Nowe osiągnięcie odblokowane. Jak Iga Świątek przechodzi tenis

Sebastian Warzecha

14 sierpnia 2026, 15:23 • 9 min czytania 7

Reklama
Nowe osiągnięcie odblokowane. Jak Iga Świątek przechodzi tenis

Gdyby to była gra komputerowa, Iga Świątek dostałaby wczoraj komunikat o odblokowaniu kolejnego osiągnięcia. Podskoczyłby też pasek wypełnienia ich całości. Po triumfie w Toronto Polka jest bowiem w zasadzie o kilka kroków od tego, by całą tę grę przejść, jak zrobił to wcześniej Novak Djoković. A przecież Iga ma ledwie 25 lat!

Reklama

Iga Świątek coraz bliżej przejścia tenisa. Zostało kilka kroków

Turniej w Toronto to przełom. A przynajmniej tak się wydaje – Iga grała tam bowiem świetnie, konsekwentnie, cierpliwie i powróciła do postaw, do tego, co tak często dawało jej sukcesy. Był więc znakomity top spinowy forehand, było spokojne budowanie punktów, była defensywa i zmuszanie rywalek do błędów, jeśli sytuacja tego wymagała. Była też ta wielka zaciętość, umiejętność odmiany losów meczu.

W finale nie potrzebowała tej ostatniej.

Tam – choć mecz momentami był zacięty – w świetnym stylu i stosunkowo szybko pokonała Jelenę Rybakinę. Reprezentantka Kazachstanu nie miała nic do powiedzenia, choć pewnie utrudniło jej życie nawarstwione przez cały turniej zmęczenie. Niemniej: finał był meczem Igi, to ona była w nim zdecydowanie lepsza – rywalkę przełamała przecież czterokrotnie, a sama nie straciła serwisu ani razu. Poszła po swoje.

Reklama

Tytuł w Toronto jest pierwszym od ponad 300 dni, jaki Iga zdobyła. Jest też pierwszym w trakcie jej współpracy z Francisco Roigem i, co naturalne, pierwszym w sezonie 2026, podtrzymała więc Polka serię sezonów z co najmniej jednym tytułem. I to, dodajmy, tytułem dużym.

Jest w tym wszystkim jednak coś więcej: Iga bowiem nigdy wcześniej w Kanadzie (turniej rokrocznie zmienia miejsce – raz rozgrywany jest w Toronto, raz w Montrealu, na przemian z imprezą ATP) nie triumfowała. Ba, nie grała nawet w finale. Teraz tego dokonała i to już… czwarty z rzędu taki „pierwszorazowy” tytuł w jej wykonaniu.

Ostatnie dwa lata to sezony kryzysowe, tak. Ale też sezony, w których Iga kompletuje to, czego jej brakowało.

Reklama

I jest przez to o kilka kroków od tego, by tę grę zamknąć.

Odhaczone. Iga Świątek zrobiła (niemal) wszystko

Nie mówimy tu o rekordach – to inna sprawa. Dogonić Margaret Court pod względem liczby tytułów wielkoszlemowych (czy nawet Serenę Williams, jeśli mowa tylko o erze open) może okazać się niemożliwe. Natomiast kompletowanie trofeów to rzecz nieco inna – tam nie trzeba wygrywać seryjnie, czasem wystarczy raz. I okazuje się, że i tak można dokonywać rzeczy historycznych.

Iga już dawno odhaczyła, oczywiście, część z nich. Również te „nieturniejowe” – jak przewodzenie rankingowi i w ogóle, i na koniec roku.

Gdyby jednak spojrzeć tylko na trofea – to jak prezentuje się sytuacja?

Reklama

Wyliczenia wyglądają tak: są cztery Wielkie Szlemy, aktualnie jest też 10 turniejów WTA 1000, do tego WTA Finals i igrzyska olimpijskie. Dopisać możemy też tytuły wywalczone na poziomie WTA 250 (jeden) i 500 (sześć), choć tam stosunkowo często się te imprezy wymieniają, dlatego bez wskazania konkretnych z nich. W każdym razie – to akurat Iga ma. A jeśli o te ważniejsze turnieje chodzi, to jest tak:

  • Wielkie Szlemy: 3/4.
  • WTA 1000: 8/10.
  • WTA Finals: wygrane.
  • Igrzyska olimpijskie: brązowy medal.

A więc jeden Szlem, dwa turnieje rangi 1000 i złoto igrzysk. W zasadzie tyle Idze brakuje. Natomiast zostawiając to na moment z boku, skupmy się na tym, co Iga ma. Bo ma na przykład 12 tytułów rangi WTA 1000 – więcej od jakiejkolwiek aktywnej zawodniczki… nie licząc Sereny Williams, która wróciła do rywalizacji przy okazji gry na kortach trawiastych. Ona ma ich 23 (wliczając imprezy tej samej rangi rozgrywane pod starym szyldem, przed wprowadzeniem „tysięczników”). Szlemów w tej statystyce też ma niemal najwięcej – jedynie Serena i Venus Williams nad nią górują.

Siostry grają jednak okazjonalnie, są bardziej emerytkami, które od czasu do czasu chcą chwilę popracować. Odliczając je – Iga wśród aktywnych tenisistek jest najlepsza.

Przede wszystkim: Iga odhaczyła już w zasadzie wszystko w Ameryce Północnej. Wygrała US Open, ma Sunshine Double (Indian Wells i Miami), dołożyła do tego Cincinnati przed rokiem, a Kanadę w tym. Mączka też została przez nią podbita – Roland Garros, wiadomo, wygrała czterokrotnie. Trzy razy była najlepsza w Rzymie, a raz w Madrycie, który mógł (przez wysokość) sprawiać jej problemy. Ale trofeum za ten turniej stoi już w gablocie, zresztą tamten triumf to pamiętny mecz z Aryną Sabalenką, być może jeden z najlepszych (najlepszy?) w WTA w ostatnich latach.

Reklama

Do tego doszedł przed rokiem Wimbledon. Trawa, która miała sprawić jej problemy, też została podbita, bo ten jeden turniej w zasadzie do tego wystarczył – nie ma przecież na tej nawierzchni żadnego tysięcznika. Do tego sukcesy zaliczyła też Iga w Dausze i Pekinie. Szkoda igrzysk, wiadomo, bo taka szansa jak w Paryżu może się nie trafić. Prawda jest jednak taka, że niektórzy nawet sukcesu olimpijskiego do tego przechodzenia tenisa nie wliczają – w pewnym sensie to dodatkowy poziom, dla chętnych.

Udało się go osiągnąć na przykład dwa lata temu Novakowi Djokoviciowi, ale pod każdym innym względem Serb ukończył tę rozgrywkę już wcześniej.

Nawet gdyby Iga chciała jednak te igrzyska brać pod uwagę, to do zaliczenia wszystkiego, co w świecie tenisa do osiągnięcia, brakuje jej… czterech tytułów.

Reklama

Wielkie szanse. Uda się czy czegoś braknie?

Przede wszystkim zacznijmy od prostego faktu: Iga Świątek ma 25 lat. Jeśli z tenisa nie zrezygnuje przedwcześnie, czekać ją może nawet jeszcze dobra dekada grania na najwyższym poziomie. To mnóstwo czasu na to, by to wszystko skompletować, jedynie z igrzyskami – z oczywistego, czteroletniego powodu – będzie trudno. Natomiast gdy mówimy o tych tradycyjnie tenisowych, corocznych imprezach, to naprawdę jest Iga blisko.

Zresztą jedną z nich może zaliczyć nawet w tym roku.

Mowa o turnieju w Wuhan, stosunkowo „świeżym” tysięczniku. Pierwszą edycję rozegrano tam w 2014 roku. Iga tak naprawdę miała pecha o tyle, że przez wybuch pandemii COVID-19 w jej najlepszych latach (2020-2023) turnieju w Wuhan nie rozgrywano. Wrócił w 2024 roku, ale Polka wtedy (przez problemy związane z pozytywnym wynikiem testu antydopingowego) w Chinach w ogóle się nie pojawiła. Natomiast przed rokiem – w jej pierwszym występie tam – skończyło się na ćwierćfinale.

Próbka, jeśli o Wuhan chodzi, jest więc minimalna. Ta chińska – nieco większa. W 2023 roku, w debiucie, Iga wygrała bowiem turniej WTA 1000 w Pekinie (swoją drogą w tamtym sezonie był to jedyny turniej rangi 1000, jaki zgarnęła). Czy w tym sezonie zagra w obu chińskich imprezach – zobaczymy, pewnie dużo zależy od tego, jak kształtować będzie się sytuacja rankingowa, ale raczej powinniśmy się Polki tam spodziewać.

Reklama

Będzie więc szansa dołożyć kolejny tytuł.

Inne brakujące to już kwestia przyszłego roku. Jeśli o WTA 1000 chodzi, to jest to turniej w Dubaju – o ile w Dausze, rozgrywanej chwilę wcześniej, Iga na ogół czuje się dobrze, o tyle w Zjednoczonych Emiratach Arabskich różnie to bywało. Dowód na to, że może tam wygrać, jest jednak prosty: była już w Dubaju w finale. To był rok 2023, Polka grała bardzo dobry turniej, ale w finale bez litości ograła ją Barbora Krejcikova, której styl gry często sprawiał Idze problemy.

Niemniej: był finał, była szansa, a to znaczy, że da się tam ugrać swoje. Zresztą skoro Iga podbiła Cincinnati i Kanadę, to wiadomo, że Dubaj też się da.

Reklama

Gorzej może być z Australian Open. Korty w Melbourne jakoś jej nie leżą, nie czuje się tam najlepiej… choć zdaje się, że powoli łapie tam regularność. Od 2022 roku dwa razy była w półfinale, raz w ćwierćfinale i dwukrotnie odpadała wcześniej. Te półfinały były zupełnie różne. W 2022 Danielle Collins wygrała z Igą gładko. W 2025 Polka odpadła po szalonym meczu z Madison Keys, która potem pokonała też Arynę Sabalenkę i triumfowała w całym turnieju.

Co by było, gdyby Iga wygrała wtedy z Amerykanką? Trudno stwierdzić, ale miała przecież piłkę na zamknięcie meczu. Była o krok. Tak więc – jest zdolna tam wejść do finału, a potem ten finał wygrać, to na pewno.

Czyli trzy brakujące turnieje, w każdym z pewnością jest szansa, w dwóch wiemy to nawet z dotychczasowych doświadczeń. Zostają igrzyska…

Kwestia olimpijska

W przypadku turnieju olimpijskiego w zasadzie nic nie wiadomo. Igrzyska rządzą się swoimi prawami. Łatwo tak napisać, ale tak też po prostu jest. To impreza rozgrywana raz na cztery lata, wrzucona w środek tenisowego kalendarza i zakłócająca go. Wybija z rytmu, do tego podnosi presję, często okazuje się, że mamy tam sporo niespodzianek.

Reklama

U kobiet w ostatnich trzech edycjach wygrywały Monica Puig, Belinda Bencic i Qinwen Zheng. W dodatku Bencic pokonywała Marketę Vondrousovą, a Zheng wygrywała z Donną Vekić. Żadna z nich na papierze nie powinna być w finale. Ostatnią faworytką do złota – ba, do medalu! – która triumfowała, była Serena Williams w 2012 roku. Wygrała wtedy z Mariją Szarapową, trzecia była Wiktoria Azarenka.

Potem podia zaczęły wariować.

Iga swój medal ma. Brązowy, ale ma. Oczywiście, że ten Paryż był wielką zmarnowaną szansą na złoto. Tak dobrej już nie dostanie. Jednak igrzyska w Los Angeles i późniejsze w Brisbane na pewno rozgrywane będą na kortach twardych, a tam Iga ma nadal ogromne szanse. Mniejsze niż na mączce, ale spore. Natomiast w LA grać będą zawodniczki na kortach, których w tourze nie ma od 2009 roku. Dla wszystkich będzie to nowość. I dlatego będzie tam ciekawie.

Natomiast, wracając do tego wątku: czy igrzyska są potrzebne do skompletowania tenisa? Niech każdy oceni to sam, bo to kwestia dyskusyjna. Idze na pewno na złocie będzie zależeć, ale dla samego tego triumfu, a nie odhaczenia kolejnego turnieju na liście.

Reklama

To inny status, inna rzeczywistość i inny prestiż.

Przede wszystkim spokój

Jeśli o samą Igę w tym momencie chodzi – trzeba jednak pozostać spokojnym. Mimo wszystko Kanada to jeden turniej po ponad 300 dniach słabszej gry. Nie wiadomo, co będzie dalej. Czy w Cincinnati też uda się zajść daleko, czy też zmęczenie weźmie górę? Czy w US Open Iga – po sukcesie z 2022 roku – wreszcie zagra na miarę możliwości, co nie udawało jej się w ostatnich latach?

Pytań jest dużo. Toronto to tylko odpowiedź na pierwszych kilka, ale w ich miejsce pojawiły się kolejne.

Natomiast, co warto zauważyć, wiele z nich jest pozytywnych. O ile wcześniej mało kto mówił o WTA Finals, o tyle teraz można już analizować, jak wiele punktów potrzeba Polce, by tam wystąpić. Na którym miejscu skończy na koniec roku? Ile może jeszcze wygrać? Jakie wyniki są jej potrzebne? I tak dalej, i tak dalej. Jeden turniej wystarczył, by mocno odwrócić narrację, ale nie ze względu na sam wynik, a przez to, że Iga na korcie wyglądała… jak Iga, po prostu.

Reklama

 

Ranking WTA Race (tegoroczny) na żywo, z doliczonymi punktami za Toronto. Linda Noskova ma gwarantowany udział za wygraną w Wimbledonie, trzeba więc wejść do TOP 7. Fot. live-tennis.eu.

 

Reklama

Dawno nie było jej grającej w takim stylu. To po prostu cieszy. Trofeum jest tu dodatkiem, bardzo miłym, ale dodatkiem. Nawet jeśli pozwoliło wykreślić kolejne terytorium z listy „Do podbicia” i wpisać je na listę „Podbite”.

Fot. Newspix

7 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Były piłkarz Górnika szturmuje Belgię! Właśnie zdobył pierwszą bramkę

Mikołaj Duda
0
Były piłkarz Górnika szturmuje Belgię! Właśnie zdobył pierwszą bramkę
Mundial 2026

Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”

Braian Wilma
1
Marciniak miał poprowadzić jeszcze jeden mecz MŚ. „Wszyscy byli pewni”

Inne sporty

Reklama