Zeszło z nocki #6. Popisy faworytów i nie tak zła Jordania

Antoni Figlewicz

17 czerwca 2026, 09:04 • 12 min czytania 5

Reklama
Zeszło z nocki #6. Popisy faworytów i nie tak zła Jordania

Trzech wielkich piłkarzy już od pierwszego meczu pokazuje klasę. Kylian Mbappe, Erling Haaland i on, niewątpliwy król poprzedniego mundialu, Leo Messi. Wszyscy trzej dali w swoich meczach wielki popis i przyznać trzeba, że czekamy na ich kolejne występy z wypiekami na twarzach.

Reklama

Stawiasz 2 zł i zgarniasz bonus 333 zł za gola Anglii z Chorwacją – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczy

STS - promocja z gola

Co by nie mówić, tej nocy faworyci się spisali, sensacyjnych wyników brak, choć niektóre mecze miały jakąś swoją historię. Zapamiętamy je jednak przede wszystkim dzięki wspaniałym popisom największych piłkarzy globu z Leo Messim na czele. Chłop jest niesamowity – gra w tej MLS bez wielkich obciążeń, a potem wchodzi w mundial jak w masełko z hat-trickiem i zadowolony.

Mistrzostwa Świata 2026. Francja – Senegal 3:1

  • 1:0 – Kylian Mbappe (as. Michael Olise)
  • 2:0 – Bradley Barcola (as. Adrien Rabiot)
  • 2:1 – Ibrahim Mbaye (as. Iliman Ndiaye)
  • 3:1 – Kylian Mbappe

Obie ekipy zmierzyły się w przeszłości tylko raz – w meczu otwarcia mistrzostw świata w 2002 roku. Broniący tytułu mistrzów świata Francuzi przegrali wówczas 0:1 po golu Papy Bouby Diopa. Co ciekawe, był to debiut Senegalu w mistrzostwach świata. Prowadzone przez Bruno Metsu Lwy Terangi dotarły wtedy do ćwierćfinału turnieju, w którym przegrały po dogrywce z Turcją. Do dziś pozostaje to ich najlepszym wynikiem.

Reklama

Przed wtorkowym spotkaniem z Francją oczekiwania wobec Senegalu były dość wysokie. Drużyna z Afryki pierwszy raz w historii zakwalifikowała się na trzy mundiale z rzędu. Przed spotkaniem nie mógł się jej nachwalić Didier Deschamps, który widzi ją wśród najlepszych reprezentacji, zarówno Czarnego Kontynentu, jak i całego globu. Powodu, dla którego Lwy Terangi miałyby nie pokonać obecnych wicemistrzów świata, nie widział też ich trener – Pape Thiaw.

Kozak i badziewiak meczu Francja – Senegal

Choć pierwsza połowa na to nie wskazywała, najlepszym zawodnikiem meczu był Kylian Mbappe. Na początku napastnik miał problemy nawet z przyjęciem piłki, nie wychodziło mu praktycznie nic. Na drugą część gry wyszedł jednak odmieniony, podobnie jak cała jego drużyna. To on wykorzystał świetne podanie Michaela Olise, po którym otworzył wynik spotkania. Swoją drogą w tej kategorii można by uwzględnić i piłkarza Bayernu. W samej końcówce Mbappe dołożył jednak drugie trafienie, na dodatek nie najbrzydszej urody.

Kto zawiódł najmocniej? Jeśli Senegal ma kilku graczy, na których powinien liczyć w trudnych momentach, jednym z nich jest z pewnością Sadio Mane. 34-latek gra już co prawda w saudyjskim Al-Nassr, ale 14 goli w sezonie, nawet w Arabii Saudyjskiej, nie strzela byle kto.

Tymczasem, w starciu z Francuzami, jakby go nie było. Fakt, to on oddał jedyny celny strzał w pierwszej połowie, ale nie było z tego praktycznie żadnego zagrożenia. Później zanotował jeszcze stratę, która zrodziła groźną akcję Francji, no i, przede wszystkim, omal nie sprokurował rzutu karnego. Na drugim skrzydle hasał Ismaila Sarr, któremu też wychodziło niewiele, aczkolwiek piłkarz Crystal Palace przynajmniej dochodził do jakichś sytuacji.

Reklama

Co się działo w meczu Francja – Senegal?

W pierwszej połowie jedyną drużyną, która stworzyła jakiekolwiek zagrożenie pod bramką, był Senegal. Nicolas Jackson trafił w słupek, a w ostatniej akcji przed przerwą świetną sytuację zmarnował Ismaila Sarr.

Po zmianie stron rozkręcili się Francuzi, a kiedy Trójkolorowi wrzucą wyższy bieg, zatrzymać ich niezwykle ciężko. Podołać temu wyzwaniu próbował Edouard Mendy, który dwukrotnie uratował swoją drużynę po strzałach Olise i Mbappe, ale w 66. minucie na kolejny strzał Mbappe nie był już w stanie zareagować.

Reklama

Didier Deschamps przeprowadził tylko dwie zmiany. Jednym z zawodników wprowadzonych z ławki był Bradley Barcola, który na strzelenie gola potrzebował zaledwie dwóch minut. Wydawało się, że Francja dowiezie dwubramkowe prowadzenie, ale Mike Maignan zawalił w jednej z niewielu sytuacji, w których musiał się wysilić i w doliczonym czasie gry gola kontaktowego strzelił także wprowadzony z ławki Ibrahim Mbaye.

Nerwowa końcówka? Nic z tych rzeczy – nie na zmianie Mbappe, który niesiony wcześniejszym golem szybko uciął zapędy Senegalu po gola na wagę remisu, samemu posyłając bombę na bramkę Mendy’ego.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Francja – Senegal

Dwa gole Mbappe były jego 57. i 58. w reprezentacji Francji. Po meczu z Senegalem zawodnik Realu Madryt stał się zatem najlepszym strzelcem w historii Les Bleus. Do tej pory miano to dzierżył Olivier Giroud, który ma na koncie 57 goli w narodowych barwach.

A to nie wszystko. 28-latek ma już na koncie 14 bramek na mundialach. Dzięki czterem trafieniom w Rosji, ośmiu w Katarze i dwóch w meczu z Senegalem został najskuteczniejszym francuskim strzelcem w turniejach finałowych mistrzostw świata, prześcigając Justa Fontaine’a (13 goli). Biorąc pod uwagę wszystkie reprezentacje, najlepszym strzelcem w historii mistrzostw globu jest Miroslav Klose, który uzbierał 16 bramek. Pobicie jego rekordu podczas trwającego mundialu wydaje się więc całkiem realne.

Reklama

Warto także zaznaczyć, że gole strzelali tylko gracze PSG. Wspomniany Mbaye, mimo że reprezentuje Senegal, jest wychowankiem paryskiego klubu, dodatkowo urodzonym w Trappes, znajdującym się około 40 kilometrów od stolicy Francji.

Mbaye to nie jedyny taki przypadek. W całym mundialu udział bierze aż 98 zawodników urodzonych we Francji. Poza reprezentacją Les Bleus, najwięcej takich piłkarzy znajduje się właśnie w kadrze Senegalu – aż 10. Czterech z nich wyszło w pierwszym składzie.

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026. Irak – Norwegia 1:4

  • 0:1 – Erling Haaland (as. David Wolfe)
  • 1:1 – Aymen Hussein (as. Amir Al-Ammari)
  • 1:2 – Erling Haaland
  • 1:3 – Leo Ostigard (as. Martin Odegaard)
  • 1:4 – Aymen Hussein sam.

Przed pierwszym gwizdkiem trudno było wskazać innego faworyta niż Norwegię. Reprezentacja Iraku awans na mistrzostwa świata zapewniła sobie jako ostatnia, pokonując 1 kwietnia Boliwię w barażu interkontynentalnym. Dla azjatyckiej drużyny jest to zaledwie drugi występ w historii mundialu. Skandynawowie również wracają na największą piłkarską scenę po wielu latach nieobecności – poprzednio występowali na niej w 1998 roku.

Zespół prowadzony przez Stale Solbakkena imponował już w eliminacjach, w których dwukrotnie wysoko pokonał między innymi Włochów. Sam awans wywołał w Norwegii ogromne emocje, a starcie z Irakiem stało się wydarzeniem o niemal narodowym charakterze. W wielu miejscach odwołano zajęcia szkolne i umożliwiono pracownikom wzięcie wolnego dnia, a z trybun swoich rodaków wspierał również król Harald V.

Siła norweskiej kadry sprawia, że wielu ekspertów widzi w niej jednego z potencjalnych czarnych koni turnieju. W składzie znajdują się bowiem takie gwiazdy jak napastnik Manchesteru City Erling Haaland czy kapitan Arsenalu Martin Odegaard. Wobec takiego potencjału piłkarze Iraku, w tym zawodnicy występujący na co dzień w Ekstraklasie Amir Al-Ammari z Cracovii i Hussein Ali z Pogoni Szczecin, mieli przed sobą wyjątkowo wymagające zadanie.

Kozak i badziewiak meczu Irak – Norwegia

Początek meczu nie wskazywał, że będzie to dla Norwegów łatwa przeprawa, ale ostatecznie spokojnie przez to spotkanie przeprowadził ich Erling Haaland. Dla snajpera Manchesteru City był to oczywiście debiut na mistrzostwach świata, ale jeszcze przed upływem pierwszych 45 minut miał już na koncie dwa gole. Tym samym został najlepszym strzelcem Norwegii w historii występów na mundialach i jednocześnie wyrównał wynik choćby Roberta Lewandowskiego. W końcówce spotkania Haaland dołożył jeszcze „asystę” przy samobójczym trafieniu Aymena Husseina.

Reklama

Na naganę zasłużyli natomiast wszyscy obrońcy Iraku, jeśli chodzi o wyprowadzenie piłki. Każdy z nich miał w tym zakresie spore kłopoty, ale najgorzej zaprezentował się Zaid Tahseen. Defensor Pakhtakoru zdecydowanie zbyt lekko zagrywał piłkę w kierunku własnego bramkarza w 43. minucie, czym mocno ułatwił zadanie Haalandowi. Norweg na tyle szybko dopadł do piłki, że wybijający ją Jalal Hassan musiał w niego trafić i w ten sposób ekipa ze Skandynawii wróciła na prowadzenie.

Co się działo w meczu Irak – Norwegia?

Irak zaimponował. Za sprawą Aymena Husseina w 39. minucie doprowadził do wyrównania i mimo tego, że chwilę później stracił bolesnego gola, to w końcówce pierwszej połowy stworzył sobie trzy znakomite okazje. Norwegowie schodząc do szatni na przerwę na pewno czuli sporą ulgę z racji na to, że utrzymują prowadzenie. Martin Odegaard co chwila gubił krycie, a korzystał z tego choćby Amir Al-Ammari. Gracz Cracovii był w bardzo dobrej formie i spokojnie można go nawet uznać najlepszym graczem Iraku w tym spotkaniu. Jego występ stanowi na pewno jeden z niewielu ostatnio powodów do optymizmu dla fanów Pasów. Przy pierwszym od 40 lat na mundialach golu Iraku zaliczył asystę.

Reklama

Norwegowie po przerwie potrafili jednak wychłodzić temperaturę meczu i ostatecznie zasłużenie wygrali. Największy udział miał oczywiście Haaland, z którego występu na pewno będzie inna znana z Ekstraklasy postać, a więc jego kuzyn Jonatan Braut Brunes – napastnik Rakowa Częstochowa. Ekipie Stale Solbakkena pomogły również zmiany. W 73. minucie pojawiło się na boisku aż czterech nowych zawodników, a jeden z nich Leo Ostigard chwilę po tym strzelił gola na 3:1 pakując piłkę do siatki po uderzeniu głową.

Ciekawa statystyka z meczu Irak – Norwegia

Erling Haaland strzelił gola w swoim jedenastym kolejnym występie dla reprezentacji Norwegii. W sumie w 51 występach dla drużyny narodowej ma już 57 bramek na koncie. Potwór!

Reklama

Warto się jednak też skupić na wątku ekstraklasowym. Na mundialu w 2022 roku mimo obecności reprezentacji Polski i nawet tego, że ekipie Czesława Michniewicza udało się wyjść z grupy, nie doświadczyliśmy bowiem gola lub asysty zawodnika występującego w naszej lidze. Na taki wyczyn trzeba było czekać od 2018 roku, kiedy Rafał Kurzawa z Górnika Zabrze dośrodkowywał z rzutu wolnego do Jana Bednarka przy zwycięskim golu z Japonią (1:0).

Reklama

Ostatecznie Norwegia potwierdziła jednak rolę faworyta i rozpoczęła mundial od efektownego zwycięstwa 4:1, choć wynik jest wyższy niż różnica, którą przez długie fragmenty było widać na boisku. Irak pokazał charakter i momentami potrafił postawić się naszpikowanym gwiazdami rywalom.

Mistrzostwa świata 2026. Argentyna – Algieria 3:0

  • 1:0 – Leo Messi 17′
  • 2:0 – Leo Messi 60′
  • 3:0 – Leo Messi 76′

Faworyci na tym mundialu potykali się już nie raz i nie dwa, ale tym razem żadnej niespodzianki nie było. Argentyna nie dała szans Algierii, w czym oczywiście główna zasługa Leo Messiego. 38-latek nic nie traci swojego boiskowego geniuszu i tym razem zaserwował nam hat-tricka. Dwa razy osiągał cel po strzałach z pogranicza pola karnego i raz jako dobijający z zimną krwią strzał kolegi.

Rywale praktycznie przez cały mecz nie stworzyli sobie naprawdę dogodnej sytuacji. Bramka z początku została zdobyta ze spalonego, a później mieliśmy co najwyżej zalążki większego zagrożenia pod bramką Emiliano Martineza.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Argentyna – Algieria

Nie da się wybrać inaczej z kozakiem: Messi. Strzelił cztery gole, z czego trzy prawidłowe. Mógł mieć też asystę, gdyby lepiej uderzał Lautaro Martinez. Dobrze rozprowadzał akcje. Kilka razy pomógł w obronie.

Czy po takim występie są w ogóle jakieś rysy w jego grze? Tak, hat-tricka powinien mieć kilka minut wcześniej, ale wtedy Luca Zidane wreszcie coś ciekawiej obronił. Syn Zinedine’a chyba nie zrobił absolutnie wszystkiego, co mógł zrobić przy bramce na 0:1, a drugi stracony gol już ewidentnie obciąża jego konto. Jasne, McAllister uderzył bardzo mocno, piłka nieprzyjemnie leciała, lecz na tym poziomie w takich momentach trzeba po prostu interweniować lepiej. Bilans golkipera Granady wychodzi na minus.

Co się działo w meczu Argentyna – Algieria?

Zanim Messi rozpoczął pokaz swojego geniuszu, powalczył o piłkę z rywalem i przypadkowo, ale jednak brzydko go sfaulował. Szymon Marciniak przewinienie odgwizdał, tyle że na tym poprzestał.

Żółta kartka należała się z urzędu, pojawiają się jednak głosy, że powinno się to nawet skończyć wykluczeniem. Co sądzicie?

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Argentyna – Algieria

Messi jako pierwszy zawodnik zagrał na sześciu mundialach. Do tego po trzech trafieniach z Algierią ma już tyle samo goli na mistrzostwach świata co dotychczasowy lider Miroslav Klose (16).

Trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym Messi na tym turnieju nie zostaje samodzielnym liderem tej klasyfikacji.

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026. Austria – Jordania 3:1

  • 1:0 – Romano Schmid
  • 1:1 – Ali Olwan
  • 2:1 – Yazan Al-Arab (gol samobójczy)
  • 3:1 – Marko Arnautović (rzut karny)

Przez chwilę pachniało tu nawet kolejną sensacją, ale ostatecznie Jordanii jakości wystarczyło tylko do zdobycia jednego gola. Faktem jest jednak, że od dziś możemy przekonywać, że to nie są chłopcy do bicia, bo piłkarze Jamala Sellamiego dali się Austrakom we znaki. Sporo strzelali, obili poprzeczkę i plecy Lienharta, pokazali się z naprawdę niezłej strony.

A Austriaków musiał ratować z opresji Arnautović, który w drugiej połowie zmienił całkiem bezbarwnego Kalajdzicia.

Kozak i badziewiak meczu Austria – Jordania

I tak się śmiesznie składa, że obaj panowie pasują też do tej rubryki. Marko Arnautović miał duży udział przy samobójczym golu na 2:1, sam zdobył bramkę ustalającą wynik meczu w dwunastej minucie czasu doliczonego, wykorzystując rzut karny. Pokazał wyraźnie, że pewnych rzeczy się nie zapomina, a wiek to tylko liczba.

Sprytnym wydawał się jednak plan wystawienia w pierwszym składzie Sasy Kalajdzicia, który już samym wzrostem mógł napędzić Jordańczykom stracha. Dwumetrowy gigant niespecjalnie się jednak spisał, przez co nawet nie wyszedł na drugą połowę. Austria niewiele miała z niego pożytku, Arnautović musiał pokazać młodszemu koledze, jak to się robi.

Reklama

Co się działo w meczu Austria – Jordania?

Przede wszystkim to. W Jordanii zapamiętają ten moment na bardzo, bardzo długo. Pierwszy gol na mundialu smakuje wyśmienicie, a ten był jeszcze niebanalnej urody. Ali Olwan pięknie złamał do środka i nie dał szans austriackiemu bramkarzowi, zapisując się na zawsze w kartach historii jordańskiej piłki. Trudno dziwić się tej euforii kibiców, piękne, czyste emocje.

Ciekawa statystyka z meczu Austria – Jordania

Gdyby przed meczem ktoś nam powiedział, że liczbę strzałów i strzałów celnych obu zespołów wyrówna dopiero rzut karny strzelany przez Austrię w ostatniej akcji meczu, to chyba byśmy się popukali w głowę. Ale tak było w istocie, co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Jordania rozegrała całkiem niezłe zawody.

Reklama

Jedenaście strzałów, cztery celne, jeden gol. No całkiem przyzwoicie, jak na totalnego outsidera. Może na Argentynę to nie wystarczy, ale Algieria… cóż, ma się czego bać. Walka o trzecie miejsce w grupie J może być bardzo zacięta.

5 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama