Na świat przyszedł w Rosji, ale zrzekł się rosyjskiego obywatelstwa. Zachwycił się Wyspami Owczymi, gdy ich reprezentacja sensacyjnie pokonała Austrię w meczu, który został zapamiętany jako „cud w Landskronie”. Ale jego największą futbolowa miłość to bez wątpienia Urugwaj. Ivan Eginsson Eysturland jest do tego stopnia nadzwyczajnym kibicem kadry La Celeste, że jego historię wykorzystano przed laty w telewizyjnej reklamie, która zrobiła w Urugwaju wielką furorę. Mieszkaniec Montevideo opowiedział na łamach Weszło o swojej pasji do urugwajskiej piłki, a także podzielił się opinią na temat szans drużyny dowodzonej przez Marcelo Bielsę na mundialu w USA, Meksyku i Kanadzie.
– Przy odrobinie szczęścia, jest szansa na mistrzostwo. Dlaczego nie? Jeżeli Argentyna ma takie szanse, Brazylia ma, to Urugwaj też ma – przekonuje Ivan.
***
Jak nastroje przed pierwszym meczem? Uważasz, że Marcelo Bielsa dobrze przygotował zespół do turnieju?
Jak wiesz, selekcjonerem reprezentacji Urugwaju przez wiele lat był Oscar Tabarez. „Maestro” Tabarez. On jest uważany za takiego guru urugwajskiego futbolu, po jego odejściu pojawiła się wielka wyrwa do wypełnienia. Na turnieju w Katarze drużyna zaprezentowała się poniżej oczekiwań Urugwajczyków. Stąd pojawił się pomysł, by zatrudnić kogoś o takim dorobku jak Marcelo Bielsa. To zresztą dopiero drugi cudzoziemiec, który został trenerem Urugwaju. Pierwszym też był Argentyńczyk, Daniel Passarella, na początku tego wieku. Ale nie potrwało to długo. Urugwaj ma bardzo długą i wielką historię piłkarską, jest z niej dumny. Wprawdzie jest bardzo małym krajem, w którym mieszka tylko 3,3 miliona osób – jak na Litwie albo w województwie wielkopolskim czy małopolskim – ale oczekiwania względem reprezentacji cały czas są najwyższe. A Marcela Bielsa ma jako trener bardzo mocną reputację.
Ivan Eysturland: Bielsa nie cierpi krytyki, zwłaszcza gdy uważa ją za niesprawiedliwą
Urugwaj to już trzecia drużyna narodowa, jaką prowadzi.
Zgadza się, był na mundialu z Argentyną, ale był też trenerem Chile i zbudował tam podstawy pod wielkie sukcesy tej reprezentacji. To było dla Urugwajczyków optymistyczne, choć teraz nie wszyscy są już zachwyceni jego metodami pracy. Luis Suarez zakończył karierę w reprezentacji w 2024 roku, byłem zresztą na jego ostatnim meczu. To było spotkanie kwalifikacyjne z Paragwajem na Estadio Centenario. No i po rezygnacji z kadry Suarez mocno Bielsę skrytykował. Ale koniec końców Urugwaj oczywiście dostał się na mundial, a w eliminacjach aż cztery punkty zdobył w dwumeczu z Brazylią. Wygrał na Bombonerze z Argentyną.
Pamiętając o tych wynikach, oczekiwania przed meczem otwarcia są duże. Ale inaczej być nie może w Urugwaju: to jest mały kraj, ale dwukrotny mistrz świata. A właściwie czterokrotnym, tak uważają sami Urugwajczycy, bo oni wliczają jeszcze igrzyska olimpijskie w 1924 i 1928 roku. Do tego piętnaście tytułów mistrza Ameryki Południowej. Teraz tylko Argentyna ma więcej tych tytułów, na przykład Brazylia ma ich tylko dziewięć.
Jesienią 2025 roku było dość nerwowo wokół Bielsy. Zwołał taką długą konferencję prasową, a media donosiły, że atmosfera w reprezentacji Urugwaju jest kiepska. Wiadomo, że to niezwykły trener, ale też trudny charakter.
I to się potwierdziło w Urugwaju. On nie cierpi krytyki, zwłaszcza gdy uważa ją za niesprawiedliwą. Pamiętajmy też, że o awans na mundial w Ameryce Południowej nie było zbyt trudno. Przy obecnym systemie jest aż sześć drużyn może bezpośrednio awansować na turniej. Jest to trochę farsa. Moim zdaniem powinny być łączone eliminacje Ameryki Północnej z Południową, no ale jest jak jest. Między innymi Urugwaj na tym zyskał.

Marcelo Bielsa, selekcjoner reprezentacji Urugwaju
Bielsa nie przywrócił Suareza do reprezentacji. To błąd?
Suarez bardzo chciał wrócić. Dał nawet taki wywiad, w którym otwarcie powiedział, że jeśli otrzyma powołanie, to je przyjmie. Oczywiście on ma już 39 lat, no ale jeszcze gra w tym Interze Miami, może by się przydał na 20-30 minut drugiej połowy. W ogóle uważam, że linia ataku Urugwaju jest obecnie dużo słabsza niż w czasach, gdy Urugwaj miał w ofensywie Suareza, Cavaniego czy jeszcze Forlana. Piłkarzy światowego poziomu. Ale teraz z kolei reprezentacja Urugwaju ma bardzo mocną linię pomocy. Fede Valverde ma trochę problemów w Madrycie, ale to jest piłkarz z potencjałem na Złotą Piłkę.
To dobrze, że już teraz jest jasne, że Bielsa po turnieju zakończy pracę w reprezentacji Urugwaju?
Myślę, że tak. On ma już 70 lat, to może być jego ostatnia praca w roli trenera. Na pewno dla Argentyńczyka jest to bardzo specyficzna misja. Urugwaj w Argentynie zawsze był traktowany jak taki „młodszy brat”. Kultura jest podobna, pochodzenie mieszkańców też, no ale Urugwaj jest krajem bardzo niewielkim. Z trzema milionami mieszkańców mógłby być równie dobrze jedną z argentyńskich prowincji. Ale Argentyńczycy szanują urugwajski futbol. Że przy takich małych środkach udało się stworzyć reprezentację, która jest zawsze dla Argentyny tak wymagającym przeciwnikiem. Więc dla Argentyńczyka Bielsy jest to też takim wspaniałym wyzwaniem, żeby z tym Urugwajem coś na mundialu osiągnąć. Na pewno cały czas pracuje w swoim stylu: bardzo intensywnie i entuzjastycznie. Jeżeli ma to być jeden z ostatnich etapów jego kariery trenerskiej, to chciałby dojść na mistrzostwach bardzo, bardzo wysoko.
Ivan Eysturland: Luis Suarez bardzo chciał wrócić do kadry
A jak to się stało, że w pewnym momencie stałeś się jednym z najbardziej rozpoznawalnych kibiców Urugwaju?
Ach, to długa historia. Mieszkaliśmy wtedy na Wyspach Owczych. Ja już od 2008 roku latałem do Urugwaju na mecze reprezentacji – najpierw sam, później z żoną. Cały ten kraj bardzo już mnie wtedy interesował, zacząłem go coraz głębiej poznawać, zaczęliśmy rozważać zamieszkanie tam. No i w 2013 roku wybrałem się do Urugwaju po raz kolejny. Akurat przy okazji meczu barażowego z Jordanią. Wstąpiliśmy też wtedy do piłkarskiego muzeum na Centenario, gdzie w sposób nieplanowany spotkałem Alcidesa Ghiggię – strzelca decydującego gola na Maracanie w finale mistrzostw świata 1950, gdy Urugwaj zdobył Puchar Świata kosztem Brazylii. Tam byli też urugwajscy dziennikarze, poznałem paru z nich. I nieco później pewna agencja reklamowa uznała, że może wykorzystać moją historię i pasję w reklamie kart płatniczych. Że jest taki wielki fan Urugwaju, który nie jest Urugwajczykiem i mieszka na Wyspach Owczych.
Bo od razu dodam, że w Urugwaju to się wydaje coś nadzwyczajnego, że obcokrajowiec im kibicuje. To nie jest mainstreamowa reprezentacja, taka jak Argentyna czy Brazylia, które mają oczywiście wielu fanów na całym świecie. Więc na Wyspy Owcze przyjechała ekipa filmowa, przedstawiciele tej firmy OCA i zrobiliśmy reklamę, która stała się bardzo popularna w Urugwaju. Ciągle ją puszczano w telewizji, więc właściwie każdy ją przy jakiejś okazji obejrzał. Otrzymałem nawet propozycję, żeby zostać konsulem honorowym Urugwaju na Wyspach Owczych, do 2022 roku sprawowałem tę funkcję.
Dlaczego przestałeś?
Gdy przeprowadziliśmy się na stałe z żoną do Urugwaju, nie miało to już dalej racji bytu. Ale poznałem dwóch ministrów spraw zagranicznych Urugwaju. Teraz mieszkamy mniej więcej piętnaście minut piechotą od Estadio Centenario w Montevideo. W urugwajskim szpitalu przyszły na świat dwie nasze córki. Młodsza z nich ma na trzecie imię Celeste, od przydomka urugwajskiej reprezentacji. Dzielimy teraz z żoną czas między Wyspami Owczymi a Montevideo.
A skąd właściwie się wzięła ta zajawka na reprezentację Urugwaju?
Kocham historię futbolu i byłem od zawsze zafascynowany faktem, że tak niewielki kraj osiągnął tak wielkie sukcesy w mistrzostwach świata czy mistrzostwach Ameryki Południowej. Zachwyciło mnie to. Przecież w Brazylii więcej osób gra w piłkę niż w całym Urugwaju mieszka. Zacząłem się w to coraz bardziej zagłębiać, a po pierwszej wizycie zrozumiałem, czym jest tak naprawdę entuzjazm Urugwajczyków do futbolu. Tutaj ludzie naprawdę kochają piłkę nożną. Nie chodzi nawet o to, że jest to sport narodowy. To jest pewna idea, która napędza ten kraj. Urugwaj istnieje dla piłki nożnej. Tak jak to ujął Ondino Viera, trener urugwajskiej kadry na mundialu w Anglii: „inne państwa mają swoją historię, a Urugwaj ma swój futbol”.
Urugwaj to nadzwyczaj spokojny kraj, bardzo stabilny. I to jest dobre. Jak wyjedziesz dzisiaj z Urugwaju i wrócisz za dziesięć lat, to zastaniesz mniej więcej to samo. Natomiast piłka jest skarbem narodowym Urugwajczyków. Znaleźli coś, co ich jednoczy i wyróżnia. Bo trzeba pamiętać, że historycznie Urugwaj powstał jako takie trochę państwo buforowe między wielkimi sąsiadami: Brazylią i Argentyną. A piłka rozsławiła ten niewielki naród na całym świecie.
Pamiętasz pierwszy mecz Urugwaju, jaki obejrzałeś z perspektywy trybun?
Jasne. To był mecz w 2008 roku. Wybrałem się do Urugwaju z kolegą Janem Damem, byłym kapitanem reprezentacji Wysp Owczych, który wystąpił w słynnym meczu z Austrią w 1990 roku, wygranym przez Wyspy Owcze 1:0. Obejrzeliśmy wtedy dwa mecze: jeden z Wenezuelą, zremisowany 1:1, a drugi z Peru, w którym Urugwaj wygrał 6:0. Diego Forlan strzelił wtedy hat-tricka. Po wyjściu ze stadionu, już po tym drugim meczu, skierowaliśmy się z moim przyjacielem do taksówki, żeby wrócić do hotelu. Oczywiście wdaliśmy się z taksówkarzem w rozmowę o meczu. I co się okazało: naszym kierowcą był Alberto Cardaccio, reprezentant Urugwaju na mistrzostwach świata w 1974 roku. To po prostu pokazuje, jak małym krajem jest Urugwaj.
Ivan Eysturland: W Urugwaju taksówką wiózł mnie były reprezentant kraju
Domyślam się, że ten legendarny mecz z Ghaną na mistrzostwach świata w RPA to jedno z twoich ulubionych wspomnień.
Byłem na tym meczu! Przyleciałem z Europy do Johannesburga rano, już w dniu meczu. Bilety zdobyłem w ostatniej chwili: miałem kupione z wyprzedzeniem, ale na mecz do Kapsztadu, bo zakładałem, że Urugwaj zajmie drugie miejsce w grupie i pójdzie inną stroną drabinki. To jest taki mecz, który do końca życia będę pamiętał. Cały stadion był za Ghaną, w czym nie ma nic dziwnego, skoro mundial odbywał się w Afryce. Garstka kibiców Urugwaju też była, ale zdecydowanie w mniejszości. Wszyscy kibicowali Ghanie. No i ta sytuacja w ostatniej chwili dogrywki… Po pierwsze, to tam w ogóle nie powinno być żadnego rzutu wolnego. Nie było żadnego kontaktu. Potem sędzia nie widział dwóch spalonych zawodników Ghany, a VAR-u jeszcze nie było. No i w końcu Luis Suarez wybronił ręką piłkę lecącą do bramki.
Zrobił w sumie prawie to samo co Mario Kempes w 1978 roku, w meczu z Polską. Tylko że Kempes żadnej kartki nie dostał i ostatecznie był najlepszym piłkarzem turnieju. Natomiast Suarez wyleciał z boiska, więc potem – mimo że Ghana nie wykorzystała rzutu karnego i ostatecznie Urugwaj awansował do półfinału – ciężko już było sobie poradzić z Holandią bez Suareza. Zresztą ja uważam, że tam też sędzia mocno pomagał Holendrom.

Ivan Eysturland i Alcides Ghiggia

Ivan Eysturland z żoną Kingą, autorką książki „Miasto, które smakuje yerba mate. Reportaż z Montevideo”
Najpiękniejsze wspomnienie związane z reprezentacją Urugwaju to właśnie ten mundial w RPA?
Tak, ale również mecz na mundialu w Brazylii, ten przeciwko Anglii. Ja wtedy byłem już taką maskotką reprezentacji, właśnie przez tę reklamę. Wszyscy kibice mnie rozpoznawali, robili sobie ze mną zdjęcia. Jak pamiętasz, w pierwszym meczu turnieju Urugwaj przegrał z Kostaryką. Więc ludzie zaczęli mi dokuczać, że przyniosłem drużynie pecha. Udzieliłem wtedy wywiadu telewizyjnego i powiedziałem tam, że w meczu z Anglią wygramy, a Suarez strzeli dwie bramki. Na co dziennikarz odpowiedział, że jeśli tak się stanie, to zaniesie mnie na plecach na Wyspy Owcze. No i, jak wiesz, Urugwaj wygrał, a Suarez rzeczywiście zdobył dwa gole. Wtedy grał na niesamowitym poziomie, był najlepszym piłkarzem Premier League, odchodził z Anglii do Barcelony. No ale, niestety, w następnym meczu z Włochami ugryzł Chielliniego i w 1/8 finału z Kolumbią już go zabrakło. No i pewnie również dlatego Urugwaj wtedy w Rio de Janeiro przegrał.
Pochodzisz z Rosji, byłeś dziennikarzem sportowym, ale zrzekłeś się rosyjskiego obywatelstwa. Jak trafiłeś na Wyspy Owcze?
Rosję opuściłem jako 23-latek, w 1998 roku. Od 2009 roku nie mam rosyjskiego obywatelstwa. Zmieniłem też nazwisko na farerskie. „Eysturland” oznacza „ziemia na Wschodzie”. To też nawiązanie do Urugwaju, a właściwie jego pełnej nazwy: Wschodniej Republiki Urugwaju. Na Wyspach Owczych jest to normalne, że ludzie zmieniają nazwiska, zwłaszcza jeśli są one powszechne, jak Johannesen, Petersen, Hansen. Możesz sobie wybrać nowe nazwisko, ale takie, którego jeszcze nikt nie używa. I my wybraliśmy sobie właśnie te. A na Wyspy Owcze trafiłem właśnie dzięki futbolowej inspiracji, właśnie po tym meczu Wyspy Owcze – Austria.
Można powiedzieć, że po tym zwycięstwie Wysp Owczych moje życie już nigdy nie było takie samo. Ja po prostu od zawsze miałem wielką słabość do małych państw, starałem się im kibicować. Choćby Islandii. Pierwszy raz odwiedziłem Wyspy Owcze w 1995 roku, jako dziennikarz sportowy, przy okazji meczu Rosji w eliminacjach do mistrzostw Europy. I zakochałem się w tym miejscu. Od razu po powrocie zacząłem pracować nad tym, żeby się tam przenieść na stałe.
Ivan Eysturland: Naczelnym hasłem Urugwajczyków jest: tranquilo
Co łączy Urugwaj z Wyspami Owczymi?
Na pewno to, że są najbardziej znane w świecie dzięki swoim reprezentacjom piłkarskim. Wyspy Owcze to maleńka populacja, nieco ponad 50 tysięcy mieszkańców, ale na arenie piłkarskiej potrafimy zaistnieć. Polsce też się ciężko z nami grało w eliminacjach trzy lata temu. Ostatnio wygraliśmy z Czechami, rozbiliśmy 4:0 w Czarnogórę. Urugwajczycy są też dość specyficznym narodem na tle swojego kontynentu. Mówi się czasem, że to „Finowie Ameryki Południowej”. I coś w tym może jest. Naczelnym hasłem dla ich stylu życia jest: tranquilo. Wszystko na spokojnie. Życie toczy się bardzo wolno. Trochę jak w Europie Północnej kilkadziesiąt lat temu. Oczywiście nie dotyczy to piłki nożnej, bo akurat na boisku zawodnicy z Urugwaju nigdy nie odpuszczają.
Jak bardzo futbolowym miastem jest Montevideo?
Ogromnie. Populacja miasta to tylko 1,5 miliona mieszkańców, trudno więc porównywać Montevideo na przykład z Buenos Aires, ale w samym mieście funkcjonuje przeszło 20 zawodowych klubów piłkarskich. W lidze piłkarskiej Urugwaju obecnie bodajże 13 z 16 klubów jest właśnie z Montevideo. Z tego co pamiętam, to liczba mistrzów świata urodzonych w Montevideo dalej jest większa niż w przypadku Buenos Aires i wielu innych metropolii świata. Prawie wszyscy mistrzowie z 1930 i 1950 roku urodzili się w Montevideo.

urugwajski Stadion Stulecia
Kolejny, jubileuszowy mundial na chwilę zawita do Montevideo.
Tak, ale było to wielkie rozczarowanie, że tylko na jeden mecz. Chociaż przypuszczam, że to się zmieni i FIFA rozszerzy ten mundial do 64 drużyn. I wtedy cała jedna grupa rozegra swoje mecze w Urugwaju. Teraz trwają poważne dyskusje, co zrobić z Estadio Centenario. To jest stadion, który został wybudowany w 1930 roku, przed samymi mistrzostwami, no i tak stoi praktycznie bez zmian od tego czasu. Niektórzy chcą go rozmontować, postawić w jego miejsce zupełnie nowy stadion, ale moim zdaniem byłaby to wielka strata. Estadio Centenario powinno pozostać w pierwotnym kształcie niczym Koloseum albo Partenon. Nie mówię, że nie należy w Montevideo wybudować nowoczesnego stadionu, ale od Centenario ręce precz, chyba że mówimy o kosmetycznych zmianach.
O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – Magazyn zamówisz TUTAJ.
Jak pójdzie reprezentacji Urugwaju na mistrzostwach świata 2026?
Z Urugwajem nigdy nic nie wiadomo. Trochę mnie martwi, że nie mamy za dużo wielkich indywidualności. Ale przy odrobinie szczęścia, jest szansa na mistrzostwo.
Wow, aż tak?
Dlaczego nie? Jeżeli Argentyna ma takie szanse, Brazylia ma, to Urugwaj też ma. W eliminacjach potrafił pokonać i jednych, i drugich. Dokładnie takie podejście mają zresztą wszyscy Urugwajczycy. Przed turniejem interesuje ich tylko mistrzostwo.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl / prywatne zdjęcia Ivana i Kingi