Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Fatalne przejęzyczenie: level Motor Lublin. Feio, Jakubas i historia pewnej umowy

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

02 lipca 2023, 21:11 • 8 min czytania 67 komentarzy

Motor, Motor, never change. Klub z Lublina od kilku miesięcy dostarcza nam tematów z niezwykłą regularnością: wystarczy wspomnieć o wysłaniu prezesa do szpitala po ataku trenera i o pobiciu, którego dopuścili się piłkarze w jednym z klubów nocnych. Beniaminek zaplecza Ekstraklasy przyzwyczaił nas więc do tego, że szambo co chwilę tam wybija. Nie zawiódł nawet kiedy wydawało się, że historia Goncalo Feio osiągnęła pewnego rodzaju happy end.

Fatalne przejęzyczenie: level Motor Lublin. Feio, Jakubas i historia pewnej umowy

Był nim rzecz jasna awans wywalczony w – uczciwie przyznajemy – okolicznościach fantastycznych. Gdy Portugalczyk zaczynał pracę, można było przypuszczać, że Motor faktycznie zmieni ligę, ale lecąc szczebel niżej. Ostatecznie zameldował się w barażach w szalonych okolicznościach i po emocjonujących play-offach doczekał się upragnionej promocji.

Goncalo Feio spełnił marzenia i cel Zbigniewa Jakubasa. O miliarderze mówił, że ten uratował jego życie. Kiedy Feio ugodził Pawła Tomczyka kuwetą na dokumenty i wysłał prezesa klubu do szpitala na szycie łuku brwiowego, nie tylko zachował posadę, ale i stracił “konkurenta”, bo Jakubas pozbył się poszkodowanego z gabinetu, w pakiecie żegnając także obrażoną przez szkoleniowca rzeczniczkę. Właściciel stanął w obronie trenera także wtedy, kiedy jego asystent oskarżał go o mobbing.

Wydawało się, że wszystko to nie tyle wzmocniło, ile zabetonowało relacje obu panów. Jakubas wprawdzie delikatnie wycofywał się z deklaracji, że Portugalczyk jest ostatnim trenerem, który za jego kadencji pracuje w Motorze, ale stosunki biznesmena ze szkoleniowcem, który zapewnił drużynie upragniony awans, można było określić znanym cytatem z filmu “Jak zostałem gangsterem”:

– Co by o tobie nie mówili na mieście, dla mnie jesteś jak brat.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Aż przyszedł pierwszy lipca i zarazem pierwszy dzień nowego sezonu. Dzień, w którym Motor Lublin miał zaplanowany mecz kontrolny z Górnikiem Łęczna. Sparing jednak nie doszedł do skutku. Goncalo Feio zakomunikował drużynie, że stracił pracę, zespół zastrajkował, Górnik został na lodzie, a cała Polska znów dowiedziała się, że Motor to klub skrajnie niepoważny.

Tylko po to, żeby dzień później świeżo upieczony pierwszoligowiec pozwolił sobie na wyszukany żart: kropki sprawdzone, umowa przedłużona, sprawy nie było. Czy aby na pewno?

Motor Lublin. Goncalo Feio kontra Zbigniew Jakubas – kulisy nowego konfliktu

Zbigniew Jakubas od dawna wiedział, że łatwo nie będzie. Kiedy ratował skórę Goncalo Feio, zadbał o poduszkę bezpieczeństwa w postaci zmodyfikowania warunków jego kontraktu. Motor Lublin komunikując, że Portugalczyk obejmuje posadę, nie zdradził, jak długą umowę podpisał nowy trener. Wiadomo było jednak, że jest to związek, który ma potrwać dłużej niż rok. Gdy Feio zaatakował Tomczyka, ustalenia uległy zmianie. Biznesmen i trener po cichu dogadali się, że kontrakt dobiegnie końca wraz z 30 czerwca 2023 roku, a ewentualne przedłużenie współpracy będzie zależało od decyzji Jakubasa.

Goncalo zapewne nie był z tego tytułu zadowolony, ale nie miał prawa narzekać. Właściciel klubu otwarcie mówił nam, że rozważał natychmiastowe rozstanie z trenerem.

Nie ukrywam, że po tym incydencie między mną a trenerem też odbyła się burzliwa rozmowa w napiętej atmosferze. Silne były wewnętrzne rekomendacje za pozostawieniem trenera. Rozmawiałem ze sztabem i z wieloma piłkarzami. Chciałem zorientować się, jakie nastroje panują w zespole. Wszyscy stali murem za trenerem. Wykonują z nim świetną pracę. Mówili, że czegoś takiego w życiu nie widzieli, a przecież w drużynie nie brakuje zawodników, którzy doświadczyli gry w I lidze czy nawet Ekstraklasie.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zbigniew Jakubas: Ucywlizujemy Motor [WYWIAD]

Jakubas także poparł szkoleniowca, ale musiał mieć jakiś atut po swojej stronie. Swoista klauzula, na wszelki wypadek, gdyby Goncalo Feio znów zaczął szaleć. Nie ogłoszono tego publicznie i gdyby nie wydarzenia z początku lipca, nikt pewnie nie dowiedziałby się o nowej umowie, chociaż właściciel nie robił z tego wielkiej tajemnicy. Jeszcze przed zakończeniem rozgrywek i rozstrzygnięciami w barażach w luźnych rozmowach narzekał, że za moment trzeba będzie usiąść do rozmów. Narzekał, bo spodziewał się, że nie będą one polegały na szybkiej parafce i wspólnej fotce.

Goncalo Feio miał swoje wymagania. Wygórowane wymagania, ale to też żaden sekret. W końcu uchodzi za szkoleniowca, który jest organizacyjnym perfekcjonistą, a odstawiając na bok jego drugą twarz — nieobliczalnego furiata — trzeba przyznać, że swoimi działaniami faktycznie podnosi poprzeczkę i wprowadza klub na wyższy poziom. Warunki, jakie mają w Motorze piłkarze i sztab, są godne pozazdroszczenia. Nie jest też tajemnicą, że trener “wychodził” nowe, dobre umowy dla zawodników, co w połączeniu ze skutecznym prowadzeniem ich na boisku sprawiło, że szatnia stanęła za nim i odmówiła gry z Górnikiem Łęczna.

Ciekawe jest jednak to, że do końca nic nie wskazywało na to, że obydwie strony się nie dogadają.

Zbigniew Jakubas: Goncalo Feio źle zrozumiał treść

Jeszcze parę dni temu Zbigniew Jakubas postawił weto, kiedy drugoligowa Polonia Bytom pytała o Mateusza Stolarskiego. Śląski klub szukał trenera, który poprowadzi drużynę po awansie, Stolarski był jednym z faworytów działaczy Polonii. Właściciel Motoru nie chciał jednak słyszeć o odejściu swojego pracownika. Stwierdził, że sztab szkoleniowy jest już domknięty i dogadany. Z jego członkami faktycznie rozmawiano o podwyżkach i dalszej współpracy. Także Goncalo Feio w żaden sposób nie komunikował światu, że coś jest nie tak. Co prawda po awansie wspominał, że “chciałby zostawić klub lepszym niż był do tej pory”, ale nie ma co doszukiwać się w tym drugiego dna.

Portugalczyk prowadził rozmowy transferowe. Dzwonił do agentów i piłkarzy. Pytał o zawodników, snuł wizję kadry i gry po awansie. Co więcej, Motor podpisywał umowy z wytypowanymi przez niego zawodnikami, realizując jego oczekiwania. Wszystko szło sprawnie; słyszymy wręcz, że atutem lubelskiej ekipy w negocjacjach było właśnie to, że Goncalo był sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Chciał kogoś, dzwonił, dogadywał, podpisywał, bez czekania na to, aż coś zostanie klepnięte i zaakceptowane.

Sam zainteresowany w rozmowie, która wyciekła do sieci, też zresztą przyznał, że 30 czerwca kładł się spać spokojny o swoją przyszłość.

– Pomimo tego, że moja umowa była do 30 czerwca i nie podpisali ze mną nowej, dziś miałem budzik na piątą rano, by przyjść do pracy (myślałem, że to tylko formalność). Przed północą dostałem mail, że klub nie przedłuży ze mną umowy. Zwolnili mnie, mailem – pisał Feio.

Klub – aż do teraz, czyli niedzielnego wieczora – ani słowem nie zająknął się o sytuacji trenera, więc zaczęły się spekulacje. Jedni twierdzi, że Zbigniew Jakubas nie ma pojęcia, co robi. Drudzy, że Zbigniew Jakubas rozegrał wszystko jak wytrawny pokerzysta i pozbywa się zgniłego jajka. Stwierdziliśmy więc, że zamiast się domyślać, zapytamy o to samego Zbigniewa Jakubasa. I słusznie, bo okazało się, że według niego cała sprawa jest… wielkim nieporozumieniem.

– Faktem jest, że umowa wygasła z końcem czerwca. Warunki finansowe nowej umowy były ustalone już dawno i nie stanowią żadnego problemu. Jestem na wakacjach, umowę z trenerem mieliśmy wynegocjowaną tydzień temu. Pozostały drobne rzeczy, na które zabrakło czasu z uwagi na zajętość trenera i osób w klubie wypełnianiem stosu licencyjnych dokumentów. Z tego co wiem, trener wspomnianego maila otrzymał od prokurenta z przypomnieniem, że wygasła umowa. Widocznie źle zrozumiał treść przekazał nam właściciel Motoru.

Wszystkie odloty Goncalo Feio

Fatalne przejęzyczenia, wiecznie nieporozumienia. Motor Lublin znów się ośmieszył

Cóż, jeśli to nieporozumienie, to raczej z serii tych, w których Krzysztof Kowalewski prosi żonę, żeby podała mu sól. Co prawda Zbigniew Jakubas w obszernym wywiadzie tłumaczył nam, że Goncalo Feio mimo świetnej znajomości języka polskiego ma problem z dokładnym tłumaczeniem…

“Siłą rzeczy wciąż tłumaczy sobie ze swojego ojczystego języka na nasz, pierwsze skojarzenia zawsze ma po swojemu. Moje córki wychowały się w anglojęzycznych szkołach, więc przekładają sobie angielskie frazy na polskie, tak samo trener, który rzucił, że być może „góra” krzywdzi Motor. Co to jest „góra”? Pan Bóg? Ja? PZPN odebrał to jako atak na siebie. Komisja Dyscyplinarna wszczęła postępowanie”.

… ale ciężko sobie wyobrazić, co tutaj mogło być skojarzeniem na tyle złym, że — według jednego ze źródeł — Goncalo Feio przyszedł rano do klubu i pochwalił się zawodnikom mailem, w którym Motor zwalnia go z pełnienia funkcji pierwszego trenera. Skoro obydwie strony przyznają, że myślały, iż przedłużenie umowy jest formalnością, a potem wynika z tego ogólnopolska chryja i szkoleniowiec żegna się z drużyną, która wszczyna bunt w jego obronie, to ciężko mówić o drobnym błędzie, niedopatrzeniu czy niejasności. Zwłaszcza że różni rozmówcy są pewni, że Feio faktycznie wyczytał w mailu, że klub nie zamierza z nim dłużej współpracować.

Piłkarze, którzy po godzinie ósmej przekazali Górnikowi Łęczna, że grać z nim nie zamierzają, też przecież nie zareagowaliby tak gwałtownie, gdyby sprawę dało się zamknąć po pstryknięciu palcami. W pewnym momencie przyszłość Feio zawisła na włosku, takie są fakty. Jak to jednak w takich relacjach bywa Jakubas zapytał Feio, czy chce coś z Avonu, nastąpił zwrot akcji. W niedzielę z klubu płynął już przekaz pełen pewności, że za moment obydwie strony się dogadają.

Ciężko jednak powiedzieć, czy będzie to związek długi i szczęśliwy, bo nie da się ukryć, że mamy do czynienia ze związkiem toksycznym. W Motorze Lublin wiecznie ktoś kogoś nie rozumie. Zbigniew Jakubas we wspominanym już wywiadzie mówił nie tylko o trudnościach Feio w tłumaczeniu z polskiego na portugalski. Zapowiedź, że odejdzie z klubu, jeśli opuści go Goncalo, także musiał wyjaśniać i prostować:

Niewłaściwie zinterpretowano te słowa jako swoisty szantaż. Ta wypowiedź była emocjonalna, ale prawdziwa, że albo z tym trenerem awansujemy, albo dam sobie spokój z piłką nożną.

Nieporozumienia wystąpiły także w przypadku asystenta trenera, Martina Bielca. Według jego wersji był on w Motorze gnębiony psychicznie i stał się ofiarą mobbingu. Druga strona twierdzi, że nie znał się na żartach i obraził się za nazwanie go “Zlatanem”. O brak zrozumienia notorycznie sytuacji wewnętrznej na przestrzeni ostatnich miesięcy notorycznie oskarżani byli dziennikarze, którzy zdaniem kibiców niczego nie łapali i robili z igły widły. Teraz z kolei okazało się, że i fani nie za bardzo rozumieją, co tym razem zaserwowali im działacze.

Kogo Motor Lublin zaskoczy następnym razem? Może swoich rywali. Oby tylko na boisku, bo poza nim przeżyliśmy z tym klubem – nie podpuszczamy (no, może trochę) – wszystko.

WIĘCEJ O MOTORZE LUBLIN:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

67 komentarzy

Loading...