Natalia Bukowiecka zarzuca jej kłamstwa. Jakub Szymański broni, choć podkreśla – nie miał z Anastazją zbyt wiele do czynienia. Mówił o niej nawet… Leszek Miller. Ona sama z kolei między wierszami krytykuje nawet swojego menadżera, który potem musi tę sytuację prostować. Dawno w świecie polskiego sportu innego niż piłka nożna nie było kogoś tak młodego, kto budziłby takie kontrowersje. A Anastazja Kuś to robi. I niespecjalnie się tym przejmuje.
Anastazja Kuś i kontrowersje. Czy to młoda lekkoatletka ma rację?
Wypada zacząć od oczywistości: Anastazja Kuś to talent. Ogromny. Nasze biegi na 400 metrów mogą mieć z niej wielką pociechę. Mistrzostwa świata juniorów, gdzie zdobyła złoto, były na to najlepszym dowodem, tym bardziej, że złamała tam życiówkę i to wręcz gigantycznym skokiem – z 51,64 s zrobiła 51,06 s. Ta dotychczasowa to też zresztą wynik z tego sezonu. Wcześniej Anastazja biegała ponad 52 sekundy.
Po okresie stagnacji z ostatniego roku przyszedł więc spory progres. To trzeba Anastazji oddać.
Tym bardziej, że przyszedł niedługo po tym, jak pojawiły się wobec niej zarzuty. Aleksander Dzięciołowski, dziennikarz TVP, mówił, że „nie jest fanem robienia kariery przez pośladki”, odnosząc to właśnie do Kuś, która często wrzuca w swoje media społecznościowe zdjęcia, które niektórzy mogliby uznać za odważne (a inni niekoniecznie – to kwestia indywidualnej oceny). To cytat jeszcze sprzed tych wielkich wyników Kuś z ostatnich tygodni.
Innymi słowy: Anastazja odpowiedziała na bieżni i to z przytupem. Nie sposób było nie docenić tego, czego dokonała w Eugene, bo nie mieliśmy wcale w historii mistrzostw świata juniorów wielu złotych medalistów – Kuś jest dopiero 11. osobą z Polski, której się to udało. Niedawno „Faktowi” mówiła zresztą co nieco o swoim podejściu do komentarzy z boku:
– W czasie zawodów nie czytam komentarzy w Internecie. Ograniczam dostęp do social mediów. Mam taki charakter, że informacje na mój temat od innych osób nie interesują mnie za bardzo. Skupiam się tylko na ludziach, którzy są dla mnie istotni i ważni oraz są dla mnie autorytetami. Pustych słów nie biorę do siebie. Kieruję się tylko zdaniem osób mi bliskich lub tych, których opinii faktycznie chcę słuchać.
I może właśnie z tego przekonania, że nie musi oglądać się na opinie innych, wynikają dzisiejsze kontrowersje. I to temat o tyle ciekawy, że tak, Anastazja ma rację. A równocześnie: może się na tym przejechać.
Sprawa Memoriału
Ostatnie kontrowersje to już Memoriał Kamili Skolimowskiej w Chorzowie. Jego dyrektorem jest Marcin Rosengarten, menedżer wielu gwiazd polskiej lekkiej atletyki oraz… Anastazji Kuś. Dyrektorem, dodajmy, zarządzającym sprawnie, bo Memoriał najpierw skorzystał z pandemicznej okazji i dołączył do cyklu Diamentowej Ligi, a potem w nim został.
Dziś? Dziś to jedna z najbardziej lubianych przez sportowców imprez w kalendarzu. Świadczy o tym obsada, pokazują to ich wypowiedzi.
Efekt jest taki, że Memoriał Kamili Skolimowskiej z tego roku został najlepiej punktowanym – wedle tabel World Athletics – mityngiem w historii Europy. Dwa miejsca niżej – na trzeciej pozycji tego zestawienia – jest ta sama impreza sprzed dwóch lat. Edycja z 2025 roku jest z kolei siódma. Jest to mityng obsadzony niezwykle mocno, w którym większość konkurencji stoi na mistrzowskim poziomie.
Najwyżej punktowane mityngi lekkoatletyczne w historii rozgrywane w Europie:
97574 Chorzów 2026
97249 Zurych 2025
97178 Chorzów 2024
97032 Bruksela 2024
96927 Zurych 2022
96763 Zurych 2021
96679 Chorzów 2025
96001 Zurych 2019
95985 Monako 2018
95949 Monako 2015
95715 Zurych 2001— Athletics News (@Nedops) August 23, 2026
Anastazja Kuś chciała w nim wystartować, nie dostała jednak takiej szansy. I tutaj pojawiają się dwie strony medalu. Z jednej można zrozumieć, że mistrzyni świata juniorów liczy na szansę występu na imprezie rozgrywanej w ojczyźnie. Z drugiej – to wielki mityng, należący do wielkiego cyklu. Jasne, zdarza się, że w Diamentowej Lidze startują osoby z wynikami odstającymi od reszty stawki. Jednak zwykle wtedy, gdy ta stawka po prostu się nie zapełnia i jest na to miejsce.
A w Chorzowie się zapełniła. I była niezwykle mocna.
Siedem z dziewięciu zawodniczek pobiegło bowiem poniżej 50 sekund! Najsłabsza Roxana Gomez osiągnęła 50,88 s. Anastazja Kuś musiałaby po raz kolejny przebić swoją życiówkę by nie przybiec na szarym końcu. Przy czym, warto to zaznaczyć, miałaby na to szansę – w mocnej stawce jest o takie wyniki łatwiej. Natomiast: faktycznie decyzja o tym, by Kuś nie brać na mityng, się obroniła. Zresztą prawda jest taka, że listy startowe w tego typu wydarzeniach często zapełniają się miesiące wcześniej.
Wtedy, kiedy Polka była jeszcze i od takiej życiówki, i od złota MŚJ daleka.
Anastazja ewidentnie poczuła się jednak faktem nie znalezienia dla niej miejsca dotknięta.
– Mój menedżer jest jednocześnie menedżerem innych zawodniczek i zawodników, którzy niekoniecznie widzą tam miejsce dla mnie. Jest mi przykro, bo wiem, że podczas innych zawodów Diamentowej Ligi sporo dziewczyn biega z czasami słabszymi ode mnie, więc myślę, że powodem nie jest mój wynik, a inne sprawy. Słyszałam różne plotki – mówiła WP SportowymFaktom.
Tematu „plotek” raczej nie rozwijała. Odpowiedział jej jednak – pewnie również prywatnie, ale i w „Fakcie” – sam Marcin Rosengarten. Mówił:
– Zdaję sobie sprawę, że Anastazja może być rozczarowana i proszę mi uwierzyć, że też chciałbym, by mogła wystąpić w najbliższą niedzielę w Chorzowie. […] Powiedziała, że skoro nie ma dla niej miejsca w biegu na 400 metrów, to nie będzie biegać na 300 metrów.
Propozycja biegu na 300 metrów była logiczna. Taki też się bowiem w Chorzowie odbywał, wiele biegaczek na 400 schodzi czasem na krótszy, nieolimpijski dystans. Robi to na przykład Natalia Bukowiecka, aktualna rekordzistka Polski na tym dystansie (rekord ustanowiła przed rokiem). Anastazja Kuś stwierdziła, że nie chce (a przynajmniej nie w Chorzowie) i to jej prawo, owszem. Natomiast dodała do tego swoje komentarze i zareagowała na nie między innymi wspomniana Bukowiecka.
– Kłamanie i opowiadanie jakichś teorii spiskowych w Internecie, przy takich zasięgach, jakie ma Anastazja, jest po prostu szkodliwe i powinna tego unikać – powiedziała medalistka olimpijska WP Sportowym Faktom.
Czy Kuś pamięta, że to dopiero początek?
To bardzo istotne pytanie. Jakiś czas temu podsumowywałem bowiem losy naszych mistrzów świata juniorów. I wiecie co? Przełożenie złota tej imprezy na wyniki w seniorskim gronie było niewielkie. Medalistami olimpijskimi zostały potem ledwie dwie osoby (Artur Partyka i Szymon Ziółkowski), medale dużych imprez zdobyły trzy kolejne (Marek Plawgo, Artur Noga i Konrad Bukowiecki – dwaj ostatni tylko mistrzostw Europy).
Pięć kolejnych w ogóle nie zrobiło karier na seniorskim poziomie.

Takie złoto pokazuje potencjał, owszem. Jest potwierdzeniem możliwości i upoważnia do posiadania sporych oczekiwań. Tyle że na tym właściwie koniec. Trzeba wrócić do treningów, robić swoje. I nie twierdzę, że Anastazja tego nie robi – wręcz przeciwnie, uważam, że nie osiąga się takich wyników bez odpowiedniego przygotowania. Natomiast nie jestem przekonany, czy ona sama i osoby w jej otoczeniu pamiętają, że to tylko pierwszy sukces.
Taki, o którym mało kto będzie pamiętać, jeśli nie pójdą za nim kolejne. Bo kto dziś przywołuje złoto Igora Janika czy Klaudii Maruszewskiej? W zasadzie nikt. Kuś ma, jasne, pełne prawo świętować ten medal i oczekiwać, że otworzy przed nią kolejne szanse. Czy to pod kątem sponsorskim, czy „mityngowym” właśnie. To jednak jeszcze niczego nie gwarantuje. Anastazja ma 19 lat, dopiero wchodzi na poziom, który pozwala marzyć o sukcesach i wśród seniorek.
Warto byłoby nie spalić sobie mostów tylko z powodu złota MŚJ. A w tym momencie zmierza to w tę stronę.
– W Eugene biegłam tylko i wyłącznie dla siebie. Nikomu nie chciałam niczego udowadniać, bo to nie jest mój cel. Chcę stawać się lepsza, łamać bariery, zdobywać medale dla siebie i dla Polski, a niekoniecznie dla ludzi, którzy mnie hejtują. Ale nawet gdyby tych wyników nie było, to mam prawo w życiu robić to, na co mam ochotę. Będę dalej promowała model nowoczesnego sportowca, który coraz więcej osób naśladuje – mówiła Kuś.
I w pełni się z tymi słowami o „robieniu tego, na co się ma ochotę” zgadzam, jasne. Tyle że na ten moment w mediach zaczyna utrwalać się wizerunek dziewczyny, która ma niezłe wyniki i uważa, że coś z miejsca jej się za to należy, a gdy tego nie dostaje, robi „dramę”. To może dobrze działać na nią samą, może tego potrzebuje, by mieć dodatkową motywację. Jednak otoczenie swoje widzi, fani też. Jeśli rezultaty się nie polepszą, jeśli nagle Anastazja będzie mieć ze swoim bieganiem problemy, może się to na niej dodatkowo odbić.
A poza tym – jest jeszcze kwestia sztafety.
Sztafetowe niesnaski nie pomagają
Mieliśmy już w ostatnich sezonach dowody na to, że w sztafecie warto żyć ze sobą w zgodzie. Wiele się w naszym bieganiu 4×400 metrów kobiet posypało, gdy pojawiły się konflikty, wzajemne pretensje i niezrozumienie. Do dziś to wszystko odbudowujemy, a właściwie kryzys zaczął sięf w 2022 roku. Anastazja Kuś już jest członkinią tej sztafety i chyba dobrze byłoby o tym pamiętać.
Również dlatego, że w polskiej rzeczywistości – nie ma co tego ukrywać – szansa na sukces w sztafecie jest po prostu większa niż indywidualnie. (Przy czym nie chcę sugerować, że Kuś do takich indywidualnych sukcesów nie dotrze – życzę jej, by tak się stało, bo ma ku temu możliwości i sporo czasu przed sobą). Zdaje się jednak, że Anastazja choć biega w sztafecie, to o tym akurat niekoniecznie myśli.
Możliwe, że nieco racji ma tu Kuba Szymański, nasz płotkarz, charakterologicznie chyba Anastazji w miarę bliski, który mówił:
– Z tego, co słyszę, to większość zawodniczek – pewnie z zazdrości – nie lubi jej za to, że biega bardzo szybko od młodego wieku i ma praktycznie wszystko zapewnione. Nie każdy miał tak mądry trening już jako 17-latka, a Anastazja od lat otacza się najlepszymi specjalistami, wszystko ma kapitalnie ułożone przez mamę i myślę, że to wielu osobom przeszkadza. Wydaje mi się, że duża część osób jest po prostu zazdrosna.
Zazdrość, owszem, może odgrywać tu pewną rolę (choć trudno uwierzyć, by było tak w przypadku Natalii Bukowieckiej, która ma na koncie wystarczająco wiele sukcesów, by zazdrościć nie musieć). Jednak nawet jeśli tak jest, to Kuś sama sprawia, że spór dotyczy nie tylko jej wizerunku, ale też tego, co Anastazja mówi i robi. Nie sądzę, by krytyka tego, jak prezentuje się w social mediach była słuszna (bo zgadzam się, że ma prawo do tego, by pokazywać tam, co chce), ale już krytyka jej wypowiedzi dotyczących startów? Ta jest jak najbardziej uprawniona.
Tyle że zarówno te wypowiedzi, jak i późniejsza krytyka, sprawiają, że w naszej lekkiej atletyce pojawia się konflikt. A dyscyplina jest akurat w takim miejscu, że tego warto by uniknąć – złote czasy bowiem minęły, aktualnie próbujemy doprowadzić do kolejnego takiego okresu. A wiadomo, że zgoda buduje.
Niezgoda? Niekoniecznie. Nie bez powodu przecież ostatni medal naszej sztafety na stadionie to rok 2022, ale nie mistrzostwa świata, a Europy, rozgrywane później i w bardziej okrojonym składzie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix