Nieco zaskakująca wygrana z Niemcami na finiszu fazy grupowej czy niezwykle udane mundialowe eliminacje to nie jedyny powód do doceniania Ekwadoru. O niewątpliwych zaletach tego położonego w dużej mierze w Andach państwa przekonują się co roku odkrywcy na dwóch kółkach, którzy cenią sobie obcowanie z pięknymi górskimi krajobrazami połączone z konkretnym wyciskiem. Odwiedzają oni prawdziwy raj dla kolarzy, który nadal pozostaje nieco ukryty w Ameryce Południowej.
To artykuł z mundialowego cyklu „Kilka minut w…”, w ramach którego na parę chwil zabieramy was do krajów-uczestników tegorocznych mistrzostw świata. Opowieści, ciekawostki, wspomnienia – jedna historia na jedną reprezentację marzącą o podbiciu największej futbolowej sceny.
– Dziś Ekwador jest jednym z najważniejszych epicentrów światowego kolarstwa – przekonuje przemierzający świat na rowerze bloger Ben Finch. Od jego tezy wyjdziemy i zobaczymy, czy zdołamy do niej wrócić. Finch jest bowiem święcie przekonany, że Ekwador ma wszystko, czego potrzeba ludziom zajaranym jazdą na dwóch kółkach. Piękne trasy, wysokie góry, ubogie w tlen powietrze na wysokościach i coraz większą kulturę kolarską, o rozwój której łatwiej dbać, mogąc opowiadać historię sportowego sukcesu.
Od niemal dekady Ekwador może snuć kolarską bajkę i na kolarstwie rozbudowywać także swój turystyczny potencjał, dotychczas napędzany głównie żółwiami z Galapagos. Za nową wizytówkę robi w pewnym stopniu Richard Carapaz, triumfator prestiżowego Giro d’Italia z roku 2019, złoty medalista olimpijski z Tokio i jeden z czołowych kolarzy świata. A jego dokonania to tylko wierzchołek kolarskiej góry lodowej.
Ekwador oszalał na punkcie kolarstwa. Zamknięte ulice i piękne widoki
Od nich jednak zaczniemy, bo wcześniej trudno było mówić o wielkich dokonaniach ekwadorskich kolarzy. Finch utrzymuje w swoich zachwytach nad górskim krajem, że korzeni całego rowerowego szału należy upatrywać już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale chyba przecenia siłę dawnej rywalizacji. Kolarstwo było wtedy obecne w życiu codziennym, ale nie rozlewało się na cały kraj jako pomysł na robienie wielkiej sportowej kariery. Nie zmienia to faktu, że na długo przed sukcesem Carapaza Ekwadorczycy odkryli w sobie sympatię do rowerów – triumfator Giro jest jej efektem i przyczyną zarazem.
Dostępność Andów aż prosiła się o wykorzystanie naturalnych możliwości do zbudowania pewnego kultu roweru, który stał się ważnym środkiem transportu i posiadł z czasem moc zamykania sporego kawałka stolicy kraju.
Ciclopaseo to inicjatywa która zawładnęła Quito w 2003 roku i od tego czasu jest stałym elementem życia miasta. W każdą niedzielę spory fragment miasta zostaje całkowicie zamknięty dla ruchy samochodowego i oddaje się go we władanie rowerzystom. Jest to przecinka przez stolicę z północy na południe, do której chyba już się jakoś tam przyzwyczaili. Wszelkie zmiany trasy czy wyjątkowe odstępstwa są regularnie komunikowane wieloma kanałami miejskimi, przez co da się z tą komunikacyjną ekstrawagancją żyć. I to żyć całkiem przyjemnie.

Ciclopaseo ma w Quito już dwudziestokilkuletnią tradycję (fot. Gmina Quito)
– Raz w tygodniu tysiące mieszkańców Quito wychodzą na ulice, odzyskując swoje miasto wolne od hałasu ruchu drogowego. Jest to tętniące życiem, poruszające święto dwukołowego życia i świadectwo głęboko zakorzenionej miłości kraju do tego sportu – pisze wniebowzięty Finch. Dla równowagi przydałby się jakiś bloger-kierowca z Quito, ale trochę trudniej takiego znaleźć. Sami więc znajdziemy łyżkę dziegciu w tej beczce miodu od Fincha.
Bo owszem, kultura rowerowa cieszy się sporym społecznym poparciem, a mimo w ostatnim czasie cała inicjatywa trochę podupadła, o czym pisze ekwadorskie La Hora. Jak to często w takich kwestiach bywa – problemem jest zarządzanie projektem. Miasto zostawiło go trochę samopas, co sprawia, że nierzadko na trasie Ciclopaseo i tak znajdują się samochody czy skutery. To efekt gorszego zabezpieczenia imprezy, która zdążyła spowszednieć i nie stanowi dla władz miasta cennego aktywa. W ramach ratowania inicjatywy planowane jest jednak jej rozbicie na kilka tras w różnych sektorach miasta – klasyczny, przecinający Quito trzydziestokilometrowy odcinek chyba się już po prostu przejadł, a mniejsze wycieczki rowerowe po okolicy mogą się cieszyć podobnym zainteresowaniem.
Tak przynajmniej myślą lokalne władze.

Trasa Ciclopaseo prowadzi zwyczajowo przez całe miasto. Tak wygląda w tym roku (fot. Gmina Quito)
Wypad poza miasto? Żaden problem!
Ekwadorczycy mają jednak ten przywilej, że spokojnie mogą wyskoczyć sobie na przyjemną wyprawę rowerową poza miasto i od razu trafią do świata, który wielu zna tylko z pocztówek. Andy oferują w tej materii naprawdę wiele i choć są wymagające, dają też ogrom satysfakcji. O zaletach i zachwytach pisze Rik De Voogd, który posmakował Ekwadoru na dwóch kółkach i szybko zrozumiał, dlaczego kraj ten zaczyna być uznawany za kolarską perełkę. To fragment opowieści rowerowego turysty z Holandii, który dał się niepozornemu krajowi w Ameryce Południowej pozytywnie zaskoczyć.
– Zaczęliśmy przygodę w tłocznym Quito, ale gdy zjechaliśmy na węższe drogi i ruch się rozproszył, widok wulkanów przebijających chmury, okrążających nas, był wspaniałym doświadczeniem. Bujna zieleń na tej wysokości około 2,5 tysiąca metrów była uderzająco piękna – relacjonuje w swoich wspomnieniach De Voogd. Dalej było mu jeszcze przyjemniej.
– Jazda na rowerze w Ekwadorze jest nieporównywalna ze wszystkim, czego doświadczyłem w Holandii, a może nawet w Europie. Jeden z etapów naszej podróży rozpoczęliśmy na wysokości 2540 metrów – zaledwie sto metrów od szczytowego punktu wspinaczki no Col de Galibier, jeden z bardziej rozpoznawalnych punktów na trasach Tour de France. Od tego momentu wznosiliśmy się, aż do osiągnięcia szczytu Paso Papallacta (4063 metrów) dokładnie 33 kilometry dalej. Te wysokości są dla niektórych prawdziwym problemem, nawet bez większego wysiłku fizycznego – zauważa Holender.
Hipoksja, czyli życie na tlenowym kredycie
A potem opisuje kolejne doświadczenia, za każdym razem zaznaczając, że nie dość, że pięknie, to i wymagająco. Dokładnie tak, jak mogliby to sobie wymarzyć wszyscy rowerowi maniacy.

W Andach jest naprawdę pięknie. Wielu decyduje się podbijać góry na rowerze, ale piechurom szlaki są równie przyjazne
Rozwój dyscypliny. Kolarstwo sportem narodowym?
Wrażenia zagranicznych gości to jedno, ale możliwości, jakie otwierają się przed lokalsami mogą przynieść Ekwadorczykom więcej korzyści niż zachwyty obcokrajowców. Sukcesy Richarda Carapaza są dowodem na to, że potencjał drzemiący w ukształtowaniu terenu i kwitnącej infrastrukturze to coś, na czym warto się oprzeć. Finch jako kolebkę kolejnych kolarskich mistrzów wskazuje prowincję Carchi, z której zresztą pochodzi sam Carapaz. Górzysty, graniczący z Kolumbią kawałek Ekwadoru wydaje się idealnym do wydania na świat kolejnych chłopców zakochanych w dwóch kółkach. Kilku już zresztą wydał przed laty.
Zawodnicy z tamtego rejonu już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku starali się zaznaczyć swoją obecność w Kolumbii, gdzie kolarstwo zawsze miało się nieco lepiej. Radzili sobie całkiem nieźle w wyścigu Vuelta a Colombia i mogli inspirować kolejne pokolenia z Carchi. Jeden z tamtejszych dzieciaków w końcu wygra nawet cały wyścig – Jonathan Caicedo dominację Kolumbijczyków w ich domowych zawodach przełamał w roku 2018. Wcześniej dokonali tego tylko Francuz, dwaj Hiszpanie i Wenezuelczyk.

Richard Carapaz to najlepszy ekwadorski kolarz. Na arenie międzynarodowej osiągnął naprawdę wielkie sukcesy
Nawet jeśli nie będziemy nigdy świadkami ekwadorskiej dominacji w najważniejszych kolarskich wyścigach, rower pełni już w tym południowoamerykańskim kraju na tyle ważną rolę, że trudno jakkolwiek się go z życia mieszkańców Andów pozbyć. Teraz – dzisiaj i pewnie w najbliższych dniach – może być na straconej pozycji w starciu z piłką nożną, ale zamiłowanie do aktywności fizycznej nie wyklucza żadnych jej przejawów. W dni parzyste rower, w nieparzyste boisko, a w następnym miesiącu zmiana. Brzmi jak doskonały plan, na państwo pełne zdrowych, zafiksowanych na punkcie sportu ludzi.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix