Cud w Bernie. „Finał procesu powstawania Niemiec z kolan” [WYWIAD]

Michał Kołkowski

14 czerwca 2026, 10:20 • 14 min czytania 6

Reklama
Cud w Bernie. „Finał procesu powstawania Niemiec z kolan” [WYWIAD]

4 lipca 1954 roku to z pewnością jedna z najważniejszych dat w historii niemieckiego futbolu. Tego dnia reprezentacja RFN dokonała tak zwanego „cudu w Bernie” – w finale mistrzostw świata pokonała 3:2 naszpikowaną gwiazdami, węgierską „Złotą Jedenastkę”, mimo że Madziarzy jeszcze w ramach fazy grupowej turnieju zmiażdżyli przecież Niemców w bezpośrednim starciu aż 8:3. Ale jak to właściwie możliwe, że drużyna z kraju, który kilkanaście lat wcześniej rozpętał najstraszliwszą i najkrwawszą wojnę w dziejach, tak prędko wyrosła na najlepszą na świecie? Jak ważny był ten sukces dla niemieckiego społeczeństwa? I wreszcie: jak wyglądały realia w Niemczech po ich klęsce w II wojnie światowej i upadku nazistowskiego reżimu? Na te i inne pytania odpowiada w rozmowie z Weszło historyk Piotr Małecki.

Reklama

Piotr Małecki to autor kanału Powojnie oraz książki „Powojnie. Jak Moskwa oszukała Zachód w 1945 roku”.

***

„Nagle Niemcy znowu stali się kimś. Dla każdego, kto dorastał w nędzy lat powojennych, Berno było niezwykłą inspiracją. Kraj odzyskał poczucie własnej wartości” – to słowa Franza Beckenbauera o finale mundialu z 1954. Rzeczywiście był to tak wielki przełom?

Niemcy w swojej świadomości narodowej mają takie dwa potężne piłkarskie wspomnienia. Dwa wydarzenia, które uważają za przełomowe nie tylko dla piłkarstwa, ale dla swojego kraju. Jedno z nich to – niestety dla nas – triumf na mistrzostwach w 1974 roku. A drugie to właśnie ten finał z roku 1954. Wspomniałeś o Beckenbauerze. Beckenbauer uczestniczył w wielkiej fecie w Monachium. Po zwycięstwie w finale z Węgrami, reprezentacja Niemiec pojechała pociągiem do Monachium, gdzie została gorąco przyjęta przez tłumy Niemców. Beckenbauer był tam w towarzystwie jednego z rodziców, bodajże swojej mamy, która rzekomo powiedziała mu: „chodźmy to zobaczyć, bo więcej takiej okazji może już nie być”. W tamtym okresie w Niemczech Zachodnich nie było jeszcze ligi piłkarskich z prawdziwego zdarzenia. Może ich kadra nie była uważana za kopciuszka, no ale w finale z Węgrami powszechnie spodziewano się zwycięstwa tych drugich.

Reklama

Piotr Małecki: Finał MŚ 1954 podsumował okres powstania Niemiec z kolan

Porażka Węgrów w Bernie to jedna z większych mundialowych sensacji w dziejach.

No właśnie. Tym bardziej że w fazie grupowej Węgrzy pokonali już Niemców 8:3. Wprawdzie w tamtym meczu wystąpiło aż pięciu rezerwowych zawodników niemieckich, było to sprawny manewr w wykonaniu trenera Seppa Herbergera, ale przed finałem niewielu zwróciło na to uwagę. Po prostu reprezentacja Węgier była wtedy uważana za zbyt silną dla wszystkich przeciwników. W ambasadzie węgierskiej w Bernie bankiet z okazji zdobycia mistrzostwa świata przygotowywano już przed finałem. A tymczasem to Niemcy okazali się lepsi w tym decydującym spotkaniu. I to był rzeczywiście taki moment przełomu, a może nawet podsumowanie pewnego procesu powstawania RFN z kolan na płaszczyźnie gospodarczej i politycznej.

Po pierwsze, Konrad Adenauer staje się pierwszoplanowym przywódcą w Europie. W 1951 roku powstaje Europejska Wspólnota Węgla i Stali. RFN jest ważnym członkiem tej organizacji. Rodzi się wspólny, kontrolowany rynek surowców z Francuzami i innymi państwami Europy Zachodniej. A po wygranym finale mamy kolejne znaczące wydarzenia. Do kraju wracają jeńcy wojenni, a w 1955 roku RFN dołącza do NATO. Tak, że ten „cud w Bernie” wpisał się w kontekst epoki i stał się symbolicznym momentem dla historii Niemiec. Zwłaszcza jeśli sobie przypomnimy, z jakiego pułapu Niemcy startowali.

finał mistrzostw świata 1954 - RFN 3:2 Węgry

Reklama

Hans Schäfer wzniesiony przez niemieckich kibiców

No to cofnijmy się do 1945 roku i momentu, gdy feldmarszałek Wilhelm Keitel podpisuje akt kapitulacji Wehrmachtu.

Niemcy po II wojnie światowej są potężnie zniszczone. Niektóre miasta obrócono w sterty ruin. Centrum Drezna po nalotach dywanowych z lutego 1945 roku praktycznie przestaje istnieć, a gruz trzeba będzie stamtąd wywozić w zasadzie do końca lat 50. Takie białe plamy na mapie Drezna utrzymają się aż do początków XXI wieku, dopiero wtedy niektóre z zabytków doczekały się odrestaurowania czy też odbudowy. Kolonia – zniszczona w 70 procentach. Düsseldorf – zrujnowany. Poważnie zniszczone zostaje również Monachium. Po terytorium Niemiec błąka się około 20 milionów bezdomnych. W samym tylko Hamburgu pół miliona osób nie ma dachu nad głową. Co dziesiąty Niemiec – nawiązując do stanu sprzed II wojny światowej – po prostu nie żyje. Gospodarka jest totalnie zniszczona. W gruzach tonie również Berlin, po tym jak na stolicę w ostatnich tygodniach wojny spadło bodajże 40 ton pocisków.

W kraju brakuje prądu, elektrownie go nie dostarczają. Wodociągi nie działają. Pieniądz traci wartość, obowiązuje handel wymienny. W galopującym tempie wzrasta przestępczość, która w samym Berlinie rośnie ośmiokrotnie względem okresu przedwojennego. Ludzie w stolicy głodują, tysiące umierają z wyczerpania i niedożywienia. A w tym samym czasie Sowieci jeszcze rozgrabiają kraj. Ich stanowisko na konferencjach pokojowych jest jasne: Niemców trzeba całkowicie stłamsić, ograbić, pozbawić jakiegokolwiek ekonomicznego potencjału, by już nigdy nie zagrozili Związkowi Radzieckiemu. Spojrzenie państw zachodnich jest inne. Tam zdają sobie sprawę, że w Niemczech mieszka 70 milionów ludzi, których nie można pozostawić na pastwę losu. Poza tym Amerykanie mają świadomość, że Sowieci z roztaczaniem swoich wpływów nie zatrzymają się na Europie Środkowo-Wschodniej. Kluczem do powstrzymania ich ekspansji są wzmocnione gospodarczo Niemcy.

Reklama

Bez Niemiec tak naprawdę Europa Zachodnia w jej kształcie po 1945 roku – te wszystkie struktury, Europejska Wspólnota Węgla i Stali, późniejsze EWG – nie miałyby sensu. To w Niemczech Zachodnich, w Zagłębiu Ruhry, są kluczowe ośrodki gospodarczo-przemysłowe dla kontynentu.

A zatem szybko pojawia się potrzeba, by ten pokonany kraj odbudować?

Amerykanie wespół z Brytyjczykami tak uważają, podczas gdy Sowieci całkowicie rozgrabiają Niemcy w swojej strefie okupacyjnej. Fundamentalne dla podejścia aliantów do Niemiec są cztery zasady: demilitaryzacja, demokratyzacja, dekartelizacja i denazyfikacja. Ta denazyfikacja przebiega odmiennie po stronie sowieckiej, amerykańskiej, brytyjskiej i francuskiej. Sowieci wyłapywali zbrodniarzy, starali się jak najszybciej ich osądzać w pokazowych procesach. Natomiast po stronie zachodniej zabierano ludzi do obozów koncentracyjnych, pokazywano im te zbrodnie. Dzisiaj się o tym tak głośno nie wspomina, ale nie wszyscy Niemcy w to wierzyli. Wielu w 1945 roku i późniejszych latach starało się tłumaczyć działania Adolfa Hitlera. Uważali, że może i popełnił dużo błędów pod koniec wojny, natomiast sama idea, sam kształt III Rzeszy, nie był wcale zły. Taka była świadomość społeczna i Amerykanie to rozumieli, dlatego próbowali to społeczeństwo denazyfikować.

Skutecznie?

Reklama

Nie do końca im się to udało. Zresztą te osoby, które współtworzyły aparat państwowy III Rzeszy, później starały się uciekać na Zachód. Wiedziały, że na Wschodzie istnieje duża szansa na schwytanie i osądzenie. Oczywiście niektórzy radzili sobie tak, że szli na współpracę z Sowietami, natomiast wielu dygnitarzy wolało po prostu uciec. Co tu dużo mówić, nawet wspomniany selekcjoner reprezentacji Niemiec Zachodnich w 1954 roku – Sepp Herberger – należał do NSDAP. Więc ci ludzie, którzy dawniej tworzyli aparat państwowy III Rzeszy, później współtworzyli również nową RFN.

Natomiast – żebyśmy nie stworzyli tu wrażenia, że RFN była przedłużeniem III Rzeszy – to wszystko odbywało się w ramach kolejnych kroków. Po prostu kraj gospodarczo odżył pod auspicjami zachodnich mocarstw. Powstaje Bizonia, następnie Trizonia – czyli najpierw współpracują Amerykanie z Brytyjczykami, później dołączają do nich Francuzi. W 1947 roku opracowany zostaje plan Marshalla, czyli dofinansowanie krajów Europy Zachodniej, żeby gospodarczo je wzmocnić, uchronić przed upadkiem, który byłby problemem także dla USA. To oznacza pokaźne dofinansowanie Niemiec Zachodnich, którego ukoronowaniem jest reforma walutowa i wprowadzenie nowej marki. Sowietom się to nie podoba, uważają to za działanie na szkodę ZSRR, stąd blokada Berlina. Kolejny kluczowy moment po II wojnie światowej, który sprawia, że Niemcy nie są już tylko tymi, którzy rozpętali wojnę, ale zaczynają być też traktowani jak ofiary Sowietów.

Piotr Małecki: Głód piłki w powojennych Niemczech był olbrzymi

W końcu w 1949 dochodzi do powstania dwóch państw: RFN oraz NRD. Choć – wtrącę na marginesie – jeszcze w eliminacjach do mistrzostw świata w Szwajcarii reprezentacja Niemiec Zachodnich rywalizuje z reprezentacją Protektoratu Saary.

Wtedy Niemcy odzyskują pewną podmiotowość. Kanclerzem RFN zostaje Adenauer, fabryki przechodzą z rąk aliantów z powrotem w niemieckie ręce. Na przykład zakłady Volkswagena do 1949 roku znajdowały się pod kontrolą Brytyjczyków, oni w pewnym stopniu je odbudowali, ale później rozkręcać je zaczęli już na nowo Niemcy. Warto to podkreślić, ponieważ ten sukces 1954 roku – poza aspektem podbudowy ducha narodowego – był też symbolem gospodarczego odrodzenia Niemiec.

Reklama

Ciekawostką jest fakt, że niemiecka reprezentacja na mundialu w Szwajcarii jako pierwsza w Europie grała we wkrętach, znaczy – wkręcanych korkach. I to im bardzo pomogło w finałowym starciu z Węgrami, bo spadł wtedy bardzo obfity deszcz, a Węgrzy – którzy chętnie grali szybkimi, krótkimi podaniami – nie byli w stanie się rozpędzić na takim grząskim boisku. Niemcy w swoim obuwiu poruszali się w ulewie znacznie sprawniej, dobrali odpowiednie wkręty. Sprzęt dostarczyła wtedy drużynie narodowej firma Adidas, ten model obuwia był zresztą pomysłem samego Adiego Dasslera, który należał wówczas do sztabu reprezentacji.

Trener Herberger publicznie doceniał wkład Dasslera w mundialowy sukces, co wpłynęło na popularność marki.

Zgadza się. Trzeba pamiętać, że głód piłki w powojennych Niemczech był olbrzymi. Kiedy zagrali swoje pierwsze oficjalne spotkanie, w 1950 roku ze Szwajcarią, na trybunach pojawiło się ponad 100 tysięcy kibiców. Mecz był rozgrywany w Stuttgarcie. Jeśli chodzi o reprezentację NRD, to ona na swój inauguracyjny występ musiała troszkę dłużej poczekać, bo do 1952 roku. I, co ciekawe, nie zagrała wtedy u siebie, tylko z Polską w Warszawie. Przegrała 0:3.

Sepp Herberger, Fritz Walter, Toni Turek

Reklama

Sepp Herberger, Fritz Walter (ze Złotą Nike) i Toni Turek

Wróciłbym jeszcze do realiów życia w powojennych Niemczech. Wspominałeś o szalejącej przestępczości.

Wraz z upadkiem nazistowskiego reżimu, w kraju runęły wszelkie instytucje publiczne. Jako takiej policji początkowo w ogóle nie było. Później zaczęto tworzyć jakieś pseudo-formacje, ale oficjalnie dopiero w 1950 roku w RFN można było wskrzesić policyjne, zmilitaryzowane struktury. Pojawiła się zgoda, by powołać do życia takie jednostki w sile 30 tysięcy funkcjonariuszy. A wcześniej wszystko zależało od decyzji alianckich żołnierzy. Niemcy musieli się do tego stosować. Poza tym – Niemcy się po prostu bali, bali się aliantów. Nie tylko Sowietów, Amerykanów czy Brytyjczyków również. Propaganda nazistowska zdemonizowała aliantów. Ale oczywiście jeszcze bardziej bano się tego, co nadchodziło ze Wschodu, skąd uciekinierzy przynosili wstrząsające relacje.

Antony Beevor pisze o masowych gwałtach, jakich mieli się dopuszczać przede wszystkim czerwonoarmiści. 

Reklama

Od razu zaznaczę, żebyśmy tak jednowymiarowo na to nie patrzyli: wśród Sowietów również byli ludzie, którzy starali się pomagać. W mniejszości, to zdecydowanie, natomiast zdarzało im się na przykład dzielić racjami żywnościowymi. Choćby w Gdańsku, który uważany był wtedy za niemiecki, znam relacje o żołnierzach sowieckich, którzy wchodzili do domów i dzielili się jedzeniem z rodzinami z dziećmi. Natomiast bardzo często dopuszczali się też okrutnych zbrodni. Musimy pamiętać o proporcjach: co do zasady, Armia Czerwona była armią brutalną i grabieżczą. Na dodatek żądną zemsty na Niemcach.

A jak zmieniał się po II wojnie światowej stosunek Niemców do samego Adolfa Hitlera?

On był dość skomplikowany. Jak mówiłem, w Niemczech Zachodnich dość powszechnie sądzono, że Hitler popełniał błędy, ale nawet najcięższe z jego zbrodni niejako oddzielano od sukcesów gospodarczych i odbudowy niemieckiej potęgi w latach 30. Więc III Rzesza jako taka nie kojarzyła się jednoznacznie źle. Wielu byłych członków NSDAP dalej pracowało w administracji, potem również w sądach. Angażowało się w biznes. Z czasem na Zachodzie parcie ku denazyfikacji osłabło, bo Zachód bardziej obawiał się komunistów niż dawnych nazistów. Dopiero nowe niemieckie pokolenie, młodzi Niemcy, którzy zaczęli się interesować historią, wrócili do tematu denazyfikacji w latach 60. Zaczęli łączyć te kropki. Jest zresztą świetny film, który opowiada o tej traumie przeszłości: „Lektor”.

Piotr Małecki: Po wojnie Niemcy zagłuszyli wyrzuty sumienia

Niemcy początkowo, tuż po wojnie, zagłuszyli wyrzuty sumienia przeświadczeniem, że przecież nie mogło być tak, że to oni byli tymi jednoznacznie złymi. Robili interesy, robili biznes i niespecjalnie starali się pamiętać o przeszłości. Jest taka scena podczas procesu w Norymberdze, kiedy Rudolf Hess zobaczył nagrania z obozów koncentracyjnych i stwierdził, że to niemożliwe, by to była prawda. Zresztą on w taki bardzo charakterystyczny sposób tłumaczył te zbrodnie. Na przykład opowiadał, że jeśli ludzie faktycznie ich dokonywali, to musieli być zahipnotyzowani. Stosował takie bardzo – że tak powiem – ekstrawaganckie wymówki.

Reklama

Granat poczucia winy wybuchł zatem z opóźnionym zapłonem, w latach 60. I dopiero wtedy w podręcznikach zaczęto dużo szerzej opisywać nazistowskie zbrodnie. Jeszcze w 1946 roku 37% pytanych Niemców – mówimy tu o amerykańskiej strefie okupacyjnej – twierdziło, że eksterminacja Żydów była konieczna dla bezpieczeństwa kraju. Co trzeci Niemiec znajdował zatem uzasadnienie dla hitlerowskich zbrodni. To pokazuje pewną próbę akceptacji. Oni nie uważali tego jako coś złego, po prostu taka była potrzeba chwili. Ten społeczny darwinizm III Rzeszy ich czegoś takiego nauczył. Zbrodnia? Nie, po prostu silniejszy wygrywa.

Jeszcze w 1950 roku Niemcy w ogóle na mundialu nie zagrały, cztery lata później RFN już celebrowała mundialowy triumf. Niespełna dekadę po zakończeniu II wojny światowej. Jakkolwiek spojrzeć – szybko poszło.

Amerykanie wtedy dzielili i rządzili Europą. Wielka Brytania była osłabiona, niemalże zbankrutowała w 1945 roku. To USA zajęły się dofinansowaniem takich krajów jak Grecja czy Turcja, by zapobiec przejęciu nad nimi kontroli przez komunistów. Amerykanie byli główną siłą powstrzymującą Związek Radziecki w Europie, czego oczywiście nie robili z dobroci serca, tylko działając we własnym interesie. Konrad Adenauer od początku swoich rządów zadeklarował zatem, że nie ma mowy o neutralności RFN. Długo nie potrafił dojść do porozumienia z ZSRR. Do pierwszego spotkania doszło w 1955 roku, kiedy pojechał do Moskwy, by porozmawiać z Nikitą Chruszczowem. Dzięki ich porozumieniu, jeńcy wojenni wrócili do Niemiec Zachodnich. Ale cała ta wizyta była konsultowana z sojusznikami zachodnimi.

W połowie lat 50. nikomu już za bardzo nie zależało na zjednoczeniu Niemiec. Komuniści z NRD nie chcieliby rezygnować ze swojej pozycji, natomiast RFN wschodnie Niemcy nie były wtedy do niczego potrzebne. Oni się już rozwijali w zachodnim systemie ekonomicznym.

Reklama

finał MŚ 1954 - kapitanowie drużyn

kapitanami w finale byli Fritz Walter i Ferenc Puskas, a sędzią głównym William Ling

A w 1954 roku, kiedy na mundialu sukces odnoszą Niemcy Zachodnie, czy świętuje również NRD?

Oczywiście na Wschodzie nie można było kibicować zachodnim Niemcom. Bo to przecież kraj faszystów i nacjonalistów. Więc w NRD panuje oficjalnie przekonanie, że to nie był triumf Niemiec jako takich. Natomiast z tego co wiemy, to wielu mieszkańców NRD szczerze się z tego zwycięstwa nad Węgrami cieszyło, nawet jeżeli nie mogli czegoś takiego zdeklarować. Pojawiają się opisy, że nawet w Polsce – na Śląsku – niektórzy potrafili się tym sukcesem RFN radować. Ale tego nie ma zbyt dobrze udokumentowanego, zapewne były to jednostkowe przypadki. Pamiętajmy też, że w pierwszej połowie lat 50. całe mnóstwo Niemców ze Wschodu ucieka na Zachód. Oni mają świadomość, jak wygląda życie po drugiej stronie barykady, mają tam krewnych, zachowali z nimi kontakt. A granica nie jest jeszcze szczelna.

Reklama

Choćby film „Zimna Wojna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego pokazuje, jak bohater grany przez Tomasza Kota ucieka przez Berlin na Zachód. Mur dopiero powstaje. A druga strona tego medalu jest taka, że Sowietom nieszczelność granicy była poniekąd na rękę, bo zależało im na wysyłaniu na Zachód licznych szpiegów. Słowem: to nie było tak, że z dnia na dzień Niemcy w poczuciu własnej narodowości poczuli się Niemcami wschodnimi albo zachodnimi. Zostali sztucznie podzieleni, część z nich wręcz mogła się czuć uwięziona na Wschodzie. I na pewno ucieszył ich gol Helmuta Rahna na 3:2 w Bernie.

No właśnie. Finał zaczął się dużo lepiej dla faworytów, Węgrzy prowadzili 2:0 po ośmiu minutach, ale koniec końców polegli 2:3.

Co ciekawe, tam chwilę po trzecim golu dla Niemców Ferenc Puskas – który tak naprawdę nazywał się z niemiecka Purczeld i prawdopodobnie w tym finale wystąpił z kontuzją – trafił do siatki na 3:3, ale jego bramka nie została uznana ze względu na spalonego. Później sowiecka propaganda twierdziła, że był to spisek Zachodu. Sędzią tego spotkania był Anglik i to on rzekomo miał nie pozwolić, aby socjalistyczny kraj wywalczył mistrzostwo świata. Oczywiście Niemcom to kompletnie nie przeszkadzało, triumfatorzy mistrzostw zostali bohaterami narodowymi. Dostali w nagrodę telewizory, skutery, jakieś alkohole, słodycze. No i nagrody pieniężne.

Piotr Małecki: Sowiecka propaganda twierdziła, że Węgrzy w finale padli ofiarą spisku

A węgierska „Złota Jedenastka” – w drugą stronę.

Reklama

Dokładnie, oni ten status bohaterów gwałtownie utracili po sensacyjnej porażce w finale. Nawet węgierscy dziennikarze wpadli w te koła represyjnego, sowieckiego systemu władzy. Wielu z nich uznano za współwinnych porażki. Zarzucano im, że wyolbrzymiali możliwości węgierskiej kadry.

Tymczasem niemiecki sprawozdawca – Herbert Zimmermann – stał się postacią niemal równie kultową co Fritz Walter czy Helmut Rahn. Swoją drogą, on też był weteranem II wojny światowej, a konkretnie – majorem Wehrmachtu.

No cóż, te powojenne Niemcy to jest, jakby to powiedzieć, wypadkowa czasów II wojny światowej. Nie dało się od tego uciec. Z dzisiejszej perspektywy patrzymy na takiego Seppa Herbergera i jego przynależność do NSDAP jako coś niegodnego, ale wtedy oceniano to trochę inaczej. 70 milionów Niemców, które przeżyło wojnę, wcześniej w jakiś sposób współtworzyło ten wielki organizm III Rzeszy. Jedni mogli mieć większą wiedzę o hitlerowskich zbrodniach, a inni mogli nie mieć żadnej, ale byli w tym mechanizmie wspólnie. Każdy w rodzinie – bliższej, dalszej – miał kogoś, kto współtworzył ten aparat totalitarnego państwa.

Reklama

Konrad Adenauer zadbał o to, by poczucie dumy w Niemczech Zachodnich oprzeć na nowym fundamencie. Na silnej, odbudowanej gospodarce. I to zwycięstwo w Bernie mu w tym pomogło w warstwie symbolicznej, wokół tego sukcesu zbudowano całą legendę. Komunikat na zasadzie: „patrzcie, jesteśmy na dobrej drodze, odzyskujemy pozycję nie tylko w Europie, ale i na świecie”. Bo przecież mundial wzbudzał globalne zainteresowanie.

O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – Magazyn zamówisz TUTAJ.

Kolejny triumf RFN na mistrzostwach świata przypadnie na rok 1974. Ale to już będą zupełnie inne Niemcy.

Zdecydowanie. Wtedy będą już na pułapie ekonomicznego potentata Europy, lidera gospodarczego kontynentu. Turniej zorganizują u siebie, a wcześniej w Monachium odbędą się również igrzyska olimpijskie.

Reklama

Powtórzy się natomiast to, że w 1974 roku również arcyważny mecz wygrają „na wodzie”.

Niestety! Błoto pomagało Niemcom, a nie nam.

ROZMAWIAŁ: MICHAŁ KOŁKOWSKI

Reklama

fot. NewsPix.pl

6 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Grupa D

Porażka nie zabrała Turkom pewności siebie. Wciąż wierzą w udany turniej

Braian Wilma
0
Porażka nie zabrała Turkom pewności siebie. Wciąż wierzą w udany turniej
Grupa L

Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?

Braian Wilma
3
Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama
Grupa D

Porażka nie zabrała Turkom pewności siebie. Wciąż wierzą w udany turniej

Braian Wilma
0
Porażka nie zabrała Turkom pewności siebie. Wciąż wierzą w udany turniej
Grupa L

Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?

Braian Wilma
3
Ostrzeżenia przed tornadem. Co jeszcze spotka Anglików?