Kwasy w kadrze Niemiec. Wszystkie grzechy Juliana Nagelsmanna

Jan Broda

Autor:Jan Broda

02 lipca 2026, 20:53 • 4 min czytania 6

Reklama
Kwasy w kadrze Niemiec. Wszystkie grzechy Juliana Nagelsmanna

Odpadnięcie Niemiec z Paragwajem w 1/16 finału MŚ zszokowało piłkarski świat. Za Odrą przystąpili do rozliczeń, a za głównego architekta katastrofy jest powszechnie uważany Julian Nagelsmann. Sky Sport ujawniło dotąd nieznane zakulisowe fakty z szatni Die Mannschaft, które mocno obciążają konto selekcjonera – od sposobu komunikacji z zawodnikami, przez kontrowersyjne decyzje personalne, na wyborze bazy treningowej zakończywszy. A to i tak nie koniec kwasów w niemieckiej kadrze, której atmosfera jako żywo przypomina tę w Polsce po mundialu w Katarze.

Reklama

Julian Nagelsmann niewątpliwie jest jednym z najbardziej uzdolnionych trenerów młodego pokolenia na świecie, jednak trudno nie postrzegać jego kadencji w reprezentacji Niemiec jako wielopoziomowej katastrofy, której punktem kulminacyjnym stał się mundial w USA, Kanadzie i Meksyku. Nasi zachodni sąsiedzi rozprawili się 7:1 z Curacao, by następnie w bólach wymęczyć rzutem na taśmę zwycięstwo z Wybrzeżem Kości Słoniowej, przegrać z Ekwadorem, a na sam koniec jeszcze odpaść po rzutach karnych z Paragwajem.

Wyniki na boisku to jedno. Jakby tego było mało, teraz na światło dzienne wychodzą nowe fakty z szatni Die Mannschaft. I, co tu dużo mówić, nie wystawiają one pozytywnej recenzji pracy Nagelsmanna, który lada moment najpewniej pożegna się z kadrą. Lista grzechów 38-letniego szkoleniowca jest tyleż okazała, co wstydliwa.

Mundial 2026. Wszystkie grzechy Nagelsmanna. Niemcy oskarżają selekcjonera

Zacznijmy od niezrozumiałych decyzji personalnych. Najlepszym tego przykładem jest Manuel Neuer, który po dwóch latach od zakończenia reprezentacyjnej kariery – ni stąd, ni zowąd – powrócił do niemieckiej kadry, i to od razu jako jedynka, degradując Olivera Baumanna na ławkę rezerwowych. Idźmy dalej – Deniz Undav, autor czterech bramek na mundialu, występu w pierwszym składzie doczekał się dopiero w ostatnim meczu z Paragwajem, podczas którego i tak został ściągnięty z boiska.

Nic zatem dziwnego, że Niemcy nie darzyli Nagelsmanna przesadną sympatią i zaufaniem. I nie chodzi tylko o – nazwijmy to – nowatorski dobór wyjściowej jedenastki, ale również sam sposób komunikacji z piłkarzami. Jak ujawnili dziennikarze Sky Sport, selekcjoner często ograniczał się jedynie do wysyłania krótkich wiadomości głosowych na WhatsAppie, a do dłuższych, bezpośrednich rozmów dochodziło niezwykle rzadko – szczególnie w kluczowych momentach ogłaszania powołań. Tak było chociażby w przypadku wspomnianego już Baumanna, który o roli drugiego bramkarza dowiedział się z mediów.

Reklama

Nagelsmannowi nie udało się zbudować relacji i trafić do zawodników. Sęk w tym, że sam niespecjalnie wiele zrobił w tym kierunku. Rzadko pojawiał się na meczach klubowych, by doglądać z bliska obecnych i przyszłych kadrowiczów. Co więcej, jego skryte i ponure usposobienie miało negatywnie rezonować na nastroje w szatni.

Wielopoziomowa katastrofa

Punktem zapalnym stała się również… baza treningowa. Niemcy, decyzją Nagelsmanna, stacjonowali Winston-Salem w Karolinie Północnej. Najważniejszą zaletą tej lokalizacja miały być względy logistyczne w postaci bliskości boisk oraz lotniska. Prawdopodobnie wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że okolica Niemcom – delikatnie rzecz ujmując – nie przypadła do gustu. Doszło do tego, że kapitan Joshua Kimmich przy okazji jednej z konferencji prasowych podpytywał dziennikarzy o jakieś dobre wskazówki, co w ogóle można robić w tej okolicy w wolne dni. Z kolei Nick Woltemade wyznał w jednym z programów na YouTube, że w pewnym momencie razem z kilkoma kolegami z drużyny z czystej nudy bawili się w… chowanego, bo nie mieli już absolutnie żadnego innego pomysłu, jak zabić czas.

Reklama

Nagelsmann, którego autorytet był podważany, nie dorobił się również w swoim sztabie jakiegoś sprawnego, dogadującego się z piłkarzami asystenta. Kogoś, kto lepiej wyczułby nastroje wśród zawodników i znalazł z nimi nić porozumienia. Kimś takim był Sandro Wagner, były piłkarz Bayernu Monachium, który początkowo pełnił funkcje asystenta Nagelsmanna. Ich drogi rozeszły się jednak w 2025 roku. Jak opisał „Der Spiegel”, Nagelsmann otoczył się wówczas byłymi współpracownikami z czasów Hoffenheim, którzy w niczym mu się nie sprzeciwiali. Tym samym grupą klakierów i potakiwaczy zastąpił człowieka cieszącego się naturalnym i szczerym szacunkiem u piłkarzy. Co ciekawe, Wagner miał w przystępniejszy sposób tłumaczyć rozwiązania taktyczne niż technokratyczny Nagelsmann, co stało się źródłem napięć między nimi.

Nie tylko Wagner przypłacił to głową, ale również fizjoterapeuta Michael Deiss. Jego zwolnienie odbiło się Niemcom niemałą czkawką i doprowadziło do wewnętrznego buntu. Źródła z otoczenia reprezentacji donoszą, że największe gwiazdy kadry były skrajnie niezadowolone z opieki fizjoterapeutycznej. Sytuacja stała się na tyle napięta, że piłkarze wzięli sprawy w swoje ręce. Na wyraźne życzenie grupy zawodników, której przewodził Kimmich, do bazy potajemnie wezwano renomowanego specjalistę z zewnątrz – dr. Jürgena Siegele. Ten wynajął osobne pomieszczenie niedaleko hotelu reprezentacji i tam, w ścisłej tajemnicy, stawiał na nogi dwucyfrową liczbę niemieckich kadrowiczów, próbując przywrócić ich do żywych po wycieńczających meczach.

Kiedyś reprezentacja Niemiec kojarzyła się z bezwzględną, cybernetyczną wręcz precyzją, a słynne Ordnung muss sein było piłkarskim dogmatem. Dzisiaj, po kadencji Juliana Nagelsmanna, bardziej przypomina przaśne zarządzanie PZPN-em w wykonaniu Cezarego Kuleszy.

Reklama

Fot. Newspix

6 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Lukaku wolał oddać rzut karny. „Wciąż przechodzę przez trudne chwile”

Braian Wilma
0
Lukaku wolał oddać rzut karny. „Wciąż przechodzę przez trudne chwile”

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Lukaku wolał oddać rzut karny. „Wciąż przechodzę przez trudne chwile”

Braian Wilma
0
Lukaku wolał oddać rzut karny. „Wciąż przechodzę przez trudne chwile”