Chcielibyśmy, żeby ktoś w nas wierzył tak, jak Papszun w Rajovicia

Mikołaj Duda

02 sierpnia 2026, 14:02 • 3 min czytania 14

Reklama
Chcielibyśmy, żeby ktoś w nas wierzył tak, jak Papszun w Rajovicia

Szczerze mówiąc, chyba każdy chciałby mieć w swoim życiu osobę, która wierzy w niego tak bardzo jak Marek Papszun w Miletę Rajovicia. Po, najłagodniej mówiąc, nienajlepszym występie w Szczecinie Duńczyk dostaje kolejną okazję na odkupienie win. Utrzymał swoje miejsce w składzie i od pierwszej minuty będzie „straszył” defensorów Zagłębia Lubin.

Reklama

Wygląda na to, że Marek Papszun był tak zadowolony z postawy swoich podopiecznych w wygranym spotkaniu z Pogonią Szczecin, że zdecydował się na starcie z Zagłębiem Lubin wystawić dokładnie taki sam skład. O ile część z jego podopiecznych pokazała się z całkiem niezłej strony i zasłużyła na swoje miejsce, tak wybór napadu jest co najmniej mocno zaskakujący.

Mileta Rajović znowu w podstawowym składzie Legii! Marek Papszun dalej w niego wierzy

O ile prawdą jest, że trener Wojskowych nie ma największego wyboru, bowiem jedynym dostępnym napastnikiem na ławce rezerwowych jest dopiero co wracający po kontuzji Rafał Adamski, tak po ostatnim występie Rajovicia w Szczecinie w pełni uzasadnione byłoby wpuszczenie w jego miejsce kogokolwiek. Nawet gracza ze środka pola i zmiana formacji na taką z jednym wysuniętym napastnikiem, którym byłby Łukasz Zjawiński,

Reklama

Duńczyk przeciwko Pogoni zmarnował trzy stuprocentowe okazje na gola, a jedną z nich było wpakowanie piłki do pustej bramki z odległości jednego metra. Uczynił to… zagrywając ręką. Jak ostatnio analizowaliśmy na Weszło, jego występ był fatalny pod wieloma innymi względami i nie kulało jedynie samo wykończenie.

W każdym razie Marek Papszun cały czas wierzy w swojego bombardiera, co zaznaczał na przedmeczowej konferencji prasowej.

– Jednocześnie bardzo ważne jest to, na co pan zwrócił uwagę, a czego niewielu dziennikarzy czy ekspertów dostrzegło. Miał kluczowe zachowanie przy bramce. Można więc powiedzieć, że pomógł zespołowi i miał udział w decydującej akcji, oprócz wielu działań, które wykonał na boisku. Ja to na pewno doceniam. Oczywiście chcemy więcej i chcemy, żeby był również skuteczny.

W spotkaniu z Zagłębiem Lubin przekonamy się, czy Mileta Rajović dobrze przepracował ostatni tydzień i będzie straszył obrońców rywala niczym Erling Haaland.

Reklama

Musi sprawiać, że obrońcy się go boją. Mocno pracujemy nad tym, żeby Mileta miał odpowiednią pewność siebie. (…) Spójrzmy na Roberta Lewandowskiego albo Erlinga Haalanda. Kiedy wychodzą na boisko, obrońcy już przed pierwszym gwizdkiem wiedzą, że będą mieli ogromny problem – mówił asystent trenera Legii Artur Węska w niedawnym wywiadzie dla portalu Legia.net.

Przynajmniej po meczu w Szczecinie nasz komentarz do tych słów jest jak najbardziej aktualny: – Jeśli Artur Węska z Milety Rajovicia zrobi przynajmniej połowę Erlinga Haalanda, to pokłonimy się nisko. Na razie Rajović nie wywołuje strachu, a bardziej śmiech i litość u rywali.

Zobaczymy, czy zdezaktualizuje się po starciu z dzielnie walczącymi podopiecznymi Leszka Ojrzyńskiego.

Reklama

Fot. Newspix

14 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama