Reklama

Diamentowa Liga. Swoboda z życiówką, Aniołki nie zwalniają tempa!

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

19 czerwca 2022, 00:31 • 5 min czytania 3 komentarze

Ewie Swobodzie udało się już w tym sezonie zaliczyć bieg, w którym przebiła magiczną granicę 11 sekund na 100 metrów. To w Suwałkach, na mistrzostwach Polski, gdzie pobiegła 10.99, ale… przy zbyt mocnym wietrze w plecy. Oficjalnie nie jest to więc jej życiówka. Ale powoli zbliża się do takich rezultatów i w zgodzie z regulaminem, bo dziś w Paryżu osiągnęła 11.05 s. Poza tym świetnie rzucali Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek, Aniołki Matusińskiego dały radę na 400 metrów, a Damian Czykier potwierdził dobrą formę na płotkach. 

Diamentowa Liga. Swoboda z życiówką, Aniołki nie zwalniają tempa!

Nowicki odpalił

Co do młota – to po pierwsze trzeba napisać, że on w Diamentowej Lidze jest nieoficjalnie. Organizatorzy wielu mityngów boją się bowiem o… kondycję murawy. I młociarze mogą co najwyżej rywalizować z doskoku w tych imprezach, w których to że młot sobie polata, niespecjalnie komukolwiek przeszkadza. Inna sprawa, że dziś w Paryżu rywalizowali zanim rozpoczęła się transmisja telewizyjna. A szkoda, bo Polacy sobie poszaleli, spokojnie wygrywając (podobnie jak Malwina Kopron, jednak jej rezultat – 71.33 m – przesadnie imponujący nie jest).

Orlen baner

I Paweł Fajdek, i Wojciech Nowicki rzucili ponad 80 metrów. Ten pierwszy 80.11, co samo w sobie jest naprawdę dobrym wynikiem, ale jednak nijak ma się do dzisiejszego rzutu Nowickiego – rekordu Diamentowej Ligi – wynoszącego 81.25 m. To wynik imponujący tym bardziej, że nasz mistrz olimpijski mówił, że wczoraj zaliczył ciężki trening. I dziś młot w teorii nie powinien fruwać aż tak dobrze. Innymi słowy: jeśli przygotowania na docelową imprezę – czyli mistrzostwa świata – wypalą idealnie, to Wojtek może postarać się nawet o życiówkę.

Reklama

A jeśli taką rzuci, to dorównać może mu co najwyżej Fajdek. Reszta stawki po prostu nie ma szans.

Dziewczyny biegają coraz szybciej

Wspomnieliśmy o transmisji telewizyjnej? No to już na sam jej start dostaliśmy jedną z tych konkurencji, która interesowała nas najbardziej – bieg na 400 metrów kobiet. A w nim trzy reprezentantki Polski: Annę Kiełbasińską, Natalię Kaczmarek i Justynę Święty-Ersetic. Start w Paryżu w ich wykonaniu mógł ekscytować szczególnie, bo dwie pierwsze powoli zbliżają się do granicy 50 sekund, a trzecia rozkręca się z biegu na bieg, jak to ma w zwyczaju przed najważniejszymi imprezami.

Wśród ich rywalek wyróżniała się z kolei jedna – Shaunae Mille-Uibo. I to ona wygrała. Z czasem 50.10 s, więc naprawdę dobrym. Tym bardziej, że Bahamka na ostatnich metrach – widząc, jak dużą ma przewagę – zwolniła, czemu wiele osób nie mogło się nadziwić, bo stać ją było na znakomity wręcz rezultat, mocno poniżej 50 sekund. Zresztą na mecie nie wydawała się nawet zmęczona, co pokazuje, jak wielkie ma możliwości. Ale i Polki udowadniają to coraz częściej.

Bo o ile Justyna Święty-Ersetic rozkręca się powoli (dziś 51.05 s, więc już nieźle), o tyle Anna Kiełbasińska i Natalia Kaczmarek niezmiennie w tym sezonie rywalizują ze sobą o miano najszybszej obecnie Polki. Dziś minimalnie lepsza była ta ostatnia, która zaimponowała szczególnie finiszem – na ostatnich 50 metrach była najszybsza z całej stawki i tym wywalczyła sobie drugie miejsce w biegu z czasem 50.24 s. Kiełbasińska była tuż za nią, gorsza o cztery setne sekundy. To jednak ta mniej istotna informacja – ważniejsza, że Anna pobiła tym samym swoją życiówkę o całą dziesiątą część sekundy. Granica 50 sekund znów więc się przybliżyła.

Przybliżyła się też granica legalnych 11 sekund dla Ewy Swobody. Nasza sprinterka po swoim 10.99 w Suwałkach mówiła nam, że ta w końcu pęknie, bo bieg na mistrzostwach Polski odblokował jej pewność siebie i powinien pociągnąć za sobą kolejne takie wyniki. Cóż, nie stało się to dziś, ale wynik Ewy – 11.05 s – to najszybszy bieg Polki od… 36 lat! Dla porównania – to właśnie wtedy Polska po raz ostatni wyszła z grupy na piłkarskich mistrzostwach świata. A potem została zdemolowana przez Brazylię w 1/8 finału. I oby Ewa w podobnym stylu zdemolowała za niedługo nie tylko granicę 11 sekund, ale i rekord Polski (10.93 Ewy Kasprzyk właśnie z 1986 roku).

Reklama

Inna sprawa, że do światowej czołówki nadal brakuje sporo – choć chyba nikt nie liczy w przypadku Ewy na więcej niż finał mistrzostw świata – co udowodniła Shelly-Ann Fraser-Pryce, która w Paryżu pobiegła absolutnie fenomenalne 10.67 s, czym wyrównała najlepszy tegoroczny wynik na listach, który… również należał do niej. Faworytkę do złota na mistrzostwach świata w Eugene już znamy.

Czykier w formie, Dobek… trudno powiedzieć

Damian Czykier niedawno pobił rekord Polski w biegu na 110 metrów przez płotki, który należał do Artura Nogi. Ten nowy wynosi 13.25 i jest to już naprawdę wartościowy wynik. Na tyle, że na ostatnich mistrzostwach świata dałby Damianowi miejsce tuż za podium. Dziś Polak potwierdził, że jest w wysokiej formie i może regularnie biegać na tym poziomie i to mimo błędu na trzecim płotku, przez który wytracił nieco szybkości. Ostatecznie na metę wpadł z rezultatem 13.31, a zaimponował szczególnie atomowym wręcz startem.

Napiszemy to więc wprost – jest w Damianie potencjał na medale wielkich imprez. Zresztą on sam – po ustanowieniu rekordu – twierdził, że czuje się najlepiej w karierze. I to widać.

Potencjał na medale wielkich imprez jest też na pewno w Patryku Dobku, ale to dlatego, że biegi na 800 metrów na MŚ czy ME są dużo bardziej taktyczne. Bo w rywalizacji w mocnych od początku do końca startach z najlepszymi rywalami Polak w tej chwili nie ma szans. Dziś przybiegł na ósmym miejscu (ostatecznie był siódmy z powodu dyskwalifikacji pierwotnego zwycięzcy) z czasem 1:45.15. I to wcale nie jest zły rezultat, po prostu duża część stawki pobiegła znakomicie. Jeśli Patryk trochę z niego urwie do docelowej imprezy i odpowiednio opracuje taktykę, może wskoczyć nawet na podium.

Swoją drogą skoro o wskakiwaniu, to warto wspomnieć o tym, co zrobiły Ukrainki w skoku wzwyż. Otóż zajęły w nim… całe podium. Iryna Heraszczenko skoczyła 198 centymetrów, a Julia Lewczenko 195. Prawdziwe show dała jednak Jarosława Mahuczich, skacząc 205 centymetrów, czyli najlepszy wynik w tym roku. I nie możemy się powstrzymać, by w takiej chwili nie pomyśleć o niepobitym od 1987 roku rekordzie świata Stefki Kostadinowej, wynoszącym 209 centymetrów.

To co, Jarosława, da się zrobić?

Fot. Newspix

Czytaj też:

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

LIVE: Czas na rozstrzygnięcia w grupie B. Chorwaci za burtą?

Rzepecki  &  Stec
4
LIVE: Czas na rozstrzygnięcia w grupie B. Chorwaci za burtą?

Inne sporty

Komentarze

3 komentarze

Loading...