W ślady Igi i Mai. Martyna Kubka zalicza wielkoszlemowy debiut

Sebastian Warzecha

25 sierpnia 2026, 17:11 • 8 min czytania 2

Reklama
W ślady Igi i Mai. Martyna Kubka zalicza wielkoszlemowy debiut

Jeszcze w kwalifikacjach, ale niewykluczone, że za trzy mecze – w drabince głównej. Martyna Kubka zagra dziś pierwszy w karierze mecz w turnieju Wielkiego Szlema. To rówieśniczka Igi Świątek i Mai Chwalińskiej. Jej mama była medalistką olimpijską, ojciec stał na podium mistrzostw Europy. Rad udzielał jej Piotr Woźniacki, ojciec Karoliny. A sama Martyna powtarza, że zalicza najlepszy moment w karierze, ale chce więcej.

Reklama

Martyna Kubka. Kolejna Polka w Wielkim Szlemie

Dojść na poziom choćby kwalifikacji wielkoszlemowych to już sztuka. Trzeba zakręcić się w okolicach dwusetnego miejsca na świecie. Jasne, gdy patrzymy na najlepszych, zdaje się, że to nic trudnego. Prawda jest jednak taka, że udaje się to garstce z tych, którzy zaczynają trenować tenisa, a nawet garstce, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko osoby, które przeszły na zawodowstwo.

TOP 200 rankingu światowego to pewna magiczna granica. Daje nowe możliwości, otwiera drzwi. Dojść tam jednak trudno. Wiadomo, niektórzy idą szybko – tak zrobiła choćby Iga Świątek, która tylko raz w karierze musiała grać w wielkoszlemowych kwalifikacjach (zresztą przeszła je skutecznie), a w swoim drugim Szlemie była już w drabince głównej. Inni nawet do tych kwalifikacji dostają się latami.

I to przypadek Martyny Kubki.

Reklama

Martyna Kubka i długa tenisowa droga

To rówieśniczka Igi Świątek i Mai Chwalińskiej. Od Igi starsza o półtora miesiąca, a więc już 25-latka. W zasadzie wciąż młoda, ale jeśli na zawodowstwo przechodzi się najpóźniej w wieku 18 lat, to znaczy, że Martyna o to, by znaleźć się tu, gdzie jest, walczyła ponad siedem lat. Wiadomo, część z tego zabrała pandemia – ograniczono wtedy liczbę turniejów, trudniej było o podróżowanie. Niemniej: sporo czasu Martyna była niżej.

Zresztą wystarczy sprawdzić listę jej najwyższych pozycji rankingowych w danym sezonie. Rok po roku wygląda to tak:

  • 2019 – 873.
  • 2020 – 763.
  • 2021 – 480.
  • 2022 – 467.
  • 2023 – 358.
  • 2024 – 305.
  • 2025 – 308.

Co się rzuca w oczy? Głównie to, że Martyna zaliczała skoki, typowe na tym poziomie. Ten pierwszy, wielki, to rok 2021 – nie wygrała wtedy co prawda żadnego turnieju ITF, ale grała regularnie i regularnie punktowała. Drugi skok to rok 2023 – wtedy była w trzech finałach, jeden (W15, najmniejsza ranga) wygrała. Natomiast najlepszy okres w jej karierze to czas od początku 2025 roku – w tamtym sezonie wygrała trzy turnieje. W tym z kolei doszła najpierw do jednego finału, a ostatnio – w lipcu – triumfowała w Hiszpanii, w turnieju W75 (to już ranga całkiem wysoka, największy sukces w jej karierze), w Vitorii-Gasteiz.

O tej wygranej mówiła Interii. I twierdziła, że nie jest w pełni zadowolona z tego, jak tam grała:

Reklama

– Ogólnie to był dość specyficzny turniej, bo niby był rozgrywany na nawierzchni twardej. I technicznie rzecz biorąc to była nawierzchnia twarda, ale troszkę inna, bardziej asfaltowa. Nie ukrywam, że trochę specyficzna, dosyć szybka, plus dochodziła delikatna wysokość miejscowości Vitoria-Gasteiz, chyba 550 metrów nad poziomem morza. Więc warunki były dosyć ciężkie i też wiem, że nie tylko dla mnie, bo rozmawiałam z innymi dziewczynami. Nie tylko grałyśmy, ale trenowałyśmy razem, więc wiem, że wiele z nich miało podobne odczucia. Nie będę ukrywać, że grało się ciężko. Wymiany też nie były za długie, a wysokość, nawierzchnia plus szybkość powodowało, że popełniało się więcej błędów.

Nawiasem mówiąc po drodze Martyna wygrała mecz, w którym broniła piłki meczowej i, jak przyznawała, w sumie grała wtedy na zasadzie „nie mam nic do stracenia”. I udało się wygrać – i mecz, i turniej.

Ten sukces przyszedł niedługo po tym, jak przeżyła rozczarowanie na Wimbledonie. Tam do tego, by wziąć udział w kwalifikacjach zabrakło jej jednego miejsca. Hiszpański turniej sprawił, że przed US Open nie musiała się o to martwić. Awansowała bowiem na 185. miejsce w rankingu WTA, a aktualnie jest o trzy pozycje wyżej. Nad nią jest tylko kilka Polek: Iga Świątek (8.), Maja Chwalińska (21.), Magdalena Fręch (37.), Magda Linette (78.) i Katarzyna Kawa (129.). W TOP 200 mieści się jeszcze Linda Klimovicova (199.).

Reklama

Katarzyna i Linda też grały zresztą w kwalifikacjach US Open. Klimovicova awansowała już do II rundy, Kawa niestety odpadła.

Martyna na kort wyjdzie dziś.

Sportowa rodzina i kort w ogrodzie

Rodzice Kubki to utytułowani sportowcy, ale w dyscyplinie zupełnie innej. Oboje byli strzelcami sportowymi, zresztą z sukcesami. Tata, Jacek, stawał na podium mistrzostw Europy. Mama, Małgorzata Książkiewicz, zgarnęła olimpijski brąz w Barcelonie w 1992 roku w konkurencji karabinu małokalibrowego w trzech postawach. Dla polskiego strzelectwa to medal nieco zapomniany, bo cztery lata później w Atlancie (i potem w Sydney) złoto zdobywała Renata Mauer-Różańska.

Niemniej – jest Martyna córką medalistki olimpijskiej. Sama mówiła o rodzicach kilka lat temu, portalowi Polski Tenis.

Reklama

– Byli olimpijczykami. Wystąpili na igrzyskach w Barcelonie, a mama jeszcze też cztery lata później w Atlancie. Potem, jeszcze przed moim urodzeniem tato zaczął grać w tenisa amatorsko. Jak miałam pięć lat, wtedy zaprowadził mnie po raz pierwszy na kort. Zresztą wybudował kort w ogrodzie i tak to się u mnie zaczęło. Wiadomo, że dość szybko się to przeniosło do klubu, był najpierw jeden trener, potem drugi. Cały czas mam wsparcie rodziców, którzy dobrze czują sport i nigdy mnie nie zmuszali do gry. Doskonale wiedzą, jak i kiedy pomóc czy nie przeszkadzać.

Martyna sama… nigdy nie była na strzelnicy. W tenisie zakochała się, jak powiedziała, przez ojca, grając na tym przydomowym korcie ze sztuczną trawą (bo to nawierzchnia najłatwiejsza w utrzymaniu). Wspominała, że nie ciągnęło ją do innych sportów, choć w jej rodzinnej Zielonej Górze mogły być okazje na przykład do gry w koszykówkę – a Martyna szybko rosła i dziś ma 181 centymetrów. Jak na tenisistkę – naprawdę sporo. Traf chciał, że znalazła sobie idolkę – choć wtedy wiedzieć tego nie mogła – o podobnych warunkach.

Czyli Marię Szarapową. Do dziś ma w głowie, jak w wieku ośmiu lat stała na turnieju w Warszawie po autograf Rosjanki. No i są też inne ważne rzeczy, o czym opowiadała w rozmowie z Eurosportem:

– Zawsze lubiłam ją oglądać na korcie. Nasze style, takie mam wrażenie, w jakimś stopniu są podobne, więc ta sympatia może i z tego powodu. Aha, Szarapowa urodziła się 19 kwietnia, jak ja, tylko kilkanaście lat wcześniej, wiadomo.

Reklama

Wiadomo, że Martyna jako nastolatka kariery takiej jak Maria nie zrobiła. Z drugiej strony Szarapowa ostatni sukces wielkoszlemowy odnosiła… w wieku 25 lat. Kubka w tym samym okresie zalicza najlepsze wyniki w karierze. I kto wie, może pójdzie jeszcze wyżej?

Trener-partner i pomoc Woźniackiego

Przykłady Szarapowej i Kubki pokazują, że tenisowe drogi są różne. Coraz więcej i częściej spotyka się właśnie osoby, które wysoko wchodzą później, nawet po trzydziestce. Martyna nadal ma sporo czasu. Zdaje się jednak, że wreszcie znalazła układ, który jej odpowiada. Przede wszystkim: jej trenerem jest jej życiowy partner, Piotr Pawlak.

To tenisista, który był całkiem sporym talentem, zaliczył występ w juniorskim Australian Open. Potem jednak do gry weszło zdrowie, sporo się pozmieniało, a Piotr zaczął realizować się też na innych polach – studiował w USA, był sparingpartnerem niektórych tenisistów i tenisistek (w tym Caroline Wozniacki), a w końcu został trenerem. Pawlak jednak nadal gra, choć w deblu i (jak na razie) bez wielkich sukcesów.

Reklama

Sukcesy zaczyna odnosić jednak jako trener. I nie dziwi, że do USA wybrał się razem z podopieczną. Na co dzień nie jest to zasadą – bo i finanse, i fakt, że ma swoją karierę, sprawiają, że czasem się z Martyną rozmijają. Szlema jednak przegapić nie mógł, rzecz oczywista. Swoją drogą – Kubce pomaga czasem Piotr Woźniacki, trener i ojciec Caroline. Przy czym „pomaga” to odpowiednie słowo, bo w zasadzie ogranicza się to do porad.

– Trenera Woźniackiego i Karolinę Piotrek poznał przed igrzyskami w Paryżu, w Monako. Przez tydzień pomagał im wtedy w przygotowaniach. I zapytał trenera Woźniackiego, bo ja akurat rozstałam się z poprzednim trenerem, czy nie rzuciłby okiem na moje treningi, kiedy będzie w Warszawie. […] powiedzmy, że wyznaczył nam drogę i wciąż jesteśmy w kontakcie. Kiedy odwiedza Warszawę, zawsze staramy się spotkać – mówiła Eurosportowi.

Generalnie wiele rzeczy się w ostatnim czasie w życiu i karierze Kubki poskładało. A jeszcze kilka lat temu była bliska nawet rezygnacji z tenisa – mówiła, że w 2022 roku przeszła pewien kryzys, na miesiąc po prostu zrobiła sobie przerwę, zastanawiała się, czy nie wyjechać na studia do Stanów, gdzie akurat uczył się i trenował Pawlak. Ostatecznie postawiła na kontynuowanie kariery.

Reklama

I w końcu – choć chwilę musiała poczekać – się to opłaciło.

Trzy mecze od marzeń

Nie miała możliwości się do tych kwalifikacji w pełni odpowiednio przygotować. Jak mówiła: w Stanach brakuje odpowiednich turniejów, nie ma gdzie zagrać zawodniczce z takim rankingiem jak jej. Trzeba więc było polecieć, potrenować i liczyć na to, że to wystarczy. Treningi już były, teraz pora na mecz. Ten pierwszy – dziś, jako trzeci na korcie numer 17. Licząc od godziny 17 polskiego czasu, czyli wyjść na spotkanie powinna Martyna około 21, może 22.

Przed nią na tym samym korcie wystąpią zresztą uznani tenisiści: najpierw o awans powalczy Kei Nishikori (z Sebastianem Ofnerem, też znaną postacią), były finalista US Open. Potem z kolei wyjdzie tam Grigor Dimitrow.

Martynie trafiło się takie towarzystwo pewnie dlatego, że gra z reprezentantką gospodarzy, Anniką Penickovą. To 16-latka, która dostała dziką kartę. W singlu zajmuje 569. miejsce na świecie, czyli całkiem wysoko jak na swój wiek. Kryje się tam talent. Trzeba uważać, takie młode dziewczyny potrafią zaskoczyć. A zresztą – w kwalifikacjach może to zrobić każdy. Czasem mówi się, że to najtrudniejszy turniej w kalendarzu. Trzeba wygrać trzy mecze, rywalki są rankingowo na twoim poziomie, nie ma łatwych spotkań.

Reklama

Innymi słowy: Martyna, nawet jako debiutantka, też może zrobić swoje i awansować. A gdyby to się udało, to wiadomo – spełnienie marzenia.

– Emocje na pewno. I oczekiwanie, żeby wyjść na kort. Będę tam, cieszę się z tego bardzo, wszyscy trenują po to, by znaleźć się w tych wielkoszlemowych imprezach. Jak mówię – krok po kroku, będę walczyć, zobaczymy. Ekscytacja rzeczywiście jest ogromna, mój ostatni juniorski Wielki Szlem był właśnie tam, w Nowym Jorku. Specyficzne miasto, a same obiekty tenisowe – fenomenalne. Chciałabym grać w takich turniejach, chciałabym w nich grać regularnie. Rodzice zapowiedzieli, że jeżeli dostanę się do Australian Open, to do Melbourne polecą już razem – mówiła Kubka Eurosportowi.

Jeśli awansuje do turnieju głównego, to mocno się do tego Australian Open z miejsca przybliży. By jednak nie musieć kwalifikacji przechodzić, to jeszcze przed nią daleka droga – mniej więcej 80 pozycji w górę.

Reklama

Choć w sumie – to mniejszy przeskok niż ten, jaki zaliczyła od początku roku do tego momentu. Czyli da się zrobić.

Fot. Newspix

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Jagiellonia potwierdziła transfer. Wiemy, ile będzie kosztował [NEWS]

Duda  &  Janczyk
12
Jagiellonia potwierdziła transfer. Wiemy, ile będzie kosztował [NEWS]

Inne sporty

Reklama