O tym, że Górnik potrafi bardzo dobrze grać w jedenastu, już wiedzieliśmy. Tymczasem zespół Michala Gasparika właśnie udowodnił nam, że nawet bez jednego zawodnika potrafi zagrać tak, że nie ma się do czego przyczepić. Wisła mimo przewagi liczebnej ani przez moment nie miała rzeczywistej przewagi na boisku.
W pełnym składzie Górnik potrafi grać widowiskowo, cieszyć oko kibiców swoją grą. Coraz bardziej zaczyna błyszczeć Kacper Urbański, a Peter Federico wciąż pokazuje nowe możliwości techniczne. Jest to jednak na tyle dobrze funkcjonujący zespół, że gdy trzeba się bronić, to będzie to robił w równie imponujący sposób. Michal Gasparik tak poukładał swoją drużynę, że nawet brak jednego zawodnika nie stanowi dla niej najmniejszego problemu.
Górnik Zabrze – Wisła Kraków 2:1. Zespół Michala Gasparika imponuje na starcie sezonu
Jak mogliśmy się spodziewać i jak oczekiwaliśmy, spotkanie w Zabrzu od początku nie zawodziło. Zresztą, w tym sezonie już zdążyliśmy się przekonać, że mecze z udziałem Wisły Kraków to gwarancja emocji. I tak było również tym razem. Od pierwszych minut działo się naprawdę sporo. Przed doskonałą okazją pod bramką Górnika uratował zespół Ondrej Zmrzly, a chwilę później tym samym po drugiej stronie odpowiedział Alan Uryga.
To jednak przede wszystkim Philipp Schulze sprawił, że przy Roosevelta wciąż czekaliśmy na pierwszego gola. Świetna akcja na skrzydle Freda Duarte, dobre uderzenie głową Jordiego Sancheza i tylko kapitalna interwencja niemieckiego golkipera Zabrzan sprawiła, że wciąż było 0:0.
Z biegiem czasu Górnik zaczął przejmować inicjatywę. Bardzo dobrze prezentował się cały środek pola, sporo z obrońcami rywala walczył Sondre Liseth, a Peter Federico znów kręcił na prawo i lewo. To właśnie skrzydłowy z Dominikany wysłał pierwsze ostrzeżenie. Po bardzo dobrym uderzeniu z rzutu wolnego trochę natrudzić się musiał Marcel Łubik.
Przy drugiej sytuacji nie miał już jednak nic do powiedzenia. Na Wiślakach zemścił się mocno niepotrzebny faul Alana Urygi. Spóźniony Kacper Duda nie zdążył do Lukasa Sadilka, a ten, gdy piłka już spadła pod jego nogi, wpakował ją do siatki.
Duże zamieszanie w polu karnym i piłka w siatce! 🤯 Lukas Sadilek zdobywa bramkę dla Górnika Zabrze! 👊
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/ThLdS2Rq10
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 16, 2026
Dla gospodarzy była to mocno komfortowa sytuacja. Mogli oddać przeciwnikom pole gry, nieco się cofnąć i czekać na swoje okazje do kontry. Te się rzeczywiście pojawiały, jednak w kluczowych momentach brakowało dokładności albo zrozumienia. Najlepszą sytuację do podwyższenia wyniku Górnik miał znów po rzucie wolnym, gdy groźnie uderzał Kacper Urbański.
A Wisła nie do końca miała pomysł, w jaki sposób zaskoczyć defensywę rywala. Próbowała na różne sposoby, jednak zawsze czegoś brakowało, żeby stworzyć taką naprawdę dogodną okazję. Najlepsza miała miejsce, gdy Ondrej Zmrzly nabił Angela Rodado i piłka przeleciała tuż koło słupka. W każdym razie jeden celny strzał przez 45 minut to było stanowczo za mało.
Czerwona kartka nie zepsuła Górnika. Nawet bez Lisetha radził sobie nienagannie
Tradycja z emocjami musiała zostać podtrzymana, choć w pewnym momencie wydawało się, że już wszystko zaczyna nam się klarować. Bardzo niepotrzebny faul Maisonneuve’a na Lisethcie – mógł nawet skończyć się czerwoną kartką – i kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego wynik podwyższył Maksym Chłań. Chociaż wydaje się, że Marcel Łubik mógł zachować się lepiej.
W każdym razie, mimo że do końca meczu pozostawało jeszcze trochę czasu, można było odnieść wrażenie, że Górnik ma wszystko pod swoją kontrolą. Sporym pechowcem okazał się jednak rozgrywający całkiem niezłe zawody Sondre Liseth. Całkiem przypadkowo uderzył Jakuba Krzyżanowskiego i po drugiej żółtej kartce musiał opuścić boisko. Można się zastanawiać, czy za takie przewinienia powinno pokazywać się kartki, ale dyskusji nie podlega, że Norweg rzeczywiście trafił rywala.
Jakby tego było mało, Górnik dosłownie chwilę wcześniej również miał sporego pecha. Piłka w jakiś dziwny sposób odbiła się od słupka, Pchilipp Schulze kompletnie nie zorientował się w sytuacji, czego nie można powiedzieć o Jordim Sanchezie. Trafił na 1:2 i spodziewaliśmy się, że to nie będzie ostatnie słowo w wykonaniu Wisły.
Dzieje się w Zabrzu! 💥 Maksym Chłań trafia z rzutu wolnego, ale 2 minuty później Wisła Kraków łapie kontakt po bramce Jordiego Sancheza! 🇪🇸🤏
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEWhJW pic.twitter.com/YnjIcZEhA1
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 16, 2026
A jednak, z jednej strony zawiedliśmy się, że piłkarze Mariusza Jopa nie byli w stanie podkręcić tempa, ale z drugiej naprawdę byliśmy pod wrażeniem, jak Górnik radzi sobie bez jednego zawodnika. Gospodarze byli niezmordowani. Wręcz wzorowo łatali dziury, które mogłyby powstać przy grze w osłabieniu. Co prawda, po stracie bramki nie przeprowadzili praktycznie żadnego ataku, ale za to w obronie funkcjonowali jak monolit.
Dwóch napastników Wisły było praktycznie odciętych od gry, a szczególnie Josema imponował kolejnymi wygranymi pojedynkami. W przeciwieństwie do stoperów rywala Rafał Janicki czy później Paweł Bochniewicz ustrzegli się większych błędów. Paradoksalnie najlepszą szansę na doprowadzenie do remisu miał Alan Uryga, ale fatalnie spudłował. Właściwie w żadnym momencie nie mieliśmy takiego przekonania, że zaraz ten gol padnie.
Naprawdę duże wrażenie robi na nas Górnik. Teraz został poddany trudnemu sprawdzianowi gry w osłabieniu i zdał go bez większych zarzutów. Świetnie ten zespół poukładał Michal Gasparik i zarówno w ofensywie, jak i defensywie można znaleźć wiele pozytywów. Bez gry w pucharach (oczywiście życzymy pokonania AS Monaco) to będzie jeden z głównych kandydatów do mistrzostwa.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix