To będzie jedna z najmocniej obsadzonych gal w historii KSW. W Arenie Gliwice zobaczymy między innymi rewanżowy pojedynek Daniela Torresa z Salahdinem Parnassem, wystąpią też Damian Stasiak czy Roman Szymański. Ale największą gwiazdą wieczoru będzie on. Żywa legenda i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego MMA. Przez lata, jeżeli mówiłeś KSW, myślałeś – Mamed Chalidow. I choć Czeczen z polskim paszportem nie będzie faworytem w pojedynku z Roberto Soldiciem, to w trakcie swojej kariery nie raz udowadniał, że jest zawodnikiem nieprzewidywalnym. Czy tak będzie i tym razem, a weteran ponownie zaskoczy świat MMA?

Czy Mamed Chalidow kolejny raz zadziwi świat MMA?

Pierwszy międzynarodowy mistrz KSW

Epoka – to słowo najlepiej oddaje zmiany, jakie zaszły w KSW od 2009 roku. Bo istotnie, gdyby Maciej Kawulski i Martin Lewandowski spojrzeli na to, w jakich realiach tworzone były gale dwanaście lat temu, pewnie na ich twarzach rysowałby się uśmiech nostalgii oraz politowania, że tak kiedyś wyglądała jedna z obecnie największych federacji MMA w Europie.

Mamed również znajdował się wtedy w zupełnie innym miejscu kariery. W KSW walczył od dwóch lat, jednak wciąż był zawodnikiem na dorobku. Do miana twarzy federacji dopiero aspirował, ale sam zastanawiał się nad tym, czy związać się wyłącznie z KSW. Na galę oznaczoną numerem 11 wracał po występie w Stanach Zjednoczonych. Ale to właśnie na warszawskim Torwarze miała rozbłysnąć jego gwiazda. Rywalem Czeczena – Mamed jeszcze nie posiadał polskiego obywatelstwa – był Daniel Acacio. Brazylijczyk być może najlepszy czas miał już za sobą, lecz bynajmniej nie był zawodnikiem z pierwszej łapanki. Wcześniej walczył w federacji Pride. Z tego względu zapowiadała się ciekawa walka. I na zapowiedziach się skończyło.

Acacio nie miał podjazdu do Chalidowa, który zaskoczył go wszechstronnością w stójce. Doświadczony Brazylijczyk, niczym Goro z Mortal Kombat, musiałby chyba posiadać cztery ręce, żeby skutecznie obronić się przed czeczeńskimi bombami, nadlatującymi z każdej płaszczyzny. Dość powiedzieć, że Chalidow zakończył walkę akcją prawy sierp – kolano na głowę – prawy podbródkowy. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, jakiej klasy zawodnik zagościł na polskim ringu. A zdobycie mistrzowskiego tytułu dodawało pewności federacji, że wówczas dwudziestoośmioletni fighter zostanie w Polsce na dłużej.

Ale chociaż rok później Mamed otrzymał polskie obywatelstwo, to jednak zdecydował się na próbę podboju kolejnego dużego, zagranicznego rynku. Jeszcze w listopadzie wyruszył do Japonii, gdzie na gali Sengoku Raiden Championship pokonał Jorge Santiago.

I wtedy nadszedł dla KSW złoty grudzień oraz gala KSW XII, po której w polskim MMA nic nie było już takie samo.

Przed naprawdę dużą widownią zaskoczył… negatywnie

Wcale nie zdziwilibyśmy się, gdyby pochodzący z Czeczenii wojownik, decyzję o tym by związać się z KSW podjął właśnie w grudniu 2009 roku. Owszem, miesiąc wcześniej pokonał wspomnianego Santiago po wyrównanej, trwającej pięć rund walce. W marcu następnego roku miał ponownie zmierzyć się z Brazylijczykiem.

Ale właśnie w grudniu 2009 roku polska scena MMA przeżyła trzęsienie ziemi. Przedostała się do mainstreamu. A wszystko za sprawą najbardziej znanego freak fightu mieszanych sztuk walki w Polsce.

Bo czy się to komuś podoba, czy też nie, prawda jest taka, że pod względem komercyjnym KSW dzieli się na dwa okresy. Przed i po walce Mariusz Pudzianowski – Marcin Najman, zorganizowanej na KSW XII. Mniejsza o poziom sportowy tego widowiska. Ważne, że słupki oglądalności wystrzeliły w górę. O mieszanych sztukach walki było głośno w całym kraju. I choć głównym tematem rozmów był oczywiście występ Pudziana, to siłą rzeczy mówiono też o innych bohaterach gali. Między innymi o – że tak to nazwiemy – walce wieczoru po walce wieczoru. W niej Asłambek Saidow przegrał po wyrównanym pojedynku z Vitorem Norbegą. To był drogowskaz dla włodarzy KSW, że jedna walka ludzi o głośnych nazwiskach – nawet o lichym poziomie sportowym – może przyczynić się do wykreowania innych gwiazd.

Taki model biznesowy mógł wypalić. Potrzeba było tylko zawodnika, który naprawdę zelektryzuje publiczność. Sprawi, że przeciętny widz nie wykupi PPV wyłącznie dla Pudziana, który przecież i tak nie mógłby walczyć na każdej gali. Federacja potrzebowała kogoś takiego jak Mamed. I z tego względu nie mogło ją spotkać nic lepszego, niż porażka zawodnika w rewanżu z Santiago, która tylko przysporzyła mu wątpliwości co do sensu szukania pieniędzy i chwały poza granicami Polski.

Nie zrozumcie nas źle – nie chodzi o to, że Chalidow nie prezentował odpowiedniego poziomu sportowego. Prześmiewcze nazywanie go królem własnego podwórka jest po prostu krzywdzące. Porażki są nieodłącznym elementem MMA. Ale w Japonii Mamed dopiero pracował na swoje nazwisko. Perspektywa zostania gwiazdą jednej z tamtejszych federacji była kusząca, jednak w Polsce zarobki zawodników oraz zainteresowanie tym sportem zmieniły się diametralnie. W dodatku w KSW od razu miał zagwarantowany status gwiazdy i po prostu czuł się dobrze w naszym kraju. Oczywiście, każdy może powiedzieć, że na jego miejscu zaryzykowałby rozwój kariery za granicą. Ale nie uwierzymy nikomu, kto nawet nie rozważyłby bardziej dochodowej opcji występowania w praktycznie swoim kraju.

W ten sposób Mamed Chalidow mógł przedstawić się szerszej publiczności w maju 2010 roku – równo dwa miesiące po swojej walce w Kraju Kwitnącej Wiśni. Przy czym KSW postanowiła kontynuować japoński wątek zawodnika i wyznaczyła mu za przeciwnika Ryutę Sakuraia. Federacja przed walką stosowała prosty przekaz – poza Pudzianem, mamy u siebie gościa, dla którego tobie, drogi widzu, będzie się opłacało wykupić naszą galę.

Tymczasem Chalidow, choć pokazał spore umiejętności, to ogólnie rozczarował swoim występem. Walka bardzo źle rozpoczęła się dla faworyta, który już w pierwszej minucie kopnął swojego rywala w krocze. Za wszelką cenę próbował skończyć swojego przeciwnika w parterze, ale ten skutecznie się bronił, przez co Czeczen z polskim paszportem tylko stracił mnóstwo sił. Jakby tego było mało, w rundzie dodatkowej, wyraźnie zmęczony faworyt kolejny raz uderzył rywala w czułe miejsce. Za dwa takie ciosy w walce mógł zostać nawet zdyskwalifikowany, ale ostatecznie pojedynek dokończono. Padł w nim remis, zatem Mamed zachował pas mistrza federacji, ale wynik potraktowano jako ukłon sędziów w stronę miejscowej gwiazdy. Sam zawodnik był mocno niezadowolony ze swojego występu.

– Wiem, że nie wygrałem tej walki. Czy była ona remisowa? Możliwe. Po tych wszystkich duszeniach ręce tak mi spuchły, że nie mogłem nic zrobić w stójce, tylko balansowałem. Tak myślałem, że kiedy będę próbował różnych dźwigni, on nie odklepie – powiedział wyraźnie rozczarowany po pojedynku.

Zadziwił kibiców, bo… został w domu

Ale on sam udowodnił w kolejnych walkach, że starcie z Sakuraiem było tylko wypadkiem przy pracy, a federacja istotnie nie myliła się w kwestii oceny jego potencjału. Na ringu – a później w klatce – Mamed wyglądał niczym postać z gry komputerowej. Sami powiedzcie ilu zawodników z aż taką częstotliwością stosowało w swoich występach latające kolano? A jego skrętówki? Przecież jeżeli w parterze rywal zostawiał mu choć odrobinę miejsca, równie dobrze mógł od razu myśleć o tym, żeby odklepać. Ba, w niektórych przypadkach do poddania przeciwnika Chalidow nawet nie potrzebował parteru. Przypomnijcie sobie walkę z Mattem Lindlandem, którego udusił na stojąco. W podobnym stylu załatwił Melvina Manhoefa.

Na liście jego ofiar znajdują się tacy zawodnicy, jak Kendall Grove, Rodney Wallace, James Irvin czy Luke Barnatt. Co łączy ich wszystkich, poza oklepem zafundowanym przez Mameda? Ano to, że przed przyjazdem do Polski każdy z wyżej wymienionych walczył w największej organizacji MMA na świecie. Czyli w UFC. I bynajmniej nie byli to zawodnicy, którzy w UFC występowali w zamierzchłych czasach. Grove przyjechał do Polski półtora roku po tym, jak stoczył ostatnią walkę dla amerykańskiej organizacji. Po występie w KSW przez długi czas był związany z Bellatorem. Wallace walczył w federacji Dany White’a trzykrotnie. I choć każdą walkę przegrał, to wszystkie kończyły się decyzjami sędziów. Tymczasem w KSW prawy sierpowy Mameda zmiótł go z ringu po niecałych dwóch minutach walki. Irvin wytrzymał z polskim Czeczenem nieco ponad trzydzieści sekund.

Powtarzamy to jeszcze raz, bo chcemy, aby wybrzmiało to bardzo wyraźnie. Wbrew temu, co twierdzą krytycy, Mamed Chalidow nie walczył z samymi leszczami i/lub wybitnie przebrzmiałymi gwiazdami. On bił się i wygrywał z niezłymi zawodnikami, którzy znajdowali się w dobrych momentach swoich karier. Zatem całkiem zasadne stawało się pytanie, dlaczego sam nie spróbuje swoich sił w UFC? Nie ulegało wątpliwości, że gwiazda KSW dysponowała umiejętnościami oraz potencjałem, by zawojować tamtejszy rynek. Tym bardziej, że amerykańska federacja oczywiście miała go na radarze i była zainteresowana skorzystaniem z jego usług.

Wydawało się, że Chalidow posiada wszystko, by przetrzeć szlak chociażby Janowi Błachowiczowi, po którego amerykański gigant zgłosił się nieco później. Ale scenariusz, w którym Mamed walczy o mistrzowski pas UFC, nigdy nie doszedł do skutku. Ba, legenda polskiego MMA nigdy nawet nie zadebiutowała w Ultimate Fighting Championship. Wszystko rozbiło się oczywiście o pieniądze.

Mamed w swoim najlepszym czasie znajdował się w światowej czołówce MMA. To nie tylko nasza opinia – wystarczy spojrzeć na rankingi. Fight Matrix w 2010 roku umieścił go na szóstej pozycji w wadze średniej. Z kolei w 2013 roku znajdował się w tym zestawieniu na dziewiątym miejscu. Portal Sherdog również umieszczał Czeczena z polskim paszportem w TOP 10 kategorii średniej.

Jednak na amerykańskim rynku Chalidow był zawodnikiem nieznanym. Stanowiącym zaledwie ciekawostkę, że gdzieś tam w odległej Polsce bije się zawodnik z potencjałem. I to w zasadzie wszystko, co kibice w USA o nim wiedzieli. Jego nazwisko niewiele mówiło, stąd UFC w ramach pierwszego kontraktu zaproponowało Mamedowi stosunkowo niewielkie wynagrodzenie. Wynosiło ono dwadzieścia tysięcy dolarów za samo wejście do klatki, plus drugie tyle w przypadku ewentualnego zwycięstwa. Dana White nie chciał inwestować wielkiej kasy w zawodnika, który nie był sprawdzony w jego federacji. Stąd Chalidow odrzucił propozycję Amerykanów, pozostając w KSW. Czy można się dziwić takiej decyzji?

Oczywiście, możemy tu przytaczać argumenty o sportowej ambicji. O tym, że zawodnik był krótkowzroczny, gdyż następne występy w Stanach Zjednoczonych – zakładając, że dobrze by sobie tam radził – gwarantowałyby mu znacznie wyższe zarobki, jakich w KSW nigdy by nie otrzymał. Ale całkiem zasadne wydaje się pytanie, po co miał ryzykować? W Polsce miał zagwarantowane wszystko – szacunek, rozpoznawalność i pieniądze. Za jedną walkę kasował kilkaset tysięcy złotych. W dodatku był u siebie w domu, wraz z rodziną, co jest dla niego równie istotne. Serio, łatwo powiedzieć, że nie pojechał za Ocean, bo bał się dostać po głowie. Ale postawcie się na chwilę na jego miejscu. My tę decyzję całkowicie rozumiemy – tym bardziej, że i w KSW jego zarobki były znakomite.

Mówi się, że za hitowy pojedynek z Michałem Materlą gaże obu zawodników wyniosły ponad milion złotych. Czy taką walkę, która miała miejsce w 2015 roku, dałoby się zorganizować, gdyby Mamed kilka lat wcześniej opuścił federację? Oczywiście, że nie. A nawet jeżeli powróciłby do KSW w przypadku niepowodzenia w Stanach Zjednoczonych, z pewnością nie mógłby liczyć na aż taki zarobek za jedną walkę. Bo tę sprzedawano jako hitowy pojedynek dwóch największych gwiazd federacji. A prywatnie wielkich przyjaciół. Starcie, które zapowiadało się na niezwykle wyrównane. Tymczasem Chalidow kolejny raz udowodnił, że jest wojownikiem wybitnym. Zawodnicy mieli chwilę stójki, po czym Mamed wyprowadził obszerny prawy sierp, który naruszył rywala. Następne poszło latające kolano, które posłało Materlę na deski, gdzie Czeczen z polskim paszportem dobił przeciwnika serią ciosów. To było błyskawiczne zwycięstwo.

Z perspektywy czasu możemy tylko gdybać jak Chalidow sprawdziłby się na tle najlepszych zawodników z UFC. Amerykanie kusili go jeszcze kilkukrotnie – ostatni raz w 2017 roku. Ale on sam konsekwentnie odmawiał, domagając się większej kasy. Chociaż jako fani MMA żałujemy, że nie zobaczyliśmy Mameda na przykład w walce z Chrisem Weidmanem, to sam zawodnik nie ma czego żałować. Również pod względem finansowym. Wszak to status legendy KSW doprowadził do tego, że federacja na wynagrodzenie Chalidowa i Soldicia przeznaczyła kilka milionów złotych. Zatem ostatecznie ścieżka kariery jaką obrał zawodnik, okazała się dla niego słuszna.

Argument w walce z Soldiciem? Taki, że to jest Mamed

Chociaż federacja chwali się, że walka Chalidowa z Soldiciem będzie najdroższym starciem w historii polskiego MMA – a Martin Lewandowski mówi nawet, że dotychczas w Europie nie zorganizowano lepiej płatnego pojedynku – to legenda KSW bynajmniej nie będzie w nim faworytem. Roberto jest zawodnikiem młodszym, znajdującym się na fali wznoszącej, kroczącym od zwycięstwa do zwycięstwa – wygrał sześć ostatnich pojedynków. W dodatku posiada w rękach prawdziwe kowadła. I choć Chalidow zaledwie raz przegrał przez nokaut – i to dawno temu, w swoim zawodowym debiucie – to jego przegrana przed czasem właśnie w taki sposób wcale nie wydaje się nierealna.

Sam Mamed znajduje się już u schyłku kariery. Ma czterdzieści jeden lat i przegrał trzy z ostatnich czterech walk. Dwukrotnie musiał uznać wyższość Tomasza Narkuna, a podczas gali KSW 52 sposób na weterana znalazł Scott Askham. Ale, co warto podkreślać, chociaż Chalidow przegrał, to po samym pojedynku był zadowolony. Do klatki wracał po roku przerwy i widać było, że pasja do MMA jeszcze w nim nie wygasła.

– Cały czas próbuję się mierzyć z najlepszymi, ale mi się nie udaje. Jednak nie odchodzę. Cały czas jestem. Przeżywam drugą młodość. Jeszcze pokażę, na co mnie stać – mówił na gorąco po walce.

Jednak w dzisiejszej walce mimo wszystko jest underdogiem. Zatem dlaczego zupełnie byśmy nie skreślali Chalidowa? Argument jest prosty – bo mówimy o Mamedzie. Zawodniku nietuzinkowym, wyłamującym się z wszelkich schematów. Gościu, który potrafi zaskoczyć przeciwnika w najmniej spodziewanym momencie. Po trzech porażkach z rzędu nikt nie odmawiał mu możliwości wejścia do klatki. Jednak wydawało się, że Czeczen z polskim paszportem raczej będzie stanowił łakomy kąsek dla innych zawodników. Ot, można wyjść do walki za dobre pieniądze i przy okazji zapisać sobie głośne na polskim rynku nazwisko po stronie zwycięstw.

Zapewne taki scenariusz miał w głowie Scott Askham, kiedy na gali KSW 55 wychodził z nim do rewanżowego pojedynku. I wtedy Mamed udowodnił, że jest cholernym Mamedem. Może mieć czterdziestkę na karku, może być już dawno po swoim prime timie, ale lekceważenie go w klatce to skrajna głupota. Pojedynek z Anglikiem zakończył już w trzydziestej szóstej sekundzie, jednym z najbardziej efektownych nokautów w historii KSW.

Dzisiejszy pojedynek z Roberto Soldiciem ma być swoistym przekazaniem pałeczki miana największej gwiazdy polskiej federacji. W idealnym scenariuszu duetu Kawulski-Lewandowski, Chorwat pokona doświadczonego mistrza i to on będzie motorem napędowym KSW na kolejne lata. Soldić, który w klatce prezentuje równie porywający styl co Chalidow, ma spore szanse na zwycięstwo.

Chyba, że straci czujność choć na sekundę, a stary wyga bez skrupułów wykorzysta jego moment nieuwagi. A nam pozostaje wtedy zapytać – Mamed, który to już raz zadziwiłeś świat MMA?

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix

Przeczytaj też:

Suche Info
05.12.2022

Kiko Ramirez został dyrektorem sportowym Wisły Kraków

Kiko Ramirez wraca do Wisły Kraków w nowej roli. Nie będzie trenerem, a dyrektorem sportowym.  Radosław Sobolewski powiedział niedawno, że to najmroczniejszy i najpaskudniejszy rok we współczesnej historii Wisły Kraków. Ma rację. Zwolnienie Adriana Guli, czyli „trenera na lata”. Pożegnanie Tomasza Pasiecznego, czyli dyrektora sportowego z „długoterminową wizją”. Zatrudnienie Jerzego Brzęczka, czyli byłego selekcjonera z misją ratowania ligi i godności. Upokarzająca runda wiosenna na ekstraklasowych boiskach. Spadek z elity. „Zajebałem” […]
05.12.2022
Suche Info
05.12.2022

Dudek: – Taktyka Michniewicza była demotywująca

Robert Lewandowski strzelił dwa gole na katarskich mistrzostwach świata, ale nie mógł zaliczyć tego turnieju do specjalnie udanych.  – Po takim mundialu na pewno spadną słowa krytyki na zawodników, którzy w większości nie byli w stanie osiągnąć swojego najwyższego pułapu. Nawet Robert Lewandowski, który zdobył dwie bramki, ale widać było, że na boisku potwornie się męczył. Żal było patrzeć, że najlepszy napastnik na świecie bezradnie stał i patrzył na poczynania swoich kolegów. Nie było w tym […]
05.12.2022
Suche Info
05.12.2022

Saka: – Jest jeden Mbappe i jest jeden Saka

Bukayo Saka rozgrywa bardzo dobry mundial. Najpierw strzelił dwa gole z Iranem w meczu otwarcia, a następnie jego trafienie przyczyniło się do zwycięstwa Anglii nad Iranem. Niektórzy porównują go do Kyliana Mbappe, z którym jego drużyna zmierzy się w ćwierćfinale katarskich mistrzostw świata, ale piłkarz Arsenalu nie zgadza się na tak postawioną sprawę.   – Dziękuję za komplement, to miłe, bardzo miłe, ale nie mogę się zgodzić. Jest tylko jeden Kylian Mbappe!. I jest tylko jeden Bukayo Saka. […]
05.12.2022
Suche Info
05.12.2022

Enrique nakazał Hiszpanom wykonać… tysiąc karnych

Luis Enrique jest fascynującą postacią. Tak wybitny, jak ekscentryczny. Tak świetny, jak trochę szalony. Selekcjoner reprezentacji Hiszpanii zdradził właśnie, że jego piłkarze są gotowi na strzelanie jedenastek w seriach rzutów karnych podczas katarskich mistrzostw świata, bo wcale nie tak dawno dostali zadanie domowe, którego treścią było… wykonanie tysiąca uderzeń z wapna.  Latem 2021 roku Hiszpanie znaleźli się o krok od finału mistrzostw Europy. Po stu dwudziestu minutach remisowali z Włochami […]
05.12.2022
Mistrzostwa Świata 2022
05.12.2022

Lewandowski kontra selekcjonerzy – kolejny odcinek długiego serialu

Robert Lewandowski po meczu z Francją nie owijał w bawełnę i wypalił na antenie TVP Sport, że gdy taktyka przyjęta przez reprezentację Polski jest zbyt zachowawcza, trudno jest mu czerpać radość z gry. Trzeba te słowa interpretować jako szpileczkę wbitą selekcjonerowi Czesławowi Michniewiczowi. Tym bardziej że „Lewy” także w przeszłości kąsał trenerów naszej kadry. Przypomnijmy sobie te historie. Lewandowski i Smuda: miażdżąca krytyka W 2012 roku pozycja Roberta Lewandowskiego w światowym futbolu nie była […]
05.12.2022
Tenis
05.12.2022

LOTTO SuperLIGA. Przewodnik przed Final Four: CKT Grodzisk Mazowiecki

W fazie zasadniczej byli zdecydowanie najlepszym zespołem, ale przed Final Four wydaje się, że nie wystąpią w Zielonej Górze w roli głównego faworyta. Są jednak idealnym klubem dla tych, którzy chcą kibicować Polakom, bo w ich składzie na jedenaście osób tylko dwie grają pod inną flagą. Do sporego doświadczenia dokładają nieco młodości. I wierzą, że to im przypadnie wielki triumf, choć nie wiadomo jeszcze, czy ich lider wystąpi w decydujących spotkaniach. CKT Grodzisk Mazowiecki postara się o zwycięstwo […]
05.12.2022
MMA
24.11.2022

10 grudnia Jan Błachowicz powalczy o pas UFC w kategorii półciężkiej!

Ależ wiadomość przyszła do nas zza Oceanu. Jan Błachowicz szykował się na walkę z Magomedem Ankalajewem, którą federacja UFC zaplanowała na 10 grudnia. Chociaż data pojedynku oraz przeciwnik nie ulegają zmianie, to okazało się, że Polak i Rosjanin powalczą tytuł mistrza UFC w kategorii półciężkiej! Wszystko przez poważną kontuzję Jiriego Prochazki, który w wyniku czekającej go długiej absencji postanowił zawakować pas. PROCHAZKA WYPADA NA ROK? Przypomnijmy, że czeski czempion podczas gali UFC […]
24.11.2022
MMA
25.10.2022

Poirier, Fiziev, ktoś inny? To mogą być następni rywale Mateusza Gamrota

Podczas UFC 280 Mateusz Gamrot przegrał walkę z Beneilem Dariushem, przez co Polak będzie musiał jeszcze poczekać na wymarzone starcie o pas. Ale to nie znaczy, że amerykańska federacja powiedziała Gamerowi „game over”. Przeciwnie – w rankingu Mateusz nie wypadł z czołowej dziesiątki wagi lekkiej i wciąż może liczyć na duże pojedynki. A jego potencjalni rywale są co najmniej interesujący. W zależności od tego, jak ułożą się starcia podczas UFC 281 oraz UFC Fight Night […]
25.10.2022
MMA
23.10.2022

Gamrot przegrał… i co z tego? To nie ślepa uliczka, to tylko próg zwalniający [OPINIA]

Mateusz Gamrot przegrał na wczorajszej gali UFC z Beneilem Dariushem po jednogłośnej decyzji sędziów. Taki wynik jednak… tak naprawdę niczego nie zmienia. Owszem, dla Polaka może to być krok wstecz, ale na tyle mały, że nie powinien przeszkodzić mu w podboju amerykańskiej federacji. Choć trzeba przyznać, że Dariush potrafił wykorzystać braki, które Gamrot jeszcze musi nadrobić. Nie wątpimy jednak, że to zrobi.  Przede wszystkim powiedzmy sobie jedno – Gamrot jest dla […]
23.10.2022
Weszło
22.10.2022

Porażka Gamrota, pas zostaje u Sterlinga, a nowym królem dywizji lekkiej jest Machaczew

Karta UFC 280 była wręcz napakowana potencjalnie kapitalnymi zestawieniami. Ostatecznie poziom był ekstremalnie wysoki, ale brakowało nieco efektownych nokautów. Kto jednak docenia kunszt MMA, ten mógł poczuć się usatysfakcjonowany. Niestety porażkę z Beneilem Dariushem poniósł Mateusz Gamrot. W walce wieczoru pas mistrzowski dywizji lekkiej zdobył Islam Machaczew, z kolei kolejną udaną obronę pasa kategorii koguciej zaliczył Aljamain Sterling. Nas […]
22.10.2022
Weszło
22.10.2022

UFC a sprawa rosyjska, czyli brudne związki gwiazd MMA z Kadyrowem i Putinem

MMA to piękny sport, który wymaga wysokiej specjalizacji w kilku sztukach walki. Ale MMA równocześnie przyciąga podejrzanych typów, biznesmenów od szemranych interesów czy osoby z problemem kontroli agresji. A w obecnych czasach jest też świetnym narzędziem do sportswashingu i platformą do promowania się przez dyktatorów. Jak wyglądają związki Władimira Putina i Ramzana Kadyrowa z UFC? Dlaczego na dzisiejszej gali UFC280 walka Piotra Jana zostanie pokazana normalnie, a walka Islama Makaczewa miała w ogóle […]
22.10.2022
MMA
22.10.2022

UFC 280. Mateusz Gamrot powalczy dziś o zostanie twarzą polskiego MMA

Kiedy w grudniu 2021 roku Mateusz Gamrot pokonał przez poddanie Diego Ferreirę, Polak zapowiadał, że jeśli będzie wygrywał kolejne walki, to w 2023 roku otrzyma szansę na walkę o pas. Jak na razie wszystko układa się zgodnie z planem Gamera, który dziś może uczynić ważny krok na drodze do realizacji swojego celu. Jeżeli podczas gali UFC 280 Gamrot pokona Beneila Dariusha, to z pięcioma zwycięstwami z rzędu będzie jednym z głównych […]
22.10.2022
Liczba komentarzy: 13
Subscribe
Powiadom o
guest

13 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Sentino
Sentino
11 miesięcy temu

Czeczeński złodziej i terrorysta wybrał pewną i łatwą kasę w KSW, bo on w przeciwieństwie do śmiesznych pismaków, doskonale wiedział, że w UFC byłby nikim. Dostałby na pizdę i po 3 walkach musiałby wracać do KSW z podkuloną kitą. Twierdzenie, że Mamied był światową czołówką świadczy o kompletnym braku znajomości tematu, ale także i braku logicznego myślenia. Nie możesz być czołówką skoro nigdy nie wygrałeś ani nawet nie walczyłeś z najlepszymi. Mamed obijał 3 sort, odpady wyjebane z UFC i tyle.

LTD. W gorącej wodzie. Company.
LTD. W gorącej wodzie. Company.
11 miesięcy temu
Reply to  Sentino

Każdy kto chociaż trochę zna ten sport wie, że Mamed posiadał wszelkie instrumenty, żeby zaistnieć w UFC. Pewnie zajęłoby z rok, zanim zaaklimatyzowałby się w Stanach, znalazł dobry gym itd.
Blachowicz rozpoczął karierę za oceanem bilansem 2-4. Powiedziałbyś wówczas, że zostanie mistrzem LHW?

Lepiej wydać na kolejną flaszkę, nie?
Lepiej wydać na kolejną flaszkę, nie?
11 miesięcy temu

Posiadanie instrumentów czy potencjału nie oznacza z automatu, że cokolwiek ugrałby w UFC.

Co do tego tematu ma Błachowicz? Ja pierdole xDDDDDDD Janek dostał ofertę, skorzystał i całe życie pod to ustawił, gdzie Mumad całe życie siedział w strefie komfortu vide KSW. Zero ryzyka i spróbowania się w UFC, więc kurwa z czym do ludzi?

I tak jak Senti napisał, nie wygrał z nikim z topu, nie walczył z nikim ze światowej czołówki, więc nie może być uznawanym za czołowego zawodnika no, bo niby na jakiej podstawie?

Czołówka KSW? Tak.
Legenda KSW? Tak.
Światowa czołówka? Ni chuja, gdyż na dobrą sprawę nigdy to nie zostało sprawdzone.

aros to pęto zjeb
aros to pęto zjeb
11 miesięcy temu

No i mumad został odprawiony do Kozistanu 🙂

lol
lol
11 miesięcy temu
Reply to  Sentino
LTD. W gorącej wodzie. Company.
LTD. W gorącej wodzie. Company.
11 miesięcy temu
Reply to  lol

I pijak, bo każdy pijak to złodziej hahaha

Adam
Adam
11 miesięcy temu

KSW w 2022 xDDDDDD

Nie zaśmiecajcie strony F1, NBA, boksem czy skokami. Sporty które upadły.
Idzie nowe.

Capoeira
Capoeira
11 miesięcy temu

Ja rozumiem, że KSW to nasze rodzime UFC, ładnie opakowane i promujące MMA w Polsce. Ale bądźmy poważni. Poziomem to nie ma startu do wspomnianego UFC. To taka II, albo nawet III liga MMA na świecie. Mamed to jest znany w PL i to by było na tyle.

Jakub
Jakub
11 miesięcy temu
Reply to  Capoeira

nie tak do konca, na kanale mmaonpoint znaja go a to duzy kanal anglojezyczny, inna sprawa ze m k powinien siedziec w pace zasrany islamski radykal

Jakub
Jakub
11 miesięcy temu

oby nie, soldic do boju!

Lepiej wydać na kolejną flaszkę, nie?
Lepiej wydać na kolejną flaszkę, nie?
11 miesięcy temu

Ktokolwiek jeszcze ogląda to gówno?

CM711
CM711
11 miesięcy temu

Polska dla Polaków!

Lepiej wydać na kolejną flaszkę, nie?
Lepiej wydać na kolejną flaszkę, nie?
11 miesięcy temu
Reply to  CM711

To dlaczego wyjesz dupę w Reichu jakiemuś staremu Niemcowi?