Pierwsze koty za płoty. Iga Świątek przechodzi I rundę Wimbledonu

30 czerwca 2026, 16:54 • 2 min czytania 3

Reklama
Pierwsze koty za płoty. Iga Świątek przechodzi I rundę Wimbledonu

Łatwo nie było, ale Iga Świątek melduje się w drugiej rundzie Wimbledonu pokonując ostatecznie Taylor Townsend. Rywalka, znana z niemałego talentu do gry deblowej, postawiła dziś jednak Polce trudne warunki i zmusiła turniejową „trójkę” do niemałego wysiłku. Były chwile, w których mogliśmy się trochę niepokoić, ale te już za naszą rodaczką. Pora na kolejne wyzwanie.

Reklama

Świątek nie weszła najlepiej w mecz, bo zaczęła od szybko przegranego gema przy podaniu rywalki, a następnie obrony pięciu break pointów przy własnym serwisie. To były jednak złe miłego początki – przy stanie 1-1 to Polka przełamała Amerykankę, a następnie nie oddała jej już ani jednego gema w pierwszym secie.

Iga Świątek wygrywa na Wimbledonie. W Anglii broni tytułu

Wydawało się, że Iga złapała odpowiedni rytm i teraz pójdzie już z górki. W drugiej partii obraz spotkania jednak kompletnie się odmienił. Polka już na początku seta dała się przełamać, po czym przegrała trzy kolejne gemy. Taka przewaga okazała się nie do odrobienia – Iga wygrała swoje dwa kolejne gemy serwisowe, ale nie zdołała ani razu przełamać rywalki, która zamknęła tę partię wynikiem 6-2.

Potem jednak znów się wszystko pozmieniało i nie będziemy na taki obrót spraw narzekać. Grę w ostatnim secie panie zaczęły od długiego, niezwykle zaciętego gema przy podaniu Świątek. Równowaga za równowagą, w sumie dziewięć takich przypadków. I ostatecznie utrzymany serwis Polki, co wyraźnie sprawiło Idze ulgę. Pod koniec seta było jeszcze trochę perturbacji, trzy przełamania, ale ze wskazaniem na naszą reprezentantkę, co niezwykle nas tylko cieszy.

Teraz na rozkładzie Karolina Pliskova, znów pewnie nie będzie lekko. Ale to Wimbledon, łatwych meczów nie ma co się spodziewać.

Reklama

Taylor Townsend – Iga Świątek 1:6, 6:2, 3:6

Fot. Newspix

3 komentarze
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Niemcy odpadli. Z Paragwajem. I to w karnych. Padają ostatnie mity

AbsurDB
3
Niemcy odpadli. Z Paragwajem. I to w karnych. Padają ostatnie mity

Inne sporty

Reklama