Na świecie nie ma już słabych drużyn. Jordańczycy coś tam potrafią, ale mimo wszystko nas zaskoczyli – nie spodziewaliśmy się, że postawią Austriakom takie warunki, trudno było oczekiwać, że naprawdę napsują im krwi. A tu przez jakiś czas utrzymywał się remis i można było wątpić w kolejny europejski zespół.
Ostatecznie na małym zwątpieniu się to wszystko kończy, bo Jordania ma jednak gorszy zespół od Austrii i w wielu momentach mogliśmy się o tym przekonać. Bo jasne, pokazali atuty w poszczególnych szybkich akcjach, parę fajnych wypadów napędziło stracha broniącemu bramki rywali Schlagerowi. Ale nadal widać było jak na dłoni, że to tylko Jordania.
I brakło jej jakości, by wyrwać coś więcej.
Austria – Jordania 3:1. Nieprzewidziane emocje
Mieliśmy taki fragment tego meczu, w którym można było oczekiwać tylko kolejnych goli goli podopiecznych Ralfa Rangnicka. Po urodziwym strzela Schmida Austriacy bliscy byli pójścia za ciosem, przeważali. Nawet wtedy jednak Jordania miała swój moment – po rzucie rożnym Ali Olwan obił poprzeczkę, brakło centymetrów. No i właściwie w każdym fragmencie tego spotkania da się znaleźć jakieś małe „ale”. Dobrze grali, ale narazili się na kontry. Kontrolowali wydarzenia, ale stracili gola. Nieźle bronili, ale też rywale oddali naprawdę sporo strzałów.
Dobrze czytacie – Jordania oddała w meczu z Austrią tyle samo strzałów co rywale. I tyle samo celnych.
Zaraz po zmianie stron zdobyła pięknego gola, a najlepiej skwitował to wszystko swoją kwaśną miną trener Rangnick. Bo on pewnie nie dopuszczał myśli, że jego zespół może dziś mieć problemy, a ostatecznie wygraną musiał wyrwać Jordańczykom z rąk. Jakby tak się nad tym poważnie zastanowić, to zespół z Półwyspu Arabskiego miał kilka poważnych okazji – raz plecami odbijał piłkę zmierzającą do bramki Lienhart, innym razem w bramce musiał się wysilić Schlager, jeszcze przy innej okazji skórę ratował Austriakom ten drugi Schlager. Cóż, dla bezstronnego obserwatora było po prostu ciekawie i nie da się oprzeć wrażeniu, że taki stan rzeczy zawdzięczamy Jordańczykom.
Kolejny 𝐇𝐈𝐒𝐓𝐎𝐑𝐘𝐂𝐙𝐍𝐘 moment na mundialu 😍
🔴 📲 OGLĄDAJ #AUTJOR ▶️ https://t.co/9JKhkQ8z1y pic.twitter.com/QuMHRj07YS
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 17, 2026
Dziurawe ręce bramkarza Jordanii. Austria robi swoje
Ostatecznie punkty rozdano zgodnie z przedmeczowym planem. Pętla zaciskała się wokół bramki Jordanii wolno, lecz w okolicach 65. minuty gol zawisł w powietrzu i w polu karnym zrobiło się gęsto. Najpierw Abulaila zaprezentował swoje dziurawe ręce przy wrzutce z lewej strony boiska – wtedy uratował go faul Marko Arnautovicia. Chwilę później bramkarz Jordanii znów popisał się na przedpolu, piąstkując naprawdę, ale to naprawdę beznadziejnie. Piłka odbiła się jednak od ręki Poscha, przez co gol zdobyty chwilę później przez Arnautovicia nie mógł być uznany. W końcu, po dziesięciu minutach takich sygnałów ostrzegawczych, piłka zatrzepotała w siatce.
Ostatecznie było to trafienie samobójcze Yazana Al-Araba, ale kolejny raz w akcję zamieszany był Arnautović, prawdziwy motor napędowy Austrii w drugiej połowie. On też zresztą ustalił wynik meczu w dwunastej minucie doliczonego czasu gry, gdy na gola zamienił rzut karny.
Nie wróżymy po tym meczu wygranej czy chociaż remisu Jordanii z Argentyną, ale można, a może i nawet trzeba oczekiwać, że z Algierią to ten zespół powalczy o coś więcej niż honor. A Austria? Z grupy wyjdzie, ale pewnie chciałaby czegoś więcej. Raczej nie za długo da się jechać na plecach starego jak świat Arnautovicia, zostawiamy taką myśl do namysłu trenerowi Rangnickowi.
Ocena meczu: 4/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix