Tak, wiemy, że Meksykanie nie byli na musiku i mogli sobie pozwolić na zdjęcie nogi z gazu, może nawet przejście obok meczu. Wiemy też, że Czesi to na tym mundialu gwarant gry zbudowanej z płyty paździerzowej i ich kibice w cyrku się nie śmieją, bo po meczach swojej reprezentacji nie mają nawet siły do niego pójść. I mimo tej całej naszej wiedzy, mimo przekonania, że tu możemy dostać widowisko brzydkie – na coś takiego w wykonaniu naszych południowych sąsiadów nie byliśmy gotowi.
Weź tu się zresztą człowieku przygotuj na to, że jedyny celny strzał w pierwszej połowie padnie dopiero w 39. minucie. Zresztą nie dlatego, że mieliśmy dużo walki w środku pola albo obie linie defensywne rozgrywały kapitalne zawody. Raczej dlatego, że przez pierwszych czterdzieści pięć minut to naprawdę był mecz, po którym każdemu widzowi powinna przysługiwać darmowa miska z wodą do dokładnego przemycia oczu.
Sytuacji tyle, co kot napłakał. Wiary w jakiś zwrot akcji z każdą chwilą coraz mniej. Znikąd nadziei. A tę, kiedy w końcu przyszła, dali nam Meksykanie, którzy – powtórzmy to raz jeszcze – naprawdę nic nie musieli.
Czechy – Meksyk 0:3. To powinno być karane
Surowe kary powinni nakładać na Czechów za pokazywanie na boisku czegoś takiego. Każdego, jak jeden mąż, należałoby za to postawić przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasbourgu. Jeśli wstaliście nad ranem, żeby zobaczyć, jak nasi południowi sąsiedzi „walczą” o pozostanie w turnieju i jak „starają” się pokonać Raula Rangela, to tak po prostu współczujemy.
Szczególnie jeśli daliście się nabrać na pierwszy celny strzał Czechów, który padł niemal od razu po zmianie stron. Któż by wtedy nie pomyślał: „no, zaraz docisną, przecież muszą w końcu ruszyć”. Ta, figa z makiem. Zamiast tego jeden zabójczy kontratak wyprowadzili grający naprawdę na pół gwizdka Meksykanie, a zimną krwią w starciu z Kovarem wykazał się Chavez.
Niedługo później dostaliśmy jeszcze popis Czechów we własnym polu karnym, Holesa wybijającego piłkę z pola karnego prosto w leżącego przy bramce Sancheza i kuriozalne trafienie numer dwa. Podsumowanie beznadziejnego turnieju podopiecznych trenera Koubka, którzy dziś wszystkie swoje mecze grupowe zamknęli w pigułce tej jednej akcji. Żałość, ot co.
Gorzkie pożegnanie Czechów. Meksykanie wygrywają pewnie grupę
A już najgorsze, ale to naprawdę najgorsze jest to, że przegrywając dwiema bramkami, mając pewność, że to koniec i nie ma kompletnie nic do stracenia, Czesi nie zrobili nic, by zostawić po sobie jakiekolwiek dobre wrażenie. Nic, cholera jasna. Niby mielili piłkę w kolejnych podaniach po obwodzie, nabijali sobie jej posiadanie, ale byli tak żałośni, tak kiepscy, że głowa puchnie. Chociaż trochę tej sportowej złości, naprawdę nikt nie wymagał wiele.
Było się na co złościć. Na wynik, na cały ten mundial, nawet na fakt, że na ostatnich kilkanaście minut Meksykanie urządzili sobie ze spotkania z Czechami scenę do pokazania światu swojej maskotki w postaci Guillermo Ochoy. Tak – zmienili sobie w końcówce spotkania bramkarza, żeby weteran dopisał do swojego konta kolejny występ na mistrzostwach świata.
A Czesi nawet czterdziestolatka nie sprawdzili, dajcie spokój.
One last dance for Ochoa. Legend.
What a moment. 🇲🇽 pic.twitter.com/n0rzqyY8Ak
— Adriano Del Monte (@adriandelmonte) June 25, 2026
Teraz jeszcze perspektywa meksykańska. Po pierwsze – mieli frajera, to żal było go nie sklepać. Po drugie – mogli zrobić piękny wieczór swojej legendzie, więc żal było przegapić taką okazję. Wreszcie po trzecie – dostali grupę jaką dostali, więc nic dziwnego, że wychodzą z niej bez straty punktów, a nawet bez straty gola. W dalszej fazie turnieju na pewno będzie trudniej, więc teraz jest kilka dni na to, by przygotować się na poważnych rywali.
Czesi do tego grona zdecydowanie nie należą, co tylko potwierdziła trzecia bramka gospodarzy turnieju, która padła przy wydatnej pomocy naszych południowych sąsiadów. Już przed nią mieli dość, ale po niej… wracają do domu na tarczy i lepiej dla nich, żeby wyciągnęli z tego turnieju jakieś wnioski.
Ocena atrakcyjności meczu: 2,5/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix