Zastanówcie się na starcie tego tekstu, jakie waszym zdaniem są dwa najbardziej ikoniczne gole w historii całej piłki nożnej? Jest duże prawdopodobieństwo, że wskażecie te, które padły… w cztery minuty. To doprawdy szokujące, bo w tych czterech minutach można streścić zarówno całego Diego Armando Maradonę, jak i cały futbol. Nie może być innego skojarzenia z meczem Argentyna – Anglia.
Zabijali nas jak małe ptaszki
Rywalizacja Diego Maradony z Anglią miała ogromny podtekst wojenno-historyczno-geograficzny. Argentyńczycy od lat uważają, że to do nich należą Falklandy, które znajdują się 480 kilometrów od ich wybrzeży. Brytyjczycy wyparli stamtąd argentyński garnizon w 1833 roku i potraktowali to miejsce jak swoje.
Dyktatura wojskowa w latach 80. nie potrafiła sobie poradzić, klasa średnia nie zamierzała popierać junty. No więc jak poprawić nastroje w narodzie? Jak zjednoczyć ludzi? Sprawą, na którą wszyscy mają jasny pogląd. Falkandy są nasze! 2 kwietnia 1982 roku Argentyna zaatakowała i przejęła wyspy. Zajęło im to jeden dzień, bo iluż tam było przeciwników? Mniej niż 100. Dopiero po miesiącu zaczęła się prawdziwa wojna, krótka i intensywna. Pochłonęła 907 ofiar i trwała 73 dni.
Mario Menendez podpisał akt zawieszenia 14 czerwca, a blisko 10 tysięcy argentyńskich żołnierzy się poddało. Nie było już sensu walczyć, choć odmawiali wcześniej zawieszenia broni. Straty był coraz większe. I teraz sobie wyobraźcie, że Diego Maradona strzelił dwa TAKIE gole cztery lata po tych wydarzeniach, kiedy rany nie miały prawa się zagoić. Jakie tam musiały być nastroje, jaka chęć boiskowej bitwy, odwetu.
Tak mówił o tym po latach Maradona:
– Przed meczem mówiliśmy sobie, że piłka nożna nie ma nic wspólnego z wojną o Falklandy, ale wiedzieliśmy na pewno, że Argentyńczycy tam ginęli, że zabijali nas jak małe ptaszki. To kłamstwo, że nie można tych rzeczy mylić. To było coś więcej niż tylko mecz piłki nożnej, coś więcej niż tylko wyeliminowanie Anglików. Obwinialiśmy angielskich piłkarzy za wszystko, co się stało. Oczywiście wiem, że to głupie, ale tak właśnie czuliśmy. To uczucie było silniejsze od nas wszystkich. Broniliśmy naszej flagi, naszych dzieci.
O golach Maradony chyba nie ma co pisać. Każdy normalny człowiek je zna, przynajmniej raz widział i wie, czym są ręka Boga i bramka stulecia. I to naprawdę niepojęte, że w cztery minuty zadziała się tam na Estadio Azteca cała historia futbolu.
Maradona against England in World Cup 🙌🏻
What about this World Cup? Whether Messi will do the same? pic.twitter.com/YAU72mcmAs— MacroMatrix (@MacroMatrix1) July 13, 2026
A pamięć o Malwinach wciąż jest żywa. Czuć ją nawet w wypowiedzi Rodrigo de Paula, który niby stara się łagodzić cały ten konflikt, ale z drugiej strony podkreśla, że zna cały kontekst historyczny: – Rozumiemy , że to mecz piłkarski, który przekracza granice, przywołuje wspomnienia o tym, co zrobił Diego. Śpiewamy przecież piosenki o naszych bohaterach Malwinów, głównie po to, by ich upamiętnić, ale musimy zrozumieć, że to mecz piłkarski i że o Malwinach trzeba mówić gdzie indziej. To, co się stało, było okrucieństwem i zawsze pamiętamy o poległych, ale chcemy wygrać ten mecz i dotrzeć do finału.
Rattin zgniótł flagę Wielkiej Brytanii
Historia piłkarskiej nienawiści pomiędzy tymi krajami nie rozpoczęła się w 1986 roku. Kilka dni temu zmarł w wieku 89 lat Antonio Rattin. To dlatego Argentyna w ćwierćfinale ze Szwajcarią zagrała w czarnych opaskach. Rattin to był taki kawał zakapiora. W meczu Anglia – Argentyna w 1966 roku odmówił zejścia z boiska. Nie mógł się z tym pogodzić. Na znak protestu i wyzwisk z trybun pogniótł brytyjską flagę i usiadł sobie na czerwonym dywanie, po którym chodzić mogła wyłącznie królowa.
Dzięki Rattinowi mamy dziś symbole, które rozróżnia każdy i nie musi znać języka – żółtą i czerwoną kartkę.
#CGE #GELP CON GLORIA MORIR 🇦🇷
El fin de semana nos dejó físicamente Antonio Ubaldo Rattín a sus 89 años, referente de la Selección Argentina y quien supo tener dos pasos como DT de Gimnasia entre 1977 y 1979: dirigió en total 58 PJ con 17 PG, 16 PE y 25 PP 🔻 pic.twitter.com/5teTtaXFcH
— LoboEstá22 GELP (@LoboEsta22) July 14, 2026
Argentyna jechała na mundial jako chwilowa nadzieja na radość społeczeństwa. Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem turnieju Juan Carlos Ongania, szef armii, dokonał zamachu stanu. Rattin też miał osobistą historię. Nie za bardzo respektował on trenera Juana Carlosa Lorenzo, który niespodziewanie powrócił na stanowisko. Większość kojarzy Rattina z mundialem 1966, ale nie najlepiej zagrał też w 1962. To jego Lorenzo obarczał za porażkę z Anglią (1:3), przez którą nie udało się wyjść z grupy. Dlatego piłkarze nie chcieli grać u tego trenera w 1966 roku. Federacja odmówiła im jednak prośby.
Rattina uznamy za jeden z symboli walecznej, żeby nie powiedzieć brutalnej Argentyny. Choć sam był bardzo wrażliwy, tęsknił za rodziną i przed snem odtwarzał sobie kasety z głosami żony i dzieci, to nie przekładało się to na boisko. Albicelestes wszystko traktowali jak spisek, byli nauczeni wojennego, reżimowego myślenia, w którym dochodzi do zamachów stanu, a każdy na każdego szykuje jakąś pułapkę. Mieli w tym jakąś część racji, bo na przykład… nie pozwolono im trenować na Wembley przez wyścigi psów. Dlatego już od początku marudzili, że mecz posędziuje Niemiec Rudolf Kreitlein. Sami podpalali przed gwizdkiem, mówiąc, że może powstrzymać ich tylko arbiter.
1966.
Argentina captain Antonio Rattin photographs a Guardsman pic.twitter.com/pGKyUspFzN— The League Magazine (@Theleaguemag) June 19, 2026
Rattin ciągle faulował, ale wyleciał z boiska w kompletnie błahym momencie. Tak jakby sędzia z Niemiec pękł, miał już dosyć, że nie potrafi się z nim porozumieć. Rattin nie chciał zejść z boiska, a potem wspominał to tak: – Domagali się, żebym opuścił boisko, a ja odmówiłem. Czego oni, kurwa, chcieli?! Nikogo nie obraziłem, nikogo nie kopnąłem, więc dlaczego, kurwa, miałem opuścić boisko? Tylko dlatego, żeby zrozumieć, co mówi ta niemiecka muszla? Bo tak było to ustawione!
Anglia przepchnęła zwycięstwo po golu Hursta w 78. minucie. Wygrała 1:0 i awansowała do półfinału. Tylko 13 meczów w historii Pucharu Świata wg Opty (od 1966 roku) przyniosło więcej fauli niż to spotkanie (56). Było to burzliwe i chaotyczne widowisko, niskiej jakości i z ciągłymi strzałami z dystansu.
Beckham znienawidzony przez Anglię
Skoczymy do trochę nowszych czasów. Argentyna zmierzyła się z Anglią w 1/8 finału MŚ 1998. Synowie Albionu dwa lata wcześniej musieli przełknąć gorzką pigułkę, kiedy to w półfinale Euro na własnej ziemi musieli uznać wyższość Niemców. Gareth Southgate jako jedyny spudłował karnego. Nie było już selekcjonera Terry’ego Venablesa, zastąpił go Glen Hoddle. Argentyńczyków zaś prowadził stanowczy Daniel Passarella, który chyba na zawsze będzie pamiętany z tego, że nie wziął na mundial Fernando Redondo, bo ten nie chciał obciąć włosów.
Mecz z 1998 roku ma swoje dwa ikoniczne momenty – pierwszym jest spektakularna bramka, niesamowity rajd złotego dziecka angielskiej piłki, czyli Michaela Owena. Drugi to ren, po którym cała Anglia znienawidziła Davida Beckhama, bo ten w głupi sposób osłabił zespół. Po prostu kopnął Diego Simeone, dał się sprowokować i wyleciał z boiska w 47. minucie. Anglicy przetrwali dogrywkę, ale przez lata ich koszmarem były rzuty karne.
Lider, ikona, gwiazdor Manchesteru United w jednej chwili stał się nikim. Becks został najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Anglii. Chłop przyjechał na turniej w niesamowitej formie, wykręcił dwucyfrową liczbę asyst, miał opinię kogoś, kto potrafi dograć ze stałego fragmentu na nos i strzelić kolegą gola. Odczuwał tę nienawiść jeszcze po turnieju – na przykład wtedy, kiedy jakiś gość po prostu bez słów stał przed jego domem i się… gapił. Beckham otworzył drzwi, zapytał, psy ujadały, nie mógł spać. Mężczyzna się nawet nie odezwał. Patrzył z pożałowaniem.
#OnThisDay 30th of June 1998:
David Beckham became the most hated man in England after his red card in the World Cup against Argentina.
The behaviour of the media and the non United fans were a thundering disgrace‼️
— Cantona Collars AKA Larry (@Cantona_Collars) June 30, 2024
Drugi turniej z rzędu i druga podobna historia – tym razem jednak wina nie spadła na Davida Batty’ego i Paula Ince’a, którzy spudłowali jedenastki, lecz na Davida Beckhama. Wiedział, że nawalił. Płakał w ramię swojego ojca na parkingu. Argentyńczycy odjeżdżali tańcząc, śpiewając i machając koszulkami na pożegnanie.
Beckham już wtedy miał status celebryty, umawiał się przecież z gwiazdką popu, a tydzień przed mundialem bawił na imprezie na Lazurowym Wybrzeżu u Eltona Johna. Dzień przed meczem z Argentyną oszalał z radości. Siedział w toalecie i odebrał ważny telefon. Victoria powiedziała mu wtedy, że jest w ciąży z pierwszym dzieckiem. Becks był podekscytowany, w doskonałym nastroju przystępował do starcia z Argentyną.
A tu taki klops. „Po dzisiejszym meczu Anglia -Argentyna będzie pamiętane to, co zawodnik zrobił swoimi nogami” – głosił napis z reklamy Adidasa, nawiązując do Ręki Boga Diego Maradony z 1986 roku. Niezła ironia losu.
„Dziesięć bohaterskich lwów, jeden głupi chłopak” – tak pisał potem Daily Mirror, a Beckham dostał po powrocie jednym pytaniem między oczy – jak to jest zawieść swój kraj. Nie był w stanie na to odpowiedzieć.
Rankiem po starciu z Argentyną Beckham odebrał telefon – to był Alex Ferguson. – Nie martw się, synu. Jesteś piłkarzem Manchesteru United. Zaopiekujemy się tobą. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle poszła ta opieka sir Alexowi, bo już rok później Beckham mógł się cieszyć ze zdobycia potrójnej korony.
Beckham odwrócił wzrok od Simeone
Świętej pamięci Sven-Göran Eriksson to był kulturalny facet, ale też łebski gość i cwaniak. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma co prowokować mistrzów prowokatorstwa. Na zespół Marcelo Bielsy miał zdecydowanie inny pomysł, a właściwie to wyszło to od psychologa reprezentacji, co w tamtych czasach nie wydawało się tak popularnym rozwiązaniem. Ten miał podobno nakazać piłkarzom nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z Argentyńczykami.
Simeone rzeczywiście próbował przestraszyć Beckhama, spojrzeć mu prosto w oczy, sprawdzić, czy nie ma w nich lęku. Podszedł i czuć było w tym geście pewną drwinę, szyderkę. Ale to nie był gest przed meczem, tylko w kluczowym momencie. Kapitan angielskiej reprezentacji właśnie podchodził do wykonania rzutu karnego.
– Nie wiem, co próbował zrobić ani powiedzieć. Nie patrzyłem na niego. On dosłownie próbował uścisnąć mi dłoń. Nie chciałem utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego, bo skupiałem się na tym, co musiałem zrobić. Szczerze mówiąc, próbowałem go ignorować, bo działy się te rzeczy, które przewidywaliśmy. Podszedł do mnie i chyba chciał uścisnąć mi dłoń, a potem weszli „Buttie” (Nicky Butt) i „Scholesie” (Paul Scholes), a ich bramkarz mówił nawet, gdzie mam kopnąć piłkę – wspominał później Beckham.
Trafił. Pokonał Pablo Cavallero. Walnął po prostu na siłę.
Po meczu panowie podali sobie dłonie i okazali wzajemny szacunek. Obaj byli przecież kapitanami swoich reprezentacji.
Há exatos 24 anos:
O reencontro mais famoso entre David Beckham e Diego Simeone ocorreu na Copa do Mundo de 2002, quando se enfrentaram novamente pela fase de grupos no Japão. O duelo terminou com um aperto de mãos e palavras de respeito mútuo, apaziguando o histórico tenso.
— Futebol Nostálgico! (@futnostalgico) June 7, 2026
To była druga kolejka fazy grupowej, Anglicy przeszli dalej, natomiast Albicelestes musieli przełknąć gorzką pigułkę w ostatnim meczu, w którym zremisowali ze Szwecją. Cztery punkty nie dały im awansu. Szwedzi i Anglicy mieli po pięć.
Messi nie zagrał z Anglią, bo był zawieszony
Ostatnim meczem między tymi dwoma krajami był towarzyski w Genewie w 2005 roku, który wygrała Anglia 3:2 po golach Michaela Owena w końcówce.
Kto tam wtedy grał? Tacy piłkarze jak Roberto Ayala, Juan Pablo Sorin, Javier Zanetti, Martin Demichelis, Juan Roman Riquelme, Esteban Cambiasso, Carlos Tevez, Maxi Rodriguez, Hernan Crespo, a po drugiej stronie biegali John Terry, Rio Ferdinand, Wayne Bridge, Frank Lampard, Ledley King David Beckham, Steven Gerrard, Wayne Rooney czy Michael Owen.
Zaraz, zaraz, a dlaczego nie ma Messiego? Tu możecie się zaskoczyć. Leo był już przecież po debiucie w kadrze, ale dostał w nim czerwoną kartkę. 18-latek opuścił więc mecz z Anglią, odsiadując karę zawieszenia. Swoją drogą, to debiut Messiego w reprezentacji był żałosny. Został wyrzucony z boiska niecałą minutę po wejściu na boisko za uderzenie łokciem Vilmosa Vanczaka.
Przez ponad 20 lat kraje te zapomniały trochę o wzajemnych animozjach, ale może właśnie dlatego zapowiada się nam meczycho. Argentyńczycy przepychają kolejne zwycięstwa, a Anglicy mają Bellinghama i Kane’a, którzy wymieniają się rolą lidera. Obie ekipy pokonały już na tych mistrzostwach niejeden kryzys, ale tylko jedna może zagrać w finale.
Tych podtekstów jest więcej. Przecież to brytyjscy migranci, głównie pracownicy kolei, sprowadzili piłkę nożną do Argentyny jeszcze w XIX wieku, co do dziś ma swoje odzwierciedlenie w nazwach niektórych drużyn – na przykład River Plate czy Newell’s Old Boys, klubu dzieciństwa uczelni Lionela Messiego. Z drugiej jednak strony te napięcia dziś nie powinny być tak silne, kiedy wielu Argentyńczyków z powodzeniem grało lub nadal gra w Premier League, a Sergio Aguero śmiało można nazwać legendą tej ligi.
Kto będzie nowym czarnym charakterem?
Mamy całą masę zawodników argentyńskich, o których powiemy „ma potencjał, żeby coś odwalić”. Coś w stylu Rattina, Maradony czy Diego Simeone.
To różne kandydatury z potencjałem na coś legendarnego, czy to w pozytywnym, czy negatywnym względzie – Rodrigo de Paul, Lionel Messi, Enzo Fernandez, Alexis MacAllister, Cristian Romero, a może nawet taki Julian Alvarez walnie nagle hat-tricka i przypomni sobie złote czasy z 2022 roku? Kto wie? Wiemy, że nic nie wiemy. Tu jest naprawdę szansa na coś legendarnego, spektakularnego, takiego, by powstał dodatkowy rozdział. Ktoś kogoś kopnie, opluje, nadepnie, nawyzywa, może jakaś czerwona kartka, prowokacje, kontrowersje.
Ładnie swojego kandydata wytypował Nick Miller z The Athletic, pozwolę sobie na koniec zacytować:
„Ale bądźmy szczerzy: gdybyśmy szukali czarnego charakteru w reprezentacji Argentyny, kogoś, kto mógłby dołączyć do grona Rattina, Maradony i Simeone, graczy, którzy w jakiś sposób skrzywdzili Anglików, to znalazłoby się tylko jedno nazwisko – Emiliano Martinez. Uczynił z bycia performerem swój unikalny atut. Jest po części bramkarzem, po części alfą, po części trollem, który używa wszelkich możliwych środków, żeby wytrącić cię z równowagi”.
No więc, czy Martinez zaliczy jakiś legendarny występ? Jeżeli dociągnie do rzutów karnych, to jest być na to spora szansa. Anglicy powinni tego za wszelką cenę unikać.
Fot. Newspix