Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm

Aleksander Rachwał

08 czerwca 2026, 11:52 • 10 min czytania 1

Reklama
Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm

Grupa D może być tą, która przyniesie sporo nieoczywistych rozstrzygnięć. Mamy tu bowiem dwie ścierające się siły. Turcja i przede wszystkim, jako gospodarz USA z pozycji faworytów celują w zajęcie pierwszego miejsca w grupie. Żeby to osiągnąć będą jednak miały stawić czoła Paragwajowi i Australii, a to dwie drużyny preferujące defensywny, pragmatyczny styl, które mogą okazać się bardzo niewygodnymi rywalami.

Reklama

Turcja – wielkie talenty, wielkie nadzieje

To zadziwiające, że tak duży i wydawałoby się, że piłkarsko całkiem mocny kraj jak Turcja dopiero po raz trzeci wystąpi na mundialu (!). A przecież regularnie kwalifikuje się do mistrzostw Europy. Poza fazą grupową w 1954 roku, jedyny udział Turków w najważniejszej futbolowej imprezie świata to rok 2002. Pamiętny, bo przecież zajęli wtedy trzecie miejsce. I wszyscy kibicowali im wtedy, by pokonali pchanych przez sędziów Koreańczyków. Do dziś najszybszym strzelcem gola na mundialu pozostaje wyklęty przez Recepa Erdogana – Hakan Sukur.

Wielu kibiców z nostalgią wraca do wspomnianego mundialu w Korei czy też Euro 2008, w którym to Turkowie zasłynęli z dramatycznych końcówek. Z drugiej strony, są spore nadzieje, że oto nadszedł moment, by choć w pewnym stopniu nawiązać do tych wielkich momentów. Bo w obecnej drużynie jest rzeczywiście sporo talentu. Niektórzy mówią nawet, że kadrowo Turcy nigdy wcześniej nie byli tak mocni.

reprezentacja Turcji

W Turcji oczekiwania zawsze są spore, ale tym razem wydają się naprawdę duże. Nadzieje są związane przede wszystkim z dwoma młodymi gwiazdami. „Arda Guler i Kenan Yildiz na czele złotego pokolenia” – nie boi się wielkich słów Turkiye Today. Zawodnicy Realu Madryt i Juventusu już nie są traktowani jako obiecujące talenty, ale gwiazdy światowej piłki, które mogą powieść drużynę narodową do sukcesów. Mając taki ofensywny duet, zdolny wygrywać mecze indywidualną jakością, cel musi być ustawiony wyżej niż sam awans z grupy.

Reklama

Zresztą, nie tylko media czy kibice pompują nastroje przed turniejem. – Mamy nadzieję, że zapiszemy się w historii. Jedziemy tam, żeby tworzyć historię – zapowiedział choćby Oguz Aydin, dla którego będzie to pierwszy wielki turniej w karierze.

Kadra Turcji jest stosunkowo młoda, ale też nie brak w niej doświadczenia. Bramkarz Ugurcan Cakir to pewny punkt kadry, Abdulkerim Bardakci i Merih Demiral to zgrany już duet stoperów. W środku pola niepodważanym liderem jest Hakan Calhanoglu. Wciąż stosunkowo młody, ale już otrzaskany w kadrze jest Orkun Kokcu. Po udanym Euro 2024, awansie do dywizji A Ligi Narodów i solidnej kampanii w eliminacjach – gdzie Turcy ustąpili w grupie tylko Hiszpanii (choć dość znacznie – na własnym terenie przegrali z tym rywalem aż 0:6), wydaje się, że ta drużyna jest gotowa na kolejny krok.

Warto podkreślić, że prawdopodobnie nie byłoby tych wszystkich zachwytów, gdyby nie Vincenzo Montella. Włoski trener zdaje się dobrze rozumieć ciążącą na zespole presję i tworząc kadrę umiejętnie balansuje między młodością i doświadczeniem. To, jaką atmosferę stworzył wokół reprezentacji, jest doceniane nie mniej niż wyniki, jakie osiąga z zespołem.

Jako słabość drużyny przed turniejem najczęściej wskazywano pozycję napastnika. Choćby w barażach Montella wystawiał na pozycji najbardziej wysuniętego gracza nominalnego skrzydłowego, Kerema Akturkoglu. W ostatnich sparingach trener stawiał jednak na Deniza Gula, który miał udaną końcówkę sezonu w FC Porto. Opcją jest też Can Uzun z Eintrachtu Frankfurt, choć to znów bardziej ofensywny pomocnik niż typowa „dziewiątka”.

Reklama

Paragwaj – odzyskana tożsamość

Dla Gustavo Alfaro nadchodzący mundial będzie drugim w trenerskiej karierze. Cztery lata temu Argentyńczyk awansował na turniej z kadrą Ekwadoru i nie wypadł tam źle. Wygrana z Katarem i remis z Holandią przy porażce z Senegalem nie wystarczyły jednak do wyjścia z grupy. Gdyby teraz Paragwaj wywalczył cztery punkty w starciach z Turcją, USA i Australią, awans do dalszej fazy będzie całkiem prawdopodobny.

Jak ekipa z Ameryki Południowej zamierza to osiągnąć? Fizycznością, walecznością, defensywą, fazami przejściowymi. Słowem – pragmatyzmem i to w dość radykalnym wydaniu. Taka jest filozofia Alfaro jako trenera i akurat w Paragwaju sprawdza się znakomicie. Sposób gry, jaki wprowadził 63-letni szkoleniowiec, jest wręcz postrzegany jako powrót paragwajskiej kadry do jej piłkarskiej tożsamości.

reprezentacja Paragwaju

W grupie eliminacyjnej La Albirroja przegrała łącznie cztery spotkania, ale tylko raz odkąd zespół przejął Alfaro – z Brazylią na wyjeździe w czerwcu ubiegłego roku. Na własnym stadionie z sześciu meczów wygrała pięć – w tym z Urugwajem, wspomnianą już Brazylią i przede wszystkim z najmocniejszą w stawce Argentyną. Na wyjazdach ekipa Alfaro wygrała z kolei tylko raz – z Peru na sam koniec eliminacji, natomiast trzeba podkreślić, że poza porażką z Canarinhos, zawsze wracała z delegacji z przynajmniej z punktem. A na trudnych terenach, jak Boliwia, Kolumbia czy Ekwador, to coś, co zasługuje na uznanie.

Reklama

Ale bilans bramkowy Paragwajczyków był wtedy specyficzny. Na 18 spotkań zespół ten stracił 10 bramek, a strzelił 14. Zatem jak byk podkreśla to pragmatyczny styl gry. Zresztą – uwaga – aż dziewięć pierwszych spotkań w eliminacjach kończyło się wynikami 0:0, 1:0 lub 0:1.

Siłą Paragwajczyków, nastawionych na wysoką intensywność gry, jest praca zespołowa, natomiast drużyna ma swoich wyraźnych liderów. W formacji defensywnej jest nim kapitan, Gustavo Gomez, doświadczony stoper, który nie podbił Europy (zaliczył tylko epizod w Milanie), za to zagrał ponad 400 spotkań w barwach Palmeiras. Sercem i płucami środka pola (i nie tylko) jest Diego Gomez – podstawowy pomocnik Brighton. Jedną z najważniejszych i najbardziej doświadczonych postaci w kadrze jest Miguel Almiron – w przeszłości piłkarz Newcastle United (ponad 200 meczów w barwach Srok), dziś Atlanty United. Zawodnikiem, który ma wnieść kreatywność, element piłkarskiej magii jest Julio Enciso – w przeszłości również zawodnik Brighton, obecnie Strasbourga – być może największy paragwajski talent ostatnich lat.

I tutaj pojawia się ogromny problem – Enciso w meczu z Hondurasem, ostatnim sparingu Paragwaju przed turniejem, opuścił boisko na noszach ze łzami w oczach. Diagnoza na szczęście wykluczyła najgorszy scenariusz – 22-latek wedle oficjalnych informacji ma jedynie zbity, a nie naderwany mięsień. Trener zachowuje optymizm – mówi, że liczy na występ swojej gwiazdy już w pierwszym meczu. Pytanie, czy ten scenariusz się ziści i czy byłby to występ w pełnym wymiarze czasowym.

USA – udźwignąć presję

Powiedzieć, że oczekiwania wobec współgospodarzy turnieju są ogromne, to jak nic nie powiedzieć. Awans z grupy to dla ekipy USA absolutny obowiązek, ale trzeba postawić sprawę jasno – kibice liczą, że drużyna w fazie pucharowej nie zatrzyma się na pierwszym rywalu. Amerykanie wierzą, że z tym pokoleniem piłkarzy stać ich na sukces. Donald Trump spytał Mauricio Pochettino, czy Amerykanie mogą wygrać mundial, na co skonsternowany szkoleniowiec odpowiedział: – No chyba tak, panie prezydencie.

Reklama

Czy jest to wiara uzasadniona? Z pewnością są w kadrze USA utalentowani gracze, wątpliwości dotyczą bardziej ich aktualnej dyspozycji. Christian Pulisic na początku sezonu imponował formą w Milanie, ale w 2026 roku cały jego dorobek w klubie to… dwie asysty. Weston McKennie zanotował w Juventusie dziewięć bramek i osiem asyst, ale od końcówki lutego dał tylko dwa konkrety. Tyler Adams jest niekwestionowanym liderem środka pola Amerykanów, ale też miał niespokojny sezon naznaczony kontuzją, a przez to mniej regularną grą. Antonee Robinson miał kapitalny sezon 2024/25, gdy zanotował 10 asyst w Premier League w barwach Fulham, a w minionym zaliczył tylko po jednym golu i asyście. Niepokoi sytuacja Chrisa Richardsa, lidera defensywy USA. Obrońca Crystal Palace doznał urazu w końcówce sezonu i jego występ na mundialu od pierwszej minuty stoi pod znakiem zapytania.

reprezentacja USA

Gdzie w takim razie szukać nadziei na dobry wynik? Przede wszystkim w tym, że nawet jeśli nie wszyscy są w najwyższej dyspozycji, to wciąż zawodnicy z mocnych lub solidnych europejskich klubów. I w tym, że USA w porównaniu do innych uczestników mundialu to drużyna stosunkowo młoda (średnia wieku poniżej średniej turniejowej), a jednak już całkiem doświadczoną (średnia liczba występów w barwach narodowych wyższa niż średnia turniejowa).

Plusem jest to, że Amerykanie raczej nie muszą się martwić o kwestię napastników. Folarin Balogun wydaje się naturalnym kandydatem do pierwszego składu, po tym jak pod koniec sezonu rozstrzelał się w Monaco. Selekcjoner równie dobrze mógłby jednak postawić na Ricardo Pepiego, który też miał świetny finisz rozgrywek w PSV Eindhoven.

Reklama

No i skoro już jesteśmy przy selekcjonerze… Zatrudnieniu Mauricio Pochettino towarzyszył spory entuzjazm, który z czasem nieco ostygł. Wyniki kadry pod wodzą Argentyńczyka są nierówne, a w meczach z mocnymi rywalami głównie słabe. Po wysokich porażkach z Belgią i Portugalią Pochettino stwierdził, że żaden z jego piłkarzy nie łapie się do setki najlepszych zawodników świata. Przed mundialem wywołał pewne zamieszanie, powołując będącego w słabej formie i kojarzonego z kontrowersjami po poprzednim mundialu Gio Reynę. No i jest bohaterem plotek łączących go z powrotem do piłki klubowej zaraz po mundialu.

Pamiętajmy jednak do jakich czasów się porównujemy. Pochettino ma dużo większe zaufanie wśród piłkarzy i kibiców niż miał kilka lat temu Gregg Berhalter. Pamiętamy choćby jego konflikt z Gio Reyną. Sportowa Ameryka żyła wtedy bardziej skandalem niż wynikami. A w 2023 roku Amerykanie zmieniali szkoleniowca tymczasowego na… tymczasowego i dwaj „strażacy” prowadzili ich na dwóch ważnych turniejach, by potem… znów wrócili do Berhaltera. Cyrk.

Dlatego wciąż Argentyńczyk ma sporo zaufania, tak od kibiców, jak i zawodników. Mnóstwo optymizmu w serca jednych i drugich wlało zwycięstwo w sparingu z Senegalem. To wygrane 3:2 spotkanie przez wielu wskazywane jest jako najlepsze, jakie USA zagrało pod wodzą Argentyńczyka.

– Myślę, że dobre odczucia po tym zwycięstwie są ważniejsze dla reszty środowiska niż dla nas. Dla nas liczy się, by zawsze wygrywać. Ważne jednak, aby kibice trochę bardziej nam ufali po ostatnich meczach. Dziś widzieliśmy zaangażowanie u wszystkich. Mieliśmy odpowiednie nastawienie i zawodników, którzy mają ogromny talent – przekonywał trener.

Reklama

Samo nastawienie może jednak nie sprostać wysokim oczekiwaniom, gdy patrzy się na defensywę Amerykanów. Abstrahując od wspomnianego urazu Richardsa, zespół Pochettino w ostatnich czterech meczach stracił jedenaście goli. „Jedynką” w bramce będzie prawdopodobnie Matt Freese z New York City FC, na środku obrony zagra najpewniej 38-letni Tim Ream, były gracz Fulham, od dwóch lat występujący w Charlotte FC. Inną opcją jest Mark McKenzie z Tuluzy, który dostawał sporo minut w sparingach lub Auston Trusty z Celtiku. Pochettino ewidentnie szukał optymalnego rozwiązania do zastąpienia Richardsa – pytanie, czy je znalazł.

Australia – organizacja, fizyczność, walka

W Katarze Australia pokazała się z bardzo dobrej strony. Zespół prowadzony przez Grahama Arnolda wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie w historii, docierając do 1/8 finału po dwóch zwycięstwach odniesionych w trudnej grupie z Francją, Tunezją i Danią. W fazie pucharowej odpadł w dramatycznych okolicznościach z późniejszym triumfatorem, Argentyną – najpierw gola na 2:0 sprezentował rywalom bramkarz Mathew Ryan, a potem, już przy stanie 1:2, wyśmienitą okazję na wyrównanie zmarnował w samej końcówce 18-letni Garang Kuol.

Czy podobny scenariusz ma szansę się powtórzyć w Ameryce Północnej? Na pewno żadnej okazji nie wysmaruje Kuol, który poza meczem z Argentyną zagrał w kadrze jeszcze tylko dwa razy, w marcu 2023 roku, i od tego czasu nie był powoływany. Raczej mniej prawdopodobny jest błąd w rozegraniu przez bramkarza, bo drużyna Tony’ego Popovica jest zdecydowanie bardziej pragmatycznie nastawiona niż ta Arnolda.

reprezentacja Australii

Reklama

Natomiast awans z grupy wydaje się nie mniej realny niż był cztery lata temu. Wtedy Australijczycy mieli w grupie potentata – Francję oraz mocną Danię – niedawnego półfinalistę Euro, a zdobyli sześć oczek. Uciułanie czterech w grupie bez żadnej piłkarskiej potęgi nie brzmi jak zadanie nie do wykonania. Z drugiej jednak strony, gdy popatrzymy na ostatnie wyniki sparingów Kangurów, to… cztery przegrali i jeden zremisowali. Co innego sparowanie i obijanie Nowej Zelandii, a co innego mecze z Kolumbią czy USA.

Selekcjoner Tony Popovic, poza tym, że przestawił wajchę po poprzedniku w kierunku gry defensywnej, zrezygnował z kilku zasłużonych graczy. Do Ameryki Północnej nie zabrał Martina Boyle’a, którego z powodu kontuzji ominął mundial w Katarze, choć napastnik ten zagrał u Popovicia w 11 z 17 meczów. Do kadry nie załapał się też Mitchell Duke – cztery lata temu podstawowy zawodnik, który też zdążył zaliczyć osiem występów u Popovica. Trener nie zrezygnował jednak w całości z weteranów – wśród powołanych obok Mathew Ryana są m.in. Mathew Leckie czy Jackson Irvine.

Kluczem do sukcesu ma być jednak więcej świeżej krwi w ofensywie w osobie Mohameda Toure, Nestory’ego Irankundy i Jordana Bosa. Ożywienie w australijskie szeregi ma wnieść również Cristian Volpato, który powołanie na mundial dostał… bez debiutu w pierwszej reprezentacji. Urodzony w Camperdown pomocnik wahał się, czy reprezentować Australię, czy Włochy, więc gdy na ostatnią chwilę wybrał Australię, naturalnie jego obecność na liście wzbudziła spore kontrowersje spod znaku „jakiś grajek z Sassuolo nagle zabiera miejsce w kadrze australijskim Australijczykom z Australii, którzy kangura i emu mieli w sercu od zawsze”.

Terminarz grupy D

13 czerwca, 03:00 – USA – Paragwaj
14 czerwca, 06:00 – Australia – Turcja
19 czerwca, 21:00 – USA – Australia
20 czerwca, 05:00 – Turcja – Paragwaj
26 czerwca, 04:00 – Paragwaj – Australia
26 czerwca, 04:00 – Turcja – USA

Reklama

W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdziecie wszystkie teksty z tej serii:

Grupa A – Gospodarze i… walka za ich plecami?

Grupa B – Ciągle ci sami Szwajcarzy, kanadyjskie marzenia

Grupa C – Z jednej strony powroty, z drugiej grająca zawsze Brazylia

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Zator: Wierzę w ćwierćfinał. Kanada nigdy nie miała takich piłkarzy [WYWIAD]

Jakub Radomski
2
Zator: Wierzę w ćwierćfinał. Kanada nigdy nie miała takich piłkarzy [WYWIAD]

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama
Ekstraklasa

Zator: Wierzę w ćwierćfinał. Kanada nigdy nie miała takich piłkarzy [WYWIAD]

Jakub Radomski
2
Zator: Wierzę w ćwierćfinał. Kanada nigdy nie miała takich piłkarzy [WYWIAD]