Piesiewicz wezwany do dymisji! „Ani jednego głosu przeciw”

Sebastian Warzecha

24 kwietnia 2026, 21:26 • 3 min czytania 4

Reklama
Piesiewicz wezwany do dymisji! „Ani jednego głosu przeciw”

W piątek ponad 50 przewodniczących związków sportowych spotkało się z ministrem sportu, Jakubem Rutnickim. Najważniejszym momentem wieczoru było odczytanie wezwania Radosława Piesiewicza, przewodniczącego Polskiego Komitetu Olimpijskiego, do dymisji. – Po odczytaniu treści oświadczenia padło pytanie czy ktoś ma inne zdanie, czy ktoś jest przeciwny, i nie było ani jednego głosu sprzeciwu – mówi Leszek Blanik w rozmowie ze sport.pl.

Reklama

Radosław Piesiewicz na cenzurowanym. Wezwano go do dymisji

Piesiewicz od dawna nie ma lekko – już po igrzyskach w Paryżu, w czasie których zaliczył kilka wizerunkowych wpadek, a wyniki kadry były słabe (tylko 10 medali, w tym jeden złoty), część prezesów związków sportowych apelowała o to, by Piesiewicz odszedł ze stanowiska. Dodatkowym argumentem był konflikt na linii PKOl – ministerstwo sportu, który utrudnił Komitetowi działanie. Piesiewicz jednak pozostał nieugięty i z przewodzeniem organizacji się nie pożegnał.

Wtedy jednak miał w świecie polskiego sportu i przeciwników, i zwolenników. Obecnie tych drugich została garstka. Mówił o tym w rozmowie ze sport.pl Leszek Blanik, prezes Polskiego Związku Gimnastycznego, a w przeszłości złoty medalista igrzysk w Pekinie.

– W porównaniu do naszego spotkania z ministrem Nitrasem sytuacja jednak mocno się zmieniła. Moim zdaniem jesteśmy dziś w zupełnie innej rzeczywistości. Wtedy przeciw Piesiewiczowi wystąpiło 22 prezesów, a dziś zrobili to wszyscy obecni. Uważam, że ludzie rozumieją powagę aktualnej sytuacji. Pan Piesiewicz bez informacji przekazanej zarządowi i prezydium zarządu podpisał umowę z firmą budzącą ogromne kontrowersje. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, reagowaliśmy, wyrażaliśmy swoje obawy, a prezes nie chciał ich przyjąć, podkreślając, że bierze na siebie całą odpowiedzialność.

Obecnie sytuacja PKOl-u jest znacznie bardziej skomplikowana, a medaliści olimpijscy z Mediolanu/Cortiny d’Ampezzo czekają na wypłaty części obiecanych im nagród. Można też obawiać się o przyszłość Komitetu oraz jego nadszarpniętą już reputację. Stąd próba działania ze strony prezesów związków w tymże Komitecie zrzeszonych.

Reklama

Od razu mówię, że takich zdecydowanych zwolenników pana Piesiewicza pewnie nic nie przekona, natomiast zdanie co do niego zmieniło wielu takich ludzi, którzy dotąd nie chcieli się opowiadać po żadnej ze stron – mówił Blanik. I dodawał: – Nasze oświadczenie jednoznacznie wzywa prezesa Piesiewicza do złożenia dymisji. Mówię „nasze”, bo po odczytaniu treści oświadczenia padło pytanie czy ktoś ma inne zdanie, czy ktoś jest przeciwny, i nie było ani jednego głosu sprzeciwu.

Leszek Blanik

Leszek Blanik. Fot. Newspix

W to, czy Radosław Piesiewicz posłucha tego wezwania, można wątpić. Tym bardziej, że ma w ręku różne narzędzia do utrudnienia odwołania go ze stanowiska – może na przykład utrudniać zwołanie zarządu Komitetu (którego Blanik jest częścią), na którym członkowie mogą zdecydować o zwołaniu walnego zgromadzenia – dopiero na tym ostatnim można głosować za odwołaniem prezesa. Niemniej – nieufność została wyrażona jasno i głośno. Jak mówił Blanik:

Reklama

– Gdybym ja jako prezes Polskiego Związku Gimnastycznego zrobił coś wbrew mojemu zarządowi, gdyby część członków zarządu mnie przestrzegała przed pewnymi działaniami, a ja bym dalej w to brnął, a na końcu okazałaby się, że doprowadziłem do klapy finansowej i wizerunkowej związku, to złożyłbym dymisję. Tak się w mojej ocenie postępuje w takiej sytuacji.

Przekonamy się, co w tej sytuacji i wobec takiej postawy osób ze środowiska, zrobi Radosław Piesiewicz. Pewne jest jedno: ufa mu już tylko garstka osób.

Fot. Newspix

Czytaj również na Weszło:

4 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Igrzyska Olimpijskie

Reklama