Iga Świątek zaczęła turniej w Cincinnati. Zwycięsko

Sebastian Warzecha

16 sierpnia 2026, 20:15 • 3 min czytania 0

Reklama
Iga Świątek zaczęła turniej w Cincinnati. Zwycięsko

Iga Świątek w zasadzie dopiero co wygrała turniej w Toronto, a już dziś musiała wyjść na mecz drugiej rundy w Cincinnati. Jej rywalką została Kolumbijka, Emiliana Arango. I choć początkowo wydawało się, że będzie to wyrównany mecz, to sytuacja szybko się zmieniła. I szybko ostatecznie minęło też całe spotkanie.

Reklama

Iga Świątek z przytupem weszła w kolejny turniej

W zasadzie na start – przełamanie. Tyle że to Iga straciła serwis. W trzecim gemie. Prowadziła wtedy już 40:0, a potem dobry return Emiliany Arango, kilka niezłych punktów i okazało się, że Polka nie poradziła sobie z dziwnym tenisem Kolumbijki. Dziwnym, bo bardzo wolnym. Nazywając rzecz po imieniu: upierdliwym. Po prostu gra Emiliana inaczej od wielu tenisistek, trzeba się do tego przyzwyczaić. Podobnie do warunków – w USA temperatura odczuwalna w czasie meczu Igi sięgała 38 stopni Celsjusza. Ogromna była też wilgotność.

Iga nie miała też wiele odpoczynku, to również istotne. Choć przed nią swój mecz rozgrywała jej finałowa rywalka z Toronto – Jelena Rybakina – i stosunkowo pewnie wygrała. To też była wskazówka, że Polka powinna sobie poradzić.

I sobie poradziła.

Po tym przegranym gemie serwisowym od razu wróciła do gry i sama rywalkę przełamała. A potem jeszcze raz. Oddała jej jeszcze co prawda ósmego gema w tamtym secie – na 5:3 z perspektywy Polki – ale to tyle. Pierwszą partię zamknęła pewnie, 6:3. A w drugiej? W drugiej otworzyła piekarnię i tym razem postanowiła, że ma ochotę na bajgla. Wygrała więc 6:0 w całej partii oddając Emilianie ledwie pięć (!) punktów. Sama Iga, – żeby dać wam perspektywę – by zamknąć seta w ten sposób, musiała ich zdobyć 24. I to minimalna liczba potrzebnych do takiej wygranej punktów – bez choćby jednego grania na przewagi.

Reklama

Bez żadnych problemów.

Co cieszyło w tym wszystkim, to fakt, jak łatwo Iga wyciągnęła wnioski z początkowych problemów. Dostosowała swoją grę, poprawiła detale, zaczęła grać nieco bezpieczniej, po prostu szukając rytmu. A gdy go znalazła, no to Arango nie miała szans. I dobrze, że to był szybki mecz, bo pierwsze spotkania po sporej wygranej i przelocie na nowy turniej, potrafią być pewnym wyzwaniem. Natomiast okazało się, że to spotkanie było rozgrzewką. Wyzwaniem może być kolejny mecz – z Marią Sakkari, która potrafiła już Igę w tym sezonie pokonać (choć potem sama od Polki oberwała).

Reklama

Iga jednak musi być gotowa na wyzwania największe. Broni przecież w Cincinnati tytułu, a występem w Toronto rozbudziła nadzieje co do powodzenia tej misji.

Iga Świątek – Emiliana Arango 6:3, 6:0

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Piła w końcu wpadła do bramki. Raków wciąż „siedzi” Cracovii

Kacper Korpak
21
Piła w końcu wpadła do bramki. Raków wciąż „siedzi” Cracovii

Inne sporty

Reklama