zł, obejrzeć wątpliwej jakości widowisko, zmarznąć, w dodatku potem przepychać się i stać z 20-30 min na przystanku czekając na autobus to ja dziękuję bardzo.
Istnieje znacznie więcej lepszych sposobów jak wydać 50 zł w piątek w celach rozrywkowych.

Trynkiewicz
Trynkiewicz
7 dni temu
Reply to  Buk

Niech zgadnę – najebać się tanimi browcami. Za tę cenę nawet dobrego escortu nie ogarniesz, bez chorób wenerycznych. Trzeba ratowac się małolatami w galeriach.

Prezes Krecina
Prezes Krecina
7 dni temu
Reply to  Buk

Raczej na mecze nie chodzi sie jak do kina czy teatru . Chodzi sie bo sie kibicuje danemu klubowi a co sie z tym wiaze sa jakies emocje Chyba ze sie jest Januszem czy Grazyną.

B B
B B
7 dni temu
Reply to  Buk

Piłka nożna to biznes i pralnia brudnych pieniędzy. Ty widzisz tam rozrywkę, a inni romantycy widzą tam jeszcze nawet sport. Ale prawda jest taka, że ze sportem piłka nożna ma niewiele wspólnego, prędzej już z teatrem, dlatego Tobie się wydaje, że fo rozrywka. Ale ów teatr to tylko fasada, za którą nietrudno dostrzec te wszystkie mafie i inne struktury przestępcze z bukmacherami kręcącymi tą karuzelą.

Sok z Kiszczaka
Sok z Kiszczaka(@sok-z-kiszczaka)
6 dni temu
Reply to  B B

Sam jeden Marciniak też z tym sobie nie mógł dać rady! 😉

Oktawian
Oktawian
7 dni temu

Idealnym rozwiązaniem byłoby granie jednego meczu w piątek, sześciu w sobotę i jednego w niedzielę (chyba, że pucharowicze w czwartek, to wtedy większa liczba gier w niedzielę). W piątek przykładowo o 20, w sobotę wszystkie mecze o 16, a w niedzielę o 17.30. W sobotę byłby magazyn ligowy o godzinie 19 ze skrótami (atrakcyjnie montowanymi i komentowanymi) wszystkich meczów – najlepiej w TVP 2 i/lub TVP Sport. Canal Plus mógłby sobie pokazywać wszystkie mecze na żywo, jeśli by chciał. Poziom naszej ligi jest słaby, więc oglądanie meczów w całości to jest zajęcie dla hobbystów (niech to robią na C+). Natomiast 10 minutowe skróty w telewizji otwartej tuż po zakończeniu meczów to byłaby gratka dla wszystkich, bo skróty jednak nie meczą tak jak 90 minutowe paździerze. W sumie nawet z męczarni typu Dośrodkowiacy – Centrostrzałowcy dałoby radę ukręcić ciekawy kilkuminutowy skrót, zamiast katować tym „widowiskiem” ludzi przez 90 minut. Naturalnie trzeba byłoby inaczej sformatować prawa telewizyjne, ale właściwie to nie widzę z punktu widzenia marketingowego słabych punktów mojej propozycji. W dodatku wszystkie badania pokazują, że coraz trudniej – zwłaszcza młodego widza – utrzymać przez 90 minut przed ekranem, więc taka wersja sześciu skrótów w magazynie ligowym w sobotę tuż po zakończeniu meczów to opcja idealna. Ale tak nie będzie, bo nie będzie…

Demagog
Demagog
7 dni temu
Reply to  Oktawian

Skróty masz na Ekstraklasa.tv. Ja jestem przeciwny Ekstraklasie w publicznej telewizji, jeśli hobbyści chcą oglądać swój zespół, to niech za to płacą C+, tak jak robi to większość fanów naszej piłki.

Bo tak zaraz 200 mln zł z moich i twoich podatków trafi do francuskiej telewizji i wyżelowanych pizdusiów kopiących piłkę.

Oktawian
Oktawian
7 dni temu
Reply to  Demagog

Hmmm – dziwne podejście. A to co ma w takim razie pokazywać publiczna telewizja? Bo w sumie wszystko w tv kosztuje, a sport to już na pewno.

B B
B B
7 dni temu
Reply to  Oktawian

Telewizja publiczna ma pokazywać światłe oblicze Kaczora i jego sitwy.

ŁĄCZY NAS SITWA
ŁĄCZY NAS SITWA
7 dni temu
Reply to  Demagog

Złota prawda – niech sobie płaci każdy kto chce za opłacanie pensji 3 rzędnym serbom czy 5 rzędnym hiszpanom i portugalczykom – kosztem rozwoju polskich zawodników. To nie jest płacenie na Polską piłkę a płacenie na destrukcje polskiej piłki. Polskie kluby są najbardziej antypolskie w europie. Nikt tak nie zwalcza włąsnych rodaków jak polskie kluby.

Łukasz
Łukasz
7 dni temu
Reply to  Oktawian

Gdyby była liga 16-zespołowa (co uważam za optymalne w Polsce), to mecze można byłoby rozgrywać: piątek 20:00, sobota 13:00, 15:30, 18:00, 20:30, niedziela 13:00, 15:30, 18:00. W Bundeslidze i Premier League grają w okolicach 15:00 i nie jest to takie złe rozwiązanie. Z dzieckiem jechać 200 km też jest lepiej na mecz w okolicach 15:00 niż 20:00.
I jeszcze gdyby zamiast Warty, Miedzi i Piasta w Ekstraklasie grały Wisła K., Łódzki KS i nawet taki Motor Lublin, to średni wzrost frekwencji byłby zauważalny. I o ile w tym sezonie na najwyższy poziom rozgrywkowy mogą wrócić drużyny z potencjałem kibicowskim, to już niestety spadek w oczy zagląda Górnikowi, Lechii, Koronie czy Jagiellonii, które są w stanie mieć dużą widownię.

Lecę na piwo
Lecę na piwo
7 dni temu
Reply to  Oktawian

W Niemczech na Ard/Zdf jest tak od dawna do tego Sport1(stary DSF.. gimby nie znajom) o starym Ran na Sat1 noe wspomnę.. i, stadiony pełne i ludki w tv skróty obejrzą.. Jak chcesz live to tylko dylemat czy lepiej płacić za SKY czy inne gówniane Dazn.. Czy lepiej 2 razy w miesiącu iść na meczyk. Ale francuziki (c+) jakby mogli to by trójkątne koło wymyślili.. Zapakują gówno (eklapa) i chcą za to jak za prawdziwy rarytas. Gienek i i Janusz płacą.. I jeszcze są dumni z tego..

dny
dny
7 dni temu
Reply to  Oktawian

6 meczów w sobotę? Jak jesteś najebany to nie pisz.
Poniedziałek do wyjebania jak najprędzej, patologiczne rozwiązanie. W piątek dwa mecze, w sobotę i niedzielę po 3. Ewentualnie przerzucić z piątku jeden na sobotę, ale to wymagałoby zmiany godzin względem niedzieli, a to niekorzystne rozwiązanie. No chyba, że przywróciłoby się ligę 16-zespołową, co także byłoby z korzyścią dla poziomu rozgrywek. Ten sezon jest najlepszym przykładem, przecież tu 5-6 zespołów mogłoby się spierdolić i nikt by nie powiedział, że szkoda.

Olo
Olo
7 dni temu

Brakuje mi w tych statystykach procentu wypełnienia stadionu.

Lecę na piwo
Lecę na piwo
7 dni temu
Reply to  Olo

Te znienawidzeni Niwmcy biją chyba wszystkich.. Tam mecz to ważna rzecz.. Jak się kibice wkurwili na mecze w poniedziałek to DFB jakoś ich posłuchało.. A u nas francuziki z c+ rządzą i reszta ma wuja do gadania

LocoLoco
LocoLoco(@locoloco)
7 dni temu

Zawsze oddani
Iskry Stolec fani

Łukasz
Łukasz
7 dni temu

Moim skromnym zdaniem problem z niską frekwencją jest niezwiązany z formą drużyny, sukcesami, jakością stadionu, pogodą itd. To znaczy te czynniki wpływają na frekwencję, ale tylko dlatego, że nie ma „skały” na której można budować. Co jest tą skałą? Zinternalizowana potrzeba identyfikacji z miejscem, w którym się żyje, ze swoją drużyną. Zobaczcie jaka jest frekwencja na Shalke, przedostatniej drużyny Bundesligi. Dopóki ludzie nie będą czuli, że pójście na mecz to wspaniałe przeżycie społeczne, spotkanie z kumplami itd. to nigdy nie doskoczymy do elity frekwencyjnie. Jeżeli zawsze będziemy zależni od sukcesów to jak będzie dobrze to przyjdzie dużo ludzi, jak źle to mało. Chyba nie o to nam chodzi? Przykład? Ostatni mecz Legi ze Stalą Mielec. Miasto 2 miliony , praktyczny monopol jednego klubu piłkarskiego, a na meczu 16 tysięcy osób. Im bardziej będziemy konsumpcyjnym społeczeństwem, tym bardzie kibice będą jak klienci. Umówmy się do poziomu piłkarskiego TOP5 Europy nie doskoczymy raczej w ciągu 100 lat. Więc budowanie frekwencji na wynikach sportowych czy niskich cenach nigdy nie wyjdzie na dłuższą metę dobrze. Moim zdaniem kluby Eklasy i 1 ligi powinny razem zrzucić się na kampanię medialną pobudzającą potrzebę kibicowania, bycia razem, identyfikacji. Co oczywiście dzisiejszym świecie social mediów, siedzenia w telefoni będzie dość trudne, ale nie niemożliwe. Problemem nie jest poziom polskiej piłki. Problemem jest to, że polskie społeczeństwo, nie ma potrzeby być razem, identyfikować się ze swoim klubem, bo tak nas wychowano, tak nas obrobiono w szkole, bo tak mamy w głowie. Dla mnie każda kampania reklamowa klubów oparta o sprzedawanie tanich biletów czy inne takie to zaczynanie od dachu, nie piwnicy. Stadiony są super, jest bezpiecznie, oczywiście jesteśmy prowincją piłkarską. Tylko warunkowanie przyjścia na stadion od tego czy Miedź Legnica będzie grała jak Arsenal to chyba dość głupie! WESZŁO pomóżcie w „dobrej zmianie” polskiego społeczeństwa (chodź troszkę). Bez tego ani rusz.

Wojtek
Wojtek
6 dni temu

Czwartkowy wieczór przy Bułgarskiej. Na dworze minus kilka, a odczuwalna jeszcze niższa. Na stadionie 40 k ludzi. Rywal to (cyt. Kosowska menda) „średniak ekstraklasy”. Można? Można. Ludzie chcą emocji i są gotowi za to zapłacić. Jest naprawdę duży potencjał kibicowski w Polsce.
Ja na codzień mieszkam we Wrocławiu. W ubiegłym roku pierwszy raz poszedłem na stadion Śląska, który grał z moim Lechem. Wynudziłem się przed meczem nieźle. Żadnego budowania atmosfery, widok pustych trybun też przygnębiający. WKS coś tam kopał, ale raczej słabo. Po jednej konterce Skóraś trafił i można było pójść do domu. Ja naprawdę się nie dziwię, że we Wrocławiu nie ma frekwencji. Ile biletów więcej trzeba by sprzedać by zwrócił się marketingowiec na pełen etat? 50? 100? Podpiszcie ze mną w dowolnym klubie ekstraklasy umowę i dawajcie mi tylko procent ze sprzedanych biletów. Podpisuję w ciemno nawet we Wrocławiu mimo że z miejskiej kasy (czyli mojej) idzie.

Maradonna
Maradonna
6 dni temu
Reply to  Wojtek

I co byś zrobił, kazał szybciej wracać w kontrach za Skórasiem? Prawda jest taka, że ludzie chodzą na mecze dobrych zawodników i dobrego futbolu.